Cancel culture po polsku: kolejny odcinek. KOZA i KARTKY, czyli dwie różne opowieści

Cancel culture po polsku: kolejny odcinek. KOZAKARTKY, czyli dwie różne opowieści

Jaki efekt przynosi zamiatanie oskarżeń pod dywan i jaką siłę mają internetowe dywagacje i próby cancelowania? Losy dwóch polskich raperów oskarżonych przez swoje byłe partnerki pokazują dwie strony tej samej monety.

EDIT, 19.01.2021: W poprzedniej wersji artykułu znajdowała się fotografia rapera Kozy, która została użyta wbrew intencjom autorki. Przepraszamy za użycie zdjęcia niezgodnie z jej zamiarami.

 

Jakiś czas temu pisałem, że w Polsce nie ma cancel culture. Oczywiście zostałem uznany za propagatora tego typu internetowej sprawiedliwości, a mnie chodziło głównie o to, że nawet nie możemy o tym sensownie porozmawiać, bo u nas takowe zwyczaje po prostu nie obowiązują, nikogo do żadnej, choćby symbolicznej, odpowiedzialności się nie pociąga. Polański dalej siedzi na libkowych ołtarzach, a ludzi spieszących usprawiedliwiać najróżniejsze bezeceństwa znanych postaci nie brakuje. Wtedy chodziło konkretnie o pioniera techno, Derricka May’a, który został oskarżony o gwałt. Dzisiaj wracam do sprawy, bo możemy zaobserwować na żywo, czy się wtedy myliłem – jak oślizgły bumerang wróciła sprawa Kartky’ego, a Koza dalej próbuje przywrócić się do łask.

Najpierw odrobina kontekstu. Obaj raperzy zostali oskarżeni przez swoje byłe partnerki o przemoc. Oba przypadki są udokumentowane, szczególnie Kartky’ego, który swoich przemocowych działań nie ograniczył do jednej kobiety, do tego został zarejestrowany na wideo. Obaj bronią się, twierdząc, że przemoc była efektem toksycznego związku, Koza idzie nawet o krok dalej i sugeruje, że przemoc fizyczną stosowała tylko jego partnerka, on ograniczył się do niechcianego kontaktu. Dla pełnej przejrzystości – z Kozą łączyły mnie stosunki towarzyskie, rozmawialiśmy kilka razy zawodowo i kilka razy prywatnie. Po oskarżeniach zdecydowaliśmy, że na Poptown nie opublikujemy wywiadu, który przeprowadził z nim Filip Kalinowski. Wiele osób z różnych redakcji zostało poproszonych przez byłą partnerkę Kozy, by nie dawać mu platformy i z tego, co wiem, bodaj wszyscy tę prośbę uszanowali. Raper podbił niezalowe serduszka nawet nie tyle muzyką, co bezkompromisowym podejściem i politycznymi deklaracjami, tak różnymi od ledwie skrywanego prawactwa dominującego w polskim hip-hopie. Nie trzeba dodawać, że po tym, kiedy został oskarżony, ta sympatia się odwróciła. Co innego Kartky – tutaj fanbase stał i stoi przy nim dalej. Artysta właśnie rozpędza wydanie nowego albumu, założył własną wytwórnię. Liczba wyświetleń singli się mniej więcej zgadza, komentarze są głównie przychylne. Stało się wiele po to, by nie zmieniło się nic i to jest właśnie obraz cancel culture po polsku.

Kiedy sprawa była w swoim najgorętszym momencie, wytwórnia Quequality, w której wtedy wydawał Kartky, wypuściła oświadczenie, w którym stwierdzono, że to firma fonograficzna, więc nie interesuje się życiem prywatnym swoich artystów. Potrzebowaliśmy ponad roku, żeby do sprawy Kartky’ego wreszcie odniósł się Quebonafide, szef Quequality. Jeszcze wyhodowałem chwasty / Typ z mojej wytwórni tłukł kobiety jak ćwiartki / Palę się ze wstydu jak kalifornijskie laski / Dziś mu nie poświęcę nawet milimetra kartki – nawija w wydanym niedawno „Matcha Latte”. Oskarżony o przemoc odpowiedział mu, że przecież nie został skazany i dodał coś, co jest bardzo interesujące: Powiem tylko tyle – wers fajny, ale jak się razem zarabia pieniążki, to widocznie łatwiej się przymyka oko na pewne sprawy. I tutaj chyba pies pogrzebany, bo o różnych raperskich przewinach krąży wiele historii, ale nikt w pozycji władzy nie chce zaburzać obiegu pieniądza. Niezobowiązujący wers, rok po wydarzeniach, kiedy wróbelek opuścił już gniazdo, wygląda dobrze w mediach społecznościowych, ale w żadnym stopniu nie jest ani zadośćuczynieniem ofierze, ani próbą systemowego rozwiązania problemu patriarchalnej przemocy. Ostatnio wyświetlił się także Filipek, który przepraszał za bronienie Kartky’ego. […] nie będę ukrywał, że krąży o nim zła sława i zewsząd ktoś mi ciągle o nim coś mówi. Ja, jeżeli wyjdą jakieś twarde rzeczy, to nie będę udawał, że tak się nie stało. […] Kartky zawsze w stosunku do mnie był w porządku człowiekiem i bardzo dużo mi pomógł, więc przez wzgląd na tę lojalność wstawiłem się za nim, zwłaszcza, że też byłem przy sytuacji jak Kartky miał perypetie z tą swoją poprzednią dziewczyną. A jeżeli chodzi o inne związki – nie wiem, bo nie znałem wtedy Kartky’ego, nie miałem z nim kontaktu od prawie roku, bo ostatni raz widzieliśmy się w marcu. Więc nie czuję się dobrze komentując prywatne życie byłego kolegi z wytwórni. Napisałem przepraszał? No nie, coś tam popierdział, że kolega fajny, a jak coś wyjdzie twardego, to wtedy pogadamy. A że wyszło już coś takiego, udokumentowane choćby na wideo? Ot, perypetie, toksyczne związki, wiecie jak jest (oczko oczko).

