Bart Staszewski: większość nie powiesiłaby pedała na latarni

Aktywista znany ze zdjęć z tabliczką „Strefa wolna od LGBT” zaskakuje optymizmem.

Bart Staszewski urósł w oczach prawicy na pierwszego wroga Polski. Jego akcja ze zdjęciami tabliczek Strefa wolna od LGBT przy nazwach miejscowości, które przyjęły homofobiczną uchwałę, rozniosła się po całym świecie. Część z tych samorządów straciła fundusze unijne lub norweskie, a sam aktywista stał się celem oczerniającej kampanii w prorządowych mediach, z TVP na czele. Spotkaliśmy się dzień po tym, jak Parlament Europejski przyjął rezolucję ustanawiającą całą Unią strefą wolności dla osób LGBTQ+ i konferencji Zbigniewa Ziobry, na której ogłosił projekt ustawy zakazującej adopcji i przysposobienia dzieci przez pary jednopłciowe. A już od dzisiaj, w Bydgoskim Centrum Sztuki, można oglądać wystawę Strefy, która pokazuje zdjęcia z akcji Barta Staszewskiego. Wystawa potrwa do 15 maja. 

Paweł Klimczak: Rozmawiamy chwilę po przyjęciu specjalnej rezolucji przez Europarlament. Jak ci się wydaje, czy to wpłynie jakkolwiek na praktykę polityczną, szczególnie polską?

Bart Staszewski: Nie rozpatruję tego jako jakiegoś momentu przełomowego. Myślę o tym jako o symbolu, kolejnej cegiełce, która wywołuje presję na Komisję Europejską, czyli ciało, które ma największą władczość. Na to, żeby zaczęła działać, realizować chociażby ten słynny artykuł drugi, który mówi tak pięknie o równości i wolności człowieka. Mamy do czynienia z tym, że są dwa kraje członkowskie – Węgry i Polska – które gdyby miały dzisiaj wejść do Unii Europejskiej, to prawie na pewno by się do niej nie dostały. A z drugiej strony totalnie odstają i myślą o Unii jako o takiej skarbonce, z której można ciągle wyciągać. Okazuje się, że nie mamy wspólnych wartości – przynajmniej w części, bo co innego obywatele, a co innego rządzący. Myślę, że to jest kolejna presja na rząd, pokazująca, żeby nie iść tą drogą. Oczywiście, polski rząd może to sobie zignorować, bo powie, że to jest symboliczna rezolucja. Polski rząd może sobie zignorować wypowiedź Urszuli von der Leyen o strefach wolnych od LGBT, tweeta Joe Bidena i działania Norwegii, która zablokowała fundusze dla stref wolnych od LGBT i to samo ma się zdarzyć, jeśli chodzi o środki unijne… Może to wszystko zignorować, może nawet wyjść z tej Unii, ale gdzie pójdzie i gdzie się przytuli? Sądzę, że z racji animozji do Rosji, to tam nie pójdzie. Węgrzy nas aż tak nie kochają, żebyśmy chcieli z nimi budować jakiś wielki sojusz – oni robią swoje, my robimy swoje, ideowo się zgadzamy. Nawet PiS wie, że musi przyhamować trochę i to się częściowo teraz odbywa. Nie ma już nowych stref wolnych od LGBT, są miasta, które się z tych uchwał wycofują i przyjmujące inne, mówiące np. o wszystkich rodzinach. Więc mamy trend wycofujący. Mimo, że PiS oficjalnie pręży muskuły, to jednak widzimy zupełnie inne rzeczy. 

Co ciekawe, zaraz po przyjęciu tej rezolucji widzieliśmy konferencję ministra Ziobro, który zaproponował kolejne dyskryminujące rozwiązania. Myślisz, że to element tego prężenia muskułów i rozgrywek wewnątrz koalicji, czy czeka nas dalsze pogorszenie sytuacji społeczności LGBTQ+ na gruncie prawnym?

Mam wrażenie, że mamy do czynienia z polityczną grą. Ziobro jest prawnikiem z wykształcenia. Na pierwszy rzut oka to, co zostało stworzone, ten projekt ustawy, jest niezgodny z konstytucją. 

