Blanka Lipińska poleca suplementy na depresję zamiast psychiatry. Teraz się tłumaczy

Blanka Lipińska poleca suplementy na depresję zamiast psychiatry. Teraz się tłumaczy

Pisarka promowała na swoim Instagramie konkretne suplementy diety, które miały poprawić samopoczucie i jakość życia jej obserwatorek. Po fali krytyki tłumaczy się teraz w mediach.

Blanka Lipińska to jedna z bardziej kontrowersyjnych twarzy rodzimego showbiznesu. Najlepiej zarabiająca polska pisarka w 2019 roku sama woli się określać autorką książek. 365 dni oraz dwa sequele powieści nadal sprzedają się jak świeże bułeczki, a Lipińska pracowała przy filmowej adaptacji książki, która stała się hitem biblioteki Netflixa na całym świecie. Autorka jeszcze niedawno scoutowała dziewczyny do pracy na galach KSW oraz obsadzała loże VIP w sopockich klubach. Chętnie przyznaje się też do korzystania z zabiegów medycyny estetycznej.

W ostatni weekend o Lipińskiej zrobiło się głośno z innego powodu. 35-latka aktywnie udziela się na Instagramie, na którym ma ponad 600 tysięcy followersów i followerek. Rady dla tych drugich okazały się wyjątkowo kontrowersyjne. Autorka książek w swoim story zachwalała działanie konkretnego suplementu diety, który ma pozytywnie wpływać na samopoczucie, a w domyśle wręcz walczyć z depresją likwidując w ten sposób potrzebę sięgania po profesjonalną pomoc psychiatryczną, terapeutyczną czy farmakologiczną.

Sprawę jako pierwszy nagłośnił bloger Bartek Fetysz, który fragment wypowiedzi influencerki opatrzył także skrótem fabuły jej trylogii. Wideo znajduje się w drugim slajdzie:

Wyświetl ten post na Instagramie.

ŻRYJ SUPLEMENTY. Tekst: Bartek Fetysz Blania napisała trylogię 365 Dni, które trwają o wiele za długo. Laura, główna bohaterka, polska galerianka, porwana niunia przez muskularnego Massimo z wielkim fiutem dopiero w trzeciej części zdaje sobie sprawę z tego, że on uprawia na niej gwałty. Ślini się jednak do tej jego pały przez całą drugą książkę i jest z nim w ciąży. On ją wciąż hardkorowo posuwa i ja się tylko zastanawiałem, kiedy ten płód obejmie jego penissimo i wyjdzie z niej na tej jego włoskiej knadze. Bo jako Czytelnik miałem dosyć scen kioskowego porno co drugą stronę. Potem Laura sprowadza swoją best friend, Olo, która wciąż do niej mówi per “suko”, “dziwko”. Rozmowy świadomych siebie kobiet. Raczej pener spod poznańskiego bloku, które marzą o Marku z Mercedesem, ale dają Sebie, który ma Golfa Trojkę. I ta Olo też zostaje galerianką. Jest kobietą wyzwoloną. Ale bez Frytek i Oka Wielkiego Brata. Liczy się dla niej tylko oko miedzynożnej róży i to czekoladowe. Żywi się orgazmami. Zakochuje się w niby służącym Massima, Domenicu, ale on okazuje się być jego bratem. Obie, odziane w kozaki Givenchy, bo noszą ten sam rozmiar, chodzą na zakupy, do fryzjera, ale gdzieś pomiędzy ubieraniem się na “rasową dziwkę” odkrywają, że Massimo posuwa inną laskę. Jego pierwszą miłość. Ale ten Massimo to nie Massimo, ale jego brat bliźniak. I jest złą wersją oryginalnego Massima. W dodatku Brytyjczyk. Wszyscy tam mają brytyjski akcent. Potem Laura zostaje porwana ponownie przez Katalończyka, który mówi po polsku i ma na imię Nacho. I on ją niby więzi, ona się w nim zakochuje, ale zamiast Louis, Gucci, Versace, Marant – tam w szafie tylko Havaianas, bo on jest surferem i poliglotą. Ale kupuje jej shorty i basic koszulki. Bo ma inny styl niż włoski mafioso. I luksusowej Laurze zaczyna się podobać styl surferów i nawet uczy się pływać ma desce, bo na motorze już jeździ i mówi na niego „moja suka”. W kolejnej części filmu utworem przewodnim powinien być „Hej suczki, na na na na na, my znamy Wasze sztuczki”. Teraz Blanka promuje suplementy. Na depresję. Z tranu. Całość na FB. #bartekfetysz #felieton #blankalipińska #365days #suplementy #depresja

Post udostępniony przez  Bartek Fetysz (@fetysz)

– Kochane panie, tak sobie poczytałam te wasze wiadomości o tym, ile macie w głowie napchane smutku, strachu, lęku. Zacznijcie łykać suplementy, zacznijcie dobrze się odżywiać, zacznijcie robić coś dla siebie po prostu. Nie czekajcie, aż to się skończy. Po to na przykład firma ____ [obie nazwy ocenzurowaliśmy – red.] wymyśliła ten produkt _____, żeby takim osobom, jak wam, pomagać. I to bez recepty, bez psychiatry – powiedziała na IG Lipińska i kontynuowała: – Naprawdę życie nie musi tak wyglądać, że budzicie się rano i zastanawiacie się, po co macie wstać z łóżka. Wiem, bo kiedyś też tak miałam i sobie poradziłam z tym sama. Natomiast w tym momencie jest bardzo dużo rzeczy, które mogą was wspomóc. Takim właśnie wspomagaczem jest produkt, który po pierwsze postawi was psychicznie na nogi, a po drugie da wam, moim zdaniem, taką siłę do tego, żebyście ruszyły dalej i robiły te kroczki.

Jej słowa spotkały się z lawiną krytyki osób, które twierdziły, że autorka książek sieje w ten sposób dezinformacje, piętnuje leczenie psychiatryczne oraz, najpewniej, czerpie profity z reklamowania konkretnej substancji. W niedzielę Lipińska sama odniosła się do tego na łamach serwisu gala.pl: – W story, które wzbudziło tyle kontrowersji opowiedziałam o tym jak ważna jest suplementacja i odpowiednie odżywianie, jak ważne jest dbanie o siebie od środka. Wielokrotnie podkreślając, że to o czym mówię to nie leki, tylko suplementy. Nie użyłam w swojej wypowiedzi słowa „depresja” albo „leczenie”, a jedynie „wspomaganie” czy „dbanie” – napisała w oświadczeniu.

Lipińska w kilku akapitach tłumaczyła niuanse dotyczące jej wypowiedzi. Na koniec jednak przeprosiła: – Przepraszam osoby, które uraziła moja wypowiedź. Moją intencją było i jest wspieranie kobiet na najróżniejszych płaszczyznach ich życia. Nie bagatelizuję depresji i nie pozwoliłabym sobie rekomendować suplementów zamiast terapii i farmakologii w sytuacjach tego wymagających – kończy swoją wypowiedź.

My z kolei przypominamy, że zaburzenia psychiczne to choroby, których nie należy bagatelizować. W wypadku jakichkolwiek objawów zalecamy kontakt ze specjalistą w tej dziedzinie.

WIĘCEJ