TW: śmierć, zwłoki

 

Tanatopraksja to inaczej balsamacja zwłok, która ma na celu zatrzymanie procesu rozkładu ciała. O tym, jak śmierć wygląda na ludzkiej twarzy i co ludzie zabierają ze sobą w tę ostatnią drogę, rozmawiamy z tanatopraktykiem Piotrem, który prowadzi konto na Instagramie (@tanatopraktyk_warszawa), gdzie dzieli się tajnikami zawodu.

Jak wygląda proces przygotowania ciała do pochówku?

Zaczyna się od dezynfekcji specjalnym płynem dla bezpieczeństwa oraz by zneutralizować specyficzny, nieprzyjemny zapach. Następnie usuwa się różnego rodzaju wkłucia poszpitalne, cewniki, opatrunki oraz dokładnie myje się ciało, przycina paznokcie. Mężczyzn się dodatkowo goli, podcina włosy w uszach i nosie. Potem należy zabezpieczyć ciało przed wyciekami, które mogą wystąpić ze wszystkich naturalnych otworów. Zabezpiecza się jamę gardłowo nosową oraz podszywa się żuchwę by ładnie zamknąć usta, które układam w naturalny kształt. Ciało ubiera się i dopiero tak przygotowane oraz zabezpieczone, poddaje się kosmetyce pośmiertnej, gdy rodzina wyda taką dyspozycję. Układa się włosy, zakrywa wszelkie niedoskonałości, zmiany pośmiertne. Twarz można wymodelować za pomocą specjalnego wypełniacza tkankowego, z którym uwielbiam pracować. Daje niesamowite efekty, które można zobaczyć na moim Instagramie.

Wszystkie ciała muszą być szykowane do pogrzebu czy tylko te, które będą oglądane w otwartej trumnie?

O tym decyduje rodzina, która zleca konkretną usługę. Jeśli rodzina decyduje się na pożegnanie przy otwartej trumnie, powinna zlecić usługę przygotowania ciała do wystawienia specjaliście. Śmierć nie wygląda estetycznie na twarzy, otwiera usta, pokazuje ból, cierpienie i grymas. Powieki są przeważnie otwarte lub niedomknięte, a gałka oczna mętnieje i wysycha. To może być traumatyczny widok dla rodziny, dlatego nie powinna go doświadczać. Uważam, że ciało, które nie będzie wystawiane, również powinno być przygotowane – to ostatnia posługa dla zmarłego.

Czy w takim razie balsamacja ma tylko wartość estetyczną i wizualną?

Balsamacja ma mnóstwo innych, niewidocznych zalet. Przede wszystkim całkowicie zatrzymuje proces rozkładu ciała, co pozwala zarówno na oddalenie terminu pogrzebu nawet daleko w czasie oraz na transport międzynarodowy. Ciało po śmierci to tykająca bomba biologiczna, po balsamowaniu rodzina może bez obaw pożegnać się ze zmarłym, ciało jest zdezynfekowane i w pełni bezpieczne. Dodatkowo proces neutralizuje nieprzyjemny zapach, gdy proces rozkładu już nastąpił.

A co ze zwłokami, które zostaną skremowane. Czy takie ciało też trzeba jakoś przygotować?

Na pewno należy zapytać rodzinę, czy osoba zmarła miała rozrusznik serca, którego bateria może eksplodować w komorze pieca kremacyjnego i spowodować jego uszkodzenie. Jeśli rozrusznik serca jest, zostaje usunięty przed procesem spopielenia tak, jak zegarek czy aparat słuchowy – wszystko, co ma baterie, musi zostać zdjęte z ciała. Jeśli rodzina wyda taką dyspozycję, ciało osoby do spopielenia przygotowuje się tak jak do trumny. Nic nie możemy wykonać dodatkowo, jeśli rodzina nam tego nie zleci. Obecnie często przy spopieleniu rodzina decyduje się na owinięcie zwłok tylko w całun.

Ile w ogóle kosztuje zabalsamowanie ciała i kto zazwyczaj kontaktuje się z tanatopraktykiem?

Widełki cenowe w Polsce to jakieś 400-1000 zł. Koszt wykonania usługi balsamacji wzrasta, gdy balsamuje się ciało po sekcji, wypadku komunikacyjnym czy też w głębokim rozkładzie, bo to wymaga dużo więcej pracy. To rodzina ustala szczegóły pochówku w biurze zakładu pogrzebowego, a następnie osoba przyjmująca pogrzeb przekazuje wytyczne do prosektorium. Rodziny bezpośrednio też kontaktują się ze mną, gdy chcą, bym osobiście zajął się kompleksowym przygotowaniem osoby zmarłej do pochówku.

Skoro podstawy mamy już obgadane, przejdźmy do ciekawszych szczegółów. Trafił Pan kiedyś na wyjątkowo skomplikowane przypadki, które stanowiły trudność?

