<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?><rss version="2.0"
	xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/"
	xmlns:wfw="http://wellformedweb.org/CommentAPI/"
	xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/"
	xmlns:atom="http://www.w3.org/2005/Atom"
	xmlns:sy="http://purl.org/rss/1.0/modules/syndication/"
	xmlns:slash="http://purl.org/rss/1.0/modules/slash/"
	>

<channel>
	<title>Anna Tatarska &#8211; Poptown</title>
	<atom:link href="https://poptown.eu/author/anna-tatarska/feed/" rel="self" type="application/rss+xml" />
	<link>https://poptown.eu</link>
	<description></description>
	<lastBuildDate>Thu, 31 Dec 2020 08:59:11 +0000</lastBuildDate>
	<language>pl-PL</language>
	<sy:updatePeriod>
	hourly	</sy:updatePeriod>
	<sy:updateFrequency>
	1	</sy:updateFrequency>
	<generator>https://wordpress.org/?v=5.5.3</generator>
	<item>
		<title>Joanna Senyszyn: Aby zachować do siebie szacunek, Polacy wypierają zło czynione przez PiS i Kościół</title>
		<link>https://poptown.eu/joanna-senyszyn-aby-zachowac-do-siebie-szacunek-polacy-wypieraja-zlo-czynione-przez-pis-i-kosciol/</link>
		
		<dc:creator><![CDATA[Anna Tatarska]]></dc:creator>
		<pubDate>Wed, 30 Dec 2020 14:03:05 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[Kultura]]></category>
		<category><![CDATA[Film]]></category>
		<category><![CDATA[Teatr]]></category>
		<guid isPermaLink="false">https://poptown.eu/?p=9616</guid>

					<description><![CDATA[<p>Artykuł <a rel="nofollow" href="https://poptown.eu/joanna-senyszyn-aby-zachowac-do-siebie-szacunek-polacy-wypieraja-zlo-czynione-przez-pis-i-kosciol/">Joanna Senyszyn: Aby zachować do siebie szacunek, Polacy wypierają zło czynione przez PiS i Kościół</a> pochodzi z serwisu <a rel="nofollow" href="https://poptown.eu">Poptown</a>.</p>
]]></description>
										<content:encoded><![CDATA[<div class="vc_row wpb_row vc_row-fluid"><div class="wpb_column vc_column_container vc_col-sm-12"><div class="vc_column-inner"><div class="wpb_wrapper">
	<div class="wpb_text_column wpb_content_element " >
		<div class="wpb_wrapper">
			<p class="p1">Joanna Senyszyn miała dziewięć lat, gdy z walizeczką i psem pekińczykiem pojechała pociągiem z Gdyni do Lublina, sama. Przygody, jakie miała podczas przesiadki w Warszawie pamięta do dziś. Wiele lat później stolica stała się jej nowym domem. Joanna Senyszyn: profesorka, aktywistka, feministka, fashionistka, ulubienica mediów i twórców memów. Od blisko dwóch dekad <span class="s1">jedna z bardziej wyróżniających się i ciekawych postaci polskiego życia politycznego. W</span> zeszłym roku powróciła po dziesięcioletniej przerwie do sejmowych ław <span class="s1">jako posłanka klubu SLD oraz bloku Lewicy –</span> i nie próżnuje<span class="s1">. Na łamach Poptown.eu nasza Influencerka grudnia opowiada o wartościach, priorytetach, politycznych grach i pokoleniowych różnicach. I zdradza, jak nie zostać dziadersem. Receptę na to ma, zdaje się, skuteczną. </span></p>

		</div>
	</div>
</div></div></div></div><div data-vc-full-width="true" data-vc-full-width-init="false" data-vc-stretch-content="true" class="vc_row wpb_row vc_row-fluid"><div class="wpb_column vc_column_container vc_col-sm-8"><div class="vc_column-inner"><div class="wpb_wrapper">
	<div class="wpb_text_column wpb_content_element " >
		<div class="wpb_wrapper">
			<p class="p1"><b>TYLKO NIE DZIADERS!</b></p>
<p class="p1">Wychowałam się w domu kobiet. Tata zmarł, kiedy miałam sześć lat. Mama była kobietą nowoczesną, niebanalną, bardzo mądrą. Nigdy nie stosowała w stosunku do mnie środków przymusu – ani fizycznego, ani psychicznego. Zawsze ze mną rozmawiała, dyskutowała. Rodzice nigdy nie zdrabniali mojego imienia. Kiedyś przeczytałam, że kiedy się mówi do dziecka pełnym imieniem, ono czuje wagę swojego istnienia i u mnie to się sprawdziło. „Jesteś chorowita, nie będziesz chodziła na basen, bo później z mokrymi włosami się przeziębisz” &#8211; „Mamo, tam jest suszarka, wysuszę głowę, włożę barchanowe majtki i czapkę. Ale będę chodziła, bo lubię pływać”. Od kiedy pamiętam,<span class="Apple-converted-space">  </span>miałam swoje zdanie i zawsze walczyłam, żeby je przeforsować w naszej kobiecej rodzinie.</p>
<p class="p1">Dzieciństwa nie nazwałabym beztroskim. Przebiegało mi w poczuciu, że za chwilę mogę zostać sama, bo opuszczą mnie też mama, babcie i nasza gosposia Fela. Babcie faktycznie niedługo umarły, pogłębiając mój stres, ale mama i Fela towarzyszyły mi do czterdziestki i były najwspanialszymi recenzentkami moich poczynań. Teraz wszystkie leżą w rodzinnym grobowcu razem z tatą. To chyba wzbudziło we mnie poczucie, że muszę być samodzielna. Do szkoły od początku chodziłam z koleżanką, która mieszkała dwa piętra wyżej, a razem z nami chmary innych dzieci. Nikomu nie przychodziło do głowy, że trzeba nas odprowadzać. Po powrocie ze szkoły jadłam pyszny obiad Feli i zanosiłem go w menażkach mamie do pracowni krawieckiej. Siedziałam tam zazwyczaj aż do zamknięcia i razem wracałyśmy do domu. Nauczyłam się wtedy szyć i robić poprawki, co było bardzo przydatne w Wypożyczalni sukien ślubnych, którą mama otworzyła w 1964 r. i z moją pomocą prowadziła przez 25 lat.</p>
<p class="p1">Miałam dziewięć, może dziesięć lat, gdy sama – tylko z walizeczką i naszym pekińczykiem Szlemikiem &#8211; pojechałam pociągiem z Gdyni do Lublina, do cioci. Z przesiadką w Warszawie! Dziś mama pewnie odpowiadałby karnie za puszczenie dziecka bez opieki w taką podróż. Ale wtedy była inna rzeczywistość, ludzie życzliwsi, wchodziło się w więcej kontaktów interpersonalnych. Naturalne było zająć się takim szkrabem w podróży, pomóc sąsiadowi, ponieść siatkę. Dzisiaj jesteśmy bardziej pochłonięci sobą, mniej zainteresowani sprawami innych. Dzieci są trochę własnością rodziców, często nie mają głosu. W pewnym stopniu je ubezwłasnowolniliśmy wożąc do szkoły, wszystko załatwiając. To jest niekorzystne dla nich samych i dla społeczeństwa. Ale obserwuję uważnie młode pokolenie i widzę, że oni chcą się wyrwać z narzuconego schematu. Przejawiają większą samodzielność, mają poczucie odpowiedzialności, w tym za planetę – nie chcą jeść tyle mięsa, zatruwać powietrza spalinami z samochodów. Zabierają głos, kiedy coś ich boli, za naturalne uważają protesty i manifestacje, wychodzą na ulice z transparentami&#8230; Dzieci są bardziej odpowiedzialne niż ich rodzice. Może faktycznie na naszych oczach świat zmienia się na lepsze?</p>
<p class="p1">Młodzi nie bez powodu mówią na starsze pokolenie „dziadersi”. Dziaders to ktoś z innej rzeczywistości mentalnej. Oni postrzegają ludzi z mojego pokolenia jako przedstawicieli innej epoki, którzy ich w ogóle nie rozumieją. Ja mam taki „problem”, że zawsze się czułam młodo. I nic się nie zmieniło. Miałam dziesięć lat, kiedy w naszym domu pojawiła się telewizja. Spikerki Edyta Wojtczak, Irena Dziedzic były młode, ale mnie się wydawało, że są wieku mojej mamy. Kiedy miałam trzydzieści, czterdzieści lat, dalej tak uważałam. I nic się nie zmieniło (śmiech). Wciąż mam wrażenie, że to poważne panie, a ja mam młode, pogodne, wesołe usposobienie, lubię żartować z innych i z siebie. Teraz jestem najstarsza w naszym klubie parlamentarnym Lewicy, a czuję się najmłodsza, bo moje koleżanki i koledzy wszystko, a zwłaszcza siebie, biorą z tragiczną powagą.</p>

		</div>
	</div>
</div></div></div><div class="wpb_column vc_column_container vc_col-sm-4"><div class="vc_column-inner"><div class="wpb_wrapper"></div></div></div></div><div class="vc_row-full-width vc_clearfix"></div><div data-vc-full-width="true" data-vc-full-width-init="false" data-vc-stretch-content="true" class="vc_row wpb_row vc_row-fluid"><div class="wpb_column vc_column_container vc_col-sm-4"><div class="vc_column-inner"><div class="wpb_wrapper"></div></div></div><div class="wpb_column vc_column_container vc_col-sm-8"><div class="vc_column-inner"><div class="wpb_wrapper">
	<div class="wpb_text_column wpb_content_element " >
		<div class="wpb_wrapper">
			<p class="p1"><b>BEZ ZADYSZKI</b></p>
<p class="p1">Zawsze mi się chciało. Od dziecka. Moim studentkom mówię, że „siedź w kącie, znajdą cię” to fałszywe podejście do życia. Sama, odkąd pamiętam, siadałam w pierwszej w ławce. Nie dopuszczałam myśli, że coś mogłoby mnie ominąć. Musiałam wszystko wiedzieć i we wszystkim uczestniczyć. Działanie to mój żywioł.</p>
<p class="p1">Szkoły nie lubiłam i to bardzo. Nie pasował mi reżim, wstawanie na ósmą. Jestem śpiochem, nocnym markiem, a tu trzeba wcześnie iść spać, bo szkoła, wtedy nawet w soboty&#8230; Ale, zainspirowana opowieściami wujka docenta na weterynarii, już w trzeciej klasie szkoły podstawowej postanowiłam zostać profesorem. Szło jak po maśle. W wieku dwudziestu sześciu lat obroniłam doktorat. Niestety tak się sobą zachwyciłam, że zaczęłam się głównie bawić. Wyszłam za mąż, prowadziliśmy przyjemne, towarzyskie, rozrywkowe życie: kolacyjki, tańce, brydż, teatr, kino. Nagle ocknęłam się, że jestem już nie młodą doktorką, ale przeterminowaną adiunktką i trzeba się ostro brać do roboty. W pięć lat &#8211; po drodze transformacja, ’89 rok – zrobiłam habilitację, a cztery lata później, w 1996 r., zostałam profesorką. Belwederską, bo profesor z ustępu ustawy mnie nie interesował. Jeszcze przed profesurą zostałam pierwszą rektorką prywatnej uczelni (Wyższej Szkoły Administracji i Biznesu w Gdyni), a kiedy dokumenty były już Centralnej Komisji &#8211; dziekanką czy raczej dziekanicą Wydziału Zarządzania Uniwersytetu Gdańskiego. Wtedy jeszcze nikt nie używał form żeńskich, bo ten słuszny zwyczaj pojawił się nieco później. Wypromowałam kilkuset magistrów, sześciu doktorów, napisałam kilka książek. Kumulacja! Do tego działalność na rzecz ochrony zwierząt, którą zajmowałam się od dziecka. Byłam prezeską gdyńskiego oddziału TOnZ i przez 2 kadencje członkinią Krajowej Komisji Etycznej do spraw Doświadczeń na Zwierzętach przy KBN. Miałam czterdzieści sześć lat i poczucie, że na tym polu wiele więcej nie osiągnę.</p>
<p class="p1">Osiąść na laurach? To nie ja. Więc zainteresowałam się polityką i w ’98 roku zostałam radną wojewódzką, a w 2001 roku posłanką. I znowu poszło z górki. W kolejnych latach moja partia stała coraz gorzej, a ja dostawałam coraz więcej głosów. Polityk, poseł ma w Polsce najniższy prestiż zawodowy, a profesor najwyższy, więc u mnie się to uśrednia. Pewnie dzięki temu zachowuję rozsądek, pogodę ducha i wciąż mi się chce robić coś nowego.</p>
<p class="p1">Przez 16 lat, co tydzień pisałam felieton do antyklerykalnego pisma. Kiedy latem tego roku właścicielka postanowiła je zamknąć, dosłownie w kilka minut zdecydowałam, że trzeba wydawać nowe. Błyskawicznie zgromadziliśmy z przyjaciółmi niemały kapitał i od września jesteśmy na rynku z jeszcze lepszym tygodnikiem „Fakty po Mitach”. Właśnie ukazał się 15/16 numer. Z dnia na dzień zostałam współwydawczynią ogólnopolskiego tygodnika opinii. Pisma otwartego, mądrego, bardzo wyrazistego. Pracuję z gronem wspaniałych ludzi i daje mi to mnóstwo radości. Tak więc odnajduję się również w dziennikarstwie. I całe szczęście, bo gospodarka, a jestem profesorem nauk ekonomicznych, coraz mniej mnie pasjonuje.</p>

		</div>
	</div>
</div></div></div></div><div class="vc_row-full-width vc_clearfix"></div><div data-vc-full-width="true" data-vc-full-width-init="false" data-vc-stretch-content="true" class="vc_row wpb_row vc_row-fluid"><div class="wpb_column vc_column_container vc_col-sm-8"><div class="vc_column-inner"><div class="wpb_wrapper">
	<div class="wpb_text_column wpb_content_element " >
		<div class="wpb_wrapper">
			<p class="p1"><b>POLITYCZNA GRA STRATEGICZNA</b></p>
<p class="p1">W Sejmie, a potem w Parlamencie Europejskim moim powołaniem okazały się prawa człowieka, kobiet, dzieci. Na przełomie lat 2003/2004 wspólnie z organizacjami kobiecymi napisałam projekt ustawy liberalizującej aborcję. Nie bardzo się spodobał nawet moim partyjnym kolegom z lewicy, bo był naprawdę radykalny. Ze względu na zbliżające się referendum akcesyjne do Unii Europejskiej, Leszek Miller uznał, zresztą słusznie, że „Bruksela jest warta mszy”. Ale po wygranej, zamiast zerwać pakt z Kościołem i robić swoje, trwał w niepotrzebnym już układzie. Dokładnie to samo robiła Platforma, a już wszelkie granice przyzwoitości przekracza PiS. Teraz mamy chorą symbiozę świeckiej władzy z klerem. Jestem matką terminu kaczyzm i z przerażeniem patrzę jak się ta totalitarna władza degeneruje. Pierwszy kaczyzm (2005-2007) to był zamordyzm, ale jeszcze w białych rękawiczkach. Teraz wszystkie hamulce puściły. Pisowscy ministrowie, posłowie oficjalnie bronią kościelnej pedofilii, klaszczą Rydzykowi, dają miliardy z budżetu państwa. To czysty konformizm, ale mogą się na nim przejechać, bo Polacy mają już dość klerykalizmu.</p>
<p class="p1">Polityka to gra strategiczna. Siłowe, gwałtowne działania Jarosława Kaczyńskiego nie są chaotyczne. On ma długofalowy plan i krok po kroku go realizuje, choć ostatnio z problemami. Cel jest jeden: całkowicie podporządkować sobie społeczeństwo, zmienić mentalność i sposób myślenia Polaków, sfałszować historię, przewartościować, co się da. Stąd żołnierze wyklęci wyniesieni na pomniki i Grób Nieznanego Żołnierza, nacjonalizm znajdujący odbicie w Stadionie Narodowy, narodowych mediach, a nawet kwarantannie. Kaczyński robi nam Orwellowski Rok 1984. Nowomowa zmienia znaczenie słów. Już nie usuwa się ciąży, tylko zabija dzieci. Zmieniło się nawet dzielenie Polaków. W czasie zaborów, w PRL, ale i w II RP był podział na My i oni. Władza i społeczeństwo. Teraz jest dobry suweren, który popiera władzę kaczystów i reszta, czyli gorszy sort, chamska hołota. Na naszych oczach postępuje proces znany od lat: ludzie się przyzwyczajają, zaczynają identyfikować z władzą. Jak kiedyś pisał Kisiel: problem nie w tym, że jesteśmy w d.…, ale że zaczynamy się tam urządzać. Ludzie racjonalizują swoje postępowanie i aby zachować do siebie szacunek wypierają zło czynione im i polskiemu państwu przez PiS. Tak samo wciąż nie zrzucają z piedestału JPII, bo nie potrafią i nie chcą pogodzić się z myślą, że hołubili nędznego patrona pedofilów. Tak jak wolą uważać, że wszystkiemu jest winien teraz już wstrętny Dziwisz, a szlachetny car, pardon papież nic nie wiedział, tak tolerują PiS, bo czemu nie, skoro wreszcie od władzy dostali jakieś ekstra pieniądze, werbalny szacunek, poczucie ważności&#8230; 500+ niewątpliwie poprawiło los tysięcy rodzin, zwłaszcza wielodzietnych &#8211; i to jest plus. Ale to efekt uboczny. Celem niezrealizowanym była zwiększona prokreacja, a zrealizowanym kupno wyborczych głosów.</p>
<p class="p1">Nie podoba mi się pogardzanie biorcami 500+ i ich szufladkowanie, zwłaszcza, że jest wybiórcze. Naprawdę bierze, kto może, tyle że niektórzy z zachwytem i wdzięcznością dla PiS, a inni bez, więc czują się lepsi, bo wprawdzie biorą, ale nie głosują. To bardzo łatwy sposób na poprawę samopoczucia: wywyższyć siebie przez poniżenie innych. Taka postawa nie bierze się znikąd. Co się mówi dziecku? Że ma być w szkole lepsze od innych. Jeżeli będzie, dostanie się do lepszej szkoły, na lepsze studia, może nawet za granicą! A dzieci są bardzo pojętnymi uczniami. Jeżeli widzą, że rodzice biorą udział w wyścigu szczurów i pogardzają innymi &#8211; też będą to robić.</p>