Quebo zrobił ledwo minimum, na pocieszenie w medium, które dotyczy obu zawodników, można powiedzieć, że załatwił sprawę na rapowo. Niewystarczająco, ale wciąż zrobił więcej, niż Filipek, któremu przez gardło nie przejdzie deklaracja stawania po stronie ofiar.

Zanim przejdziemy do Kozy, warto zatrzymać się właśnie nad tym zagadnieniem. Oczywiście, bez procesu sądowego czy nawet dokładnego dziennikarskiego śledztwa, sprawy nigdy nie są do końca jasne. Ale całkiem rozsądnym podejściem jest zaufanie ofierze. Rzucanie oskarżeń w przestrzeni publicznej – szczególnie w Polsce – nie daje zbyt wielu profitów. Uwaga, na jaką można liczyć, jest w dużej części negatywna. Osoba, która takie oskarżenia wysuwa, nie zyskuje zbyt wiele, za to naraża się na osobiste ataki ze strony potężnych zastępów na podorędziu osoby publicznej. Robi to, bo nie może już dłużej milczeć, widząc blask bijący od i rzucany na swojego oprawcę. Upublicznianie takich spraw rzadko kiedy jest cynicznym, wykalkulowanym krokiem, zazwyczaj to emocjonalny gest rozpaczy. Choćby dlatego warto stawać po stronie ofiar osób publicznych – wsparcie internetowego tłumu może dać siłę do przetrwania samotności wobec postawy żelaznego fanbase’u, który właśnie w ofierze widzi złą osobę, chcącą skrzywdzić uwielbianą postać.

W przypadku Kozy mocno razi kwestia hipokryzji – raper wielokrotnie wytykał mizoginię i utwierdzanie patriarchalnych stereotypów przez polski rap. Po oskarżeniach wydał oświadczenie, w którym pomniejszał swoją winę, aczkolwiek przyznał się na tyle, by zadeklarować chęć poprawy i pójścia na terapię. Po jakimś czasie wrócił na scenę, najwyraźniej uznając, że czas pokuty minął. Takie kroki nie dziwią – chłop lubi być artystą i chce żyć ze sztuki. W przeciwieństwie do Kartky’ego (który na dobrą sprawę nie zrobił sobie nawet za długiej przerwy), reakcja publiczności nie była aż tak przychylna. I tu dochodzimy do ostatnich wydarzeń, czyli posta Kozy z prośbą o wsparcie klikami i komciami, dodatkowo okraszonego żabą Pepe (co jest lekko problematyczne, biorąc pod uwagę historię tego symbolu). O przemocowej sytuacji uprzejmie przypomniał fanpage Trzy Szóstki (niestety, aktywny już bardzo rzadko), na co odpowiedział sam raper, komentując w niewybredny sposób, do tego zaczynając od wycieczek osobistych. Jeśli post z prośbą o uwagę nie był sygnałem o kiepskiej trajektorii jego kariery, tak ten komentarz już tak. Można się było spodziewać reakcji, które były adekwatnie nieprzyjemne (zamknij ryj to jedna z łagodniejszych odpowiedzi). W międzyczasie po internecie zaczęło krążyć zdjęcie, z którego wynika, że kolektyw Kozy lubi stosować przemoc wobec nastolatek nieżyczących sobie srogiej domówki.

Na przypadkach Kartky’ego i Kozy widzimy jak na dłoni działanie cancel culture w Polsce. U tego pierwszego głosy krytyki zostały przywalone miłością fanów i – o zgrozo – fanek. Może dalej funkcjonować bez przeszkód, a jego kariera została wyłącznie lekko nadszarpnięta. To trochę upiorne, ale rozstanie z Quequality i własna wytwórnia mogą być dla niego nawet bardziej korzystne. Innymi słowy – oskarżenia o przemoc ostatecznie otworzyły nowy rozdział w jego życiu, niekoniecznie taki, na jaki liczyli ludzie o większej wrażliwości na przemoc. Koza, artysta posiadający o wiele mniejszy fanbase, do tego przemawiający do bardziej świadomej społecznie publiki, ma raczej ciężko. Stracił przychylność mediów i operuje w coraz większej próżni. Sprawy obu artystów pokazały ślepotę reakcji – Kartky otrzymał ślepą miłość, Koza ślepą nienawiść. Niestety, cancel culture nie jest odpowiedzią na bolączki tego świata – wystarczy wejść na komentarze pod postem Trzech Szóstek, by zobaczyć masę wpisów spod znaku zajebiście i tak był chujowy, albo większą zbrodnią jest tylko jego muzyka. Emocje internetowego tłumu spłycają zjawiska i odbierają im powagę konieczną do zrozumienia i wyciągania wniosków, trudno też w takiej atmosferze mówić o szacunku do ofiar. Ale dopóki nie będziemy mieli dobrze rozwiniętych instytucji i odruchów społecznych, ten rozochocony tłum to jedyna forma sprawiedliwości. Bądźmy szczerzy – bardzo ułomna forma sprawiedliwości.

WIĘCEJ