Krytyczne spojrzenie na dyskurs naukowy.

Żyjemy w czasach wielkich globalnych wyzwań, które z powodzeniem można nazwać egzystencjalnymi. Katastrofa klimatyczna to nie pieśń przyszłości, a coś, co już z nami jest w postaci ekstremalnych zjawisk pogodowych na całym globie. Mimo zgody panujacej wśród naukowców i naukowczyń – 97% osób zajmujących się klimatem uważa, że to ludzka działalność jest odpowiedzialna za zmiany klimatu – wśród opinii publiczności jest pod tym względem o wiele gorzej. W Stanach Zjednoczonych, według badania Yale Program on Climate Communication, tylko 57% badanych zgadza się z tymi ustaleniami naukowców. W Polsce akceptacja katastrofy klimatycznej jako faktu – nawet pomijając aspekt ludzkiej odpowiedzialności – jest upiornie problematyczna. Według badania Katastrofa klimatyczna w oczach Polak i Polaków podczas pandemii 18,3% ankietowanych uważa, że zmiany klimatu to wymyślony problem, a 23,3% nie ma zdania na ten temat. To dość niepokojące dane. Jeśli chodzi o podejście do pandemii COVID-19, jej skutki i środki, którymi możemy jej zaradzić (przede wszystkim szczepienia) rozdźwięk między tym, co mówi nauka, a opinią publiczną jest wręcz przygnębiający. Nowoczesne platformy komunikacji zamiast ułatwić schodzenie się wszystkich społecznych stron w punktach umożliwiających wypracowywanie wspólnych rozwiązań, stały się źródłem szerzenia antynaukowych bzdur i teorii spiskowych. Żyjemy w czasach, kiedy antynaukowość jest na politycznych sztandarach prawicowych populizmów na całym świecie, a żerowanie na antyelitarnych nastrojach skierowało swoje ostrze również przeciwko ludziom rozumu. Skutki widzimy wokół siebie niemal codziennie. Niski stopień zaszczepienia polskiej populacji przekłada się na wysoką liczbę ofiar pandemii, obciążone szpitale i załamanie systemu opieki zdrowotnej. Konsekwencje antynaukowego podejścia do katastrofy klimatycznej będzie miało w przyszłości jeszcze tragiczniejszy wymiar. Rozglądając się wokół i mając choć odrobinę wiary w naukę, łatwo popaść w ponury nastrój. 

Sztuka od zawsze stara się odpowiadać na wyzwania przyszłości, od zawsze jest również blisko nowoczesnych rozwiązań komunikacyjnych, które przejmuje na własne potrzeby. Duża jej część opiera się również na krytycznym podejściu do rzeczywistości i schematów, jakimi się posługujemy w życiu społecznym. Negatywne tendencje, wymienione wcześniej, nie wzięły się znikąd. Oczywiście naukowa obiektywność i niezależność jest bardzo istotna, szczególnie dziś, gdy szerzy się denializm i ruchy antyintelektualne. Jednocześnie przeciwstawienie sobie obiektywnej nauki i nienaukowego zabobonu to zbyt prosta dychotomia, aby była prawdziwa. Z historii wiemy, że nauka była wielokrotnie daleka od obiektywizmu, wikłała się w różnego rodzaju relacje z władzą – to słowa Jakuba Gawkowskiego, kuratora wystawy Ziemia znów jest płaska, którą do 16 stycznia można oglądać w Muzeum Sztuki w Łodzi. Ta ekspozycja nie pociesza się prostą diagnozą, która powstała z ostrej opozycji między racjonalnym oglądem sytuacji po stronie naukowej a oszalałym od teorii spiskowych tłumem. Prace artystów i artystek zebrane na wystawie przyglądają się bacznie powiązaniom sztuki i polityki, wskazując, że tej pierwszej zdarzało się zupełnie angażować w to drugie, utrwalając struktury władzy i status quo. To jeden z ważniejszych powodów wzrostu ruchu antynaukowych. Nietrudno to zauważyć choćby w poziomie szczepień wśród czarnej społeczności w USA, która przez setki lat cierpiała dyskryminację i była ofiarą przemocy – również uzasadnianej przez pseudonaukę. Jeśli twoja społeczność była ciągle szeregowana jako ludzie gorszej kategorii z błogosławieństwem władzy, to nawet najbardziej racjonalne apele o masowe szczepienia mogą odbić się od muru nieufności. Jest wiele aspektów rzeczywistości, które stają się obiektem krytycznej dekonstrukcji pod względem udziału w strukturach opresyjnych porządkach, z patriarchatem i kolonializmem na czele. Dlatego tak ważnym obiektem na wystawie Ziemia znów jest płaska stały się mapy. Do dzisiaj na lekcjach historii mówi się o odkryciach geograficznych, co jest pozbawione osadzenia w rzeczywistości – biali kolonizatorzy nie odkrywali świata, a po prostu podbijali go kosztem miejscowej ludności. W taką antykolonialną i antyimperialną narrację wpisują się np. prace filipińskiego artysty Ciana Dayrita, który stosuje kontra-kartografię. 