		</div>
	</div>
</div></div></div><div class="wpb_column vc_column_container vc_col-sm-4"><div class="vc_column-inner"><div class="wpb_wrapper"></div></div></div></div><div class="vc_row-full-width vc_clearfix"></div><div data-vc-full-width="true" data-vc-full-width-init="false" data-vc-stretch-content="true" class="vc_row wpb_row vc_row-fluid"><div class="wpb_column vc_column_container vc_col-sm-4"><div class="vc_column-inner"><div class="wpb_wrapper"></div></div></div><div class="wpb_column vc_column_container vc_col-sm-8"><div class="vc_column-inner"><div class="wpb_wrapper">
	<div class="wpb_text_column wpb_content_element " >
		<div class="wpb_wrapper">
			<p class="p1"><b>HIPOKRYZJA: CHOROBA BEZ SZCZEPIONKI</b></p>
<p class="p1">Jest dalekowschodnie powiedzenie o dzieciach, które bardzo lubię: „Dzieci są karą za grzechy w poprzednim wcieleniu”. Widocznie byłam święta, skoro nie mam (śmiech). A poważnie &#8211; nie mam rozwiniętego instynktu macierzyńskiego i nigdy nie chciałam dzieci. Swoich, bo miałam tysiące studentów, których uczyłam, wychowywałam własnym przykładem i z radością obserwowałam, jak wychodzą na ludzi. Przez bezdzietność często byłam dyskryminowana, słyszałam: „co ty o tym wiesz?”. U katolickich konserwatystów, którzy wartość kobiety mierzą liczbą wydanego na świat potomstwa, to nawet nie dziwi. Niestety tego typu myślenie zdarza się po obu stronach barykady. Jak wybierałyśmy Martę Lempart na szefową naszego Komitetu Obywatelskiej Inicjatywy Ustawodawczej &#8222;Legalna aborcja &#8211; bez kompromisów&#8221;, też pojawił się głos: „a może to powinien być ktoś, kto miał aborcję?”. Czyli o aborcji niech mówią ci, co ją mieli, o niewidomych tylko niewidomi, o głuchych – głusi&#8230; Naprawdę, czy dobry onkolog musi przechorować raka? Nigdy nie godziłam się na wykluczenie. Żartowałam, że przecież tańce na lodzie oceniają ci, którzy nigdy by tak dobrze nie zatańczyli. Tak, mogę oceniać wychowanie dzieci, bo dużo na ten temat wiem. I z fachowej literatury, i z obserwacji. Nie wszyscy rodzice mogą tak o sobie powiedzieć.</p>
<p class="p2">Chyba najbardziej ze wszystkiego cenię możliwość wyboru. Jeżeli ktoś chce mieć pięcioro dzieci, niech ma. Jeżeli nie chce, niech nie ma. Chce się zajmować domem i nie pracować &#8211; w porządku. Co więcej, uważam, że tysiąc złotych emerytury dla matek czworga i więcej dzieci to nawet niezły pomysł. Pod warunkiem, że nie tylko urodziły, ale i wychowały. Jednocześnie za głęboko niesprawiedliwe uważam, że ten bonus nie dotyczy wszystkich kobiet. Te, które wychowały, pracując, i mają emeryturę powyżej tysiąca złotych nie dostają nic. To jest skandal. I hipokryzja.</p>
<p class="p2">Zresztą hipokryzja to jedna z najpoważniejszych chorób współczesnej polityki, a chyba i cywilizacji. Opowiem pani historię o hipokryzji katoprawicy w pigułce: Pierwszy kaczyzm, rok 2007, w Sejmie z wniosku PiS procedujemy zmianę konstytucji poprzez dopisanie do art. 38 (Rzeczpospolita Polska zapewnia każdemu człowiekowi prawną ochronę życia) słów od poczęcia do naturalnej śmierci. Ma to za jednym zamachem całkowicie wyeliminować legalną aborcję i ewentualną, przyszłą eutanazję. W wystąpieniu z trybuny sejmowej dowodzę absurdalności takiego zapisu i nagle z pisowskich ław słyszę: „Szkoda, że ciebie matka nie wyskrobała”.<span class="Apple-converted-space">  </span>Ripostę daję natychmiastową: „witam w gronie zwolenników prawa do aborcji! Szkoda, że wybiórczej.” Prowadzący obrady marszałek Marek Jurek przeprasza. Tylko on zrozumiał i oburzył się na hipokryzję pisowców mieniących się przeciwnikami usuwania ciąży. Ostatecznie do zmiany konstytucji nie doszło, bo prezes Kaczyński w ostatniej chwili nakazał swoim głosować przeciw, a marszałek Jurek w proteście zrezygnował z funkcji drugiej osoby w państwie. Rzecz niesłychana w Polsce, gdzie politycy rękami, nogami i zębami trzymają się stołków.</p>
<p class="p2">Kiedyś w Sejmie normą były wielogodzinne debaty nad projektami ustaw. Teraz zostały całkowicie zlikwidowane. Dyskusja przeniosła się na ulice. W Sejmie nawet oświadczenia poselskie, które kiedyś trwały dziesięć minut,<span class="Apple-converted-space">  </span>skrócono do trzech. A to raptem 1800 znaków ze spacjami. Mało, jeśli chce się przedstawić poważny problem, a na niepoważne nie należy tracić nawet 3 minut. Ale dlaczego się dziwię? Prezes Kaczyński powiedział parę lat temu: „Jeżeli zdobędziemy władzę, to już jej nigdy nie oddamy”. I PiS robi wszystko, żeby to zrealizować. Jak będzie zagrożenie przegraną, przed wyborami dadzą emerytom, jak dzieciom, 500+ co miesiąc. PiS tylko psuje państwo, a żeby się czymś wykazać, rozwiązuje problemy, które samo stworzy. COVID całkowicie obnażył nieudolność, bezczelność, łgarstwa i hipokryzję tej władzy.</p>
<p class="p2">Ten rząd nie dba o człowieka. Nie ma w sobie grama empatii. Proszę spojrzeć, jak obecnie wygląda choćby dyskusja o zdrowiu psychicznym. Choroba, pobyt w szpitalu psychiatrycznym – to jest traktowane jako coś, czego należy się wstydzić. Nic nie robi się, żeby pomóc na przykład dzieciom, które popełniają samobójstwa – głównie z powodu dyskryminacji i problemów w szkole. Kiedy o tym mówię,<span class="Apple-converted-space">  </span>widzę szyderczy śmiech ministra Czarnka. Jednocześnie &#8211; może tu wychodzi ukryty we mnie dziaders – mam poczucie, że kiedyś problemy psychiczne, te nie stricte kliniczne, były mniej nasilone. Ludzie się spotkali na przysłowiowych imieninach u cioci, pojedli, popili, ponarzekali na cały świat, roztkliwili nad sobą i lżej im się robiło na duszy. To była zbiorowa terapia. A teraz jest zdawkowy dialog: „Co u ciebie w domu?” – „Super” – „A u ciebie?” – „Jeszcze lepiej” – „W pracy?” – „Extra”. &#8211; „Nara”. I tak dobrze, jeśli wymiana uprzejmości jest podczas spotkania twarzą w twarz, a nie tylko SMS-em.</p>

		</div>
	</div>
</div></div></div></div><div class="vc_row-full-width vc_clearfix"></div><div data-vc-full-width="true" data-vc-full-width-init="false" data-vc-stretch-content="true" class="vc_row wpb_row vc_row-fluid"><div class="wpb_column vc_column_container vc_col-sm-8"><div class="vc_column-inner"><div class="wpb_wrapper">
	<div class="wpb_text_column wpb_content_element " >
		<div class="wpb_wrapper">
			<p class="p1"><b>GŁASZCZ, PŁACZ I WALCZ O SWOJE PRAWA</b></p>
<p class="p1">Kiedyś przeczytałam, że człowiekowi do szczęścia potrzeba stu głasków dziennie. Głaskiem jest miłe słowo, dotyk, pocałunek, uśmiech, telefon, SMS&#8230; Tysiące rzeczy, byle z pozytywną intencją. Dlatego ludzie, którzy się boją dotyku, kontaktu, komplementów są zamknięci w sobie i nieszczęśliwi. Ja pielęgnuję czułość. Moim studentom powtarzam, że slogan „chłopaki nie płaczą” to jeden z podstawowych błędów wychowawczych. Badania wykazały, że w łzach zbierają się hormony stresu. Kiedy płaczemy, po prostu z nas wypływają. Moja babcia, która nie mogła o tym wiedzieć, zawsze mówiła: „Joanno, popłacz sobie, to ci ulży”. Nauczyła mnie nie bać się emocji, nie uważać ich za słabość i je wyrażać. Tego się trzymam do dziś.</p>
<p class="p2">Stereotypy żyją i są bezwiednie przekazywane: Dziewczynki mają być miłe, grzeczne, ładne. Protestuję przeciwko temu, choć jednocześnie nie zgadzam się z częścią feministek, które mówią: „po co się malować, po co się ładnie ubierać?”. Jestem feministka do szpiku kości, ale bardzo lubię dobrze wyglądać i się podobać. Moja mama, nawet jak już była ciężko chora, tuż przed śmiercią, kiedy rano wstawała, to z łazienki wracała umalowana. „Kobieta nieumalowana jest jak naga” &#8211; mówiła. Moda fascynowała mnie od dziecka. Pod koniec lat 50. mama zrobiła pierwszą w Polsce rewię mody w hali stoczni gdańskiej. Pamiętam modelkę. Miała pseudonim Stonka i płomienne kasztanowe włosy. Do dziś mam jej zdjęcie w sukni zaprojektowanej przez mamę. Ubieram się od zawsze z pazurem, oryginalnie, awangardowo. Nie mam usposobienia szarej myszki, a ubranie powinno odzwierciedlać osobowość.<span class="Apple-converted-space">  </span>Nie raz, nie dwa mówiono, że jak na posłankę jestem „zbyt ekstrawagancka” albo „zbyt wyzywająca”. Nie przejmuję się tym. Życzę wszystkim moim siostrom, kobietom, żeby tak wyglądały w moim wieku (śmiech). Uważam, że komplementy są dobre, a komplementowanie wyglądu miłe. Problem wynika z błędnego założenia, że uroda wyklucza rozum, a dbałość o wygląd jest płytka. Mnie mama zawsze mówiła, że jestem śliczna, ale też mądra, dobra, zdolna, inteligentna. To się nie wyklucza. Myślę, że właśnie z tego wzięła się moja siła.</p>
<p class="p2">Kiedyś dziennikarka zapytała mnie z okazji Dnia Kobiet, „co takiego szczególnego wnoszą kobiety do Sejmu, że powinny w nim być”. Mówię jej, że zadała seksistowskie pytanie &#8211; bo czy zapytałaby mężczyznę, „co takiego szczególnego wnoszą mężczyźni do Sejmu?”. Ale oczywiście wszystkim innym pytanie wydawało się urocze i wyszłam na czepialską. Nie wiem, co chciała usłyszeć? Że wnosimy łagodność i dobroć? To absurd. Wystarczy spojrzeć na byłą posłankę Pawłowicz czy europosłanki Kempę, Mazurek, żeby zobaczyć, jak kobieta „łagodzi” obyczaje! Seksizm jest wszechogarniający, co gorsza, myśmy się już częściowo do niego przyzwyczaili i czasem go w ogóle nie zauważamy.</p>
<p class="p1">Proszę zobaczyć, jak mało kobiet występuje w mediach w programach publicystycznych, a jak dużo mężczyzn. Dziennikarze z tak zwanego „Top 10” do swoich programów zapraszają 90 procent mężczyzn i 10 procent kobiet. To przekłada się na niedostateczną reprezentację kobiet w polityce. We Francji, gdzie obowiązuje parytet na listach wyborczych, nie ma 50 procent kobiet w parlamencie. Francuzi wolą głosować na mężczyzn, bo uważają, że kobiety nie znają się na polityce. Tak to tłumaczą: „kiedy w telewizji są dyskusje o sprawach międzynarodowych, o Unii Europejskiej, o gospodarce, rozmawiają mężczyźni. A kobiety o wychowaniu dzieci, gotowaniu, praniu”. Tak nie może być, bo nadreprezentacja mężczyzn we władzach jest szkodliwa, a demokracja bez kobiet fałszywa. Przez czterdzieści siedem lat przekazywałam te oczywiste prawdy na swoich wykładach. Jednym z tematów był seksizm, który utrwala stereotypy i pogłębia nierówność płci.</p>
<p class="p2">W tym zakresie szkoliłam też moich partyjnych kolegów, choć powinnam raczej koleżanki, bo jak wynika m.in. z hiszpańskich badań, ponad 80 procent zachowań seksistowskich przekazują dzieciom matki. Jest taki dowcip, który świetnie to ilustruje. „Spotykają się po latach dwie przyjaciółki i jedna pyta: &#8211; Jak się ułożyło twoim dzieciom? -Córce wspaniale &#8211; mąż pomaga jej przy dzieciach, okna umyje, czasem ugotuje. A synowi? Tragedia, ta jego żona ma przewrócone w głowie, chce, żeby dziećmi się zajął, zrobił coś w kuchni, okna umył”. Z pewnymi predyspozycjami się rodzimy, ale ostatecznie kształtuje nas wychowanie. Dlatego tak ważne są <i>gender studies</i>, bo pozwalają poznać i zrozumieć kulturowe uwarunkowania płci. Seksistowski świat produkuje seksistów, homofoby &#8211; homofobów, nacjonaliści &#8211; nacjonalistów, kler &#8211; zaczadzonych kadzidłem.</p>
<p class="p2">Choć odwrotność też potrafi ocierać się o absurd. Jak już wspomniałam, jestem w komitecie inicjatywy ustawodawczej „Aborcja bez kompromisów”. Znam dobrze temat, bo siedzę w tym od 30 lat. Ale część pań, niektóre bardzo młode, z organizacji feministycznych, zapowiedziała, że one się pod naszym projektem ustawy nie podpiszą, bo tam są „skandaliczne, wykluczające sformułowania”. Nie wiedziałam, o co chodzi, więc zapytałam. Okazało się, że skandal to zapis: „kobieta ma prawo usunąć ciążę do dwunastego tygodnia jej trwania”, bo eliminuje osoby trans i niebinarne. Naprawdę przeżyłam szok słysząc, że słowo „kobieta” jest wykluczające i musi być zmienione na „każda osoba ludzka”, ewentualnie „człowiek z macicą”. Tłumaczyłam, że sufrażystki walczyły o prawa wyborcze dla kobiet, od kilkudziesięciu lat żądamy rzeczywistego, a nie tylko na papierze, równouprawnienia naszej płci, twierdzimy, że zakaz przerywania ciąży jest formą instytucjonalnej przemocy państwa wobec kobiet i że gdyby mężczyźni zachodzili w ciążę, aborcja byłaby sakramentem. I nie ma w tym dyskryminacji kogokolwiek. Jest walka o pełne uznanie naszych, czyli kobiet, praw człowieka. W międzynarodowych dokumentach i konwencjach występują kobiety, bo stanowimy ponad połowę populacji, wykonujemy 3/4 ludzkiej pracy i dostajemy za to 10 procent światowego wynagrodzenia. Stambulska konwencja dotyczy przeciwdziałania i zwalczania przemocy domowej i przemocy wobec kobiet, a nie wobec mężczyzn, osób trans czy niebinarnych. Przegrałam, ale dalej nie rozumiem uporu, żeby zmienić język ustawy. Uważam to za kontrproduktywne. Nie wykluczam, że w tym wypadku myślę po „staremu” i chętnie dam się przekonać, ale oczekuję partnerskiej rozmowy na argumenty, a nie zarzutów pod moim adresem. Rozmowy bardzo cenię, bo to najcudowniejsza rzecz, jaką mogą robić ludzie. W rozmowie uświadamiamy sobie pewne rzeczy, przychodzą nam do głowy nowe idee i rozwiązania. Po to wymyślono burzę mózgów. Ale choć jestem otwarta na nowe idee, podoba mi się większość młodzieżowych słów roku, a „odjaniepawlić” wręcz mnie zachwyciło, nie rozumiem burzy o „ludzi z macicą”. Powiem więcej, jeśli nie napiszemy wyraźnie, że „kobieta ma prawo”, większość Polaków nie zrozumie, o co w ogóle nam chodzi. Na każdym kroku trzeba podkreślać, że walczymy o prawa kobiet. Jak napisał Victor Hugo, „Idee, których czas nadszedł, są potężniejsze niż wszystkie armie świata”. Na ulicach widzimy, że to prawda, więc skoro wreszcie nadszedł czas kobiet, byłoby głupotą go nie wykorzystać.</p>
<p>&nbsp;</p>
<p class="p1"><em>*śródtytuły są autorstwa redakcji</em></p>

		</div>
	</div>
</div></div></div><div class="wpb_column vc_column_container vc_col-sm-4"><div class="vc_column-inner"><div class="wpb_wrapper"></div></div></div></div><div class="vc_row-full-width vc_clearfix"></div>
<p>Artykuł <a rel="nofollow" href="https://poptown.eu/joanna-senyszyn-aby-zachowac-do-siebie-szacunek-polacy-wypieraja-zlo-czynione-przez-pis-i-kosciol/">Joanna Senyszyn: Aby zachować do siebie szacunek, Polacy wypierają zło czynione przez PiS i Kościół</a> pochodzi z serwisu <a rel="nofollow" href="https://poptown.eu">Poptown</a>.</p>
]]></content:encoded>
					
		
		
			</item>
		<item>
		<title>Jaśmina Polak: Coś tu się nie zgadza!</title>
		<link>https://poptown.eu/jasmina-polak-cos-tu-sie-nie-zgadza/</link>
		
		<dc:creator><![CDATA[Anna Tatarska]]></dc:creator>
		<pubDate>Tue, 01 Dec 2020 10:02:36 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[Kultura]]></category>
		<category><![CDATA[Film]]></category>
		<category><![CDATA[Teatr]]></category>
		<guid isPermaLink="false">https://poptown.eu/?p=9123</guid>

