Strike a pose.

Coachella to jeden z największych festiwali muzycznych Ameryki Północnej, który odbywa się na świeżym powietrzu, w jednej z kalifornijskich dolin o nazwie Coachella. Wydarzenie rozciągnięte jest na dwa weekendy i w ciągu sześciu dni przez festiwal przewija się około 750 tys. ludzi. Jednak gdy myślę o Coachelli, pierwsze, co przychodzi mi do głowy, to nie wyjątkowy line-up czy relacje z koncertów, a influencerki i influencerzy pozujący do zdjęć tak, by najlepiej uchwycić starannie wybrany na tę okazję outfit. Podczas festiwalu odbywa się mnóstwo wydarzeń towarzyszących i imprez organizowanych przez celebrytów i marki. Na tego typu eventach pojawiają się mniejsi, ale wciąż utalentowani DJ-e i artyści, którzy wybierani są przede wszystkim na podstawie ich wpływu w mediach społecznościowych. Zaproszenia dostają najbardziej cool influencerzy i influencerki, którzy_re zapewnią rozgłos i zasięg, to obopólna korzyść, ponieważ wielu twórców dopiero zaczynających w branży cyfrowego marketingu ma okazję zdobycia istotnych dla kariery znajomości. Coachella stała się flagowym wydarzeniem w świecie influencer marketingu.

Jednym z takich wydarzeń towarzyszących jest Revolve Festival – funkcjonujący od 2015 roku event zorganizowany przez sklep internetowy z ubraniami w lokalizacji oddalonej o kilka minut od terenu Coachelli. To ekskluzywny festiwal w festiwalu dostępny tylko na zaproszenie dla osób, które wyrobiły sobie nazwisko w świecie mediów społecznościowych. W tym roku Revolve Fest zapewniał darmowe napoje na tequili marki Kendall Jenner, darmowe jedzenie z luksusowego supermarketu Erewhon w Kalifornii, darmowe zakupy w sponsorowanych „apartamentach z prezentami” oraz występy Post Malone, Jacka Harlowa i Willow Smith. Oczywiście nie mogło zabraknąć też doskonałych okazji do robienia zdjęć na tle ogromnej różowej karuzeli sponsorowanej przez Venmo. Niestety, nie wszystkim zaproszonym udało się wejść do środka. Internet szybko zalały relacje influencerek, które rzekomo zapłaciły aż 2 tys. dolarów za możliwość imprezowania z gwiazdami takimi jak Kim Kardashian czy Timothée Chalamet, a nie udało im się dostać na teren festiwalu. Jedynym sposobem, aby dostać się na Revolve Fest, było złapanie jednego z busów kursujących między wyznaczonym parkingiem a terenem festiwalu. Szybko okazało się jednak, że transportu jest za mało i ludzie zmuszeni byli godzinami czekać bez wody w upale kalifornijskiej pustyni. Przepychali się i szarpali, a niektórzy donosili nawet o bójkach i wpychaniu pod autobusy. Wszystko po to, by dostać się do wymarzonej krainy influencerów stworzonej przez Revolve. Nic dziwnego, że szybko pojawiły się porównania do Fyre Festival z 2017, wydarzenia, które przeszło do historii jako największe fiasko branży rozrywkowej. Festiwal zorganizowany przez oszusta Billy’ego McFarlanda, który obiecał wpływowym osobom w mediach społecznościowych weekend ich życia, okazał się serią niepowodzeń. Mimo iż Revolve Festival poległ w tym roku na organizacji i określany jest jako chaotic shitshow, nie jest to PR-owa klęska na skalę Fyre Fest. Przypuszczam, że zawiedzione influencerki dadzą się ugłaskać i zależy to tylko od następnych kroków firmy. Skumulowana siła przebicia osób, które uczestniczyły w wydarzeniu i cały weekend robiły content dla milionów swoich obserwujących, jest zdecydowanie większa i sięga dalej niż kilka źle potraktowanych influencerek. Ponadto przy kilku dobrych decyzjach Revolve szybko się zrehabilituje i w przyszłym roku nikt nie będzie pamiętał o realiach kwietniowego festiwalu. Tak działa dobry marketing, a tego w ten weekend nie brakowało.

