Ciało prawdziwe: JESSE KANDA robił okładki dla Björk, FKA twigs i Arci. Sam jednak tworzy innowacyjną muzykę

Inspirują go dychotomie: rozkład i rozwkit, życie i śmierc, piękno i brzydota. Jesse Kanda tworzy okładki płyt i teledyski dla artystek, które wypływają na nowe dźwiękowe terytoria. On sam swoją sztuką igra z tabu cielesności w niezwykle innowacyjny sposób.

Urodził się w Japonii w 1987 roku. Dorastał w Kanadzie, a obecnie mieszka w Londynie. Na pytanie skąd wziął się Jesse Kanda lepiej odpowiedzieć jednak streszczając jego artystyczną drogę. Odpowiedź brzmi: Z DeviantArta. Jeden z najbardziej wpływowych artystów ostatnich lat z pogranicza sztuk wizualnych i muzyki w wieku 13 lat zaczął się dzielić ze światem swoimi pracami za pośrednictwem portalu, którego nazwa mówi aż za dużo. DeviantArt oczywiście skupia artystów, amatorów i profesjonalistów, którzy nie mają żadnych niecnych intencji. Po zmroku jest jednak kopalnią fetyszy, o którym większości bogobojnych obywateli się nie śniło: seksowne antropomorficzne lisice z wielkim biustem, zbiorowe gwałty na postaciach z anime oraz smoki penetrujące wydechy sportowych samochodów. Wymyślcie coś sprośnego – ktoś już to zrobił i wrzucił do sieci.

Arca - Mutant
Arca - Arca
Arca - Xen
Arca - &&&&&

Specjalnością Kandy są rendery 3D – nie boi się jednak mieszać wszelkich dostępnych technik w poszukiwaniu wymarzonego rezultatu. Podejmuje szereg tematów: śmierć, rozkład, piękno, seksualności, sensualność, ból, euforia. Punktem wyjścia dla jego cyfrowego warsztatu jest jednak zwykle organiczna materia. Kanda zajmuje się ciałem. Upiększa i deformuje, a w swoich transhumanistycznych wycieczkach poszukuje esencji portretowanego bohatera. Właśnie to doceniła w nim Arca, niebinarna producentka, której muzyka koncentruje się na starciu materii organicznej i energii duchowej z syntetyczną, post-internetową nieuchwytną substancją. Od niemal ośmiu lat ich prace idą ze sobą w parze. Kanda zaprojektował dla Arci wszystkie okładki płyt. Wyreżyserował też dla niej większość teledysków – większość z nich to studium ciała artystki, zarówno faktycznego jak i wyobrażonego. Kanda stworzył dla niej m.in. Xen – wymarzony, pozbawiony twarzy awatar obdarzony cechami obu płci.

W duecie działają także na usługach innych. Podczas gdy Arca produkowała podkłady na debiutancki krążek FKA twigs, Kanda zaprojektował dla niej być może swoje najsłynniejsze dzieło. Okładka LP1 to podobizna wokalistka przedstawionej jako porcelanowa lalka. Jej twarz pokrywa jednak coś, co trudno jednoznacznie zidentyfikować – poparzenie, przesadny makijaż, krew, czerwona farba. To popisowy przykład deformacji tak estetycznej, że aż niezdrowo pociągającej. Wbrew domniemaniom wielu, Kanadyjczyk nie stworzył okładki do, najnowszej płyty wokalistki, Magdalene – jej autorem jest Matthew Stone. Samo zamieszanie pokazuje jednak jak wpływowy jest 32-latek.

Wraz z Arcą, Kanda dołączył też do trupy Björk, słynącej do zamiłowania do otaczania się innowacyjnymi umysłami. Właśnie dla niej stworzył wizerunek, który ikonrporowała na potrzeby promocji płyty Utopia, kolejnego rozdziału igrania wokalistki z naturą. Zainspirowany mitologicznymi stworzeniami oraz symbolami kobiecości Arca stworzył być może najmocniejszy wizerunek Islandki w całej jej karierze.

FKA twigs - LP1
Doon Kanda - Loona
Björk - Utopia

Nie wszystko jednak rozdaje innym. Jeden z największych rarytasów zostawił dla siebie. Okładka do EP-ki Luna swojego muzycznego alter ego, Doona Kandy, to kolejny przykład balansowania na granicy życia i śmierci. Białowłosa kosmitka ma bowiem cechy wręcz odrażające. Nie przyćmiewa to jednak jej niezaprzeczalnego piękna.

Kanda nie zajmuje się więc wyłącznie sztukami wizualnymi. Tworzona pod aliasem muzyka jest czymś równie innowacyjnym. Pod koniec listopada zeszłego roku, nakładem Hyperdub, wydał swój pierwszy pełnowymiarowy album – Labirynth. Niezaprzeczalnie zainspirowane przez twórczość Arci kompozycje mają w sobie coś niezwykłego. Na najprostszym poziomie są fuzją basowej elektroniki i hip-hopu z klasycznymi walcami (tak, takimi, które się tańczy na bankiecie w rokokowym pałacu w Wiedniu). Kanda wydestylował powagę i melancholię najbardziej rozrywkowego segmentu muzyki poważnej i umieścił ją w futurystycznej dźwiękowej przestrzeni. Po raz kolejny zagrał więc opisywanymi tutaj wielokrotnie dychotomiami życia i śmierci oraz światła i ciemności.

W dalszym ciągu nie ogląda się innych. No, z jednym wyjątkiem. Odpowiadając na pytanie o inspiracje dla serwisu redbull.com, powiedział: – Matka Natura to moja największa idolka. Sztuka, która jest z zgodzie ze swoim stwórcą rezonuje ze mną najmocniej. Gdy ktoś pokazuje mi swoje wnętrze, sam nabieram odwagi.

doon kanda - labyrinth
WIĘCEJ