					<description><![CDATA[<p>Artykuł <a rel="nofollow" href="https://poptown.eu/jasmina-polak-cos-tu-sie-nie-zgadza/">Jaśmina Polak: Coś tu się nie zgadza!</a> pochodzi z serwisu <a rel="nofollow" href="https://poptown.eu">Poptown</a>.</p>
]]></description>
										<content:encoded><![CDATA[<div class="vc_row wpb_row vc_row-fluid"><div class="wpb_column vc_column_container vc_col-sm-12"><div class="vc_column-inner"><div class="wpb_wrapper">
	<div class="wpb_text_column wpb_content_element " >
		<div class="wpb_wrapper">
			<p>Może to dlatego, że jest człowiekiem tysiąca twarzy? Z krakowskiego Teatru Starego przeszła, symbolicznie, do warszawskiego Nowego, <span class="s1">po drodze nawiązując współprace z Garbaczewskim, Rychcikiem, </span>Frljićem<span class="s2"> i Warlikowskim</span><span class="s1">. W kinie kradła ekran, nawet mniejszymi rolami, w</span><span class="s3"><em> Hardkor Disko</em>, <em>Sztuce kochania</em> i <em>Mowie ptaków</em>. Krytycy ją lubią lub nie, ale są zgodni: jako artystka ma w sobie coś totalnego, wsysa widza i nie wypluwa kostek. W życiu zdecydowana, zaangażowana i odważna. I psiara, czyli wiadomo: dobry człowiek. W </span>rozmowie z Poptown Polak opowiada o korzeniach i bliskości. O znajdowaniu swojego miejsca i głosu, nawet, gdy boli i uwiera. „Wierzę w pielęgnowanie zdrowego dystansu do tej rzeczywistości, która cię otacza. W próbę złamania jej zasad. We wkurw robiony na śmiesznie. Trzeba się śmiać dużo, bo inaczej oszalejemy”.</p>

		</div>
	</div>
</div></div></div></div><div data-vc-full-width="true" data-vc-full-width-init="false" data-vc-stretch-content="true" class="vc_row wpb_row vc_row-fluid"><div class="wpb_column vc_column_container vc_col-sm-8"><div class="vc_column-inner"><div class="wpb_wrapper">
	<div class="wpb_text_column wpb_content_element " >
		<div class="wpb_wrapper">
			<p class="p1"><b>POSZUKIWACZKA W OFFIE</b></p>
<p class="p1">Mój tata, Wiktor Polak miał jedyną w Nowym Targu kaflarnię i betoniarnię. Do tego nasza ulica nazywała się Ceramiczna. Wszyscy wiedzieli, gdzie mieszkamy, taki stały punkt na mapie: za torami, pierwsza w lewo i to tam. Miałam super szczęście się wychowywać w bardzo wolnościowym domu, gdzie rozmawialiśmy o wszystkim. Moi są ochrzczeni, ja też jestem ochrzczona, ale nie byli praktykujący. Pamiętam, że jak miałam pierwszą komunię i poszłam się wyspowiadać, mój tata cały czas żartował, podnosił mnie, mówiąc: „O, jaka ty jesteś lekka teraz! Ty przecież nie masz żadnych grzechów, dziecko”. Po drugiej spowiedzi, na której powiedziałam coś całkiem innego niż poprzednio, ksiądz znowu dał mi tą samą pokutę. Zaczęłam kolegów wypytywać: „A co wy dostaliście?”, „Nie możemy mówić, nie możemy mówić” – a jednak to samo! Wtedy pierwszy raz pomyślałam: „Ej, kurde, coś tu się nie zgadza”.</p>
<p class="p1">W wieku ośmiu do dziesięciu lat miałam strasznie intensywny moment poszukiwania. Zaczęłam sobie szukać tej religii. Chciałam przejść na islam, potem rastafarianizm, bo mi się te czapki podobały. Dużo czytałam, chodziłam cały czas na konkursy biblijne. Byłam w tym dobra, ale nie traktowałam tego jakoś duchowo. Im więcej czytałam, tym bardziej docierało do mnie, że my sobie po prostu musimy z tym wszystkim sami poradzić. W pewnym momencie po prostu powiedziałam moim rodzicom przy obiedzie: „Słuchajcie, ja już wiem, czego ja od siebie chcę”.</p>
<p class="p1">W gimnazjum przestałam chodzić na religię. Byłam jedyna. Rodzice nie protestowali. Bali się tylko, czy nie będę miała problemów w szkole. Musiałam co miesiąc przynosić od rodziców do dyrekcji pismo, potwierdzające moją decyzję. Jak się rozeszło, przestało być śmieszne. Dostawałam telefony od kolegów z klasy albo koledzy na mnie czekali w szatni z workami z butami, żeby mnie prać. Wołali na mnie „kociorz”. Szybko się skończyło, ale takie rzeczy już zawsze pamiętasz. One powodują, że chcesz się stamtąd wyrwać, pokazać im wszystkim, że będziesz inny. Nie przystajesz? Pamiętaj, nie jesteś gorszy. Nie musisz się poddawać tej przemocy. Ostatecznie tylko cię to wzmocni.</p>
<p class="p1">Moja decyzja była w ówczesnym Nowym Targu jakimś ekstremum. Więc postanowiłam, że jeszcze to docisnę. Słuchałam dużo metalu, zrobiłam z siebie takiego totalnego gota, chodziłam w opaskach, taka cała na czarno, z włosami zlepionymi na dół, żeby ich podkurwić. Miałam z tego dobrą zabawę. Sama chciałam prowokować ten absurd. A absurdy były grube. Nigdy nie zapomnę, jak umarł papież-Polak. Pojechałam do szkoły i się okazało, że w ramach szkoły mamy modlitwę. Zabrali nas do kościoła, zakonnica kazała wszystkim dzieciom leżeć krzyżem na ziemi. Nie mieściliśmy się w budynku i część musiała leżeć na zewnątrz. To było właśnie moje ukochane Podhale. Na Podhalu się nie leczy z alkoholizmu, tylko idziesz na górkę się pomodlić do Maryi. Klasyk.</p>

		</div>
	</div>
</div></div></div><div class="wpb_column vc_column_container vc_col-sm-4"><div class="vc_column-inner"><div class="wpb_wrapper"></div></div></div></div><div class="vc_row-full-width vc_clearfix"></div><div data-vc-full-width="true" data-vc-full-width-init="false" data-vc-stretch-content="true" class="vc_row wpb_row vc_row-fluid"><div class="wpb_column vc_column_container vc_col-sm-4"><div class="vc_column-inner"><div class="wpb_wrapper"></div></div></div><div class="wpb_column vc_column_container vc_col-sm-8"><div class="vc_column-inner"><div class="wpb_wrapper">
	<div class="wpb_text_column wpb_content_element " >
		<div class="wpb_wrapper">
			<p class="p1"><b>OBUDOWA „JA”</b></p>
<p class="p1">Dużo ludzi myśli, że jestem żoną mojego brata, Piotra Polaka. Jest Hanna Polak, reżyserka, jest jeszcze aktor Piotr Polk. Polaków a Polków! Czasem się zdarza, że ktoś mi zarzuca, że na scenie ciągle jestem sobą, że jestem zawsze bardzo tu i teraz. Że tak naprawdę to, co ja robię, to nie jest aktorstwo, tylko coś bardziej z performatyki. Nie wiem, nie mnie oceniać. Osobiście nigdy nie rozumiałam tego rozróżnienia. Jedno bierze się z drugiego, a drugie z pierwszego! Rozumiem, że energia, którą mam, może kogoś w teatrze drażnić. Ale nie dam sobie wmówić, że tu „nie ma warsztatu, tylko obecność”. Bardzo głęboko wierzę w warsztat, dla mnie jest on podstawą.</p>
<p class="p1">Z Starym Teatrem w Krakowie pożegnałam się, bo zmieniła się dyrekcja. Niby można było walczyć, a z drugiej strony &#8211; z czym? Nie ma pola do żadnej dyskusji. Nagle przychodzi jakiś pan i tyle, to są decyzje podjęte odgórnie. Wszyscy wiemy, jak to się skończyło: teatr chyba nic na tym nie zyskał, ludzie, którzy tam pracowali, chyba też nie. Pożegnanie z Krakowem była potwornie trudną decyzja opuszczenia miejsca, w którym było mi dobrze, i zespołu, z którym byłam bardzo blisko. Poza tym czy to jest taka do bólu typowa ścieżka kariery, że po jakimś czasie wszyscy jedziemy do Warszawy. Władza się WPIERDALA w kulturę w małych miejscach, więc wszyscy po prostu jadą się ratować do tej stolicy&#8230; Mnie to przerażało, ta centralizacja.</p>
<p class="p1">No ale mieszkam tu i jakoś sobie to poukładałam. Mam ogródek, psa, swoje ścieżki i komfort udawania, że wcale nie mieszkam w mieście. W Starym pracowałam z moim przyjacielem Bartkiem Bielenią. Razem zostaliśmy też przyjęci do Nowego jako taki właśnie „duecik”. W teatrze pracuje też Janek Sobolewski, mój najlepszy przyjaciel i mój brat Piotrek. To złagodziło uderzenie. Wsparcie mentalne jest ważne, to, że z kimś masz podstawowy, wypracowany kod, nawet jeżeli twoja wrażliwość jest wystawiona na próbę. Jak się spotykamy, totalnie pamiętamy, skąd się wzięliśmy. To jest potwornie zdrowe, żeby mieć dystans do siebie i do tego, co się robi, do tego, z kim się przestaje.</p>

		</div>
	</div>
</div></div></div></div><div class="vc_row-full-width vc_clearfix"></div><div data-vc-full-width="true" data-vc-full-width-init="false" data-vc-stretch-content="true" class="vc_row wpb_row vc_row-fluid"><div class="wpb_column vc_column_container vc_col-sm-8"><div class="vc_column-inner"><div class="wpb_wrapper">
	<div class="wpb_text_column wpb_content_element " >
		<div class="wpb_wrapper">
			<p class="p1"><b>SUPER ZEN</b></p>
<p class="p1">Pierwszy lockdown dał mi niesamowitą perspektywę. Spojrzałam inaczej na swoją codzienność, na swoje życie. Wszystko zaczęło się inaczej układać. Zaczęłam czytać tyle książek! Był to czas dzikiego dbania o siebie. No a potem nagle bum, znowu skok do tego chaosu codzienności, spektakl, próby, wracasz do domu styrany i chcesz tylko płakać w kołdrę, bo z tyłu głowy masz te „świetne wnioski” wyciągnięte z siedzenia w domu i jakoś to się nie realizuje w Twojej codzienności . Ja tak teraz mam.</p>
<p class="p1">Za drugim razem w zamknięciu jest trochę ciężej. Trochę gorzej z kreatywnością. Z Gosią Wdowik i z całą ekipą „Wstydu”, nad którym teraz pracuję w Nowym Teatrze, od razu sobie powiedzieliśmy: stawiajmy małe kroki. To, że się w ogóle dzisiaj widzimy, już jest sukcesem. Stwarzamy taki sztuczny system małych zadanek, to pomaga. Stawiamy na empatię, dajemy sobie prawo do bezsiły, rozmawiamy o tym.</p>
<p class="p1">W zawodzie aktora często jest tak, że chwytasz, co możesz. Tak się zarabia w tym zawodzie pieniądze. Ale wchodzenie w coś to jest też kwestia indywidualnej intuicji. Dla mnie podstawową rzeczą jest to, że pracuję z ludźmi. Spotykam się z ludźmi i się z nimi zbliżam myślowo–emocjonalnie. Walczymy o wspólną sprawę. Bo to co się wydarza,<span class="Apple-converted-space">  </span>wydarza się tu i teraz i to tu i teraz działa na widza.</p>
<p class="p1">Ostatnimi czasy uczę się, że jutra może nie być. O dwudziestej trzeciej się dowiadujesz, że jednak nie będzie można wychodzić z domu albo że wszystko zostanie zamknięte. Jest to cholernie trudne dla mnie jako człowieka, ale też aktorki w procesie przygotowywania spektaklu, podczas prób. My zarabiamy głównie za spektakle. Z motywacją bywa bardzo ciężko. Powoli uczę się takiego stanu, w którym to przyjmuję. Zawsze gotowa na zmianę. Przestawiam w głowie klocki. Osiągam stan super zen.</p>

		</div>
	</div>
</div></div></div><div class="wpb_column vc_column_container vc_col-sm-4"><div class="vc_column-inner"><div class="wpb_wrapper"></div></div></div></div><div class="vc_row-full-width vc_clearfix"></div><div data-vc-full-width="true" data-vc-full-width-init="false" data-vc-stretch-content="true" class="vc_row wpb_row vc_row-fluid"><div class="wpb_column vc_column_container vc_col-sm-4"><div class="vc_column-inner"><div class="wpb_wrapper"></div></div></div><div class="wpb_column vc_column_container vc_col-sm-8"><div class="vc_column-inner"><div class="wpb_wrapper">
	<div class="wpb_text_column wpb_content_element " >
		<div class="wpb_wrapper">
			<p class="p1"><b>WKURW NA WESOŁO</b></p>
<p class="p1">Zawsze gdzieś z tyłu głowy chciałam być radykalna, ale chyba byłam bardziej odklejona, tak jakbym „żyła w żółtym budyniu”. A dziś nagle angażuję się obywatelsko w całkiem nieprzewidziane sposoby. Wydaje mi się, że wraz z tłumem, który wylega na ulice, radykalizuję się coraz bardziej. Te wszystkie chore pomysły, które zawsze miałam w głowie, przestały być od czapy. Dziś coraz bardziej przystają do tej pokrzywionej rzeczywistości. Staram się je realizować z bliskimi mi ludźmi. Różnie: od wyrazu artystycznego po wychodzenie na ulicę.</p>
<p class="p1">Jak zobaczyłam, że w Nowym Targu dziewczyny wyszły na ulice protestować, to się popłakałam. Taki bastion propisowskiej mentalności i ultrakatolicyzmu, to moje, przeżarte przez religijną patolę miasto&#8230; Na Podhalu w ogóle Strajk Kobiet zahacza jeszcze o trochę inną kwestię: tam przemoc wobec kobiet jest ważnym tematem. I wreszcie ktoś to zaczyna nazywać głośno! Te góralki zebrały się w sobie, żeby się postawić. Wydaje mi się, że to jest potwornie wzruszające. Naprawdę najbardziej kibicowałam takim małym miastom i miejscowościom, które nagle się ruszyły.</p>
<p class="p1">Są różne rodzaje wkurwu. Czasem ten wkurw jest bardzo spontaniczny i powoduje bardzo spontaniczne działania. To ważna, wspaniała energia. Ale myślę, że mądrze jest czasem sobie spojrzeć z dystansu na to wszystko i się wkurwić mądrze i konstruktywnie. Że nie wystarczy wyjść z napisem „***** ***”. Warto się w związku z tym co się dzieje spotykać, gadać, myśleć o tym, co naprawdę można zrobić, co można dać ludziom w szerszym spektrum. Jestem pod dużym wrażeniem ewolucji roli mediów społecznościowych, które przestały być tylko folwarkiem próżności. Dziś służą do wymiany informacji, gdzie można się schować przed policją, gdzie jest protest, gdzie skręca przemarsz&#8230; To daje poczucie sprawczości. Sztuka w służbie przemian społecznych? Ja wierzę w pielęgnowanie zdrowego dystansu do tej rzeczywistości, która cię otacza. W próbę złamania jej zasad. We wkurw robiony na śmiesznie. Trzeba się śmiać dużo, bo inaczej oszalejemy. Trzeba się śmiać ze wszystkiego.</p>
<p class="p1">Lubię jak element ludzki spotyka się z elementem zaangażowania na scenie. Wraz z Jankiem Sobolewskim pracowaliśmy z Oliverem Frljićem w Niemczech. W ekipie była dwójka Niemców, dwójka Chorwatów i my z Polski. „Wyjdźcie po kraju na scenę i powiedzcie, co jest nie tak u was w kraju”. Chorwaci „o polityce nie będą rozmawiać, to jest żenujące”. Niemcy oboje z rodzin imigranckim nie bardzo mogą źle o Niemcach, w sumie to „są wdzięczni”. Ale my z Jankiem jak zasiedliśmy, to nie mogliśmy skończyć…. Jakiś czas później się okazało się, że Burgtheater w Wiedniu robi festiwal cały i nas zaprasza z tym peformancem, ma być sześć godzin. Spisaliśmy sobie notatki, dostaliśmy po butelce tequili na głowę. Na scenie byliśmy na golasa. Nie można było pójść do toalety, był parawan z wiaderkiem z tyłu. Końcówki spektaklu trochę nie pamiętam, przyznam szczerze. Ale fascynujące dla mnie w tym procesie było to, co z nas wychodziło. Niektórzy się obrażali, inni wzruszali. Ty sam zaczynasz płakać nagle, że jesteś Polakiem. Jedno z ważniejszych doświadczeń w moim życiu przeżyłam właśnie tam, z gołą dupą. Wolność, wolność ponad wszystko!</p>

		</div>
	</div>
</div></div></div></div><div class="vc_row-full-width vc_clearfix"></div>
<p>Artykuł <a rel="nofollow" href="https://poptown.eu/jasmina-polak-cos-tu-sie-nie-zgadza/">Jaśmina Polak: Coś tu się nie zgadza!</a> pochodzi z serwisu <a rel="nofollow" href="https://poptown.eu">Poptown</a>.</p>
]]></content:encoded>
					
		
		
			</item>
		<item>
		<title>Olga Chajdas: „Przecedzamy naszych bohaterów przez sito PC, #metoo, gender studies. Bronimy ich, zanim zdążą coś zepsuć”</title>
		<link>https://poptown.eu/olga-chajdas-przecedzamy-naszych-bohaterow-przez-sito-pc-metoo-gender-studies-bronimy-ich-zanim-zdaza-cos-zepsuc/</link>
		
		<dc:creator><![CDATA[Anna Tatarska]]></dc:creator>
		<pubDate>Sat, 31 Oct 2020 15:57:16 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[LGBTQ+]]></category>
		<category><![CDATA[Lifestyle]]></category>
		<category><![CDATA[Kultura]]></category>
		<category><![CDATA[Film]]></category>
		<guid isPermaLink="false">https://poptown.eu/?p=8556</guid>

