Baasch: wielu ludzi LGBTQ+ straciło nadzieję i wyjeżdża

Nasz człowiek na progu mainstreamu.

Baasch zajmuje ciekawe miejsce w krajobrazie polskiej muzyki rozrywkowej. Jest gościem zarówno Męskiego Grania, jak i festiwali o bardziej niezalowej proweniencji. Electro pop Baascha ma specyficzną wrażliwość, pewną nitkę mroku wplecioną w przystępne brzmienie. Nic dziwnego, to twórca na wskroś polski, do tego ze społeczności LGBTQ+, która nie ma lekko w naszym kraju. Właśnie wydał NCRMX, która zbiera utwory z Nocy, albumu wydanego rok wcześniej i oddaje je w ręce innych artystów i artystek.     

Klucz był jeden – zaprosiłem artystów, których muzykę lubię, niezależnie od gatunku, w jakim działają, stąd tak różnorodny skład – mówi Baasch, zapytany o remiksujących ludzi. Nowe wersje to dobra okazja do zmiany kontekstu: myślę, że najbardziej zaskakującą pozycją jest „Wszystko” w wersji Tęskno. Ten utwór w oryginalnej wersji jest chyba najbardziej dynamiczny na płycie. Tutaj nabrał charakteru ballady, zmienił się zupełnie nastrój tego kawałka, nawet tekst nabrał jakby innego znaczenia. O ile NCRMX to wydawnictwo bonusowe, tak Noc, mimo świetnego przyjęcia ze strony publiczności i krytyki, musiała radzić sobie w dziwacznych czasach pandemii. Premiera ze względu na epidemię była przeniesiona o kilka miesięcy. To nie była łatwa decyzja. NIektórzy artyści w ogóle postanowili się wstrzymać z wydaniem swoich płyt. Ja koniec końców bardzo się cieszę, że album ukazał się w zeszłym roku. Bardzo nie lubię trzymać na półce gotowych rzeczy, lubię wypuszczać muzykę, póki jest dla mnie samego bardzo aktualna. „Noc” trafiła na trudne czasu, ale myślę, że koniec końców spadła na cztery łapy. Mimo epidemii dużo się wydarzyło, brakowało tylko koncertów, ale mamy za sobą sezon letni bardzo udany koncertowo, więc tę zaległość też z zespołem nadrobiliśmy – wspomina artysta. Ten brak koncertów był dla wielu doskwierający, ale motywował do szukania nowych dróg dotarcia do publiki. Większość promocji i tak odbywa się obecnie w internecie, przynajmniej w moim obiegu muzycznym. Myślę, że ludzie siedzieli w internecie nawet więcej niż przed epidemią, wywiady często odbywały się zdalnie, przez telefon lub Skype, więc większość działań można było wykonywać. Oczywiście nic nie zastąpi kontaktu na żywo, ale w jakiejś formie promocja była możliwa. Popularną formą utrzymywania kontaktu z fanami i fankami były koncerty online, ale Baasch mówi o nich bez większych złudzeń. Zagraliśmy dwa koncerty online, chociaż nie wierzę, żeby były one w stanie zastąpić koncert z publicznością. 

