Baba przebrana za babę”. Poznajcie Lizzy Stratę, jedną z nielicznych polskich AFAB queen

Dla wielu osób drag queen to termin stricte odnoszący się do mężczyzn przebierających się za konbiety. Drag to jednak cały parasol, pod którym jest miejsce dla wszystkich chcących zamanifestować część swojej osobowości, która w natłoku codziennych obowiązków musi być uśpiona.

Nieważna jest wyjściowa, przypisana przy narodzinach płeć. Ważna jest chęć transformacji i ubarwiania światów – swojego i cudzych. W ostatnich latach coraz bardziej widoczny jest nurt faux queen i bio queen (posiadający więcej alternatywnych nazw), w którym to kobiety używają charakterystycznych dla dragu zabiegów. Nie przekraczają więc granicy drugiej płci, ale uwypuklają te cechy, które chcą, i tworzą grunt dla swoich alternatywnych person.

Jedną z nich jest Lizzy Strata (@queenlizzystrata), która od zeszłego roku jest jedną z barwniejszych postaci poznańskich środowisk LGBTQ+. Stojąca za tą personą Ola raczej nie lubi wymienionych wcześniej określeń i preferuje etykietę AFAB queen. Co w zasadzie ona oznacza? I jaką osobowość ma performerka sama określająca się jako „baba przebrana za babę”? Dowiecie się z poniższej rozmowy.

 

Jak narodziła się Lizzy Strata?

 

Ola Juchacz: Najpierw były wielogodzinne seanse RuPauls Drag Race stosowane jako terapia na ostry epizod depresyjny. Potem ogromny podziw dla naszych lokalnych performerek, takich jak moja mama dragowa Lola Eyeonyou Potocki czy Twoja Stara: kiedy zostałam przez nie namaszczona, to już nie miałam większego wyboru. Długo szukałam pseudonimu: padło na antyczną komedię Lizystrata, o której istnieniu przypomniał mi film Spike’a Lee. W dramacie i w filmie kobiety podejmują strajk seksualny, żeby nakłonić mężczyzn do złożenia broni. Ja czuję się przede wszystkim aktywistką i chociaż nigdy nie zrezygnowałabym z seksu, nawet w celach pacyfistycznych, to żart z tego poziomu idealnie pasował mi do tego, co chcę robić w dragu. Z imieniem i pierwszym kostiumem zadebiutowałam na Marszu Równości w Poznaniu w 2018 roku.

 

Jaką Lizzy ma naturę? 

 

Lubi podpuszczać, błaznować i pogrywać cielesnością. Nie jest kokietką, nie próbuje być classy, ale nie można powiedzieć, że nie zabiega o uwagę. Lubi być w centrum wydarzeń, głównie po to, żeby udowadniać – sobie i innym – że dziewczyna może być, kimkolwiek chce, posiadać ekspresję, jaką tylko sobie wyobrazi. Lizzy zabiera głos w sprawach, które uznaje za ważne: chce wzmacniać nieheteronormatywne osoby w ich pragnieniach, potrzebach i trosce o siebie, otwarcie mówi o swoich zmaganiach ze zdrowiem psychicznym. Zależy jej na budowaniu środowiska, które będzie realnie równościowe, nie będzie reprodukować toksycznych zachowań niszczących heteromatriks wokół.

fot. Emilia Lyon

Gdyby Lizzy startowała w konkursie Miss World, na jaki temat byłoby jej przemówienie i jaki talent by zaprezentowała?

 

To jest świetne pytanie, bo akurat kończę pierwszy sezon Insatiable i większość mojej głowy zajmują konkursy miss!