Nie, na wszystko jest jakiś patent, jeśli napotykam problem, dzwonię i konsultuję to z osobami, które są już długo w zawodzie. Przypadki są naprawdę różne, zdarza się, że rodzina nalega, by ciało po wypadku komunikacyjnym, w głębokim rozkładzie było wystawione do pożegnania, mimo że my to odradzamy. W takiej sytuacji trzeba być naprawdę nie lada kreatywnym, by pewne rzeczy zamaskować i przykryć – na przykład zakładamy rękawiczki na dłonie lub zakrywamy część twarzy ozdobną chustą. Ostatnio zostałem poproszony, by wizualne odchudzić ciało osoby z ogromną nadwagą. To była jedna z trudniejszych próśb,  ale udało się! Nie zdradzam jednak swoich patentów.

A jest coś, na co Pan zaczął zwracać uwagę właśnie przez pracę?

Wszystko dokładnie dezynfekuje, myję, szoruję. Zużywam ogromne ilości rękawiczek jednorazowych. Gdy idę na pogrzeb, gdzie nie wiem, kto przygotowywał ciało, zawsze mam w samochodzie własny podręczny zestaw,  gdyby trzeba było coś na szybko poprawić.

Jaki jest w takim razie najtrudniejszy aspekt tej pracy, a co daje największą satysfakcję?

Najtrudniejsze jest patrzenie na cierpienie, ból i rozpacz rodzin, które żegnają bliskich, szczególnie gdy muszę rozmawiać z rodzicami opłakującymi stratę dziecka. Mimo wszystko ten zawód potrafi dać naprawdę ogromną satysfakcję, zadowolenie z siebie i dobrze wykonanej pracy. Wiem, jak strasznie wygląda śmierć i jednocześnie, jak można to odwrócić wizualnie. Efekt zawsze diametralnie różni się od tego, co widzę po rozsunięciu worka i przystąpieniu do pracy.

Czy to obciążająca psychicznie praca?

Trzeba mieć silną psychikę, odporność na stres i dużo empatii w sobie, więc nie jest to praca dla każdego. Mnie akurat nie obciąża, wręcz przeciwnie sądzę, że dzięki zmianie zawodu stałem się dużo bardziej pogodną osobą. Nigdy nie śnią mi się zmarli, doceniam każdy dzień, moment i chwilę. Życie jest piękne i trzeba z niego czerpać garściami.

Jak wyglądała ścieżka Pana kariery funeralnej?

Zaczynałem od zera, bez znajomości branży i kogokolwiek w niej pracującego, więc było mi ciężko znaleźć pracę. To niezwykle zamknięte, hermetyczne i nieufne środowisko. Opłaciła się wytrwałość i cierpliwość, bo teraz pracuję tam, gdzie chciałem i sobie wymarzyłem. Do zmiany zawodu popchnął mnie covid, wypalenie zawodowe w korporacji i zwykła chęć zmiany. Branża funeralna zawsze mnie ciekawiła i uważałem, że to stabilne miejsce pracy. Jeśli chodzi o początki, problem miałem jedynie z zapachem, który trudno opisać, po wyjściu z prosektorium bardzo długo siedział mi w nosie.

To jak reagują teraz ludzie, gdy mówi im Pan, czym się zajmuje?

Nikt mi nie wierzy, ale nigdy nie miałem sytuacji, że ktoś nie chciał podać mi ręki, bo pracuję ze zmarłymi. Pracowałem w korporacji 10 lat i ludzie nie rozumieją, skąd ta zmiana. Nowo poznanym osobom często świadomie nie mówię, czym się zajmuję, bo to od razu wywołuje lawinę pytań, a to z kolei bywa uciążliwe. Po pracy nie chcę myśleć o pracy, ale wiem, że dla osób postronnych to tajemniczy, niedostępny i szalenie ciekawy świat.

A spotkał się Pan z jakimiś mitami na temat tego zawodu?

Ludzie wciąż myślą, że łamiemy kości, by ubrać zmarłego, co jest nieprawdą. Jaką siłę trzeba mieć, by złamać komuś kość? Poza tym po prostu nie ma takiej potrzeby. Żeby swobodnie ubrać zmarłego, trzeba tylko rozruszać ciało w stawach, co nazywam ostatnią gimnastyką lub fitnessem. Kolejny mit jest taki, że wszyscy w tej branży piją, śmierdzą trupem lub mają nierówno pod sufitem. To wszystko bzdury, to miejsce pracy normalnych, fajnych ludzi z poczuciem humoru, może trochę specyficznym, bo branżowym.

Czy w takim razie każdy może zostać tanatopraktykiem?

Zawód może wykonywać każdy, kto ma do tego predyspozycje, ale należy pamiętać, że jest to bardzo ciężka fizycznie praca. Można skończyć kurs z przygotowywania ciała do pogrzebu, ale papierek nie sprawi, że ktokolwiek nauczy się fachu w kilka dni. Najlepiej uczyć się od doświadczonej osoby, która pracuje już długo w zawodzie, ma wiedzę i doświadczenie. Można wtedy obserwować ją przy pracy, pytać o wszystko i wspólnie przygotowywać ciało.

