„Ghost in the Shell” to nie jest.

Historia produkcji filmowych jest zazwyczaj wypełnioną ciężką pracą prozą życia, ale potrafi być nie mniej fascynująca, niż same filmy. Od zupełnych katastrof, jak Wyspa doktora Moreau, przez historie o ambicji i niekompetencji w Crimewave Sama Reimiego, przez kurioza stworzone przez okoliczności. Do tej ostatniej kategorii należy Avalon, interesująca produkcja japońsko-polska pod czujnym okiem Mamoru Oshiiego – tak, ziomka od Ghost in the Shell – z Małgorzatą Foremniak w roli głównej. Film ukazał się w styczniu 2001 w Japonii i w kwietniu 2002 w Polsce, więc to dobry czas, żeby po 20 latach wrócić do tego tytułu. Swoją drogą z Avalonem mam dość osobistą historię. Jako nastoletni nerd z małej miejscowości, zobaczyłem reklamę filmu w którymś z czasopism – to był chyba numer Magii i Miecza – i wiedziałem, że chcę iść do kina, kiedy tylko to będzie możliwe. Ghost in the Shell w Polsce, do tego kręcony m.in. we Wrocławiu, mieście, które odwiedzałem od dziecka? Obok nieistniejącego już dzisiaj zgorzeleckiego kina Grunwald dość często przejeżdżałem rowerem i bacznie szukałem plakatu z gwiazdą Na dobre i na złe. Wreszcie się pojawił, więc uzbrojony w draże wbiłem na seans… Który się nie odbył. Obowiązywała zasada, że filmy są puszczane, jeśli uzbiera się 10 czy 12 osób, a było ich bodaj 6. Pan z kina lekceważąco machnął ręką: słyszałem, że i tak jest kiepski. Minęło 20 lat, a Avalon przewijał mi się w myślach za każdym razem, kiedy widziałem cyberpunk/Małgorzatę Foremniak/dzieła Mamoru Oshiiego. Wreszcie nadszedł wieczór, kiedy moja popkulturowa, niespełniona przeszłość mnie dogoniła i prawie dwadzieścia lat później obejrzałem Avalon.

Historia produkcji nie okazała się zbyt pasjonująca. Mamoru Oshii chciał nakręcić film tanio, ale w zgodzie z konkretną wizją artystyczną. Widział wiele europejskich lokacji i Polska szczególnie przypadła mu do gustu. Być może to kwestia tego, że na progu nowego millenium wiele obszarów – również w największych miastach – wyglądało postapokaliptycznie. Na pewno dużym czynnikiem było też to, że Twierdza Modlin udostępniła teren, a Wojsko Polskie sprzęt, do tego za darmo. O ile decyzja o kręceniu we Wrocławiu czy Warszawie powoduje, że Avalon jest niezłą zgadywanką w lokacje, tak polskie czołgi, helikopter i zgrzebne mundury znacząco obniżają wartość filmu. Projektantką kostiumów była Polka, co przełożyło się na to, że tylko odtwarzana przez Małgorzatę Foremniak Ash ma jakkolwiek cool ubranie. Szkoda, bo japoński anime design w połączeniu z peerelowską stylówką mógłby dać fenomenalne efekty. Właśnie, po raz pierwszy pojawiło się słowo na a. Nie ma co tańczyć wokół zagadnienia – Avalon to anime w wersji aktorskiej. Sposób grania, ujęcia, dialogi ociekające nazwami własnymi i terminologią, w której trudno się połapać – Avalon to po prostu isekai nakręcone w Polsce. Isekai to gatunek polegający na tym, że bohaterowie i bohaterki są przenoszone, bądź uwięzione w innych światach, niż naszy – to mogą być gry, mogą być inne wymiary. Kultowy Spirited Away, również film z 2001, to dobry przykład isekai, chociaż wtedy tym terminem nie operowano tak często jak dzisiaj, o ile w ogóle. Co do gąszczu terminów i nazw własnych, to Avalon polecam oglądać… z angielskimi napisami. Scenariusz powstał po japońsku i prawdopodobnie został najpierw przetłumaczony na angielski, a dopiero potem na polski. Na początku nowego tysiąclecia terminy gamerskie i komputerowe nie były zbyt popularne, a język wciąż miał sporo problemów z naturalną absorpcją zwrotów anglojęzycznych. Dlatego bug jest określany jako błąd programu komputerowego, a takich kwiatków jest tylko więcej. Język, jakim posługują się ludzie na ekranie jest niezręczny, nienaturalny, a jego kuriozalność potęguje to, że aktorzy i aktorki totalnie nie wiedzą, jak wymawiać pewne słowa. Zabawie nie ma końca: Małgorzata Foremniak ma zupełnie ruchomy akcent, a to jak wymawia Avalon jest po prostu legendarne. AWALOOŁN!

Można odnieść wrażenie, że oceniam film Oshiiego jako kompletną katastrofę. Ale to nie do końca prawda. Jest tu sporo ciekawych pomysłów, niektóre ujęcia są bardzo interesujące, muzyka potrafi być fenomenalna. Reżysera ewidentnie fascynuje zgrzebność polskich militariów, które tutaj służą za świat przedstawiony w VR-owej grze wojennej. Oczywiście, to, co Oshiiego fascynowało jako lokalny koloryt, dla nas było szarą rzeczywistością, więc widok odrapanych kamienic Wrocławia nie robił na mnie tak dużego wrażenia. Również efekty specjalne – bliższe Birdemic niż Matrixowi – mogą wywoływać uśmiech politowania. Zresztą skojarzenia z filmem sióstr Wachowskich są jak najbardziej uprawnione, chociaż zasadnym pozostaje pytanie, czy ta zbieżność wynika bardziej z inspiracji cyberpunkowym anime, czy rzeczywiście wpływami wielkiego hitu na film Oshiiego. Ostatnie sceny – w Filharmonii Narodowej! – sugerują, że Matrix siedział z tyłu głowy reżysera, ale polecam przeżyć i ocenić to samodzielnie.

Avalon to fascynujące kuriozum, owszem, miejscami dość męczące, ale szczególnie zabawne i interesujące momenty nadrabiają to z nawiązką. Oshii nakręcił jeszcze inne filmy w tym uniwersum, ale niestety żaden z nich nie powstał w Polsce. Avalon jest unikatem, prawdziwym jednorożcem, na którym naprawdę warto się przejechać. No i do dzisiaj w polskim kinie tylko Małgorzata Foremniak może się pochwalić, że strzelała do mecha z bazooki w isekai!    

WIĘCEJ