I’m not a pageant girl. Nie lubię tego, że kobiety są uczone konkurowania ze sobą. Ale i bez tego chętnie bym się za czymś opowiedziała. Figura drag queen daje nam audytorium, z którego trzeba korzystać. Skorzystałabym ze swojej historii: opowiedziała o tym, jak łatwo przeoczyć to, że ktoś obok nas może walczyć z koszmarnymi mrokami we własnej głowie. Że zdrowie psychiczne to jedna z najbardziej zaniedbanych sfer naszego życia – publicznego i prywatnego. I że tak naprawdę każdej i każdemu z nas przyda się zastanowić, czy nie musimy czegoś w sobie naprawić. Zdrowa głowa to zdrowe ciało, zdrowe relacje, zdrowy seks. Te wszystkie rzeczy mogą z nas zrobić dużo szczęśliwsze społeczeństwo.

A moim talentem pewnie byłoby granie na skrzypcach. Albo jedzenie wegańskich hot-dogów z Orlenu na czas. Ciężko wybrać.

 

Co Tobie personalnie daje Twoje bardzo kobiece alter ego?

 

Bardzo kobiece? Jestem trochę zaskoczona. Ale może faktycznie… Lizzy nauczyła mnie tego, że ciało to oręż: możemy je rozgrywać, jak tylko chcemy. Nie da się zawstydzić kobiety jej seksualnością i cielesnością, jeśli sama się jej nie wstydzi. Uwielbiam kobiece ciała i chciałabym, żeby jak najwięcej dziewczyn i kobiet wzrastało w miłości do nich.

Lizzy uczy mnie też moich słabości i przezwyciężania ich. Każe mi się konfrontować z potrzebą porównywania się, obawami, co ludzie pomyślą i powiedzą, poczuciem bycia ocenianą. Myślę, że każda z nas doświadcza tego w mniejszym lub większym stopniu. Mało gadamy o tej ciemnej stronie dragu między sobą. A szkoda! Jeśli miałabym wskazać najważniejszą rzecz, jaką zyskałam, będąc osobą niehetero, to będzie to niekończące się wsparcie i pełna akceptacja. Nigdy nie czułam się tak bezwarunkowo kochana. I wiem, że to nie tylko miłość dla Lizzy. Że Ola też się pod nią podpina.

fot. Emilia Lyon

Miewasz chwile, w których ludzie nie rozumieją bycia bio queen? Jeśli tak, byłabyś w stanie w kilku słowach lub zdaniach wyjaśnić im, o co chodzi i dlaczego nią jesteś?

 

Zacznę od tego, że ostatnio wolę określenie AFAB queen (ang. assigned female at birth) – w przeciwieństwie do bio nie wartościuje, nie określa, kto jest „naturalny, a kto „udawany”. Określa, od jakiej istoty wychodzisz, jakie masz doświadczenia, do czego byłaś socjalizowana. No i my – dziewczyny, kobiety – jesteśmy socjalizowane do stwarzania kobiecości. Konstruowania siebie codziennie, odpowiadania na oczekiwania. Nie tylko odnośnie do wyglądu, ale też zachowania, ekspresji, języka. „Dziewczynie nie wypada przeklinać, dziewczyna powinna być skromna, to niekobiece, strasznie to było babskie…” Jakoś zwykle w tych określeniach najwięcej jest barier, reguł, ograniczeń, zasad, zakazów i krytyki. My codziennie odstawiamy performens. W performensie dragowym jest zasadnicza różnica: nie ma zasad. Dla kogoś, kto od najmłodszych lat uczył się, jak być powinno, próbował wstrzelić się w liczne ramy (których często nawet nie rozumiemy i się z nimi nie zgadzamy), to jest utopia, wolność, przestrzeń niczym nieograniczonej kreatywności.
W dragu możesz sobie też pozwolić na wiele rzeczy, z którymi może niekoniecznie chcesz wiązać swoją personę publiczną: na rechot, agresję, wariactwo, nagość, rozbuchane żądze, igranie z tabu. To jest karnawał. My jesteśmy medium filtrującym społeczne traumy. Jak można nie chcieć być taką współczesną szamanką?

WIĘCEJ