					<description><![CDATA[<p>Artykuł <a rel="nofollow" href="https://poptown.eu/olga-chajdas-przecedzamy-naszych-bohaterow-przez-sito-pc-metoo-gender-studies-bronimy-ich-zanim-zdaza-cos-zepsuc/">Olga Chajdas: „Przecedzamy naszych bohaterów przez sito PC, #metoo, gender studies. Bronimy ich, zanim zdążą coś zepsuć”</a> pochodzi z serwisu <a rel="nofollow" href="https://poptown.eu">Poptown</a>.</p>
]]></description>
										<content:encoded><![CDATA[<div data-vc-full-width="true" data-vc-full-width-init="false" data-vc-stretch-content="true" class="vc_row wpb_row vc_row-fluid"><div class="wpb_column vc_column_container vc_col-sm-8"><div class="vc_column-inner"><div class="wpb_wrapper">
	<div class="wpb_text_column wpb_content_element " >
		<div class="wpb_wrapper">
			<p class="p1"><b>TROUBLEMAKER</b></p>
<p class="p1">Do Warszawy przyjechałam z rodzicami, jak miałam 8 lat, byłam w trzeciej klasie podstawówki. To ledwie 300 kilometrów, ale dla mnie to było straszne oderwanie od korzeni, od całej rodziny. Po przeprowadzce dostałam psa charta irlandzkiego, o imieniu Parys. Mama go przyprowadziła, żeby mi było raźniej, żeby mieć przyjaciela w tych ciężkich czasach oderwania od korzeni. I od tej pory zawsze już miałam w domu zwierzaka. Najpierw były psy, teraz z Kasią mamy trzy koty. Nasz najstarszy choruje, nowotwór, ale jest twardy i się nie daje. Wszędzie sika, kanapy mamy całe w folii, ciągle grany jest weterynarz. Ale i tak nie wyobrażam sobie domu bez zwierząt. To jest obecność, do której wracasz, energia, która pilnuje domu, która na ciebie czeka i się na ciebie denerwuje i obraża. Tu nie ma miejsca na ściemę, na dwuznaczność, zwierzaka nie oszukasz.</p>
<p class="p1">Z Poznania przywiozłam delikatny akcent, taki, którego dzieciaki w ogóle nie są w stanie rozpoznać. Krótkie akcentowanie, nie na całą sylabę. Ale koledzy i koleżanki z klasy wiedzieli, że jestem z Poznania, a to znaczyło coś niefajnego. Kiedy ośmioletnie dziecko nagle słyszy, że jest kurwą z prowincji, nie czuje się dobrze. Ale nawet bardziej niż ta kurwa irytowało mnie, że nazwali Poznań prowincją. Absurd! W Poznaniu mam korzenie, to jakiś ideał, który zostawiłam za sobą jako dziecko. A z ideałem nie dyskutujesz. Z rodzicami o takich rzeczach się nie rozmawiało, nie zwierzałam im się. Jakoś zawsze potrafiłam sobie radzić z takimi rzeczami, zawsze miałam takie dobre w samej sobie umocowanie. Bez względu na wszystko takie wydarzenia się pamięta. Wtedy się pierwszy raz dowiedziałam, że Polska jest podzielona.</p>
<p class="p1">Żeby przetrwać, załatwiałam sobie krycie z dwóch stron. Jedna strona medalu? Miałam najlepsze oceny w klasie. Zawsze byłam ambitna, zwyczajnie źle bym się czuła, gdybym miała złe. To chyba wynikało z wychowania. Jak wracałam do domu z trójką, to tata mówił: „czemu nie czwórka?”, jak przychodziłam z czwórką, to „czemu nie piątka”, a jak przynosiłam szóstkę, to przeglądał pracę i zawsze znajdował coś do dopisania. To nie było siłowe – po prostu uważał, że zawsze można zrobić więcej. Dzięki temu nie wstydzę się ambicji i staram się nie odpuszczać. Bo zawsze można coś dopisać. Drugie wcielenie młodej Olgi jest całkiem inne. Byłam największą rozrabiaką w klasie, na którymś wyjeździe dali mi nawet ksywkę „Troublemaker”. Byłam zdolna i nauka nie kosztowała mnie superdużo, więc zawsze miałam czas, żeby szwendać się po podwórku i robić nie do końca dozwolone rzeczy. Jak bardzo niedozwolone? Zdarzyło mi się kiedyś podpalić śmietnik. Nie, nie jestem z tego dumna. Wyrosłam z głupot, ale potrzeba działania pod prąd została. Jakaś systemowa krytyka, bunt i brak konformizmu to coś, co w sobie szanuję. I nie chodzi tu o stawanie na barykadach. Jako dzieciak szukasz swojej przestrzeni, a jako człowiek dorosły uczysz się mówić „nie”. Zwłaszcza dzisiaj to ważne. Bo musimy mówić „nie”. Bo to, co się dzieje dookoła, wymaga od nas odwagi i reakcji.</p>

		</div>
	</div>
</div></div></div><div class="wpb_column vc_column_container vc_col-sm-4"><div class="vc_column-inner"><div class="wpb_wrapper"></div></div></div></div><div class="vc_row-full-width vc_clearfix"></div><div data-vc-full-width="true" data-vc-full-width-init="false" data-vc-stretch-content="true" class="vc_row wpb_row vc_row-fluid"><div class="wpb_column vc_column_container vc_col-sm-4"><div class="vc_column-inner"><div class="wpb_wrapper"></div></div></div><div class="wpb_column vc_column_container vc_col-sm-8"><div class="vc_column-inner"><div class="wpb_wrapper">
	<div class="wpb_text_column wpb_content_element " >
		<div class="wpb_wrapper">
			<p class="p1"><b>REŻYSER: TAKI LEŃ Z KONEKSJAMI?</b></p>
<p class="p1">W mojej rodzinie wszyscy wiedzą, co robię, ale jednak nikt tego nie wie do końca.<b> </b>Bo jak wytłumaczyć komuś spoza świata filmu, że jesteś reżyserem? Siedzisz sobie, wszyscy zapierdalają dookoła ciebie, ludzie cię muszą inspirować, aktorzy – super zagrać, a ty to spajasz. Spajasz? Co to znaczy? &#8230;Że nic nie robisz! Do dziś moja mama, jak jej przez telefon mówię, że mam ujęcie i nie mogę rozmawiać, to jest na mnie zła.</p>
<p class="p1">Trochę to rozumiem, bo sama długo nie wiedziałam, kim właściwie jest reżyser. Wcześniej długo chciałam być astrofizykiem. Ta moja ścisła strona mi pomaga w skupieniu i zebraniu myśli. Ale wydarzenia osobiste sprawiły, że postanowiłam ból przelać na papier. Pomyślałam, że lubię oglądać filmy, więc może napiszę o tym, co przeżywam, film? To był mój pierwszy kontakt z taką ekspresją; że możesz sobie coś wyobrazić, jak by było, gdyby to było zagrane, gdyby to było przelane na ekran.</p>
<p class="p1">Mam trzy wspaniałe siostrzenice. Akurat one do tego, co robię, podchodzą z dużą dozą ciekawości, z chęcią poznania i zrozumienia. Przez długi czas sądziłam, że uważają mnie i Kasię za bardzo obciachowe. Bo my niby robimy fajne rzeczy, film, wyjazdy, znani ludzie, ale tak naprawdę nie jesteśmy szalonymi ciotkami, żyjemy spokojnie. Teraz widzę, że coraz częściej przyjeżdżają nie tylko do moich rodziców, czyli do swoich dziadków, ale też do nas. Mieszkają z nami, są, mówią do nas obu „ciociu”, co jest bardzo śmieszne, bo do Kasi nikt inny tak nie mówi! Ale moja siostra jest pod tym względem konserwatywna, tradycjonalistka i tak ma być. Jej najmłodsza zresztą się zbuntowała: poszła do technikum fotograficznego, była nawet u nas na planie na praktykach. I przeżyła to. Mimo tego, że każde z nas w rodzinie idzie w inną stronę, to mamy swoje punkty wspólne i po prostu jest nam fajnie, jak jesteśmy razem. Lubię tę bliskość.</p>
<p class="p1">Kiedy wchodziłam w świat filmu, znałam kanon, ale nie byłam kinofilem. Nie chodziłam codziennie na trzy filmy jak moja Kasia. Do tej pory mam duże braki, jeśli chodzi o historię kinematografii. Ale nadrabiam powoli, nie wstydzę się. Myślę, że jest na to czas. Co nie zmienia faktu, że kiedy wchodziłam w rodzinę Kasi, czułam się na początku jak debil. Na szczęście ani Agnieszka, ani Kasia mnie nie wypytywały ze znajomości ich filmów, nie było żadnego testowania. To było trudne dla kogoś, kto cierpi na<b> </b>taką przypadłość jak ja, czyli bardzo często zasypia przed ekranem. Reżyserka śpiąca w kinie – znasz większy absurd?</p>
<p class="p1">Długo byłam tą najmłodszą, zawsze, wszędzie. Dużo młodsza od siostry, potem bardzo młoda drugi reżyser, potem bardzo młodo zaczęłam sama reżyserować. Nie odczuwam tak wieku. Dopiero kiedy widzę moich rówieśników, ludzi ode mnie ze szkoły, czuję, że mam piękny zawód, który pozwala się nam w dziwny i magiczny sposób konserwować. Może to ta ciągła zmiana, może to wieczny ruch, może to właśnie to abstrakcyjne poczucie czasu. Ale nie przeżywam kolejnych lat, kolejnych urodzin. Tylko snu coraz więcej potrzebuję i odpoczynku. W ogóle rutyna okazuje się ważniejsza od szaleństw. Organizmu nie oszukasz. Teraz powoli wchodzę w kategorię wiekową, gdzie już wszyscy są z mojego pokolenia albo młodsi. I to jest fajne, bo nagle wszystko znowu zależy od ciebie. Jasne, że gdzieś między słowami zdarzały się komentarze, że robię karierę po znajomości. Ale mam w dupie, że ludzie to komentują, z tego samego powodu się nie przejmowałam komentarzami w podstawówce. Wiem, ile sobie zawdzięczam, wiem też, jak fajna i kreatywna jest praca, jak masz sparing partnera. To jest wybór. Nie oportunizm. Choć zawsze, nawet jak pracowałyśmy z Kasią razem, szukałam własnej przestrzeni. Lepiej się czuję, jak coś zrobię sama.</p>

		</div>
	</div>
</div></div></div></div><div class="vc_row-full-width vc_clearfix"></div><div data-vc-full-width="true" data-vc-full-width-init="false" data-vc-stretch-content="true" class="vc_row wpb_row vc_row-fluid"><div class="wpb_column vc_column_container vc_col-sm-8"><div class="vc_column-inner"><div class="wpb_wrapper">
	<div class="wpb_text_column wpb_content_element " >
		<div class="wpb_wrapper">
			<p class="p1"><b>LESBA BEZ TRAUMY</b></p>
<p class="p1">Nie mam traumy bycia lesbą. Nie mam traumy, mimo że rzucali we mnie jajkami na paradzie równości, wyzywali. Lata temu w Krakowie. Bywały przecież i takie parady. Ale od zawsze miałam narzędzia, żeby sobie z tym radzić. Wsparcie w domu. Nie jestem i nigdy nie byłam z tego powodu pogubiona. Miałam szczęście. Nie mam też traumy coming outu. Nie bałam się, jak moje wyznanie zostanie przyjęte – miałam raczej problem, żeby to w ogóle nazwać. Nie bałam się reakcji rodziców, świata. Bałam się swojej reakcji. Jak miałam naście lat, to używało się tylko kategorii „homo” albo „hetero”. Tyle. A żeby to ponazywać, musiałaś najpierw w ogóle wiedzieć, że jest ta kwestia. Dzisiaj spektrum rozmów o płciowości, rozumienia jej niuansów, się poszerzyło. Młodzi potrafią nazwać, kim się czują, mają o wiele bardziej otwarte głowy. Widzę to po moich siostrzenicach. Dzieciaki w liceum, gimnazjum już się nie boją wyjść i czegoś powiedzieć. Nie boją się też bronić osób LGBT, nawet jeśli same nie utożsamiają się z tą grupą. Moje siostrzenice takie są.</p>
<p class="p1">Podczas coming outu szukałam reprezentacji siebie w kinie. Nie znajdowałam jej. Wiedziałam, że są produkcje z USA, ale wtedy jeszcze Internet nie był dostępny na pstryknięcie palcem. Pamiętam, jak próbowałam ściągnąć odcinki The L Word i jak tata się wkurzał, że blokuję linię telefoniczną. Szukałam rzeczy przystępnych. To jeszcze nie był etap, na którym filmy oglądało się krytycznie, jak na studiach. Kumałam, o co chodzi w Niewiniątkach Wylera, ale do końca czaiłam, że tak naprawdę bohaterka Audrey Hepburn jest ukarana za swoje preferencje. Zresztą <em>Nina</em> zaczęła się od tego, że chciałam zrobić dobry, niesuperhermetyczny film, w którym dziewczyny takie jak ja będą się mogły przejrzeć. Wydawało mi się to ważne.</p>
<p class="p1">Może raz, na etapie szukania budżetu na <em>Ninę</em>,<i> </i>spotkaliśmy się z jakąś potworną opinią wynikającą właśnie z homofobii. Może to spowolniło nasze prace. Ale kilka lat temu przewartościowałam swoje podejście i teraz, zamiast szukać winnych, po prostu sama w takich sytuacjach działam, aktywnie próbuję coś zmienić. Naprawdę nigdy nie miałam poczucia, że przez to, że jestem kobietą, czy przez to, że jestem lesbijką, jestem gorzej traktowana. Podwójnie wykluczona – to nie ja. Jasne, być może były sytuacje, o których nie wiem, które mi coś uniemożliwiły w życiu. Ale później wsiadasz w samochód z trzema czarnymi kotami, ze swoją partnerką od czternastu lat, puszczasz sobie <i>Skrzypka na dachu </i>i nie masz na co narzekać.</p>

		</div>
	</div>
</div></div></div><div class="wpb_column vc_column_container vc_col-sm-4"><div class="vc_column-inner"><div class="wpb_wrapper"></div></div></div></div><div class="vc_row-full-width vc_clearfix"></div><div data-vc-full-width="true" data-vc-full-width-init="false" data-vc-stretch-content="true" class="vc_row wpb_row vc_row-fluid"><div class="wpb_column vc_column_container vc_col-sm-4"><div class="vc_column-inner"><div class="wpb_wrapper"></div></div></div><div class="wpb_column vc_column_container vc_col-sm-8"><div class="vc_column-inner"><div class="wpb_wrapper">
	<div class="wpb_text_column wpb_content_element " >
		<div class="wpb_wrapper">
			<p class="p1"><b>INTUICJA, NIE IDEOLOGIA</b></p>
<p class="p1">Co ciekawe, po <em>Ninie</em> największa krytyka spadła na mnie ze strony lesbijek. Krytykowano scenę gwałtu – bo przecież „lesbijka by się nigdy nie przespała z kolesiem”. Albo to, że na ekranie odnoszę się do pewnych, rzeczywiście funkcjonujących, stereotypów. Młoda lesbijka, kompulsywna alkoholiczka, bawiąca się przygodnym seksem. Pojawił się nawet zarzut, że powinnam pokazać bohaterkę w lepszym świetle. Żyjemy w jakichś paranoicznych światach, że zaczynamy sami siebie cenzurować. To niebezpieczny moment. Zamiast myśleć o wolności, zastanawiamy się, czy to wypada. Przecedzamy naszych bohaterów przez sito PC, #metoo, gender studies i jeszcze doszukujemy się obrazy uczuć religijnych. Nie dajemy im głosu, bronimy ich, zanim oni zdążą coś zepsuć. Zadziwiające, jak silna jest nasza potrzeba głębokiej ideologizacji wszystkiego. Wszystko musi być wypowiedzią, wszystko ma znaczenie. I ma, ale czasem nie musimy go dopowiadać. A przecież ciekawe rzeczy zaczynają się dopiero w momencie, kiedy sobie nie narzucamy takich ograniczeń. Wtedy się bardziej zbliżamy do prawdy.</p>
<p class="p1">#Metoo to była zajebista inicjatywa, bardzo, bardzo potrzebna. Ale jednocześnie trochę się boję tego, co to może przynieść na dłuższą metę. Mówię o swoim podwórku, o kinie, o Polsce. Boję tego, że za chwilę nie będę mogła z aktorami pogadać normalnie o scenie miłosnej na planie. Kręcisz głową, wiem, jestem najgorszą feministką, jaką możesz sobie wyobrazić. To znaczy – ja uważam, że nią nie jestem, choć wszyscy mówią inaczej. Dzisiaj nie wolno nam demonizować feminizmu, zwłaszcza dzisiaj, zwłaszcza w tej Polsce, którą mamy od tygodnia. Nie wolno nam siebie samych cenzurować i ugrzeczniać. Za późno na niuansowanie. Więc ja działam bardziej na intuicji niż na ideologii, ale ta prowadzi mnie do tych samych rozważań.</p>
<p class="p1">Agnieszka [Holland], która się bardzo udziela społecznie i politycznie, kiedyś wyszła z propozycją, żeby na kilka lat zabrać mężczyznom czynne prawa wyborcze. Mogliby kandydować, ale nie wolno byłoby im głosować. Ciekawie byłoby zobaczyć, jak w takiej sytuacji by się zreorganizowała scena polityczna. Szkoda, że ten pomysł jest kompletną utopią. I mamy piękne inicjatywy mające na celu uświadomienie w myśleniu o równości i równym dostępnie płci do pracy, płacy, dotacji itp. A z drugiej strony krzyczymy, że płeć nie powinna nic znaczyć, za chwilę znów walczymy o „50/50 by 2020”, czyli prawnie usankcjonowaną równą reprezentację kobiet i mężczyzn w filmie. Płeć ma znaczenie? Chciałabym myśleć, że nie ma, ale najwidoczniej żyjemy z czasach, kiedy trzeba to przypominać.</p>

