Wypełnianie luk w polskiej herstorii to prawie mission impossible.

Po sukcesie dwóch książek o różnych wykluczonych grupach kobiet z polskiego XIX wiecznego proletariatu, badaczka i herstoryczka Alicja Urbanik-Kopeć poświęciła uwagę najbardziej tabuizowanemu sektorowi pracy, czyli pracy seksualnej. Pomimo przeszkód w postaci zideologizowanej narracji archiwizowanych mediów i braku kultury kronikarskiej w środowisku klasy niższej, autorka w Chodzić i uśmiechać się wolno każdemu zdołała wyłuskać realistyczny i mroczny pejzaż świata sex worku w XIX wieku. Z okazji wydania jej przełomowej książki postanowiliśmy porozmawiać z nią o chłodnej i przerażającej rzeczywistości pracownic seksualnych z tamtego okresu i trudnościach w archiwizacji historii, o której nikt nie chciał rozmawiać na głos.

 

W swoich książkach starasz się wypełniać luki w szeroko pojętej herstorii polskich kobiet. Co sprawiło, że tym razem postanowiłaś skupić się na pracy seksualnej w XIX wieku?

W ostatnim czasie pojawił się taki trend w badaniach historycznych, którego mam szczęście być częścią. Jest to trend na opisywanie historii Polski nie poprzez historię wygranych, mocnych, tych którzy mieli bezpośredni wpływ na polityczno-ekonomiczny i kulturalny kształt państwa, ale poprzez historię słabych i wykluczonych. Jest to historia niezwykle istotna, z którą łatwiej się utożsamić i która przybliża sytuację społeczno-kulturową tego okresu każdemu czytelnikowi. Jeśli chodzi o skupienie się na pracy seksualnej – jest to wynik moich poprzednich dwóch książek Anioł w domu mrówka w fabryce o robotnicach fabrycznych i Instrukcja nadużycia o służących domowych w XIX wieku na ziemiach polskich. W trakcie pisania dwóch poprzednich książek często natrafiałam na temat pracy seksualnej. Częściowo dlatego, że kobiety z klasy robotniczej czasem się nią zajmowały na marginesie swojej innej pracy zawodowej, częściowo, ponieważ kobiety z proletariatu znajdowały się pod bardzo bacznym okiem opinii publicznej, która chciała w nich widzieć niemoralne pracownice seksualne nawet wbrew rzeczywistości. To jest temat, który pokazuje skomplikowaną sytuację kobiet z proletariatu, ich wyzysk, ale też wytrzymałość i nieugiętość w świecie, który był dla nich bezlitosny.

W książce piszesz – Praca seksualna na ziemiach polskich na przełomie wieków była nie tylko zjawiskiem społecznym, problemem prawnym i zdrowotnym, ale również chętnie używaną figurą retoryczną. – czy uważasz, że to stwierdzenie można też zaaplikować do odbioru pracy seksualnej w Polsce w naszych czasach? W skrócie – czy coś się zmieniło?

Mimo tego, że rozmawiamy o tym samym zawodzie, to realia jego wykonywania jeśli chodzi o współczesność  i wiek dziewiętnasty są drastycznie inne. Z jednej strony w dziewiętnastym wieku praca seksualna była zawodem, który był legalny, rejestrowany i regulowany, ale jednocześnie był to zawód, który był otoczony niezwykłym społecznym tabu. Kobiety wykonujące pracę seksualną były przez społeczeństwo praktycznie w każdym sensie odrzucane. Ta praca była niezwykle piętnowana i niebezpieczna. Słowo prostytucja było właśnie używane jako figura retoryczna, która miała być symbolem wszystkiego złego, co przynosiła nowoczesność. W tym sensie używanie pracy seksualnej przez część środowisk jako symbolu tego, co jest złe w nowoczesności, być może przetrwała do dzisiaj.

W swoich książkach, w tej również, analizujesz i czasem poddajesz krytyce ruch emancypantek, które często zapominały wspierać w swoich postulatach kobiety proletariatu – czy możesz przybliżyć to, co sądziły o pracy seksualnej?