O ile echa kolonializmu i imperializmu są dzisiaj w nauce łatwe do zauważenia i coraz mniej obecne, tak patriarchalne i antropocentryczne narracje przykleiły się do tego, jak rozmawiamy o postępie technologicznym. Widać to choćby po popularności takich postaci, jak Elon Musk. Skupiony w Dolinie Krzemowej świat Big Techu to kolejne pole, na którym nauka staje się narzędziem w rękach struktur władzy, w tym wypadku kapitału. Opowieść o nauce po raz kolejny zostaje przejęta przez dominujące grupy, pomijając zdywersyfikowane głosy mniejszości i słabszych grup. Na łódzkiej wystawie historii nauki właśnie z perspektywy pominiętych głosów przygląda się np. słowacki artysta András Cséfalvay, który wykazuje na powiązania między narracją religijną a naukową. Rzeczywiście, patrząc na nową religię Doliny Krzemowej, którą Evgeny Morozov nazwał solucjonizmem, nietrudno je zauważyć. Jeszcze niedawno cudownym rozwiązaniem miały być aplikacje (i to na nich skupił się Morozov), ale dzisiaj to wydumane zdobycze technologii przyszłości, które mają np. pomóc w walce z katastrofą klimatyczną. To myślenie odsuwa skupienie się na rozwiązaniach dostępnych tu i teraz, znowu przesuwając środek ciężkości działań ze społeczności w ręce wpływowych jednostek z kapitałem. Wiele z tych kolein, po których porusza się rzeczywistość, wynika z patriarchalnego i hierarchicznego myślenia o nauce, jej źródłach i ośrodkach wpływu. I tu naprzeciw wychodzi Ziemia znów jest płaska, prezentując prace m.in. Diany Lelonek czy Luizy Prado de O. Martins. Jeśli chcemy zatrzymać pochód antynaukowości, musimy znaleźć bardziej równościowe i mniej scentralizowane sposoby mówienia o nauce i rozbroić koncentrację kapitału, uniemożliwiającą solidarność potrzebną na odpowiadanie wyzwaniom współczesności.

Na wystawie w Muzeum Sztuki w Łodzi można oglądać prace osób pochodzących z różnych krajów i pokoleń, o różnych tłach kulturowych i społecznych. Podsuwają szereg diagnoz, które mogą odpowiedzieć na pytanie: dlaczego Ziemia znów jest płaska? Tak, jak w czasach dominacji teorii geocentrycznej, kiedy ośrodki nauki podlegały silnym władzom politycznym i religijnym, tak dzisiaj pozornie cieszą się większą swobodą. Są za to uwikłane w kapitał i nie do końca przeszły krytyczną drogę rewizji tradycyjnych, scentralizowanych struktur. W rolę takiego rewizora po raz kolejny wchodzi sztuka, oddając głos odsuniętym od centrali i głośno krytykując szkodliwe tendencje, których dominacja wpycha ludzi w objęcia antynaukowości i teorii spiskowych. Równiejszy świat potrzebuje nauki, ale i ona musi działać według zasad równości.

Ziemia znów jest płaska, Muzeum Sztuki w Łodzi, wystawa dostępna do zwiedzania do 16.02.2022

 

     

WIĘCEJ