Nie pierwszy zresztą!

Tak, ale ten jest tak niezgodny, że jak w przypadku uchwały Kai Godek, przepadnie w przedbiegach. Wiemy o tym, że artykuł 32 gwarantuje wszystkim równy dostęp do usług, więc jeżeli usługą jest adopcja, to nie możemy powiedzieć, że osoby LGBT nie dostaną dzieci. A Ziobro tak wprost powiedział. Nie podpowiadając, mogliby tę ustawę zrobić w inny sposób, ale tego nie zrobili, bo chcieli wysłać polityczną wiadomość. Wiadomość o tym, że będziemy dyskryminować osoby LGBT, bo nam się tak podoba i mamy taką ideologię. Więc oczywistym jest, że ten projekt upadnie w Sejmie, ale do tego czasu oni próbują wzbudzić takie emocje, które częściowo przykryją to, co się dzieje w Polsce, ze szczepionkami i innymi tematami. Z drugiej strony to jest też pokazaniem Unii: wy nam tak, to my wam tak, zobaczcie co robimy i nic nie możecie nam zrobić. Oczywiście, spotkali się z protestami i ostrymi słowami, nawet z mojej strony, ale są pewne ograniczenia możliwości, bo co oni mogą zrobić? I tak osoby LGBT w Polsce nie adoptują dzieci, bo nie mają jak. To są nieliczne sytuacje, o których mówi ten pomysł, kiedy np. brat ma siostrę, która miała dziecko i ginie w wypadku. Dziecko przechodzi na najbliższą rodzinę, czyli przysposobić je może brat. Okazuje się, że jest gejem, czyli w tym momencie powinno się to mu uniemożliwić, tak to sobie Ziobro wyobraża. Więc to są naprawdę bardzo nieliczne sytuację, a przecież samotne osoby mogą w Polsce adoptować dzieci, chociaż to się praktycznie nie zdarza. To jest taki frontalny atak, żeby pokazać, że o, my nie będziemy sobie dawali mówić, co mamy robić. 

Zresztą, w tej propozycji kryje się cały zestaw problemów, jak np. kto i jak będzie sprawdzał orientację Polaków i Polek. Takie mechanizmy mogą się nie przyjąć nawet w konserwatywnej części społeczeństwa – inwigilacja kojarzy się przecież z poprzednim systemem.

Tak, ktoś by musiał donosić na innych, co jest jakimś absurdem. Więc jestem przekonany, że wykształcony prawnik, jakim jest Ziobro wie, że to, co wymyślił jest bzdurą totalną i to jest tylko polityczna zabawka, żeby pomachać. Też dlatego media tak tego nie podchwyciły, bo o to mu chodziło, o zwrócenie uwagi. Jeżeli to nie zostanie uwalone w Sejmie, to zacznę się przejmować. Kiedy będzie groźba zmiany konstytucji, to wtedy zacznijmy się bardziej przejmować. Musimy być ostrożni. Trzeba bić na alarm, bo pisowcom i innym konserwatystom chodzi o zmianę metodą salami, czyli po trochę zmieniać tolerancję i akceptację na pewne rzeczy, z drugiej strony wykorzystują to przeciwko nam, żeby przykryć inne rzeczy, na co też im nie możemy pozwolić. 

No właśnie, to w końcu nie pierwsza wrzutka, która ma podgrzać progresywną opinię publiczną. Masz sporo kontaktu – czy to online czy offline – z różnymi ludźmi, w tym z takimi, którzy wspierają rząd. Jak ci się wydaje, gdzie jest granica propagandy, kiedy jest ten moment, kiedy zasłona opada i ludzie jej po prostu nie akceptują?