To jest taki temat, który z jednej strony poruszam z pewnym niepokojem, ale z drugiej strony chętnie. Niewątpliwe faktem jest to, że ruchy emancypacyjne to było środowisko kobiet, które dzięki swojej nieustępliwości, odwadze, cierpliwości i hartowi ducha w znoszeniu upokorzeń włącznie z aresztowaniami sprawiły, że my kobiety zawdzięczamy im właściwie wszystkie swobody obywatelskie, jakie posiadamy dzisiaj. Jednocześnie nie zapominając o ich zasługach, warto wspomnieć, że ruch emancypacji kobiet to był ruch inteligencki. To oznacza, że z jednej strony to był ruch, który był skupiony na walce o prawa edukacyjne, prawo do pracy i prawa polityczne, ale też, że to nie był ruch, który zajmował się szeroko pojętym dobrostanem kobiet w ogóle, tylko dobrostanem kobiet z ich klasy społecznej.

Emancypantki widziały pracownice seksualne jako istoty o dwóch twarzach. Z jednej strony to były kobiety, które były ofiarami patriarchatu i męskiej przemoc. Dla emancypantek praca seksualna była symbolem ostatecznego upodlenia i zniewolenia przez mężczyznę. Z drugiej strony emancypantki zwracały uwagę na to, że kobiety z klasy wyższej, czyli żony klientów pracownic seksualnych, cierpią równie mocno, jak nie bardziej, oczywiście we własnym mniemaniu. Pracownice seksualne były oskarżane o roznoszenie chorób przenoszonych drogą płciową (którymi następnie klienci zarażali swoje żony) i o ogólną partycypację w męskiej demoralizacji.

W książce skupiasz się na okresie mniej więcej 100 lat przed powstaniem pierwszych ruchów działających w imię destygmatyzacji pracy seksualnej. Czy udało ci się odnaleźć jakiegoś rodzaju formę sojuszniczą, która istniała już w XIX wieku w Polsce?

Niewątpliwie można znaleźć takie głosy osób, które zajmują się pracą w dobroczynności. Te ruchy skupiały się na pomocy pracownicom seksualnym w porzuceniu tej pracy, ponieważ uważano, że one wszystkie chcą ją porzucić. Były pojedyncze głosy osób, które odnosiły się do pracownic seksualnych z niezwykłym na ten czas szacunkiem. Niesamowity jest na przykład dziennik Stefanii Sempołowskiej, która siedziała w areszcie za działalność antypaństwową. Tam Sempołowska miała długi kontakt z między innymi pracownicami seksualnymi i pisała o nich w sposób, który jest uderzający, jeśli jest się przyzwyczajonym do popularnej narracji z tamtych czasów. Pisała np., że „nie ma czegoś takiego jak dusza prostytutki”. Wtedy mówiło się, że kobiety zajmujące się pracą seksualną są z natury, z poziomu biologicznego zdegenerowane i zepsute, a ona temu przeczyła. Mówiła, że pracownica seksualna to kobieta taka jak każda inna, co wtedy było niesamowicie rewolucyjnym podejściem. Innym przykładem jest Antoni Wysłouch, który był zakonnikiem zajmującym się pracą dobroczynną. Był on autorem broszury na temat pracy seksualnej, gdzie pisał oczywiście, że pracownice seksualne to są kobiety, które wykonują ten zawód, bo nie mają innego wyboru, co było pokłosiem ówczesnego myślenia na temat tego, że praca seksualna jest zawsze przymusowa. Ale pisał też, że nie znaczy to, że ludzie mają prawo zachowywać  się w stosunku do tych kobiet w sposób lekceważący i pogardliwy. Pisał, że nie wolno im zabraniać uczestniczyć w życiu społecznym, nie należy zwalczać pracy seksualnej przemocą, ponieważ chodzić po ulicy i uśmiechać się wolno każdemu.

W książce skupiasz się na pracy seksualnej wykonywanej przez kobiety, czy znalazłaś jakieś informację o pracy seksualnej wykonywanej przez mężczyzn?

