Ciemna strona „Paris is Burning”, kultowego dokumentu o kulturze ballroom

Popularyzacja przez eksploatację.

Niewiele reżyserów filmowych może pochwalić się takim głośnym debiutem jak Jennie Livingston. W 1990 roku na świecie pojawił się „Paryż Płonie”, film opowiadający o nowojorskiej scenie ballroomowej lat 80-tych i marginalizowanej afroamerykańskiej i latynoskiej społeczności LGBTQ+. Jednak tylko nieliczni wiedzą o ciemnej stronie słynnego filmu. Właśnie wtedy, po premierze filmu oraz teledysku „Vogue” Madonny, nastąpiła pierwsza fala popularyzacji subkultury ballroom na świecie. Czy ta społeczność tak naprawdę tego potrzebowała? Osoby tworzące kulturę ballroom były totalnie wykluczone i dyskryminowane społecznie. Bale były miejscem ucieczki od ciężkiej rzeczywistości, w której te osoby były często wyrzucane z domów, bite i zabijane na ulicach, pozbawione możliwości nauki na prestiżowej uczelni, czy nawet podjęcia pracy. Na to nakładały się problemy z szalejącą wtedy epidemią HIV/AIDS, którą rząd USA kompletnie ignorował. Każdy miał swoje aspiracje i marzenia, jednak większość łączyło pragnienie sprawiedliwości i równości społecznej, oraz równej szansy na lepsze i bardziej bezpieczne życie. Z jednej strony film sprawił, że społeczność stała się bardziej widoczna, pozwolił niektórym osobom wybić się dalej – jak na przykład Williemu Ninja, który osiągnął wielkie sukcesy jako tancerz i choreograf.  Jednak z komentarzy głównych bohaterów można usłyszeć o tym, że ich kultura została wykorzystana przez Jennie Livingston. Biała, uprzywilejowana kobieta przyszła jako gość, pokazała całą nagą prawdę kultury balowej i historie głównych postaci filmu. Dzięki temu stała się sławna i zarobiła dużo pieniędzy, zostawiając bohaterów filmu z niczym. Możemy usłyszeć o tym od osób współpracujących z reżyserką, oraz głównych bohaterów filmu.

Po premierze filmu, z czasem pojawiło się wielu krytyków Jennie Livingston, zarzucających jej kulturowe zawłaszczenie kultury ballroom. Umożliwił to fakt, że była lesbijką z klasy średniej, z dostępem do spełniania roli podglądacza. W 1993 roku w New York Times pojawił się artykuł z tytułem „Paris Has Burned”, gdzie opowiadano o osobach, które poczuły się wykorzystane przez reżyserkę. Mając poczucie przegapianego bogactwa wygenerowanego przez film, niektórzy z nich chcieli pozwać reżyserkę o część zysków, jak na przykład Paris DuPree. Chociaż producenci postanowili rozdzielić około 55 tys. dolarów między trzynastu bohaterów (co nie było ustalone wcześniej), film przyniósł ogromne zyski – 3,779,620 dolarów przy budżecie 500,000 dolarów. Żadnemu z bohaterów filmu nie udało się otrzymać więcej pieniędzy, ponieważ każda z nagrywanych osób podpisała zgodę, zgodnie z którą musieli zaakceptować oferowane wynagrodzenia i zrezygnować z pozwów. Jak zasugerował Kevin Omni Burros, ważna postać ballroomowa, która także pojawia się w filmie – Ona przyszła i oszukała wszystkich. Twierdziła, że robi tylko pracę naukową. Sama Jennie Livingston przyznaje, że nigdy nie obiecała bohaterom, że zrobi z nich sławnych i nie mogła przewidzieć takiego sukcesu. Z każdym spędziła mnóstwo czasu, a umowy, które były podpisane, były łatwe do zrozumienia. Jak mówi sama Jennie Livingston: nigdy nie powiedziałam: kochanie, zrobię z ciebie gwiazdę, przyszłam i powiedziałam: jestem zainteresowana, porozmawiasz ze mną? 

Film „Paryż Płonie” ma już ponad trzydzieści lat i stał się legendarny. Chociaż kryje się za nim wiele kontrowersji, jest bardzo ważny z kulturowego punktu widzenia. Zostały udokumentowane ikoniczne postaci nowojorskiej sceny ballroomowej, oraz ich wypowiedzi na temat klas społecznych, ras i rasizmu, standardów urody, orientacji, bogactwa. Poznaliśmy je z prawdziwej strony, ich historie, ich walkę nie tylko życiową, ale też na wybiegu. Dzięki temu filmowi mnóstwo ludzi miało i będzie mieć szansę zobaczyć czym jest kultura ballroom, skąd pochodzi znany na całym świecie voguing, czyli taniec wywodzący z tej kultury. Chociaż ja, szczerze mówiąc, wolę film How Do I Look z 2006 roku. Moim zdaniem ten w film pokazuje ballroom w lepszym, bardziej realistycznym świetle. 

WIĘCEJ