Aleksandra Rola, 25-letnia zawodniczka MMA, musi zmierzyć się z samą sobą.

W filmach o sporcie i sztukach walk fokus często ustawiony jest na chwile zwycięstwa. Triumf wygranej rekompensuje wszystkie trudy i wyrzeczenia, które do niego doprowadziły. W Furii oglądamy wiele walk, ale tą najważniejszą jest walka Oli o samą siebie. Kibicujemy jej, by wygrała.

Ola ma 25 lat, jest po dwóch próbach samobójczych i pochodzi z rodziny z problemem alkoholowym. Kariera zawodowej fighterki to dla niej przepustka do lepszego życia, obietnica nowego początku. Ku zdumieniu środowiska, w ciągu roku pokonuje w Polsce wszystkie przeciwniczki i marzy jej się mistrzowski pas z międzynarodowych zawodów w Las Vegas. To jej jedyny cel – dostać się, a potem wygrać, jest zdeterminowana i ambitna. Prze do przodu, a wycieńczające treningi nadają jej życiu rytm i sens. Nie ma udanej relacji oprócz tej z trenerem, w domu nikt nie potrafi z nią rozmawiać, a w życiu miłosne to również kolejne porażki, próby zbliżenia się do ludzi, kończą się rozczarowaniem. Dostaje skierowanie na terapię, jednak woli wyładowywać  złość i frustrację, bijąc się do krwi w klatkach. Stopniowo pokonuje kolejne zawodniczki. Marzenie o mistrzostwach pcha ją do przodu, poza tym, świat wokół nie istnieje, wszystko schodzi na bok. Katorżnicze treningi są przyczyną zwyrodnienia stawów, mimo wszystko Ola prze dalej. By przejść limit wagowy w Las Vegas, musi zrzucić 6 kg w ciągu miesiąca, dlatego ćwiczy na deficycie kalorycznym, co jest ogromnym wysiłkiem fizycznym i psychicznym. Udaje się jej, leci, dociera do finałów i… przegrywa. Dopiero teraz zaczyna się najtrudniejsze starcie w jej życiu.

Mistrzostwa długo były najważniejszym, jedynym celem w życiu Oli. Co zrobi po powrocie do domu, kiedy problemy wrócą ze zdwojoną siłą. Jak ma iść dalej gdy to, co oferowało szansę lepszego życia również zawiodło?

Film Krzystofa Kasiora to opowieść o niezwykłej sile, woli życia i o sporcie, który pozwala odbić się od dna. Nie ma tu wyreżyserowanych emocji czy inscenizowanych ustawek, raczej dużo pozostawionej kamery i cichej obserwacji. To opowieść o rozdzierającej potrzebie bliskości i tym, co jesteśmy w stanie zrobić, by wypełnić pustkę po nieudanych relacjach. Wreszcie „Furia” pokazuje, jak radzić sobie z porażką, co zrobić, gdy nie uda się spełnić marzenia. Pokazuje, jak człowiek podnosi się po takim ciosie, nie daje za wygraną i małymi krokami walczy o siebie.

Premiera kinowa 19 listopada.

WIĘCEJ