Zamknięte miejscówki, odwołane koncerty, niepewna sytuacja branży muzycznej – pandemia nie sprzyjała nikomu, ale artyści związani z występami na żywo mieli szczególnie wiele powodów do zmartwień. Baasch radził sobie z tym twórczo. Miałem to szczęście, że miałem, co robić, więc nie dosięgnęła mnie stagnacja związana z bezczynnym siedzeniem w domu. Myślę, że projekty, przy których wtedy pracowałem i fakt, że mimo sytuacji epidemicznej zdecydowałem się wydać album, uratowały mi życie. A było nad czym pracować, bo do artysty rękę wyciągnęła scena, tym razem ta teatralna. Przygotowałem muzykę do „Balladyny” Oskara Sadowskiego, do spektaklu „Autobiografia na wszelki wypadek” Michała Buszewicza w Krakowie, kilka mniejszych projektów muzycznych. Były też „Dziady” z moją muzyką, wystawione podczas protestów w Warszawie.  Koniec końców nie wspominam tego okresu bardzo źle. Najbardziej brakowało mi kontaktu z ludźmi, prywatnie i artystycznie. Tuż przed lockdownem skończyłem pracę nad płytą, która była w dużej mierze samodzielna, więc to ten brak ludzi wokół znacznie mi się przedłużył. Przez pandemiczne wspomnienia Baascha najmocniej przebija się wątek braku kontaktów z ludźmi. Ale atmosfera wokół społeczności LGBTQ+ w Polsce i nagonka, jaką urządziła rządząca prawica, sprzyjały izolacji, czy nawet brakowi nadziei. Sytuacja nie pozostawiła obojętnym i Baascha: przejawem mojej złości i rozczarowania był teledysk do utworu „Miasto” w reżyserii Bartka Wieczorka. To był chyba pierwszy raz, kiedy zabrałem głos w sprawie powiedzmy politycznej, wcześniej było mi to obce jako muzykowi. Jednak wydarzenia, które miały wtedy miejsce w Warszawie i w całej Polsce wywołały u mnie spore emocje. Mój przyjaciel i kolega redakcyjny w radiu, Kajetan Łukomski – Avtomat został zatrzymany, inni znajomi też mieli nieprzyjemne doświadczenia. To wszystko było dowodem, jak łatwo ludzi naszczuć na siebie nawzajem. Mam nadzieje, że efekty tej polityki nie zostaną na długo w narodzie. Być może ta nutka optymizmu jest słuszna, bo poza nagonką, mogliśmy obserwować także gesty wsparcia. Dużo przejawów solidarności można było obserwować nieco później, kiedy ludzie wyszli na ulicę w całej Polsce. Wielu artystów się włączyło do dyskusji. Z Oskarem Sadowskim i grupą znakomitych artystów wystawiliśmy „Dziady” przy ulicy Mickiewicza, do których przygotowałem muzykę. To pokazało, że ogromna siła jest po obu stronach barykady i wierzę, że ta barykada kiedyś zniknie i właściwe wartości wygrają. Niestety nadal jest dużo pracy do wykonania w kwestii tolerancji, świadomości i poszanowania dla drugiej osoby. Środowisko LGBTQ+ nadal nie czuje się tak swobodnie i bezpiecznie, jak to ma miejsce w krajach lepiej rozwiniętych cywilizacyjnie i wiele z tych osób straciło nadzieję i  wyjeżdża, o tym właśnie jest teledysk do „Miasta”.

Lato 2021 przyniosło koncertowe rozprzężenie i Baasch korzysta z tego, ile się da. Bardzo za tym tęskniłem. Mamy za sobą z zespołem intensywny czas, ale warto było przejechać te wszystkie kilometry, spędzić te godziny w busie, żeby dojechać do słuchaczy i posłuchać, jak śpiewają razem ze mną teksty. Wreszcie czuję, że „Noc” przeżyła to swoje drugie życie, grana na żywo. To zupełnie oddzielny element bycia muzykiem, niż praca w studiu. Bez koncertów ta historia jest niepełna. Artysta może odetchnąć po dziwacznym roku dla całej branży. W tej chwili jestem raczej w momencie, kiedy celebruję to wszystko, co się wydarzyło. Dopiero co wyszła płyta z remiksami, skończyliśmy trasę. Mam nadzieję, że jesienią zagramy kolejne koncerty. Mam kilka zaproszeń do współpracy, z których prawdopodobnie skorzystam. Jak się okazuje, pandemiczny związek z teatrem będzie miał ciąg dalszy: jeszcze w tym roku będę też pracował nad kolejnym spektaklem teatralnym. Za to dobiega końca okres dekompresji po wydaniu Nocy. Pomału czuję, że jestem gotowy do pracy nad kolejną płytą, myślę, że to się zacznie dziać niedługo – deklaruje. Baasch to unikat na naszej scenie i gość, któremu trudno nie kibicować. Noc była jego trampoliną na orbitę, dalej będzie tylko lepiej.   

WIĘCEJ