@queenofgettingbanned

After flying across the country&standing in line for 5 hours I’m out a couple thousand $$ but I got this cool shirt to cover me up so I could charge my phone&eat in a resturant nearby😍

♬ original sound - Kristi Howard

Performowanie zabawy to podstawa współczesnego marketingu, a Coachella jest doskonałym przykładem tego, jak kapitalizm sprzedaje nam obietnicę niezapomnianych przeżyć, wspólnoty i muzyki. Zjawisko to świetnie opisuje francuski teoretyk i filozof Guy Debord w książce Społeczeństwo spektaklu z 1967 roku. Debord śledzi rozwój nowoczesnego społeczeństwa, w którym autentyczne życie społeczne zostało zastąpione jego reprezentacją, argumentuje, że historię życia społecznego można rozumieć jako zmianę bycia na posiadanie i posiadania na pojawianie się. Tytułowy spektakl to odwrócony obraz społeczeństwa, w którym relacje między towarami wyparły relacje między ludźmi. Obrazy, jak mówi Debord, wyparły autentyczną ludzką interakcję. Tak więc czwarta teza Deborda brzmi: Spektakl nie jest zbiorem obrazów; to raczej relacja społeczna między ludźmi, w której pośredniczą obrazy. Zamiast mówić o spektaklu, ludzie często wolą używać terminu media, które postrzegają jako zwykły instrument, rodzaj usługi publicznej. Zamiast tego Debord opisuje spektakl jako instrument kapitalizmu do odwracania uwagi i uspokajania mas. Dziś rzeczony spektakl przybiera o wiele więcej form niż za życia Deborda. Można go znaleźć na każdym ekranie, do którego jesteśmy przyklejeni przez większość dnia. To zarówno reklamy w metrze, jak i te wplecione w twojego feeda, to też lista 10 rzeczy, które musisz wiedzieć o ‘x’. Spektakl sprowadza rzeczywistość do nieskończonego zapasu gotowych fragmentów, jednocześnie zachęcając nas do skupienia się na pozorach. Debor twierdził, że to niedopuszczalna degradacja naszego życia, dla nas zaś to już codzienność.

Obrazy codziennie wpływają na nasze życie i przekonania, reklama wytwarza nowe pragnienia i aspiracje. Media tłumaczą (i redukują) świat, używając prostych narracji. Fotografia i film załamują czas i odległość geograficzną – zapewniając iluzję uniwersalności. Technologia jest niezwykle użyteczna, ale także konstruuje nasze zachowanie. Sprowadza nasze życie do codziennej wymiany towaru. Media społecznościowe zarabiają na naszych przyjaźniach, opiniach i emocjach. Nasze wewnętrzne myśli i doświadczenia są utowarowionymi aktywami, czego najlepszym przykładem są wydarzenia takie jak Coachella, znana również jako farma treści pod media społecznościowe (content farm). To nie festiwal muzyczny, a festiwal postowania, lajkowania i tweetowania. W 2018 roku po ówczesnej edycji Coachelli w internecie pojawiło się viralowe wideo pokazujące realia idealnych festiwalowych zdjęć. Przygnębiający film dobitnie pokazał, że wszyscy skupieni są na tym, by uchwycić idealny moment, mało kto zainteresowany jest występami najbardziej wpływowych współczesnych artystów. Muzyka to tło, a zabawa jest elementem internetowego performensu. W rzeczywistości nikt nie bawi się tak dobrze, jak pokazuje w mediach społecznościowych. Istotnym aspektem, na który zwróciła uwagę tiktokerka i analityczka trendów w modzie @oldloserinbrooklyn, jest wymiana garderoby u większości festiwalowiczów i festiwalowiczek. Osoby wybierające się na Coachellę, w szczególności te, które pracują w mediach społecznościowych, wiedzą, że na festiwalu muszą się pokazać w konkretny sposób, dostosować do niepisanego, pustynnego dress code’u. Na ten jeden weekend ich osobisty styl, nie wspominając o jakiejkolwiek wygodzie, zdaje się zanikać na potrzeby kontentu na social media.

Pogodniejszą wizję przyszłości festiwali snuł ostatnio mój redakcyjny kolega, zastanawiając się nad koniecznością czerpania przyjemności z życia w czasach, gdy jakąkolwiek formę zabawy łatwo uznaje się za niestosowną lub nawet obraźliwą. Czy każdy festiwal musi być farmą kontentu jak Coachella? Oczywiście, że nie, to ciekawy, wart obserwacji fenomen. Wydaje mi się, że krytyka tego, jak konsumujemy w tych czasach rozrywkę, jest konieczna, można z niej wynieść wiele trafnych wniosków i choć trochę wyłamywać się z uczestnictwa w debordowskim spektaklu. Będziemy jeszcze bardziej zrastać się w jedność z technologią, płatności bezgotówkowe to już festiwalowa podstawa, w tym roku w ramach Coachelli promowano też NFT i wirtualne pamiątki, a coraz częstsze są powiązania z metawersum. Wszyscy i wszystkie czekamy na nasze nadchodzące lato, dlatego świadomie czerpmy z niego, ile tylko możemy. Na pewno elementy Coachelli znane są nam z różnych polskich festiwali muzycznych, więc tym bardziej warto przypomnieć sobie, po co właściwie na nie jeździmy.

WIĘCEJ