		</div>
	</div>
</div></div></div></div><div class="vc_row-full-width vc_clearfix"></div><div data-vc-full-width="true" data-vc-full-width-init="false" data-vc-stretch-content="true" class="vc_row wpb_row vc_row-fluid"><div class="wpb_column vc_column_container vc_col-sm-8"><div class="vc_column-inner"><div class="wpb_wrapper">
	<div class="wpb_text_column wpb_content_element " >
		<div class="wpb_wrapper">
			<p class="p1"><b>CZAS GŁASKANIA JUŻ BYŁ</b></p>
<p class="p1">Pracuje i żyję w Polsce. Nie wyjeżdżam. Mamy domek w Bretanii, fakt. Ale co ja będę tam kręcić, mule w rybnym? Z tego samego powodu nie chcę się przeprowadzać do Stanów. Tyle lat mi zajęło dojście do czegoś tutaj, dlaczego mam teraz to wszystko zostawiać? Choć rzeczywistość mnie wkurwia i rozczarowuje. Co z tego, że sama nie jestem z tych, co marzą o ślubie, że nigdy nie byłam. Jestem głęboko przekonana, że nie należy zakazywać czegoś tylko dlatego, że sam nie chcesz lub nie potrzebujesz tego zrobić. To, że ja nie chcę ślubu, nie znaczy, że nie będę walczyć o śluby dla innych – bo uważam, że to powinno być w moim banku praw, po prostu. To samo dotyczy aborcji. Czy naprawdę musimy się tak cofać, czy znowu musimy tłumaczyć to samo? Mamy prawa, wkurwia nas bezczelność i buta rządzących. Mamy prawo i tyle. Tu nie chodzi o to, czy ty byś to zrobiła czy nie. Czy byłaś w takiej sytuacji czy nie. Liczy się poczucie bezpieczeństwa, świadomość, że mogłabyś mieć możliwość decyzji w danej sytuacji.</p>
<p class="p1">Kiedyś pokazywałam <em>Ninę</em> w jakimś małym miasteczku, dziewczyny z festiwalu uprzedzały mnie, że starszy pan z projektorni jest prawicowcem i homofobem, żeby uważać. Podobno podszedł do nich po projekcji i powiedział, że te lesbijki są jednak takie normalne. Okazuje się, że film ma jakąś siłę rażenia. Mnie to cieszy, bo mam potrzebę edukowania, zmieniania świata. Uważam, że wypowiadanie się na pewne kwestie to nasz, filmowców, obowiązek. Nie musi być wprost. Jak działa kino propagandowe, wszyscy, mam nadzieję, wiemy.</p>
<p class="p1">Nie godzę się na warunkową akceptację. To coś, co przeżywamy z Kasią na naszym własnym podwórku. Bardzo mili sąsiedzi, którzy znając nas, wiedząc, kim jesteśmy dla siebie, potrafią wypalić, że „te parady to są fatalne”&#8230; Przecież to samo mówili Polacy o „swoich” Żydach. Ręce opadają. Ten sam język, ten sam „problem”. Nigdy się tego nie oduczymy! Dlatego skończyły się czasy głaskania i na miło próbowania wprowadzania jakichś racji. To nie działa. Już nieważne, że ja nie jestem z tych, co by sami stanęli na masce samochodu i wymachiwali flagą. Trzymam kciuki za tych, którzy to robią.</p>

		</div>
	</div>
</div></div></div><div class="wpb_column vc_column_container vc_col-sm-4"><div class="vc_column-inner"><div class="wpb_wrapper"></div></div></div></div><div class="vc_row-full-width vc_clearfix"></div>
<p>Artykuł <a rel="nofollow" href="https://poptown.eu/olga-chajdas-przecedzamy-naszych-bohaterow-przez-sito-pc-metoo-gender-studies-bronimy-ich-zanim-zdaza-cos-zepsuc/">Olga Chajdas: „Przecedzamy naszych bohaterów przez sito PC, #metoo, gender studies. Bronimy ich, zanim zdążą coś zepsuć”</a> pochodzi z serwisu <a rel="nofollow" href="https://poptown.eu">Poptown</a>.</p>
]]></content:encoded>
					
		
		
			</item>
		<item>
		<title>Ralph Kaminski: Sam piszę swoją opowieść</title>
		<link>https://poptown.eu/ralph-kaminski-sam-pisze-swoja-opowiesc-influ/</link>
		
		<dc:creator><![CDATA[Anna Tatarska]]></dc:creator>
		<pubDate>Mon, 05 Oct 2020 07:30:23 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[Muzyka]]></category>
		<category><![CDATA[Kultura]]></category>
		<guid isPermaLink="false">https://poptown.eu/?p=8023</guid>

					<description><![CDATA[<p>Artykuł <a rel="nofollow" href="https://poptown.eu/ralph-kaminski-sam-pisze-swoja-opowiesc-influ/">Ralph Kaminski: Sam piszę swoją opowieść</a> pochodzi z serwisu <a rel="nofollow" href="https://poptown.eu">Poptown</a>.</p>
]]></description>
										<content:encoded><![CDATA[<div data-vc-full-width="true" data-vc-full-width-init="false" data-vc-stretch-content="true" class="vc_row wpb_row vc_row-fluid"><div class="wpb_column vc_column_container vc_col-sm-8"><div class="vc_column-inner"><div class="wpb_wrapper">
	<div class="wpb_text_column wpb_content_element " >
		<div class="wpb_wrapper">
			<p class="p1"><b>RAJSTOPKI</b></p>
<p class="p1">Mam pięć lat. Chodzę do przedszkola. Uwielbiam przedszkole, jego atmosferę. Przedszkole kojarzy mi się z zapachem kakao, podwieczorku. Dom? Duży, mieszkamy w nim z babcią i dziadkiem. Pachnie naleśnikami i bobofrutem.</p>
<p class="p1">Mam siedem lat. Idę do podstawówki. Jest beznadziejnie. Przez pierwszy tydzień uczy mnie moja mama. W ogóle nie wykonuję żadnych poleceń, siedzę, marzę, robię, co chcę. Mama przepisuje mnie do szkoły po drugiej stronie ulicy. Po tych kilku dniach każdy już miał swojego kolegę albo koleżankę, a tu nagle przychodzi jakiś alien. Nikt nie chce ze mną siedzieć, wychowawczyni jest stara, straszna i wyżywa się na mnie. Jako pierwszy w klasie dostaję jedynkę, bo nieładnie coś pokolorowałem. Po roku wracam do tej szkoły, gdzie pracuje mama, ale do innej klasy. Znowu jest dobrze. Ale traumy gdzieś pod skórą pozostają.</p>
<p class="p1">Liceum. Z cool ludźmi chodzę palić pod kościołem papierosy, między choineczkami. Sam nie palę, ale towarzyszę im co przerwę. Bardzo mi się to podoba. Mamy tak zwany korytarz lansu: pod sklepikiem szkolnym, wszyscy się pokazują i obczajają. Nie jestem za bardzo hardcorowy. Na pewno nie tak, jak mój kolega, który jest metalem i ma plecak w kształcie trumny. Ale nie lubię być przezroczysty. 2007, 2008 to kolorowe T-shirty House of Holland z napisami, na topie androgyniczna modelka Agyness Deyn, zespół Claxons, Franz Ferdinand, Yelle z Francji, moda na bluzy Adidas Oldschool. Ja noszę samodzielnie zrobiony wisiorek z kasety magnetofonowej. Siara na maksa.</p>
<p class="p1">Były wokół dzieci z bardzo bogatych domów. Jedna dziewczyna, córka takiego tuza w Jaśle, do szkoły zamiast plecaka nosiła torebkę Louis Vuitton z kolekcji pomazanej na różowo mazakiem. Wstrętną, ale drogą. Ale nie zazdrościłem jej. Zazdrość, i to tylko trochę, budziła jedna koleżanka, której ciotka przysyłała ze Stanów emo ciuchy z Hot Topic. Do dziś pamiętam jej zajebiste creepersy! My nie mieliśmy za dużo kasy, mama nas wychowywała sama. Ale w ogóle nie miałem poczucia, że czegoś brakuje, że czegoś nie możemy.</p>

		</div>
	</div>
</div></div></div><div class="wpb_column vc_column_container vc_col-sm-4"><div class="vc_column-inner"><div class="wpb_wrapper"></div></div></div></div><div class="vc_row-full-width vc_clearfix"></div><div data-vc-full-width="true" data-vc-full-width-init="false" data-vc-stretch-content="true" class="vc_row wpb_row vc_row-fluid"><div class="wpb_column vc_column_container vc_col-sm-4"><div class="vc_column-inner"><div class="wpb_wrapper"></div></div></div><div class="wpb_column vc_column_container vc_col-sm-8"><div class="vc_column-inner"><div class="wpb_wrapper">
	<div class="wpb_text_column wpb_content_element " >
		<div class="wpb_wrapper">
			<p class="p1"><b>IT&#8217;S BRITNEY BITCH</b></p>
<p class="p2">Lata dziewięćdziesiąte i dwutysięczne to były dopiero czasy dla muzyki i gwiazd: teledyski jeszcze śmigały w telewizji, każda emisja, premiera, to było wydarzenie. Muzyka – wiadomo, na kasetach, kupowanych za kieszonkowe. Czytało się gazetki: „Popcorn” czy „Bravo”, tam były o nich artykuły, plakaty. Jako dzieciak zasłuchiwałem się  w &#8222;Róży&#8221; Maanamu. Miałem radyjko na kasety i słuchałem tych wszystkich tekstów, nie do końca rozumiejąc, a czym mowa, ale z zachwytem<i>.</i> Jednocześnie miałem wtedy totalnego krasza na zespół L.O. 27, na Kubę Molendę, na piosenkę <i>Mogę wszystko</i>. Kocham, kocham, kocham! Moja wyobraźnia szalała.</p>
<p class="p1">Potem moją zajebistą guilty pleasure jest Britney Spears. W 2007 roku goli sobie głowę. „Crazy Britney” &#8211; to mnie mega fascynowało: te djęcia paparazzi, jak wchodzi do Starbucksa po frappuccino, te okropne ciuchy. Wcześniej jej nie znosiłem, a wtedy naprawdę się tym jarałem. Kochałem piosenkę <i>Gimme More, </i>uważam, że<i> „Blackout”</i> to była jej najlepsza płyta ever. W tym okresie pojawiły się też britpopowe fascynacje, a kiedy wszedł serial <i>Skins</i>, to już w ogóle było szaleństwo. Spice Girls? Jak zbierałem karteczki do segregatora, to miałem dużo spicegirlsowych karteczek, ale tak, żeby superturbo słuchać, to nie. Młody Jaggera czy Bowie? Muzycznie nigdy w nich nie siedziałem, słuchałem raczej rzeczy współczesnych. Dla siebie, jako artysty, znalazłem ich w miarę niedawno, a zainteresowanie częściowo wzięło się z ich wizerunku, z historii. Mam jeszcze na tym polu dużo do odkrycia.</p>

		</div>
	</div>
</div></div></div></div><div class="vc_row-full-width vc_clearfix"></div><div data-vc-full-width="true" data-vc-full-width-init="false" data-vc-stretch-content="true" class="vc_row wpb_row vc_row-fluid"><div class="wpb_column vc_column_container vc_col-sm-8"><div class="vc_column-inner"><div class="wpb_wrapper">
	<div class="wpb_text_column wpb_content_element " >
		<div class="wpb_wrapper">
			<p class="p1"><b>SHINE BRIGHT LIKE A DIAMOND</b></p>
<p class="p1">Kiedyś wydawało mi się, że z zostawaniem muzykiem to jest tak, jak kiedy Harry Potter kupił swoją różdżkę i flara światła się nagle rozjaśniła. Ale nie. U mnie wszystko jest bardzo stopniowe. Nie czuć, jakby się działo. Jak jesień, która się wkrada powoli, łagodnie. Nagle się orientujesz, że już jest po lecie. Kiedy wykonałem pierwsze parę kroków w kierunku muzyki to rozejrzałem się dookoła i nie chciałem się już cofnąć.</p>
<p class="p1">Długo uważałem, że każdy wykonawca powinien być super-autorski. Wiedzieć, co ma robić i jak. Sam pisać piosenki, sam wymyślać wszystko. Zmieniłem zdanie. Niektórzy chcą pisać zajebiste piosenki, ale najchętniej by nie występowali i nie zwracali na siebie uwagi. Ktoś chce być <i>celebrity</i>, być uwielbiany, mieć <i>lajf,</i> a muzyka to dla niego dodatek. Niektórym wystarcza stanie na scenie w ładnym ubraniu. I to wszystko jest OK. Są różne drogi, różne kariery. Mi w przypadku projektu Ralph Kaminski zależy na budowaniu swojego, autorskiego świata. Ale ten świat też ewoluuje. Odkrywam w sobie różne elementy, różne rzeczy, które mnie zaskakują. Na przykład zawsze wydawało mi się, że będę chciał być przed kamerą: ja, ja, jak najwięcej mnie. Po czym odkryłem, że występowanie w teledysku nie jest dla mnie spełnieniem marzeń, bo najbardziej się spełniam po drugiej stronie kamery, kreując ten świat.</p>
<p class="p1">Młodzi artyści nie mają na początku autorytetu, muszą o siebie walczyć. Ja w trakcie tej walki bywałem taki surowy dla wszystkich, a przede wszystkim dla siebie, że zrobił się ze mnie mały Hitler, geneRalph. Do tego jak się stoi na scenie w blasku reflektorów, to aż się prosi, żeby się popisać. Zrobić obrót, pozę. Bardzo trzeba uważać, żeby tego nie robić poza tą sceną, żeby zostać ludzkim, normalnym. Mnie jakoś w połowie promocji pierwszej płyty odpaliło, zacząłem trochę gwiazdorzyć, zrobiłem się teatralny. Ale się w porę opamiętałem. Teraz strasznie, strasznie tego pilnuję. Nadal jestem wymagający i konkretny, ale stosuję inne formy. Ważna jest atmosfera: szacunek, brak stresu. Za kulisami każda osoba ciężko pracuje na mój sukces i każdej należy się za to gigantyczny szacunek.</p>
<p class="p1">Dynamikę popularności dość dobrze naświetla Instagram. Najpierw rośnie ci ilość lajków, followersów, ale jeszcze wszyscy biją brawo, są w tej grupie są ci, którzy ci kibicują i cię lubią. Później bańka zaczyna puchnąć. Pojawiają się ludzie, którzy – nie ważne co zrobisz – będą w kontrze i anty. Trochę tak odbieram sytuację ze Słoniem, te kontrowersje wokół naszej rozmowy w audycji „Dwa światy”. Moje słowa [Kaminski niefortunnie wypowiedział się na temat depresji] padły podczas rozmowy pół roku wcześniej, ktoś je potem celowo wyciągnął. A to nie był jakiś wyskok: taki byłem cały czas, mówiłem czasami różne głupoty, raz mniej, raz bardziej świadomie. Ale nigdy nie po to, by krzywdzić. Myślę, że jeżeli wrócę do formy dziennikarskiej w najbliższym czasie, to wolałbym prowadzić audycję i opowiadać o muzyce, a nie wypowiadać opinie. Po tamtej akcji poczułem, że pokazując się z różnych stron, bliżej do siebie dopuszczam różne osoby, z którymi właściwie nie do końca jest mi po drodze. I się w ten sposób narażam. A to mnie kosztuje strasznie dużo energii.</p>

		</div>
	</div>
</div></div></div><div class="wpb_column vc_column_container vc_col-sm-4"><div class="vc_column-inner"><div class="wpb_wrapper"></div></div></div></div><div class="vc_row-full-width vc_clearfix"></div><div data-vc-full-width="true" data-vc-full-width-init="false" data-vc-stretch-content="true" class="vc_row wpb_row vc_row-fluid"><div class="wpb_column vc_column_container vc_col-sm-4"><div class="vc_column-inner"><div class="wpb_wrapper"></div></div></div><div class="wpb_column vc_column_container vc_col-sm-8"><div class="vc_column-inner"><div class="wpb_wrapper">
	<div class="wpb_text_column wpb_content_element " >
		<div class="wpb_wrapper">
			<p class="p1"><b>QUEER AS FUCK</b></p>
<p class="p1">W Jaśle, skąd pochodzę, wszyscy się patrzą z automatu na każdego. Nie można w ogóle sobie chodzić po tym mieście, bo jest się skanowanym. Może dlatego tak dobrze poczułem się po przeprowadzce do Warszawy, bo prywatnie nie lubię zwracać uwagi. Ale scena to co innego. Jeszcze trzy, cztery lata temu, nie odważyłbym się pokazać się w takiej formie, wersji, jak teraz. Żyję w kraju, gdzie jednak każdy facet wyglądający inaczej – dajmy na to Czesław Niemen &#8211; jest turbokontrowersyjny. Queerowa estetyka jest megakolorowa, megaszalona, meganierzeczywista. Ale jest też totalnie rockandrollowa: czerpali z niej Jagger, Bowie, Ozzy Osbourne. Przecież scena to inny świat. Ralph Kaminski polega na przekraczaniu granic, także własnych. Choć jednocześnie, z ręką na sercu, uważam, że rewolucję robię tylko dla samego siebie, bo rewolucja na skalę światową to się na tym polu już dawno odbyła.</p>
<p class="p1">Jak poparłem otwarcie społeczność LGBT pojawiły się komentarze, że „jeszcze raz napiszesz coś o LGBT, to przestanę ciebie słuchać”. Pod jednym z filmików życzono mi śmierci. Czekaj, to ja z kultury queerowej jem łyżkami, a ktoś coś takiego pisze? Najwidoczniej brakuje mu edukacji, śladowej choćby orientacji co z czego w kulturze wynika&#8230; Ale z drugiej strony też się sypnęło: „A co ty zrobiłeś dla społeczności LGBT? Gówno zrobiłeś”. Czyli tak też źle. Czasami zaczynam myśleć, że lepiej byłoby milczeć. Jedynym miejscem, gdzie czuję się totalnie bezpiecznie, są moje koncerty. Mam tam swoją opowieść, swój spektakl, który piszę świadomie sam, od początku do końca.</p>
<p class="p1">W ramach tej opowieści zdecydowałem się otwarcie powiedzieć o depresji. O ojcu. Muzyka trochę takie wyznania ułatwia, nadaje im formę. Ale najpierw trzeba przedrzeć się przez etap poszukiwania języka, czas dostosowanie nazw i zwrotów, które pomogą o tym powiedzieć. Myślę, że nigdy nie byłbym w stu procentach gotów, ale odważyłem się na ten krok dla dobra projektu, dla sztuki. Pocieszeniem było, że znam odbiorców, którzy mają podobnie jak ja. Nie byłem sam. Ale i tak czułem, że po premierze to odchoruję. Gdybym nie był w terapii, nie miał pomocy osoby, która zajmuje się moimi emocjami, dba o mnie, to myślę, że albo bym się nie zdecydował na taki krok albo zrobiłbym to, ale nie poradził sobie z konsekwencjami. Nie sądzę, żebym w najbliższym czasie chciał znowu tak bardzo intymnie wpuszczać kogoś do siebie. Strasznie dużo to kosztuje. Na dzień dzisiejszy – nie.</p>