Mam wrażenie, że jeśli chodzi o pranie mózgu, które robi TVP i politycy, to ludzie są na to odporni. Wbrew temu, co robi Prawo i Sprawiedliwość, ludzie słuchają tego kabaretu i wiedzą, co się tam wyprawia. Rodzice mojego chłopaka lubią oglądać TVP, ale nawet oni trochę nie trawią pewnej propagandy, która tam jest. Oni są pisowi, ale nie do końca, bo pytają, co u mnie słychać, chłopaka ich dziecka. Myślę, że większość ludzi działa z natury liberalnie, bo wszystko fajnie, dopóki nie chodzi o moją rodzinę. Szczególnie młodzi ludzie nie słuchają tej propagandy, bo nie mają telewizora, albo znają jakiegoś geja lub lesbijkę. Myślę, że PiS przestrzela sobie kolana, robi z nich durszlak. Niemłodzieżowy język, którego używają, niemłodzieżowe kampanie, które prowadzą, czy to z aborcją, czy z adopcją, to są hermetyczne działania, na które młodzi reagują zdziwieniem. A to są ludzie, którzy za chwilę dostaną prawo wyborcze, albo już je mają. Oni są już na tyle zaktywizowani, że wiedzą, że po protestach trzeba jeszcze oddać głos. PiS ledwo wygrał wybory prezydenckie, więc wróżę bardzo duże uderzenie o ziemię. Nie sądzę, że w Polsce się dużo zmienia, jeśli chodzi o tolerancję i akceptację dla osób LGBT, na pewno się trochę pogorszyło, ale też nie dramatycznie, bo to mitologizowanie nas do przeciętnego Polaka raczej nie trafia. To jest taka krzykliwa, homofobiczna mniejszość, która powtarza pewne kłamstwa, jak np. to, że wymyśliłem strefy wolne od LGBT. Część z tego może przylgnąć – do mnie przylgnęło – ale nie sądzę, że większość ludzi jest homofobiczna. Mogą nie rozumieć pewnych rzeczy, nie wiedzieć jak o nich mówić, ale nie powiesiliby pedała na latarni, o czym mówią niektórzy głośni. Są pewne podatne na to jednostki, które rzucają kamieniami, robią jakieś ohydne rzeczy, jak ten atak na dwóch mężczyzn parę dni temu w Warszawie. Zdarzają się takie sytuacje, więc nie można mówić, że w Polsce jest zajebiście. Ale nie przesadzałbym i myślę, że wymiernym skutkiem tego, co robi PiS, będą kolejne wybory. 

W jakiejś części podzielam twoją optymistyczną diagnozę, zresztą potwierdzają ją np. badania zespołu Macieja Gduli nad Miastkiem. Polski wyborca jest cyniczny i ma z politykami klientelską relację, może ich wspierać nie podzielając strefy wartości, czy nie kupując propagandy, liczy się wymierna korzyść uzyskana na końcu. Mnie ten stan bardzo boli, no ale tak już jest. Z drugiej strony, przemoc – czy symboliczna czy fizyczna – się nasila. Ty stałeś się obiektem ataków wielu mediów prorządowych, ostatnio TVP wyemitowało już kolejny materiał, w którym byłeś antybohaterem. Na jakie szykany się ta atmosfera przekłada, z jakimi atakami się spotykasz?

Póki jesteśmy w pandemii, to noszę maseczkę na twarzy na ulicy, ale w takim 2019 byłoby inaczej i podejrzewam, żebym po takiej emisji nie wychodził kilka dni z domu, bo ludzie żyją tymi newsami, pamiętają moją twarz. Zresztą już to sprawdzałem – po organizacji pierwszego Marszu Równości w Lublinie, ludzie do mnie podchodzili, gratulowali. W 2020, po jednej z takich emisji, rozpoznawano mnie w maseczce, jeden pan powiedział do mnie, że to ten łgarz z telewizji. Powiedział mi to w twarz – nie był w grupie, gdyby był w grupie, czułbym się jeszcze bardziej zagrożony. Mój aktywizm ma cenę. Ceną jest atak ze strony Prawa i Sprawiedliwości i wszystkich jego sług, którymi są media prawicowe. Ich metodą jest mówienie jak największej ilości kłamstw, może coś się przylepi. Ja nie jestem w stanie z nimi wszystkimi polemizować, mam stronę lgbtfreezones.pl, gdzie są fakty i mity, gdzie prostuję część kłamstw. Ona sobie może być, ale nie dojdzie wszędzie, więc uzbrajam się w twardą skórę. Grozi mi sporo, muszę być ostrożny jak wrzucam zdjęcia z mieszkania, żeby nie pokazać gdzie mieszkam, nie mogę też w czasie rzeczywistym zamieszczać tego, gdzie jestem. Jak mam wystawę zdjęć w Bydgoszczy, to ich ostrzegam, że może przyjść jakiś głupek i muszą mieć ochroniarza na taką sytuację. Już nawet jak jeździliśmy z filmem Artykuł osiemnasty, to Młodzież Wszechpolska próbowała zablokować pokazy. Moja postać budzi tyle negatywnych emocji u najbardziej radykalnych prawicowców, że są w stanie przyjść i mi złoić dupę za to wszystko co, jak to oni mówią, zrobiłem przeciwko Polsce. 

