CRAZY FROG wraca z nowym albumem. Tak przynajmniej twierdzi ktoś, kto się za niego podaje na Twitterze

Dziwna sprawa szalonego żabska. Najbardziej wkurzający dzwonek na komórkę oraz artysta, który swoją wizją wyprzedził o dekadę PC Music i post-internetowe brzmienia ma wrócić z nowym longplayem. Czy przebije „Crazy Hits” oraz „More Crazy Hits”? Czekamy w napięciu.

Chyba wszyscy to pamiętamy. Zaczęło się od reklamy dzwonków polifonicznych na telefon, w których dziwna wyrenderowana w 3D kreatura udawała swoją paszczą odgłos silnika motoru. Potem wszystko poszło z górki. W radiu i telewizji królował „Axel F”, czyli cover motywu z Gliniarza z Beverly Hills „ozdobiony” wspomnianym zniekształconym wokalnym impro godnym popisów Mariana Lichtmanna. Crazy Frog stał się artystą z prawdziwego zdarzenia, nagrał trzy albumy i sprzedał setki tysięcy (a może i miliony) płyt.

Mógłbym się pokusić o analizę wpływu twórczości tego muzyka na obecną post-internetową, bubblegum bassową scenę (i artystów w stylu 100 gecs, SOPHIE, Danny’ego L Harle’a czy Charli XCX), których w jakimś stopniu ukształtował ten dziwny fenomen.

Wydawało się, że Crazy Frog to pieśń przeszłości. Ale szalone żabsko chyba znowu się uaktywniło. A przynajmniej tak się wydaje, bo od 22 kwietnia na Twitterze pełną parą hula konto @TrueCrazyFrog, które zdaje się reprezentować interesy nieuznającego spodni grajka. Na profilu dzieje się dużo dziwnych rzeczy, powstają głupie ankiety, repostowane są najróżniejsze fanowskie grafiki przedstawiające autora jednego z najbardziej wkurzających hitów w historii oraz pojawiają się enigmatyczne memy i komunikaty. Przede wszystkim jednak, Crazy Frog zapowiada na trwający turbulentny rok swój wielki powrót: Zamierza wydać nowy album. Ciężko znaleźć jakiekolwiek potwierdzenie tej informacji poza wspomnianym kontem. Skoro już cały świat najpewniej będzie pod koniec roku wyglądał inaczej, to oblicze muzyki też może ponownie się odmienić. Czemu nie?

WIĘCEJ