		</div>
	</div>
</div></div></div></div><div class="vc_row-full-width vc_clearfix"></div><div data-vc-full-width="true" data-vc-full-width-init="false" data-vc-stretch-content="true" class="vc_row wpb_row vc_row-fluid"><div class="wpb_column vc_column_container vc_col-sm-8"><div class="vc_column-inner"><div class="wpb_wrapper">
	<div class="wpb_text_column wpb_content_element " >
		<div class="wpb_wrapper">
			<p class="p1"><b>EQUILIBRIUM</b></p>
<p class="p1">Mąż znajomej ma fermę norek, zarabia na tym miliony. Jego żona tonie w drogich rzeczach. Wiadomo, że to jest biznes, że się zarabia, ale mnie przeraża, jakim kosztem to jest zrobione. Żyjemy w czasach, w których naprawdę nie trzeba zabijać i męczyć dla futra, to fanaberia. Jeżeli chodzi o szacunek dla zwierząt, to w Polsce mamy przed sobą długą drogę. Psy na łańcuchach – to aż niewiarygodne, że to się wciąż dzieje! Jestem wegetarianinem, kocham zwierzęta. Ale nie krzyczę, nie oblewam farbą. Niektóry popadają w skrajności, ja sam staram się nie mieć skrajnych poglądów na ten i inne tematy. Szukanie balansu, dialogu, rozmowa &#8211; to jest bardzo ważne.</p>
<p class="p1">Nauczyłem się chyba tego od mojej mamy. Pamiętasz mój wpis na Instagramie, gdzie mama odpisywała koleżance w kwestii wyborów? [na zachętę do „zwalczania ideologii LGBT” mama Ralpha odpisała bardzo taktownie, że to niechrześcijańskie i wyraziła wsparcie dla społeczności]. Podziwiam ją, ma taką klasę! Nie umiałbym tak spokojnie odpisać, a ona zawsze była właśnie taka. Jest zbyt dobrą osobą.</p>
<p class="p1">Sam uważam się za osobę wierzącą. Ale przestałem chodzić do Kościoła katolickiego, mówię o tym otwarcie. Kościół wspiera obłudę. Typowa książkowa sytuacja: ktoś leje po mordzie swoją żonę a w niedzielkę w pierwszym rzędzie klepie modlitwy. Ale nie! Wrogiem jest gej albo feministka, nie ten potwór! To jest powszechne. Na to jest zgoda. I mnie to przeraża. Kościół sam sobie szkodzi. To, co robi jest zaprzeczeniem wszystkiego, o czym mówi wiara, o czym mówi Biblia, o czym mówi papież Franciszek. Ach zapomniałem: przecież tylko „nasz” papież był ten dobry, który miał rację&#8230;<span class="Apple-converted-space">  </span>Nie wiem, czy ci ludzie się kiedykolwiek obudzą. Do naszego kraju wtargnęło zło. Kościół doprowadził do tego, że moje pokolenie już w ogóle do tego kościoła aktywnie nie chodzi. Dziś to jakaś umierająca tradycja, coś, czego jesteśmy nauczeni, a nie coś, co robimy z potrzeby serca.</p>
<p class="p1">Do czego sięgam, kiedy jest mi źle? Po latach zmagań zrozumiałem, że w tym, że się tak czuję, nie ma nic złego. I już nie boję się bać. Po prostu pozwalam sobie na trwanie w takim momencie. Wiem, że to minie.</p>

		</div>
	</div>
</div></div></div><div class="wpb_column vc_column_container vc_col-sm-4"><div class="vc_column-inner"><div class="wpb_wrapper"></div></div></div></div><div class="vc_row-full-width vc_clearfix"></div>
<p>Artykuł <a rel="nofollow" href="https://poptown.eu/ralph-kaminski-sam-pisze-swoja-opowiesc-influ/">Ralph Kaminski: Sam piszę swoją opowieść</a> pochodzi z serwisu <a rel="nofollow" href="https://poptown.eu">Poptown</a>.</p>
]]></content:encoded>
					
		
		
			</item>
		<item>
		<title>Bolesław Chromry: Człowiek z komiksu</title>
		<link>https://poptown.eu/boleslaw-chromry-czlowiek-z-komiksu/</link>
		
		<dc:creator><![CDATA[Anna Tatarska]]></dc:creator>
		<pubDate>Mon, 31 Aug 2020 13:03:56 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[Kultura]]></category>
		<category><![CDATA[Film]]></category>
		<guid isPermaLink="false">https://poptown.eu/?p=7438</guid>

					<description><![CDATA[<p>Artykuł <a rel="nofollow" href="https://poptown.eu/boleslaw-chromry-czlowiek-z-komiksu/">Bolesław Chromry: Człowiek z komiksu</a> pochodzi z serwisu <a rel="nofollow" href="https://poptown.eu">Poptown</a>.</p>
]]></description>
										<content:encoded><![CDATA[<div data-vc-full-width="true" data-vc-full-width-init="false" data-vc-stretch-content="true" class="vc_row wpb_row vc_row-fluid"><div class="wpb_column vc_column_container vc_col-sm-8"><div class="vc_column-inner"><div class="wpb_wrapper">
	<div class="wpb_text_column wpb_content_element " >
		<div class="wpb_wrapper">
			<p class="p1"><b>MEBELEK Z IKEA</b></p>
<p class="p1">Nie cierpię swojego imienia. Jest naznaczone. Grażyna i Janusz mają pięćdziesiątkę, a Damian i Sandra są młodsi, koło trzydziestki. Damian kojarzy się albo jako typ zniewieściały, gejuszek albo taki, który rucha panienki. Poznałem wielu Damianów w życiu. Nie chciałbym ich poznawać więcej. Ale i tak Damian jest lepszy niż Adrian, wciąż. I Robert. Damian jest lepszy niż Robert.</p>
<p class="p1">Zawsze byłem człowiekiem przypałowcem, takim absolutnym. Kumulacją sytuacji dynamicznych. Taką osobą, że jak w Krakowie do tramwaju wsiada kaznodzieja tramwajowy &#8211; lump, co gada po tramwajach – to do mnie zawsze podejdzie.</p>
<p class="p1">Chodziłem do gimnazjum chamskiego w Hucie. Rejonowe, osiedlowe. Patrzyłem, jak, przez uległość, zmieniają się ludzie dokoła. Metale zazwyczaj nosili czarne spodnie typu dżins, sztywne albo co gorsza bojówki wojskowe. One są dłużej świeże, ale bardziej wchłaniają brud. Ćwiczyli w nich na WF, śmierdziało. Przemiana zaczynała się właśnie od spodni: z czarnych dżinsów na czarne dresy. Później włosy, na końcu były koszulki. I z metala robił się dresiarz.</p>
<p class="p1">Ja? Ja jestem kameleon. Nigdy do końca do żadnej subkultury nie należałem. Bardzo się boksowałem z tym. Bywałem hipisem, metalem, punkiem. Tylko nie dresiarzem. W gimnazjum przeżywałem ogromny bunt młodzieńczy. Rodzice co tydzień musieli do szkoły przychodzić, przez bite trzy lata. Byłem przypałową osobą, <i>attention whore</i>. Jak wojska amerykańskie weszły do Iraku, zrobiłem strajk z koleżanką w szkole. Jej stary miał demobil, przyniosła ciuchy i maski gazowe. Na przerwach siedzieliśmy w to ubrani naprzeciwko pokoju nauczycielskiego.</p>
<p class="p1">Szkoła kojarzy mi się z opresją, ale też z głodem. Wtedy nikt nie miał hajsu na jedzenie. Nie było kultury jedzenia, nie było barów, nie było tak, że w sklepie masz kawę i hot doga. Wszyscy byli niedożywieni i zaniedbani. Choć mam obserwację, że to zależy od województw. Podkarpacie jest takie bardziej rosłe. Największe bochny chleba, jak zaobserwowałem, to oczywiście Kaszuby i Poznań, tamci ludzie są po prostu jak ich rzemieślnictwo, zbudowani z solidnego dębu. Ja? Ja jestem z zapałki czechowicko-dziedzickiej. Takie najgorsze drewno, z jakiego się robi ikeowskie meble. Może jestem słabej jakości, ale za to nie do wyplenienia.</p>

		</div>
	</div>
</div></div></div><div class="wpb_column vc_column_container vc_col-sm-4"><div class="vc_column-inner"><div class="wpb_wrapper"></div></div></div></div><div class="vc_row-full-width vc_clearfix"></div><div data-vc-full-width="true" data-vc-full-width-init="false" data-vc-stretch-content="true" class="vc_row wpb_row vc_row-fluid"><div class="wpb_column vc_column_container vc_col-sm-4"><div class="vc_column-inner"><div class="wpb_wrapper"></div></div></div><div class="wpb_column vc_column_container vc_col-sm-8"><div class="vc_column-inner"><div class="wpb_wrapper">
	<div class="wpb_text_column wpb_content_element " >
		<div class="wpb_wrapper">
			<p class="p1"><b>NO PORNO</b></p>
<p class="p1">Internet. Doświadczenie pokoleniowe. Wszyscy marzyli, nikt go nie miał, tylko bogatsi koledzy i koleżanki, przez telefon. Mnie ten upragniony, szerokopasmowy, dopiero w liceum podłączyli. Jak siadłem do komputera, to mój ojciec musiał go naprawiać, tyle wirusów naściągałem. Nie pornole, nie filmy, tylko pojedyncze piosenki w mp3. Napster, eMule, jeden kawałek się kilka godzin ściągał. Zacząłem od ścieżki dźwiękowej z musicalu <i>Hair. </i>Najgorsze zjeby słuchały wtedy Kelly Family, to był dopiero wstyd. Spice Girls? Wiadomo, podkładka do słuchania muzyki narkomańskiej, muzyki techno, do szaleństwa. LGBT.</p>
<p class="p1">Dokładnie pamiętam, co robiłem w 2001 roku, jak było World Trade Center. Kserowałem okładkę kasety Nirvana <i>Nevermind. </i>Po czym poszedłem do mojej babci, która dała mi obiad, a potem &#8211; do domu posłuchać. &#8222;Smells Like Teen Spirit&#8221;. A w tle cały czas te wieże.</p>
<p class="p1">Nigdy nie musiałem się zbyt często wypowiadać. Nigdy nie planowałem stać się osobą publiczną. Zawsze chciałem być zajebistym rysownikiem i artystą. A że cały czas pracowałem jak głupi, nie zorientowałem się, kiedy się coś zmieniło. W zeszłe wakacje, jak robiłem wystawę w łaźni w Gdańsku, czy na OFF-ie, nagle zaczęli ludzie podchodzić, pytać, czy autograf, czy jakieś zdjęcie, że lubią moje rzeczy, że moją żonę Magdę lubią… Dla mnie to było tak zawstydzające, że miałem ochotę się położyć na ziemię, żeby się to skończyło. Strasznie przytłaczające. Ta świadomość, to parcie, że teraz to już muszę crème de la crème wypuszczać. Ale już się przyzwyczaiłem. Magda mi tłumaczyła, że to jest miłe i potrzebne. Zauważyłem, że rzeczywiście, te moje rzeczy są istotne dla ludzi. Oni się faktycznie z tym identyfikują, żyją tymi rysunkami. Nie zdawałem sobie z tego sprawy.</p>
<p class="p1">Moja żona jest gwiazdą tatuażu, zapraszaną na konwenty na całym świecie. Jedziemy, ona pracuje, a ja sobie chodzę po parku. Jak ci polscy wieszcze, co wyemigrowali i jak beje chodzili i płakali po tych parkach. Teraz byliśmy w Berlinie. Przez kilka dni chodziłem więc po berlińskim parku i płakałem. A jeszcze bardziej żenujące było, jak się odważyłem i na ławce w parku rysowałem. Przełamałem swoją barierę. W Polsce bym się nigdy nie odważył wyciągnąć kartki. Mam problem z takimi czynnościami lajfstajlowymi, typu na przykład wychodzenie, korzystanie z jakiejś popularności. Jesteśmy z Madgą przejebani, siedzimy jak kapucyni w tym domu. Ale jak mam pieski i kochającą żonę, to to, że ktoś wywija nad Wisłą dens, mnie naprawdę jebie.</p>

		</div>
	</div>
</div></div></div></div><div class="vc_row-full-width vc_clearfix"></div><div data-vc-full-width="true" data-vc-full-width-init="false" data-vc-stretch-content="true" class="vc_row wpb_row vc_row-fluid"><div class="wpb_column vc_column_container vc_col-sm-8"><div class="vc_column-inner"><div class="wpb_wrapper">
	<div class="wpb_text_column wpb_content_element " >
		<div class="wpb_wrapper">
			<p class="p1"><b>ŻÓŁTE PAPIERY</b></p>
<p class="p1">Często tak jest, że wrzucę coś na sociale, a potem stwierdzę, że to nie jest dostatecznie dobre. Albo mnie olśni, że mogę urazić jakąś grupę społeczną. Albo po prostu nie chcę, żeby było pokazywane. I kasuję. Wygląda na działanie jakiegoś spamera: wrzucam, ktoś zaczyna lajkować, a sekundę później już tego nie ma. To jest wyższy level. Rzecz, której nie można nigdy robić w social mediach! Ale dobrze, że to robię. Uważam, że nie ma co pokazywać pewnych rzeczy, nie można, trzeba pokazywać tylko te, do których się ma przekonanie, że są zajebiste. Wychodzę na wariata? YOLO. Jestem nim, leczę się psychiatrycznie. I co?</p>
<p class="p1">Jestem osobą bardzo porywczą. Może tego nie widać, bo mówię coś cicho, niewyraźnie, ale w głowie jest napierdalanko. Mam wielką żądzę wiedzy. Dosłownie wczoraj pisałem maila do szkoły muzycznej na Namysłowskiej, bo chciałem się zapisać na lekcje pianina dla dorosłych. Ale pani mi napisała, że nie ma takich lekcji. Myślałem, że będę nowym Chillym Gonzalesem, ale nic z tego.</p>
<p class="p1">Pamiętam, że pod koniec studiów chciałem zrobić artbook o największych ludziach świata. Też tych wszerz, upasionych. Interesowało mnie nie to, co się kiedyś zdarzyło, tylko ich dalsze życie, jak sobie radzą. I tak znalazłem Strong Mana, który nazywa się Damian Sierpowski. W dowodzie prawie tak samo jak ja: Damian Siemień. No i jakoś tak wyszło, że w 2012 założyłem mu fanpage’a. Ten sport, te zawody, były dla mojego pokolenia istotne. Przez wiele lat leciały w sobotę w prime timie, podczas sprzątania mieszkania ze starymi. Chyba każdy chłopak oglądał to z ojcem. A w tle napierdalający Irek Bieleninik. Ludzie cały czas piszą do mnie na feju. W sprawach kamieniarskich, bo Damian prowadzi taką firmę. O płytach nagrobnych. Albo czy siłownia – bo też ma siłownię swoją – czy siłownia w święta będzie otwarta.</p>
<p class="p1">Polityka? Skomentowałem parę razy parę rzeczy. Ale jak tak robię, to później mi się sprzeciw pojawia, że koniec, kurwa, tego. Nie chcę być określany jako komentator rzeczywistości. Nie mam w ogóle jakiegoś poczucia, że powinienem się wypowiadać, bo ja niewiele wiem.</p>

		</div>
	</div>
</div></div></div><div class="wpb_column vc_column_container vc_col-sm-4"><div class="vc_column-inner"><div class="wpb_wrapper"></div></div></div></div><div class="vc_row-full-width vc_clearfix"></div><div data-vc-full-width="true" data-vc-full-width-init="false" data-vc-stretch-content="true" class="vc_row wpb_row vc_row-fluid"><div class="wpb_column vc_column_container vc_col-sm-4"><div class="vc_column-inner"><div class="wpb_wrapper"></div></div></div><div class="wpb_column vc_column_container vc_col-sm-8"><div class="vc_column-inner"><div class="wpb_wrapper">
	<div class="wpb_text_column wpb_content_element " >
		<div class="wpb_wrapper">
			<p class="p1"><b>ŻEGNAJ KORPO</b></p>
<p class="p1">Nie mam już etatu. Po sześciu latach życia, pięć dni w tygodniu biuro, bez weekendów, bo wtedy robiłem „swoje” rzeczy, w ścisku kręgów szyjnych, musiałem się wymiksować. Ze względów zdrowotnych, umysłowych i fizycznych. Ten etap został zlikwidowany w listopadzie zeszłego roku. Uroczyście jebnąłem reklamą i pożegnałem się z gąską. Zrezygnowałem z umowy na całość kwoty. Czujesz? Było to dosyć odważne z mojej strony. Rzuciłem finansowe uprzywilejowanie.</p>
<p class="p1">Decyzję o rzuceniu etatu podjąłem w ostatni dzień OFF-a. Neneh Cherry kończyła grać, my oglądaliśmy koncert w strefie alkoholowej przy śmietnikach, przy ochroniarzach. Pijesz, oglądasz. Byłem wymęczony, a OFF Festival to jest takie getto spoko ludzi. Nie parada openerowa pt. „mam hajs”, ci ludzie faktycznie wyglądają na wyrzutków. Jak się poznaje wyrzutka? Przecież widać po ryju.</p>
<p class="p1">Teraz jestem w czasie przejściowym. To fatalnie brzmi, ale taka prawda. Nigdy nie byłem w takim stanie przejściowym jak teraz. Żyję powoli. Muszę przyspieszyć, żeby zrealizować coś, z czego będę się cieszył. To oznacza więcej pracy, która niekoniecznie przyniesie efekt dzisiaj albo w tym tygodniu. Tylko na przykład za pół roku. Więcej odwagi.</p>

