Czechy chcą budowy muru na granicy z Polską. I mają lepsze powody niż Trump

BUILD THAT WALL„.

Swego czasu, w humorystycznych rozważaniach, bardzo popularny był pomysł, by Polska wypowiedziała wojnę Czechom, a następnie się poddała. Przyjęcie tradycji kulinarnych w postaci smażonego sera popijanego Koffolą lub piwem oraz legalizacja narkotyków to tylko niektóre benefity, które kusiły osoby zmęczone polskim prawem oraz kulturą. Niedługo ten plan może być jeszcze mniej prawdopodobny.

Wszystko za sprawą muru, który może stanąć na fragmencie granicy z naszymi południowymi sąsiadami. Czeskim rządem nie kierują jednak pobudki, które prowadziły Donalda Trumpa do fizycznego oddzielenia USA od Meksyku (motywowanego wyłącznie ksenofobią). Chodzi tu o ekologię. Problemem jest bowiem przygraniczna kopalnia Turów, której obecna rozbudowa to realizacja bardzo krótkowzrocznej polskiej polityki prowęglowej.

Mieszkańcy czeskiej strony skarżą się na zanieczyszczenia oraz środowiskowe konsekwencje egzystencji kopalni węgla w tym obszarze. Nieudane negocjacje czeskiego Ministerstwa Spraw Zagranicznych z polskim rządem doprowadziły z kolei do pozwu przeciwko naszemu państwu, który zostanie złożony do Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej. Wśród środków, które chce wyegzekwować strona czeska jest m.in. odszkodowanie za utratę wody w okolicach Uhelnej (ok. 30 milionów złotych) oraz program budowy alternatywnych źródeł wody na tym obszarze (ta inwestycja ma kosztować polską stronę ok. 140 milionów złotych). Najbardziej zwraca uwagę jednak koncept budowy muru, który miałby ochronić Czechów przed pyłami, które generuje kopalnia Turów. Nie wiadomo w tej chwili dokładnie na jak długim fragmencie granicy polsko-czeskiej powstałaby konstrukcja, polski rząd musiałby pewnie i za tę inwestycję zapłacić.

Pozew wpływie do Trybunału Sprawiedliwości UE w ciągu kilkunastu dni. Będziemy śledzić tę sprawę.

WIĘCEJ