Potrzebujemy więcej queerowych postaci na ekranie.

W ostatnich dniach przez internet przetoczyła się wypowiedź aktora Eddiego Redmayne’a, który przyznał, że jego rola w Dziewczynie z portretu była błędem. Redmayne w 2015 roku zagrał postać transpłciowej kobiety Lili Elbe, jednej z pierwszych osób, które przeszły operację korekty płci. W 2016 roku za tę rolę otrzymał nominację do Oscara. Na łamach gazety The Sunday Times stwierdził, że  dziś nie zaakceptowałby tej roli: zrobiłem ten film z najlepszymi intencjami, ale myślę, że to był błąd – dodał. Problem w tym, że mimo najszczerszych chęci gwiazdy Hollywood nie mogą przestać grać postaci LGBTQ.

Sam Redmayne przyjął rolę osoby niehetero w musicalu Cabaret granym w londyńskim Playhouse Theatre tej jesieni. W zeszłym roku Selena Gomez podpisała kontrakt na film, w którym zagrać ma lesbijkę, alpinistkę Silvię Vasquez-Lavado (czym film dojdzie do skutku – nie wiadomo), a Halle Berry rozważała przyjęcie roli osoby transpłciowej (ostatecznie odrzuciła zlecenie, a w publicznym oświadczeniu przeprosiła za swoje podejście do sprawy). Hetero aktorzy Timothée Chalamet i Armie Hammer do dziś uwielbiani są za odegranie pary kochanków w Tamte dni, tamte noce, a Nick Robinson odwtórca roli młodego geja w Twój Simon również sam gejem nie jest. Jared Leto w Dallas Buyers Club (2013), Heath Ledger i Jake Gyllenhaal w Tajemnicy Brokeback Mountain (2005), Trevante Rhodes w Moonlight (2016) – wymianiać można by bez końca. Dlaczego właściwie to taki problem? Przecież teoretycznie wszyscy aktorzy i aktorki powinni móc odgrywać wszystkie role. Nasuwa się jednak pytanie, gdzie kończy się praca aktora, a zaczyna dyskryminacja?

Oczywiście istnieje znacząca różnica między orientacją seksualną a tożsamością płciową, dlatego granie osoby queer przez osobę hetero, to nie do końca to samo, co wcielanie się w postać trans przez osobę cis. Heteroseksualni aktorzy i aktorki już dawno dostali przepustkę na granie postaci queerowych, co nie zmienia faktu, że prawdziwe doświadzczenie przekłada się na odpowiednie odwzorowanie roli. Osoby LGBTQ+ nie muszą studiować życiorysów swoich bohaterów, by umieć postawić się na ich miejscu. Niestety, w Hollywood wciąż pokutuje przekonanie, że gdy gej zagra geja, to nie gra, a za tę samą rolę osoba hetero dostaje Oscara. Kończy się to wymazywaniem społeczności LGBTQ+ z ich własnej narracji.

Osoby transpłciowe wnoszą autentyczność do historii postaci transpłciowych, a angażowanie ich w projekty o tej tematyce, to chęć zrozumienia zarówno problemów, jak i realiów doświadczenia osób trans. Niestety, cispłciowi aktorzy i aktorki wciąż uważają, że mają monopol również i na te historie, zagarniając tę przestrzeń dla siebie. Ponadto skoro osoby transpłciowe nie mają możliwości grania postaci cis, to osoby cispłciowe nie powinny odbierać ról osobom trans. Branża filmowa wybiera projekty, które potencjalnie wzbudzą największe zainteresowanie inwestorów, a potem mediów. Dlatego wolą wybrać większe nazwisko, które przeważnie oznacza hetero, cispłciowego aktora, ewentualnie aktorkę.

Musimy dać zmarginalizowanym społecznościom możliwość nie tylko reprezentowania siebie, ale szerszego opowiadania swoich historii. W tej tematyce gorąco polecam dokument Ujawnienie (Disclosure – Trans Lives on Screen) na Netflixie, który dogłębnie śledzi przedstawienie osób transpłciowych na hollywoodzkim ekranie. Liczba queerowych aktorów i aktorek w kinie i telewizji powoli rośnie, miejmy nadzieję, że to początek również i pozytywnych zmian społecznych.

WIĘCEJ