		</div>
	</div>
</div></div></div></div><div class="vc_row-full-width vc_clearfix"></div><div data-vc-full-width="true" data-vc-full-width-init="false" data-vc-stretch-content="true" class="vc_row wpb_row vc_row-fluid"><div class="wpb_column vc_column_container vc_col-sm-8"><div class="vc_column-inner"><div class="wpb_wrapper">
	<div class="wpb_text_column wpb_content_element " >
		<div class="wpb_wrapper">
			<p class="p1"><b>JUŻ JEST WOJNA</b></p>
<p class="p1">Od zawsze wyglądam jak człowiek z komiksu. Kiedyś w Rossmanie podchodzę z byłą moją dziewczyną, ona jakąś szminkę tam kupowała, a baba z kasy: „Czy panie już skończyły zakupy?”. Przez wiele lat, w okresie dojrzewania ludzie w przestrzeni miejskiej uważali, że jestem dziewczyną. Całe życie byłem też wyzywany od pedała. Wspieranie osób wykluczonych wiąże się z całą moją działalnością, też ewangelizacją na temat zdrowia psychicznego. Mówię, żeby się nie wstydzić tego, że się chodzi do psychiatry i się ma w głowie burdel.</p>
<p class="p1">Oczywiście, że wspieram środowiska LGBT. Ktoś musi, kurwa, ich wspierać. Atmosfera społeczna w Polsce jest tak zła, że nawet się nie chce już płakać. Żeby wywołać rewolucję, nie można być miłym. Druga strona nigdy nie była. Na całym świecie był Stonewall i tu to wygląda teraz tak samo. Trzeba napierdalać, bić, to już jest wojna. Trzeba ją wygrać. Wierzę, wiem, że to się skończy. Tak mówi historia. W końcu musi być przełom.</p>
<p class="p1">Jestem zażenowany postawą większości kolegów i koleżanek po fachu. Ograniczają się do wrzucenia plakatu z napisem „mam przyjaciół i przyjaciółki, wspieram ich w walce”. Co to, kurwa, ma być? To jest właśnie ten obrzydliwy koniunkturalizm. Nie wiem, jak można nie przyłączyć się do tej walki, mając jakieś tam zasięgi. Mnie się wydaje, że to jest mój obowiązek, tak samo Magdy. Skoro mamy możliwość, to trzeba tłuc jak w garnek. Zabierając głos mam świadomość, że mi połowa followersów odejdzie. Ale są, kurwa, rzeczy ważne i ważniejsze.</p>

		</div>
	</div>
</div></div></div><div class="wpb_column vc_column_container vc_col-sm-4"><div class="vc_column-inner"><div class="wpb_wrapper"></div></div></div></div><div class="vc_row-full-width vc_clearfix"></div><div data-vc-full-width="true" data-vc-full-width-init="false" data-vc-stretch-content="true" class="vc_row wpb_row vc_row-fluid"><div class="wpb_column vc_column_container vc_col-sm-4"><div class="vc_column-inner"><div class="wpb_wrapper"></div></div></div><div class="wpb_column vc_column_container vc_col-sm-8"><div class="vc_column-inner"><div class="wpb_wrapper">
	<div class="wpb_text_column wpb_content_element " >
		<div class="wpb_wrapper">
			<p class="p1"><b>WALCZYĆ, NIE SPIERDALAĆ.</b></p>
<p class="p1">Wychowałem się w katolickim domu. Nie mam jakichś wielkich dramatycznych przeżyć z tym związanych, bo moi rodzice nigdy nie narzucali mi jakoś ostro tej nauki, nie są dewotami, klerykałami. Zawsze trzeźwo myśleli. Szanuję inteligencję katolicką z „Tygodnika Powszechnego”. Księdza Adama Bonieckiego. Można być katolikiem i głosować na Lewicę.</p>
<p class="p1">Temat wiary pojawia się w moich pracach, bo jest mój. Nic mnie tak nie wkurwia jak to, co wyprawiają księża. To jest nadużywanie słabości ludzkiej. Wiem, jaką oni mają siłę. Mam awersję do księży od urodzenia. I do policji. W tym sensie jestem dresiarzem. Prawdziwy dresiarz ma wartości. Jak ty jesteś wierny dresiarzowi, to dresiarz zawsze będzie tobie wierny. Poza tym dresiarz ma kilka prostych praw, które się zawsze sprawdzają. Trzeba szanować swoich i jebać policję. Do tego się warto stosować.</p>
<p class="p1">Miałem kilka sytuacji, które wymagały pomocy policji, i ona się nie pojawiała. Było też kilka sytuacji, kiedy byłem przez policję nękany. W Polsce jest tak, że jak idziesz ulicą i widzisz policjanta, to się nie uśmiechniesz i zrobisz zdjęcie, bo to widowiskowy włoski policjant, czy brytyjski – tylko się boisz, czy na przykład nie masz przy sobie w kieszeni palenia. Albo, teraz, wyglądasz na LGBT. Tylko: jak wygląda osoba LGBT? Bo to się totalnie zmieniło. Środowisko artystyczne, LGBT dziś wyznaje przewaznie tendencje modowe normcore. Za to dresiarze są zadbani i mają przekoloryzowane włosy, pedikiur, manikiur, piękne ciała, wymuskane. Kilka lat temu właśnie tak wyglądające osoby były bite na ulicach i wyzywane od ciot i zniewieściałych lalusiów metroseksualnych. Taki paradoks.</p>
<p class="p1">Łatwo jest wydupczyć do Berlina. Ale skoro jesteśmy dalej w Polsce i nie zdecydowaliśmy się na emigrację, to trzeba walczyć o swoje do końca. Sam nie wyobrażam sobie z Polski wyemigrować. Mam tą świadomość, że muszę żyć w tej opresji. Czy to jest masochizm? Nie, to jest patriotyzm. Trzeba walczyć, nie można spierdalać. Za granicą wcale nie jest lepiej.<span class="Apple-converted-space">  </span>Poza tym &#8211; o czym ja bym rysował w tym Berlinie? Że mi się fajnie szkicuje w parku i club mate pije? Oglądałem ostatnio taki wywiad z Andrzejem Mleczko w ramach Akademii Sztuk Przepięknych Owsiaka. Pan Andrzej powiedział mu: „Robię to, co mi w duszy gra”. A ja powiem: „Nie robię tego, co mi w duszy gra”. I to jest puenta.</p>
<p class="p1">Może jeszcze: przez ostatnie miesiące szukałem sensu życia i go nie znalazłem. Stwierdziłem, że go nie ma, że nie warto go szukać. Bo sensem jest ta codzienność. Żeby to wszystko do przodu pchać, żeby było miło. Żeby było „kocham cię, kocham cię”.<span class="Apple-converted-space">  </span>Najważniejsza w życiu jest miłość, jasne. Trzeba się kochać. Don’t worry, be happy. Mówi to Bolesław Chromry.</p>
<p>&nbsp;</p>
<p class="p1"><i>Bolesław Chromry<span class="Apple-converted-space">  </span>&#8211; kryjący się pod pseudonimem polski rysownik, grafik i copywriter. Autor powieści graficznych (&#8222;Elementarz Polski dla Polaka i Polki z Polski&#8221;) i fabularnych („Pozwólcie pieskom przyjść do mnie”). Swoje rysunki, ironiczne komentarze do polskie mentalności i rzeczywistości, <a href="https://www.facebook.com/Chromry/" target="_blank" rel="noopener noreferrer"><span style="text-decoration: underline;">regularnie publikuje na mediach społecznościowych rozbawiając nimi coraz szersze rzesze Polaków</span></a>.</i></p>
<p><strong><i>Pozwólcie pieskom przyjść do mnie</i>, oraz innych dzieł Bolesława Chromrego, możecie posłuchać w formie audiobooka na <a href="https://www.empik.com/go?utm_source=poptown&amp;utm_medium=poptown-link-artykul-chromry&amp;utm_campaign=poptown-chromry-empikgo" target="_blank" rel="noopener noreferrer"><span style="text-decoration: underline;">platformie Empik Go. Więcej informacji znajdziecie tutaj</span>.</a></strong></p>

		</div>
	</div>
</div></div></div></div><div class="vc_row-full-width vc_clearfix"></div>
<p>Artykuł <a rel="nofollow" href="https://poptown.eu/boleslaw-chromry-czlowiek-z-komiksu/">Bolesław Chromry: Człowiek z komiksu</a> pochodzi z serwisu <a rel="nofollow" href="https://poptown.eu">Poptown</a>.</p>
]]></content:encoded>
					
		
		
			</item>
		<item>
		<title>Pamela Bożek: Rower z koronawirusem</title>
		<link>https://poptown.eu/pamela-bozek-rower-z-koronawirusem/</link>
		
		<dc:creator><![CDATA[Anna Tatarska]]></dc:creator>
		<pubDate>Fri, 31 Jul 2020 12:10:58 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[Lifestyle]]></category>
		<category><![CDATA[Miasto]]></category>
		<guid isPermaLink="false">https://poptown.eu/?p=6931</guid>

					<description><![CDATA[<p>Artykuł <a rel="nofollow" href="https://poptown.eu/pamela-bozek-rower-z-koronawirusem/">Pamela Bożek: Rower z koronawirusem</a> pochodzi z serwisu <a rel="nofollow" href="https://poptown.eu">Poptown</a>.</p>
]]></description>
										<content:encoded><![CDATA[<div class="vc_row wpb_row vc_row-fluid"><div class="wpb_column vc_column_container vc_col-sm-12"><div class="vc_column-inner"><div class="wpb_wrapper">
	<div class="wpb_text_column wpb_content_element " >
		<div class="wpb_wrapper">
			<p class="p1">Nie wierzy w podział na rodzinę i pracę, lubi „takie bycie”. Pracuje z osobami, działa z myślą o osobach, kocha się z osobami. Na starych kamieniczkach w maltańskiej Valletcie przyczepia tabliczki z imionami somalijskich kobiet, symbolizujące uchodźczynie nieprzyjęte przez straż graniczną. Maluje gips syna na złoto, bo ma dosyć słuchania, że jest „biedny”. W ramach mikromarki introligatorskiej Notesy z Łukowa wspiera ekonomicznie uchodźczynie przebywające w Ośrodku dla Cudzoziemców i Cudzoziemek w Łukowie. Przywozi tam zebrane w ramach samodzielnie zorganizowanej zbiórki komputery, rowery, ubrania. Wydaje magazyn „Wiza-Vis”, łączący mieszkańców ośrodków i budujący relacje między artystami i artystkami. Tworzy wspierany przez najciekawszych polskich artystów sklep, z którego zyski wspierają uchodźców.</p>
<p class="p1">Rzeźbiarka, feministka, animatorka, matka, partnerka, słuchaczka – zawsze z wyboru. Choć mówi, że teraz jest źle, działa. Mimo że w urzędach mówią jej na ty i pytają, skąd przyjechała – bo jest filigranowa i ma ciemne loki. Nie wyjeżdża. Wierzy w skuteczność małych kroków, w lokalnych aktywistów, w długofalowe, angażujące społeczności działanie. Dlatego aktualnie pracuje m.in. z księżmi, choć „Kościół katolicki jest w jej oczach stracony”. Mówi: „Z przeciwnymi poglądami, których głęboko nie akceptujemy, można czasem po prostu nie walczyć. Być z osobami takimi, jakie są”. W takiego Bożka warto uwierzyć.</p>

		</div>
	</div>
</div></div></div></div><div data-vc-full-width="true" data-vc-full-width-init="false" data-vc-stretch-content="true" class="vc_row wpb_row vc_row-fluid"><div class="wpb_column vc_column_container vc_col-sm-8"><div class="vc_column-inner"><div class="wpb_wrapper">
	<div class="wpb_text_column wpb_content_element " >
		<div class="wpb_wrapper">
			<p class="p1"><b>OSOBA</b></p>
<p class="p1">Wszystko zaczęło się w Stargardzie, gdzie mieszkałam do końca liceum. Ale to, co robię i w jaki sposób, wynika raczej ze mnie, a nie z miejsca, w którym się wychowywałam. Miałam 16 lat, kiedy pierwszy raz pojechałam na obóz feministyczny, organizowany w Polsce przez Grupę Nieformalną Ulica Siostrzana. Poznałam wiele inspirujących kobiet, zaczęłam przyglądać się światu inaczej. Trochę zaczęłam też rozumieć, jakie są wobec mnie, jako kobiety, oczekiwania: jak jestem oceniana i jak sama siebie oceniam. Miałam moment wielkiego zachłyśnięcia, powiedziałabym nawet, że pewnego radykalizmu. Wspaniały czas, ale im byłam starsza, tym stawałam się mniej radykalna. To w tamtym momencie lokuję wyraźną granicę pomiędzy mną nastolatką a mną młodą kobietą.</p>
<p class="p1">Doświadczenie bycia na obozie, we wspólnocie, dało mi bardzo dużo odwagi. To wtedy zaczęłam być w związkach z kobietami. „Mam dziewczynę”, „chcę mieć dziewczynę”, „to jest moja dziewczyna” – miałam poczucie, że jest istotne to, żebym mówiła o sobie otwarcie, tak jest też dzisiaj, teraz, chociaż w moim życiu wiele się zmieniło. W tamtym czasie nie spotkałam się z dużą wrogością. Moje niemiłe doświadczenia są drobnostką w porównaniu z doświadczeniami moich znajomych. Może trochę byłam „tą lesbą”, ale nie było mi z tego powodu smutno. Chciałam nią być.</p>
<p class="p1">Całe dzieciństwo chodziłam do młodzieżowego domu kultury na plastykę, potem do szkoły rysunku, gdzie przygotowywałam teczkę na studia. Wahałam się, nie wiedziałam, co wybrać. Prowadząca ją Jolą Brejdak, która studiowała zresztą w pracowni Magdaleny Abakanowicz, powiedziała, że to oczywiste, że mam „rzeźbiarski” rysunek. Do dziś nie wiem do końca, co to znaczy, ha, ha. Ale na zawsze zmieniło moje życie. Nigdy nie przestałam być rzeźbiarką, choć dopiero teraz, po długiej przerwie, odnawiam relacje z pracą z trójwymiarowym obiektem.</p>
<p class="p1">Na trzecim roku studiów zdecydowałam się zajść w ciążę. Potem wielokrotnie zadawałam sobie pytanie: co mnie podkusiło? Dlaczego nie było nikogo, kto powiedziałby mi: nie rób tego! Żart, oczywiście. Miałam taką medyczną sytuację, operacje, pojawiła się perspektywa, że później nie będę mogła już podjąć takiej decyzji. A zawsze chciałam mieć dzieci. Niczego nie żałuję.</p>
<p class="p1">Po dwóch latach macierzyńskiego wróciłam jako inna osoba. Urodziłam dziecko z niepełnosprawnością ortopedyczną. Przeszłam proces zmagania się z tym, doświadczania różnych barier. No i zdecydowałam się na dziecko w związku jednopłciowym, co też było hardkorowym doświadczeniem. Relacja się nie utrzymała, syna wychowywałam samodzielnie. Później związałam się z mężczyzną. To był mój drugi coming out, w pewnym sensie o wiele trudniejszy niż ten pierwszy. Miałam takie poczucie, jakbym wszystkich oszukała. Przez długi czas byłam mocno związana ze środowiskiem aktywistycznym nieheteronormatywnym. A w grupach, które są dyskryminowane, też jest sporo wewnętrznej dyskryminacji. Na szczęście na własnej skórze tego nie doświadczyłam, powiedziałabym, że było to zmaganie wewnętrzne. Nigdy nie podobało mi się określenie „biseksualna”. Dziś mówię: mam relacje z osobami.</p>

		</div>
	</div>
</div></div></div><div class="wpb_column vc_column_container vc_col-sm-4"><div class="vc_column-inner"><div class="wpb_wrapper"></div></div></div></div><div class="vc_row-full-width vc_clearfix"></div><div data-vc-full-width="true" data-vc-full-width-init="false" data-vc-stretch-content="true" class="vc_row wpb_row vc_row-fluid"><div class="wpb_column vc_column_container vc_col-sm-4"><div class="vc_column-inner"><div class="wpb_wrapper"></div></div></div><div class="wpb_column vc_column_container vc_col-sm-8"><div class="vc_column-inner"><div class="wpb_wrapper">
	<div class="wpb_text_column wpb_content_element " >
		<div class="wpb_wrapper">
			<p class="p1"><b>PRACOWNIA W WALIZCE</b></p>
<p class="p1">Nie wierzę w podział na rodzinę i pracę. Jest po prostu życie. A w nim wszystko jest pomieszane. Ja cały czas rozmyślam, a jak już coś wymyślę, to do kogoś piszę, dzwonię. To może być wieczór, niedziela. Nie wytyczam sobie granicy, że tylko do szesnastej. Ale nie jestem niewolnicą, zmuszoną do pracy w weekend. Ludzie myślą, że jak ktoś jest cały czas w pracy, to nie ma życia. Ja bardzo lubię takie bycie.</p>
<p class="p1">Na studiach przez jakiś czas pracowałam zadaniowo. Obwąchiwałam temat, obracałam go sobie w dłoniach, zbliżałam się do niego. Przychodziłam do pracowni, robiłam próbki, piętnaście razy zginałam papier, podsumowywałam. Ale te projekty zadaniowe były zwykle nieudane. Dotarło do mnie, że nie chcę pracować w sposób, jakiego się ode mnie oczekuje. Mam dziecko, mój czas jest rozsypany, w kawałkach. Gdybym planowała, nic bym nie zrobiła. Więc przestałam robić próby. Jadę gdzieś, rozglądam się, dochodzi do mnie: o kurczę, to się właśnie dzieje teraz, co chcę z tym robić? I podejmuję decyzję.</p>
<p class="p1">Na przykład projekt Lifeline. Strasznie się przy nim umordowałam. Na Maltę pojechałam z planem, że weźmiemy z moim synem Ignacym łódkę i popłyniemy na Lampedusę, tam zrobimy materiał. Drugiego dnia Ignacy trafił na ostry dyżur z podejrzeniem odry, która ostatecznie okazała się zapaleniem uszu. Do końca pobytu brał antybiotyk. Bycie z dzieckiem weryfikuje plany, ha, ha. Zaczęłam się rozglądać na miejscu. Poziom gentryfikacji w Valletcie był uderzający. Wypasione hotele, a za ścianą rozpadające się domy. W tym wszystkim ciągle czytałam kolejne wiadomości dotyczące zmieniającej się polityki migracyjnej, w Polsce i na Malcie. Podczas spacerów od przychodni do przychodni przyglądałam się tym domom. Wszystkie miały tabliczki albo z patronem, świętym, albo imieniem osoby, która tam mieszka lub mieszkała. Na statkach ratujących na Morzu Śródziemnym uchodźczynie i uchodźców jest zwykle dużo mężczyzn i mało kobiet. Jeśli, tak jak wtedy, są głośne sytuacje z zawróceniem statku, mówi się, że chociaż te kobiety i dzieci można by przyjąć. Sprawdziłam, skąd pochodziły nieprzyjęte kobiety, wybrałam najbardziej popularne imiona z Somalii i Erytrei i u lokalnej rzemieślniczki zamówiłam tabliczki. Montowaliśmy je razem z Ignacym na murach kamienic w centrum Valletty i robiliśmy zdjęcia.</p>