Pogorszyło się pod wieloma względami, bo np. ziobrowskie prokuratury umarzają postępowania przeciwko faszystom i homofobom. Choćby we Wrocławiu, gdzie mieszkam, mieliśmy takie sytuacje, jak umarzanie spraw przeciwko Jackowi Międlarowi i jemu podobnym. Dochodzi coraz większa polaryzacja, pęknięcie nie tylko w społeczeństwie, ale także na poziomie instytucjonalnym – część ludzi po prostu nie uznaje prokuratur czy policji za swoje. Czy myślisz, że kiedy władza PiS przeminie, jest możliwe zasypanie tych przepaści?

Na pewno. Mamy internet, mamy nowoczesne media i to, co w Polsce widzimy, jest przyspieszeniem tego, co się działo zagranicą. Wszędzie odbywało się to mniej więcej tak samo. Ludzie się wkurzali, chodzili na ulice, chodzili na Marsze Równości. Raz estetycznie, raz mniej estetycznie, bo przecież nie wszystkim się to podobało. I to się dzieje w Polsce. W 2019 była największa ilość Marszy Równości kiedykolwiek. Przed COVIDEM na Paradach Równości pojawiało się 70 – 80 tysięcy osób, na małych Marszach od tysiąca do 10 tysięcy w Poznaniu. To są ludzie, którzy są coraz bardziej świadomi, uczestniczą też w tych protestach, także klimatycznych, bo to idzie w parze, idą w Marszach nawet jako sojusznicy. Prawica pierze mózgi, jasne – to co robi TVP jest karygodne. Ale myślę, że jak to wszystko stopnieje, to ludzie odetchną i nie będą wcale tacy homofobiczni. A te kampanie społeczne, które realizujemy, znajdą też miejsce w nowych mediach publicznych. Liczę, że to jest kwestia najbliższych dziesięciu lat. Dojdzie nie tylko do równości małżeńskiej, ale że uda nam się także zmusić kolejny rząd do roztoczenia opieki prawnej nad mniejszościami, jak to się dzisiaj dzieje z mniejszościami religijnymi. Jak np. z Żydami. Nie można powiedzieć w telewizji, że Żydzi są obrzydliwi, bo to jest karalne, ale już o osobach LGBT można i politycy z tego korzystają. Myślę, że łatwiej będzie przekonać następny rząd – załóżmy, że będzie liberalny – do zmiany kodeksu karnego, niż że odbędzie się wielka debata nad równością małżeńską. A to będzie już wielki sukces, bo ukróci się tych wszystkich homofobów, którzy sączą jad w telewizji i w kościołach. Gozdyra, czy inni nie będą mogli budować swojego show w taki sposób, że zaprosi się Biedronia i księdza Oko i niech się kłócą – a tak się w przeszłości zdarzało. I przy okazji, jak przegrasz dyskusję, to się okaże, że ksiądz Oko miał rację. 

Może to zabrzmi źle, ale biologia nie działa na korzyść rządzących. Z jednej strony topnieje elektorat seniorski – również przez nieodpowiedzialne działania rządu wobec pandemii – z drugiej, o czym już mówiliśmy, prawa wyborcze niedługo uzyska mocno antypisowski elektorat młodych. 

Tak, oni się za późno obudzili z pewnymi sprawami, teraz mówią, że będą wprowadzać zakazy, jak z tą adopcją, ale pewne procesy już się odbyły. Ta propaganda jest zbyt prymitywna dla młodych, zupełnie do nich nie trafia.

