Debiut Sneaky Jesus to pokaz jazzowej witalności

Wrocławski kwartet wjeżdża na scenę z weterańską pewnością i swadą.

Wrocławski zespół Sneaky Jesus – nazwa, która przechodzi w jazzie i nigdzie więcej – kipi energią, kreatywnością i wymianą muzycznych doświadczeń, otrzaskaną we wspólnych jam sessions. Debiut formacji, For Joseph Riddle, to jazz świeży i pomysłowy, doskonale wpisujący się w bogaty krajobraz renesansu tego gatunku. Dla transparentności dodam, że został wydany w londyńskiej wytwórni Shapes Of Rhythm, w której wydawał również i mój zespół Gaijin Blues. Więc możecie traktować ten tekst mniej jako recenzję, a bardziej jako kumpelską polecajkę, chociaż będąc kompletnie szczerym, gdzie by nie został wydany i tak polecałbym go z uporem maniaka, bo to po prostu kapitalna muzyka, o której powinien wiedzieć świat. 

Od pierwszego numeru na płycie, „Bugs”, bije wręcz kinetyczna energia, wylatująca z każdego dźwięku. Matylda Gerber na saksofonie jest onieśmielającą dźwiękową obecnością (podbudowaną chwytliwym motywem głównym), a sekcja rytmiczna złożona z Benka Łasiewickiego na basie i Filipa Baczyńskiego na bębnach zasuwa ze swadą i pewnością, której nie powstydziliby się najwięksi weterani. Sneaky Jesus ma ciekawe brzmienie, które jest niezbyt wygładzone, ale też nieprzesadnie brudne. To ani jam w podziemnej salce prób, ani wysokobudżetowy blockbuster, nagrany w studiu ze sprzętem o wartości rocznego budżetu małego kraju. I ta konfiguracja tonów pasuje idealnie pod barwne pomysły kompozycyjne i aranżacyjne zespołu. Kolejny numer z albumu, „Józek Zagadka”, zaczyna się spokojnie, ale szybko eksploduje w szybki groove, z wręcz klasycznie funkowym breakiem pod koniec. Przyznam, że mam słabość do bębnienia Baczyńskiego – nie wali jak młot, nie muska jak motyl, ale ciśnie do przodu jak pendolino. I oferuje podobny poziom komfortu. „Battledance” to ciekawa odskocznia, hipnotyczny i stanowczo za krótki wałek, pobrzmiewający echami Sun Ra i innych jazzowych spirytualistów spoglądających na wschód i południe. „Minneapolis – Police Game” wieńczy album i za krótki nie jest, bo prawie dobija do trzydziestu minut. Żadna z nich nie jest stracona, a motyw główny przywodzi na myśl melodyjną szkołę dojrzałego etapu EABS. Zapada w pamięć i odpowiednio oddaje dramatyczną tematykę utworu. Znowu muszę pochwalić Baczyńskiego, bo jego solo jest intrygujące i chyba najlepsze na całej płycie. Ale „Minneapolis – Police Game” to popis całego zespołu. Matylda Gerber zostaje przejęta jakieś upiorne duchy i popycha instrument do granic możliwości, Maciej Forreiter na gitarze przecina groove orientalizującym wyczynem, a Łasiewicki trzyma kompozycję w rytmicznych ryzach. Jedyne, do czego mogę się przyczepić, to tytuł – mamy aż nadto przykładów policyjnej brutalności w Polsce, nie trzeba ich szukać za Oceanem. Wracając jeszcze do tonów obecnych na płycie, to wprost uwielbiam brzmienie, jakie skonstruował dla siebie Forreiter. Jego gitara dźwięczy unikalnie, sytuuje się między luzem polskiej Kalifornii (dla niewtajemniczonych, tak nazywamy Wrocław i mamy na to masę argumentów!), a eskapistycznymi krainami psychodelii, zamieszkiwanymi przez projekty w rodzaju The Heliocentrics.

Sneaky Jesus na debiucie udało się od razu zrobić coś, na co inne zespoły pracują latami. Kwartet wbija z buta z gotowym konceptem brzmieniowym i nawet jeśli warstwa kompozycyjna miejscami odrobinę nazbyt wyraźnie odsłania inspiracje, tak pomysłowość i witalność wykonania nadrabia wszelkie niedostatki. For Joseph Riddle to jazz zagrany naturalnie, ułożony podług najmocniejszych stron każdej osoby z zespołu. Nie mogę się doczekać, żeby usłyszeć ten materiał na żywo, co polecam także i wam. Energia kapiąca z każdego dźwięku zawartego na płycie wręcz domaga się publiczności – co oczywiście nie wyklucza tego, że interakcje między członkami i członkinią zespołu są bez zarzutu także w wersji studyjnej. Debiut Sneaky Jesus z miejsca trafia do czołówki moich ulubionych płyt wydanych w tym roku i bez żadnej przesady mogę stwierdzić, że to jedno z ciekawszych otwarć w polskim undergroundzie od dawna. Nie prześpijcie tego, zresztą przy tak witalnych dźwiękach to średnio wykonalne.               

WIĘCEJ