Praca seksualna wykonywana przez mężczyzn oczywiście istniała, jednak ze względu na jeszcze większą tabuizację tematu źródła na jej temat są jeszcze trudniejsze do znalezienia. Temat męskiej pracy seksualnej to zresztą oddzielna sprawa, która zasługuje na swoją własną publikację. W popularnej ówczesnej narracji na temat pracy seksualnej mówiono tylko o kobietach, ponieważ pasowało to do podstawowej tezy, że jest to patriarchalne wykorzystywanie kobiet, albo że pracę seksualna wykorzystują zdeprawowane, lubieżne kobiety. Mężczyźni występowali w tej narracji tylko w roli klientów albo alfonsów.

Praca seksualna na przełomie XIX i XX wieku była tematem mocno upolitycznionym i tematem tabu, więc wyobrażam sobie, że sam dostęp do właściwych informacji był dla Ciebie mocno okrojony.  Jak wyglądała praca archiwalna w takich warunkach?

Zajmuję się nie tylko pisaniem o historii grup wykluczonych, ale konkretnie o historii kobiet z grup wykluczonych, więc jest to zadanie podwójnie trudne. Osoby z klas niższych często nie umiały pisać, albo robienie zapisków nie było po prostu w ich praktyce kulturowej. Również ze względu na głębokie upolitycznienie i tabuizowanie tematu pracy seksualnej materiały, które były wytwarzane o tych kobietach, były znacząco ideologizowane i trzeba je czytać z dużym dystansem. Najważniejsze oczywiście dla mnie są źródła, które są wytwarzane przez same pracownice seksualne, ale tych niestety praktycznie nie ma. W drugiej kolejności starałam się więc opierać na źródłach wytwarzanych przez ludzi, którzy mieli z pracownicami seksualnymi osobisty kontakt, poza świadczeniem samych usług. Zbierałam zapiski czy wspomnienia osób które siedziały razem z pracownicami seksualnymi w więzieniach czy w szpitalach. Dużo wartościowych informacji i osobistych opinii zawierają też dokumenty wytworzone przez osoby, które pracowały w instytucjach dobroczynnych, świeckich czy zakonnych. Oczywiście temat pracy seksualnej był bardzo nośnym tematem w prasie, co daje mi dostęp do bardzo dużej liczby tekstów publicystycznych na ten temat – choć oczywiście te rzadko są pisane przez ludzi, którzy mieli jakikolwiek osobisty kontakt z pracownicami seksualnymi.

Jesteś twórczynią Instytutu Humanizowania Historii Polski, strony na Facebooku, gdzie publikujesz śmieszne i ciekawe fragmenty z XIX i XX wiecznych gazet i materiałów archiwalnych. Czy zamieszczasz tam też fragmenty, na których bazujesz swój research?

Czasem zamieszczam. Pamiętam jak @MakeLifeHarder wrzuciło absurdalnie ujęty, komiczny współczesny donos do sanepidu na dom publiczny. Ja wtedy do siebie wrzuciłam prawie taki sam donos do Komisji Lekarsko-Policyjnej w Kaliszu z samego początku XX wieku. Ten donos napisał mężczyzna skarżący się na Jadwigę P., która wykonuje zawód bez zezwolenia i jeszcze do tego zaraziła go syfilisem. Bardzo mnie to rozbawiło, bo pokazuje to, jak jednak mało zmienia się w ludzkiej mentalności.

Źródła Twojej książki, które zwróciły moją uwagę to literatura popularna z tych okresów jak np. powieść Marta Elizy Orzeszkowej. Rozkładasz trochę na czynniki pierwsze problematyczny morał tej powieści. Czy uważasz, że taka krzywdząca narracja w wielu klasycznych utworach polskich jest za rzadko omawiana w naszym kraju?

Realistyczna powieść dziewiętnastowieczna stanowi postawę licealnego sylabusa na języku polskim. W wielu powieściach z tego okresu pojawia się temat pracownic seksualnych czy domów publicznych – chociażby postać Marianny w Lalce Prusa. Ale te wątki pracy seksualnej mimo, że tam są, to podejrzewam że raczej wypadają z programu omawiania. A szkoda. Poprzez takie zaciekawienie tematem tabu, można pokazywać bardzo dobrze niesprawiedliwość dziewiętnastowiecznego systemu społecznego – bezlitosnego kapitalizmu, którym nie ma systemowej pomocy społecznej. I w który słabsi (a najbardziej słabsze) muszą radzić sobie zupełnie sami.

WIĘCEJ