Z kolei inne prawicowe zagrożenie – Konfederacja – radzi sobie doskonale z docieraniem do młodych, jest obyta i skuteczna w sieci.

Tak, ale zauważ, że niezbyt porusza tematy osób LGBT, co jest genialnym posunięciem. Czasem Braun coś powie, ale to nie jest jak z PiS-em. Bosak nie ma aż tak konserwatywnego podejścia – jest przeciwko małżeństwom jednopłciowym, oczywiście, za związkami partnerskimi może by był, gdyby były inne czasy. Ale oni poszli w populizm związany z podatkami i gospodarką, są za państwem, które niczego nie zakazuje. Oczywiście, nie wspominam tutaj o kwestii aborcji, bo musieli się na ten temat wypowiedzieć, żeby nie stracić tych najbardziej nawiedzonych wyborców. Natomiast nie rozkochują się w tematyce anty-LGBT, mimo, że Bosak ma tu dużą wiedzę. Tak tylko dodam, że na konferencji podsumowującej któryś Marsz Niepodległości zapytał, kto najlepiej relacjonował Marsz. Zapadła cisza na sali, po czym odpowiedział: Bart Staszewski. No dziękuję panu Bosakowi!

Twoja pozycja w prawicowej wyobraźni jest naprawdę wieloraka. 

Oni sobie wyobrażają, że przez moje zdjęcia Polska straciła fundusze itd. Powtarzają tę historię jak mantrę, ale za tym nie idą fakty. Na własnej skórze zobaczyłem, jak się buduje fake newsy i propagandę. Mi się zawsze wydawało, że to jest mozolne. Każdy, komu się będzie chciało poświęcić czas, może sprawdzić co wypisywano w Do Rzeczy, Sieci, Gazecie Polskiej i tych najbardziej ekstremalnych gazetach i zobaczyć, jaka prasa wprowadzała ludzi w błąd na temat mojej akcji. Gdzie ja udzielam tych wywiadów, w których mówię, że to gminy powiesiły te znaki, gdzie są te media, które tak to relacjonowały? Jakoś jak proszę o linki, to ich nie dostaję, okazuję się, że tego nie ma. Nawet w tych pozwach, które dostałem, są przywoływane artykuły typu Reuters i w każdym z nich mówię o naturze mojej akcji, że wynika z tych uchwał, dlatego jeżdżę z tym znakiem. Nawet do pozwów nie mogli znaleźć artykułów, które by potwierdzały ich zarzuty! Mozolnie próbują budować strategię pozwów o inne rzeczy, np. o to, że samo wprowadzanie nazwy ich miejscowości przy strefie wolnej od LGBT ich dyskryminuje. Tylko taka rzecz istniała już przed moją akcją, można sobie to zobaczyć na Google. Widać to określenie: Świdnik wolny od LGBT, radni podjęli uchwałę; gmina x ogłosiła się wolną od LGBT. To się pojawiało i wtedy nikomu nie przeszkadzało. A jak się okazało, że ktoś to potrafi sprawnie przeciwko nim wykorzystać, to zaczęto mówić, że ja wymyśliłem to określenie i to wszystko przeze mnie. 

No mamy w Polsce jakiś niesamowity kompleks zagranicy. Obowiązuje dziecinnie śmieszna zasada nie kalaj własnego gniazda. Do tego chcemy być widziani jako mesjasz innych narodów, a jak ktoś nam zwróci uwagę, to się strasznie oburzamy. Twoja akcja odbiła się szerokim echem zagranicą i nie da się ukryć, że przynajmniej po części świat dowiedział się o tych haniebnych uchwałach dzięki tobie. Zastanawiam się, jaki odbiór medialny jest twoim celem, co chcesz osiągnąć w przestrzeni publicznej. 