To popularny w Polsce zawód?

Mogę wypowiadać się tylko o rynku warszawskim, który jest już bardzo nasycony. Wiem, że osób kończących podstawowe kursy jest bardzo dużo i nie znajdują po nich zatrudnienia. Warto przed podjęciem decyzji o zmianie zawodu przejść się po okolicznych zakładach i popytać, czy szukają kogoś do pracy. Dobry pracodawca sam przeszkoli lub wyśle na kurs doszkalający, za który zapłaci. Mam wrażenie, że osoby marzące o tej pracy, nie zdają sobie sprawy z tego, jak bardzo jest ona ciężka i wymagająca. Większości wydaje się, że to tylko kwestia pomalowania buzi, podczas gdy to tak naprawdę ostatni, najkrótszy i najmniej wymagający element naszej pracy.

Czy ludzie są świadomi znaczenia balsamowania zwłok?

To się zmienia, ale bardzo powoli. Stąd też mój profil na Instagramie (@tanatopraktyk_warszawa), mówienie o zaletach balsamacji i pokazywanie jej efektów. W dużych miastach nie ma problemów z dostępnością specjalistów, zdecydowanie gorzej jest w mniejszych. Pracownik biura, które przyjmuje pogrzeb, powinien zawsze zaproponować taką usługę rodzinie, bo ludzie często nie wiedzą lub zwyczajnie nie mają do tego głowy w danym momencie. Jeśli zakład pogrzebowy nie ma wykwalifikowanego balsamisty w swoim zakładzie, powinien nawiązać współpracę z zewnętrznym, który przyjedzie wykonać zabieg na konkretne zlecenie.

Co warto, żeby ludzie spoza branży pogrzebowej wiedzieli o zawodzie tanatopraktyka?

Przede wszystkim to, co robimy, to bardzo ważny i niedoceniany zawód. Wymaga ogromnej wiedzy i doświadczenia. Jeszcze raz podkreślę, że to naprawdę ciężka praca, ciała trafiają do nas w przeróżnym stanie i efekt zależy nie tylko od naszych umiejętności, ale też od zaangażowania. Wbrew pozorom ta praca wymaga też ogromnej kreatywności, można się w niej realizować i rozwijać, a nawet mieć wpływ na rozwój branży, jeśli pracuje się w dobrym zakładzie pogrzebowym. Ja dodatkowo spełniam się, tworząc urny i relikwiarze. Wykonuje je ręcznie z gliny, którą następnie wypalam i nakładam szkliwo. Każdy mój wyrób jest unikatowy, wkładam w jego przygotowanie całe serce, nigdy nie robię identycznych rzeczy, można to sprawdzić na moim Instagramie. Zrobiłem już urnę dla samego siebie, bo nie podobają mi się te dostępne na rynku, które są masowo produkowane i takie same w każdym zakładzie.

A w jaki sposób w ogóle Polki i Polacy przygotowują siebie lub swoich bliskich do pochówku? Czy mają konkretną wizję, jak osoba zmarła ma wyglądać lub co ma przy sobie mieć?

To zupełnie indywidualna sprawa. Co przypadek to inna historia, inne oczekiwania. Osoby starsze często już za życia przygotowują sobie ubranie, w którym chcą być pochowane. Zakłady pogrzebowe posiadają też kompletne ubrania, które mogą zaproponować i dopasować, gdy na przykład pogrążona w żałobie rodzina nie ma głowy do kompletowania odzieży lub zmarły w wyniku choroby bardzo wychudł i nic już na niego nie pasuje. Śmieję się, że taniej jest ubrać się w zakładzie pogrzebowym, kupując cały męski zestaw, niż gdybym miał kupić garnitur, bieliznę, skarpetki, koszulę, buty, krawat i pasek w sklepie. Zauważyłem, że rodziny coraz częściej decydują się na owinięcie ciała tylko w bawełniany całun. Mówią, jak osoba zmarła się czesała i proszą o odwzorowanie, przynoszą zdjęcia, żeby ułatwić nam pracę. Przynoszą kosmetyki i perfumy, gdy ktoś używał charakterystycznych. Proszą, by włożyć do trumny różne przedmioty bliskie osobie zmarłej jak różaniec, papierosy, okulary czy misia od wnuczków lub laurkę, zdjęcia. Mnie nic nie jest już w stanie zdziwić i uważam, że to bardzo miłe. Są też przypadki, że rodzina kompletnie nie przywiązuje wagi, bo nie i tyle lub osoba zmarła jeszcze za życia zakomunikowała, że nie chce otwartej trumny i żeby cokolwiek robić przy jej ciele. Potrafimy też dostać, brudne, poplamione ubrania i tu znów trzeba być kreatywnym, mamy różne patenty na wywabianie plam. Buty też często trzeba wypastować. Tanatopraktyk to tak naprawdę człowiek orkiestra – od wszystkiego i do wszystkiego.

WIĘCEJ