Przede wszystkim cieszę się z tego, że moja akcja dała szansę wypowiedzieć się innym aktywistom i aktywistkom na rzecz praw osób LGBT. Myśmy przez cały 2019, kiedy te uchwały były przyjmowane, chodzili do mediów i mówili, że te uchwały są złe, że to są goebbelsowskie techniki przypominające najgorsze czasy, że nie powinny w Polsce w ogóle zaistnieć. Ale nie odbijało się to zbyt dużym echem, więc nareszcie mamy możliwość, żeby mówić o naszych prawach i wreszcie rząd zwrócił na nas uwagę. Oni decydują o nas bez nas, wiedzą lepiej, tutaj zakażą tego, tam nie pozwolą na to, dzieci jednopłciowych par urodzone zagranicą nie będą miały paszportów, bo nie itd. A nagle się okazuje, że ktoś się z nami zaczyna liczyć. Że poprzez tę przestrzeń, którą wytworzyłem ja i ta grupa, która opracowała Atlas Nienawiści, możemy mówić o swoich prawach i to mnie bardzo cieszy. Oczywiście ze smutkiem przyjmuję konsekwencje tego, bo my wszyscy płacimy za politykę PiS-u np. w formie odbierania funduszy. Nie przez działania aktywistów, a przez to, że te uchwały zostały podjęte. W każdej chwili można się z nich wycofać. Wkurza mnie to bardzo, bo ja bym chciał, żebyśmy wszyscy mieli jak najlepiej. To swoje pochodzenie polskie często przywołuję, bo jako Polakowi jest mi po prostu głupio, że mamy de facto antypolski rząd. Który działa przeciwko swoim mieszkańcom, ponoszącym konsekwencje jego głupiej polityki. 

To jest oczywiście prawda, choć trochę się boję konsekwencji takiej wykładni. Rządowi łatwo potem to obrócić i ukazywać Unię w złym świetle, co się dzieje np. wokół funduszu popandemicznego. Ale na razie nie notujemy wielkiego wzrostu antyunijnych nastrojów, co jest pocieszające.

Oczywiście, PiS będzie prężył muskuły, a nawet robił wrzutki o wyjściu z Unii, podobnie Konfederacja. Ale przecież polska wieś dostała bardzo duży zastrzyk unijnej gotówki, miliony na sprzęt i modernizację. Dlatego oni nie mogą na animozji do Unii grać zbyt mocno, bo wiedzą, że Polacy nie są zbyt antyeuropejscy na ten moment i to nie zadziała. Aczkolwiek taka Komisja Europejska o tym nie wie i nie naciska zbyt mocno na polski rząd, bo się boi, że ten powie nie i będzie chciał wyjść z Unii w kierunku Rosji. Ale to nie jest realne, bo w Polsce jest wciąż mocny sentyment antyrosyjski. Pozostaje co najwyżej wycofanie się rakiem z pewnych pomysłów, powalczenie szabelką w Polsce, pokazanie, że nie będą nas Francuzi uczyć, jak mamy jeść i przypomnienie Niemcom, kiedy się wycofali z penalizacji homoseksualizmu. Co ma być argumentem na to jacy my jesteśmy zajebiści. I to pokazuje, jak niedowartościowani są ci, którzy tworzą te narracje. Bo jak ktoś jest pewny swego, to nie musi się ciągle dowartościowywać tym, że gdzie indziej było gorzej. 

A nie boisz się scenariusza, w którym na poczet wewnętrznej walki politycznej wrzuca się do dyskusji coś groźnego, co przesuwa granicę tego, co ludzie są zdolni zaakceptować? Tak się stało z Brexitem. 

Tak, to jest bardzo niebezpieczne. Możemy się śmiać, możemy dewaluować różne działania, ale jednak PiS ma w rękach telewizję publiczną, która pod będzie pod każdą strzechą. Może prać mózgi do momentu, w którym Polacy staną się eurosceptyczni, wykorzystując po prostu kłamstwa. Jak to, że Unia nam więcej zabiera niż daje, czy że będziemy tracić pieniądze przez rezolucję o wolności dla osób LGBT, bo już takie głosy słychać. Mam nadzieję, że do takiego momentu nie dojdzie. 

Wiele rozmawiamy o rządzie, ale pod względem podejścia do praw mniejszości, szczególnie społeczności LGBTQ+, wiele można zarzucić także opozycji. Są takie osoby, jak posłanki Lewicy, które nieraz heroicznie walczą z dyskryminacją i szykanami wobec społeczności, ale nietrudno czuć zawód, szczególnie jeśli chodzi o postawę Platformy Obywatelskiej, czy takich tworów, jak Szymon Kompromis Hołownia. 

Politycy żyją jakimiś dziwnymi badaniami, które sobie co jakiś czas robią i sprawdzają te słupki poparcia, czy im się opłaci, czy im się nie opłaci. Zwłaszcza Platforma, która od zawsze tak żyła. Ale myślę, że to, co się dzieje w Polsce teraz, daje nam duży mandat do działania później. Jeżeli to się już wygotowało, jeśli można wobec rządu używać najgorszych wulgaryzmów i dziennikarze przestali to krytykować, to jestem w stanie wyobrazić sobie, co my jako osoby LGBT zrobimy, kiedy jakiś kolejny Platformers powie coś ohydnego o nas. Teraz, kiedy ktoś coś takiego powie – jak ostatnio Waszczykowski o tych zaatakowanych mężczyznach – to nie ma za bardzo miejsca poza Twitterem, żeby ich za to krytykować. Ale jak do władzy dojdzie ktoś bardziej liberalny, będzie temat LGBT i będzie o to walka – a na pewno będzie – podejrzewam, że będzie wielki okrągły stół, który będzie bardzo ciekawym wydarzeniem. Którego będzie trzeba bardzo pilnować. Jestem w stanie sobie wyobrazić, że osoby LGBT, aktywiści będą blokować autostrady jak rolnicy czy robić inne, podobne działania. To, co się wydarzyło na protestach kobiet i rolników daje nam dużą kartę do działania, daje nam to, że możemy robić to samo, kiedy będzie na to odpowiedni moment. Jestem pozytywnie nastawiony, bo wiem, że wielu rzeczy przed 2015 rokiem nie wypadało nam robić. Kiedy sobie grzecznie siedzieliśmy koło Sejmu z bannerem Miłość nie wyklucza, podszedł do nas Biedroń, zrobił sobie zdjęcie, powiedział, że fajna inicjatywa, a w tym czasie ustawa o związkach partnerskich po raz kolejny przepadała w głosowaniu. Teraz już nie będziemy tak grzecznie siedzieli i czekali, aż przyjdzie zmiana. To było dobre na tamten moment, ale teraz zmiany społeczne zaszły tak daleko, że głośno i donośnie możemy być dumni i wściekli. 

Tutaj też przebiega oś konfliktu, jaki delikatnie się zarysował między organizacjami w rodzaju KPH a młodszymi, bardziej radykalnymi organizacjami. 

Wydaje mi się, że jest czas na organizacje LGBT, które robią pracę u podstaw, często niewidoczną, Margot, która robiła swoje obywatelskie nieposłuszeństwo i Staszewskiego, który robi to jeszcze po swojemu. To wszystko razem wzięte doprowadzi nas, prędzej czy później, do pełnej równości. Martwię się tylko, co będzie jak opadnie kurz tych pierwszych protestów tak, jak opada teraz, trochę nie wiadomo co dalej i nie ma innych, alternatywnych protestów, a ludzie już by chcieli zmieniać świat. Fajnie jakby zmienić to myślenie, że są tylko protesty – ok, to jest jedna rzecz, ale druga to ta biała karta do głosowania, dzięki której możemy wybrać nowy rząd i też od niego wymagać i protestować. Liczę, że starczy nam zapału, bo ludzie są zaktywizowani już teraz. Jak mówiłem, w 2019 największa liczba Marszy Równości w Polsce, potem strajki klimatyczne i strajki kobiet, pokazujące ile nas jest w każdej miejscowości. To są ci sami ludzie, którzy będą potem za kwestiami LGBT. Ci ludzie się już obudzili i mam nadzieję, że przekuje się to na wybory. Jestem ciekaw następnych wyborów – kto będzie głosował, jak będzie głosował – bo to pokaże, czy jesteśmy społeczeństwem obojętnym. To jest jedyna rzecz, jakiej się obawiam: że my nie jesteśmy homofobiczni, ale możemy być obojętni. Że nie interesuje nas, co się dzieje z naszym sąsiadem gejem, tylko żeby nam było wygodnie. To jest najważniejsze pytanie: na ile jesteśmy obojętni, a na ile chcemy zmiany. 

 

WIĘCEJ