		</div>
	</div>
</div></div></div></div><div class="vc_row-full-width vc_clearfix"></div><div data-vc-full-width="true" data-vc-full-width-init="false" data-vc-stretch-content="true" class="vc_row wpb_row vc_row-fluid"><div class="wpb_column vc_column_container vc_col-sm-8"><div class="vc_column-inner"><div class="wpb_wrapper">
	<div class="wpb_text_column wpb_content_element " >
		<div class="wpb_wrapper">
			<p class="p1"><b>FEMINISTKA FACYLITATORKA</b></p>
<p class="p1">Kiedy szuka się w sieci informacji na mój temat, znajduje się często taki fragment: „…facylitatorka mikromarki introligatorskiej Notesy z Łukowa. Zajmuje się praktykami postartystycznymi o charakterze partycypacyjnym oraz zagadnieniami wizualnymi w kontekście mechanizmów wykluczania i stygmatyzacji”. Brzmi grubo. Do tego ta „facylitatorka”, absolutnie najgorsze słowo w historii. Ten biogram stworzyłam dawno temu. Dziś wiem, że jest hermetyczny i stwarza dystans. Ale jak już masz taki biogram, to potem z wygody wysyłasz ten sam, on się multiplikuje w sieci i potem funkcjonuje niezależnie od ciebie. Dopiero po latach przychodzi refleksja, że z biogramem też można eksperymentować. Robię to na zajęciach ze studentami i studentkami. Swoją drogą, facylitatorka to z jednej strony okropne słowo, a z drugiej pasuje, bo dobrze określa moją rolę. Nigdy nie powiedziałabym o sobie, że jestem na przykład autorką projektu Notesy z Łukowa. On ma wiele autorek.</p>
<p class="p1">Ten wspomniany biogram musiał być taki mocny też dlatego, żeby gdy piszę do urzędu, ktoś tam spojrzał i pomyślał: „O, gruba ryba! Trzeba pozwolić”. Bo chcę mieć wpływ, a jak idę tak, jak wyglądam, to wszyscy mówią do mnie na ty. Ewentualnie pytają, skąd przyjechałam i czy jestem z Czeczenii, bo dobrze mówię po polsku jak na Czeczenkę. Bez szans… Na początku swojej drogi chyba każdy ma potrzebę, żeby mądrze, profesjonalnie brzmieć. Ale kobiety, szczególnie te, które wyglądają bardzo młodo, ktoś powiedziałby: dziecinnie, często obudowują się poważnymi słowami. Na szczęście z wiekiem wiele rzeczy robi się prostszych. Dziś już nie czuję potrzeby wznoszenia tego typu fortyfikacji.</p>
<p class="p1">Zmarła w 1999 roku rzeźbiarka i performerka Maria Pinińska-Bereś współcześnie postrzegana jest jako artystka feministyczna. Ale za życia całkowicie się od tego odcinała. Jej córka Bettina Bereś, gdy otwiera wystawy ze sztuką matki, mówi, że to był znak tamtych czasów. Że gdyby jej matka żyła później, to być może podchodziłaby do tego inaczej. Jestem kobietą i w działalności artystycznej eksploruję swoje doświadczenia. Pracuję głównie z kobietami. Jak dla mnie, moja sztuka może być „kobieca”, to nie jest pejoratywne. Czy ona jest feministyczna? Też. Uważam, że jeśli ktoś tak chce ją określić, to ja nie mogłabym oponować. Odcinanie się od tego jest nie fair w stosunku do całego mojego zaplecza i ideałów, jak choćby walki o feminatywy. Jestem spadkobierczynią i jestem wdzięczna za to, że mogę pracować i decydować o sobie.</p>
<p class="p1">W Ośrodku dla Cudzoziemców (i Cudzoziemek) w Łukowie pracuję z muzułmankami. Wszystkie mają mężów i są od nich całkowicie zależne. Często jest tak, że chcemy razem coś zrobić i mąż mówi: „absolutnie nie”. I ja nie mam wyjścia. Nie mogę do niego pójść, muszę powiedzieć: „rozumiem”. Ta sytuacja jest o wiele szersza, niż chcemy myśleć. Mamy na przykład znajomą z psychicznie przemocowym mężem. Któregoś dnia wymyślił sobie, że zabiera ją i dzieci i wyjeżdżają, natychmiast. Dzieci w szkole od kilku lat, przyzwyczajone, ona z pracą&#8230; Chciałyśmy z tym mężem rozmawiać. Ale znajoma powiedziała, że obie ich rodziny są w Czeczenii i że jeśli ona ucieknie od tego męża albo w jakikolwiek sposób mu się przeciwstawi, to tam się może zadziać coś bardzo złego. Chciałabym, żeby tak nie było, ale nie mogę nic z tym zrobić. Nie jestem tam na ideologicznej misji szerzenia myśli feministycznej, żeby zmieniać „patriarchalny, ciemiężący kobiety czeczeński wychów”. Dlatego dostosowuję się do sytuacji i staram się zrobić najwięcej dobrego w obrębie tego, co jest możliwe – ale tak, żeby jak najbardziej chronić tę osobę. Żeby słuchać, być może musiałam mieć etap radykalnego feminizmu za sobą.</p>

		</div>
	</div>
</div></div></div><div class="wpb_column vc_column_container vc_col-sm-4"><div class="vc_column-inner"><div class="wpb_wrapper"></div></div></div></div><div class="vc_row-full-width vc_clearfix"></div><div data-vc-full-width="true" data-vc-full-width-init="false" data-vc-stretch-content="true" class="vc_row wpb_row vc_row-fluid"><div class="wpb_column vc_column_container vc_col-sm-4"><div class="vc_column-inner"><div class="wpb_wrapper"></div></div></div><div class="wpb_column vc_column_container vc_col-sm-8"><div class="vc_column-inner"><div class="wpb_wrapper">
	<div class="wpb_text_column wpb_content_element " >
		<div class="wpb_wrapper">
			<p class="p1"><b>GRANICE</b></p>
<p class="p1">W liceum wydawało mi się, że jak komuś zdradzę, że jestem lesbijką, to oni sobie coś pomyślą. Rzeczywiście, po paru piwkach pojawiały się pytania. Uznałam, że dopóki to drastycznie nie przekracza moich intymnych granic, to będę na nie odpowiadać. Może potem oni się będą powoływać na tę rozmowę? Powiedzą komuś: „Wiecie co, w sumie to taka spoko dziewczyna, a miała takie problemy z tym czy z tamtym tylko dlatego, że jest lesbijką. Może warto to przemyśleć? Może niefajnie, że tak się dzieje?”.</p>
<p class="p1">Dosyć długo byłam w Belgii, miałam tam partnerkę, której rodzice byli zagorzałymi pisowcami. Ale jednocześnie absolutnie nas akceptowali. Byłam u nich na przykład na Święta Bożego Narodzenia z całą jej heterorodziną. Ja jako dziewczyna ich córki. Bo obce pedały to niedobrze, ale swój pedał, swoja lesba, to jakoś łatwiej. Z przeciwnymi poglądami, których głęboko nie akceptujemy, można czasem po prostu nie walczyć i być z osobami takimi, jakie są.</p>
<p class="p1">Dla mnie taką przełomową pracą było pomalowanie gipsu syna na złoto. Wszystko zaczęło się od tego, że uczestniczyłam w spotkaniu, na które była zaproszona też syryjska artystka mieszkająca w Bejrucie. Mówiła do nas z wielkiego ekranu Skype’a. Była bardzo piękna i w ogóle niesmutna. I to wszystkich dziwiło, witając się z nią, osoby zwracały na to uwagę. W naszych głowach trauma musi zostawiać jakiś widoczny ślad. Ma przyporządkowany konkretny obraz.</p>
<p class="p1">Zbiegło się to z moim doświadczeniem bycia obserwowaną. Było upalne lato. W tamtym czasie bardzo dużo sprzątałam, żeby się utrzymać. Ogarniałam 10 mieszkań na Airbnb, ciągle byłam w trasie z torbami z Ikei wypełnionymi detergentami. Ignacy był po rozległej operacji nóg, miał gips po pachwiny. Do tego był duży, ciężki. Najpierw wnosiłam dziecko, potem te torby, bo w Krakowie nigdzie nie ma wind. Jest za to wielu turystów. Wyglądałam tak, jak wyglądam, czyli bardzo młodo. Szłam i czułam te spojrzenia: „Dzieci mają dzieci”; „Dziecko w gipsie. Pewnie paliła i piła w ciąży i ją pokarało”. Wszyscy byli tacy ciekawscy. Miałam dość. Setki razy słyszałam: „O, jaki biedny!”. W końcu zaczęłam mówić, że mi dziecko wypadło. Stwierdziłam, że przeciwieństwem biednego jest bogaty, a bogaty to złoto. W związku z tym gips powinien być złoty, bogacki. Gips to też jest rzeźba, przecież na uczelni wszystko odlewa się w gipsie. Zresztą pamiętam, że sama Ignacego dogipsowywałam w pracowni, bo w tamtym czasie raczkował i wycierały mu się cały czas kolana. Ta strategia zadziałała. Już nikt się do mnie nie odzywał. W sytuacji, gdy zostaje przekroczona nasza granica, najczęściej instynktownie wpadamy w panikę czy wściekłość. Odrobina ekstrawagancji okazała się na to lekarstwem.</p>

		</div>
	</div>
</div></div></div></div><div class="vc_row-full-width vc_clearfix"></div><div data-vc-full-width="true" data-vc-full-width-init="false" data-vc-stretch-content="true" class="vc_row wpb_row vc_row-fluid"><div class="wpb_column vc_column_container vc_col-sm-8"><div class="vc_column-inner"><div class="wpb_wrapper">
	<div class="wpb_text_column wpb_content_element " >
		<div class="wpb_wrapper">
			<p class="p1"><b>ROWER Z KORONAWIRUSEM</b></p>
<p class="p1">W ośrodkach jest bardzo źle. Wykorzystuje się sytuację pandemii, by przedłużać ich zamknięcie. Zakwaterowane na małych powierzchniach wielodzietne rodziny nie mają możliwości sprawnego wypełniania obowiązku szkolnego. Nikt nie może wchodzić do środka, więc także udzielać korepetycji. Kiedy chciałam zorganizować korepetycje na zewnątrz, zostało to uznane za niebezpieczne z powodu „gromadzenia się” dzieci. Próbując przekazać mieszkańcom drugie wydanie magazynu „Wiza-Vis” [czasopismo, którego celem ma być wzmacnianie komunikacji między mieszkającymi w ośrodkach osobami i budowanie relacji pomiędzy artystkami i artystami, osobami z pola sztuki i organizacjami pozarządowymi, miejsce wymiany myśli i doświadczeń] z wkładką dla dzieci, cudem uniknęłyśmy wielkich kłopotów. Przywieźliśmy z Jankiem Jurczakiem dzieciakom rowery, żeby nie zwariowały z nudów, ale też się okazało, że być może są to rowery z koronawirusem. Oczywiście jak się idzie do Kauflandu, to wszystko jest w porządku.</p>
<p class="p1">Przez ten cały czas nie było przyjęć do ośrodków, a jednocześnie normalnie trwały deportacje. Nie wiadomo, kiedy nastąpi zmiana tej sytuacji, bo nikogo to nie obchodzi. Może nawet lepiej? Wygodniej? Bo wszystko jest pod kontrolą. Przy okazji uszczelni się granice. Dziś Frontex ma siedzibę w Warszawie, ale być może za chwilę zostanie ona przeniesiona do Brześcia na przejście graniczne. To będzie katastrofa. W Polsce niewiele mówi się o tym, co robi Straż Graniczna, że to jest jawne łamanie prawa. Trudno jest ofiarom pomóc, nawet kiedy sytuacja jest ewidentna. Stosunki między organizacjami a strażą graniczną nie są najlepsze, wszystko trwa bardzo długo. Cierpią ludzie.</p>
<p class="p1">Trudno spodziewać się czegoś lepszego. Stowarzyszenie „Dla Ziemi”, z którym współpracuję od 2018 roku, nie dostało finansowania. Same musiałyśmy wymyślić sposób, żeby się sfinansować. Stąd pomysł na sklep z ciuchami Rzeczy Drugie: fajne używane ciuchy, ale też nowe. Profesjonalna kampania, zdjęcia, sklep online i na Instagramie. Wszystko zrobione we współpracy ze znajomymi artystami, projektantami, fajnymi ludźmi, których poznałam na swojej drodze. Jestem superszczęśliwa, że kiedy trzeba coś zrobić, to ja do nich dzwonię i słyszę: „Jasne, robimy”. Jeden telefon. To odświeżające w porównaniu z morzem biurokracji, z którym zmagamy się na co dzień.</p>
<p class="p1">Postuluję: nie wyjeżdżajmy. Im trudniej jest wokół, tym bardziej trzeba starać się znaleźć rozwiązanie. Powinnyśmy i powinniśmy dać z siebie wszystko. Szukać strategii umożliwiających coś, co wydaje się niemożliwe. Mnie jest blisko do lokalnych działań. Ostatnio pracuję dużo z księżmi, misjonarzami i siostrami zakonnymi przy projekcie dla Generatora Malta. Jeśli te osoby są mądre i mówią o ważnych rzeczach, to to się dla mnie liczy, nie zależy mi na oskarżaniu instytucji, chociaż Kościół katolicki jako taki nigdy nie odbuduje w moich oczach swojego wizerunku, jest stracony. Wysoki poziom zaufania, małe zmiany, pracowanie ze społecznościami. Nie tygodniowy takeover konta celebryty na SM, tylko długofalowe działanie, w które można zaangażować społeczność, skupić się wokół czegoś istotnego, co może w realny sposób poprawić jakość ich życia. Małe, ale skuteczne kroki. Świat zmienią lokalni/-e działacze/-ki, a nie influencerzy/-erki z tysiącami followersów na Instagramie.</p>

		</div>
	</div>
</div></div></div><div class="wpb_column vc_column_container vc_col-sm-4"><div class="vc_column-inner"><div class="wpb_wrapper"></div></div></div></div><div class="vc_row-full-width vc_clearfix"></div>
<p>Artykuł <a rel="nofollow" href="https://poptown.eu/pamela-bozek-rower-z-koronawirusem/">Pamela Bożek: Rower z koronawirusem</a> pochodzi z serwisu <a rel="nofollow" href="https://poptown.eu">Poptown</a>.</p>
]]></content:encoded>
					
		
		
			</item>
		<item>
		<title>Sterczewski: Nieważne, kto ilu wrogów ustrzelił w której wojnie. Liczy się, ile przyjaźni i partnerstw zawiązał</title>
		<link>https://poptown.eu/sterczewski-niewazne-kto-ilu-wrogow-ustrzelil-w-ktorej-wojnie-30-06/</link>
		
		<dc:creator><![CDATA[Anna Tatarska]]></dc:creator>
		<pubDate>Tue, 30 Jun 2020 10:15:05 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[Lifestyle]]></category>
		<category><![CDATA[Miasto]]></category>
		<guid isPermaLink="false">https://poptown.eu/?p=6236</guid>

					<description><![CDATA[<p>Artykuł <a rel="nofollow" href="https://poptown.eu/sterczewski-niewazne-kto-ilu-wrogow-ustrzelil-w-ktorej-wojnie-30-06/">Sterczewski: Nieważne, kto ilu wrogów ustrzelił w której wojnie. Liczy się, ile przyjaźni i partnerstw zawiązał</a> pochodzi z serwisu <a rel="nofollow" href="https://poptown.eu">Poptown</a>.</p>
]]></description>
										<content:encoded><![CDATA[<div class="vc_row wpb_row vc_row-fluid"><div class="wpb_column vc_column_container vc_col-sm-12"><div class="vc_column-inner"><div class="wpb_wrapper">
	<div class="wpb_text_column wpb_content_element " >
		<div class="wpb_wrapper">
			<p class="p1">Z wykształcenia inżynier architekt, w praktyce aktywista, koordynator i animator, z potrzeby serca – idealista. W Poznaniu w obronie niezależnych sądów zapalał Łańcuch Światła. Na protest klimatyczny dojedzie na rowerze. Martwi go przyszłość planety. Zobaczycie go też na manifestacji broniącej praw kobiet i na marszu równości. – <i>Istnieją frustraci, którzy tęsknią za „kiedyś”, które według nich było lepsze, a tak naprawdę było niesprawiedliwe, na przykład dla kobiet czy osób LGBT. Politycy grają na tej przesadnej nostalgii. Mówią: „Let’s make America great again”. Albo „Wstajemy z kolan</i>”. Mimo tego wierzy w ponadpartyjne porozumienie. No chyba że trafi na „boksera”.</p>
<p class="p1">Nasz Influencer Miesiąca nie chce waszych pieniędzy ani komplementów. Nie czeka na transparenty z okrągłymi hasłami. Pragnie tylko jednego: – <i>Ludzie myślą „mój głos nic nie da”, „ci politycy znowu mnie oszukają”. A to jest ekstremalnie ważne, żeby zdać sobie sprawę, że zupełnie inną Polską będzie Polska Andrzeja Dudy, a inną – Polska Rafała Trzaskowskiego, Szymona Hołowni czy Roberta Biedronia. Głosuj!</i></p>

		</div>
	</div>
</div></div></div></div><div data-vc-full-width="true" data-vc-full-width-init="false" data-vc-stretch-content="true" class="vc_row wpb_row vc_row-fluid"><div class="wpb_column vc_column_container vc_col-sm-8"><div class="vc_column-inner"><div class="wpb_wrapper">
	<div class="wpb_text_column wpb_content_element " >
		<div class="wpb_wrapper">
			<p class="p1"><b>KORZENIE, KORZONKI</b></p>
<p class="p1">Przestrzeń publiczna jest dla mnie ogromnie ważna. Kończyłem architekturę na poznańskim Uniwersytecie Artystycznym. Dziesięć lat zajmowałem się aktywizmem miejskim, ramię w ramię z NGO-sami, fundacjami. Pracowałem z wydawnictwami związanymi z architekturą i z festiwalami filmowymi o mieście. Starałem się budzić ją do życia poprzez happeningi, pikniki, trochę performersko. Trzy lata temu, w lipcu 2017 roku, ówczesna większość parlamentarna postanowiła wprowadzić ustawy zmieniające system sądownictwa – czyli mające na celu upartyjnienie sądów i sprowadzenie ich do roli wykonawcy woli politycznej. Zapaliła mi się czerwona lampka. A co, jeśli wszystko, czym się zajmowałem dotychczas, zaraz stanie się nieważne? Ścieżki rowerowe, zieleń miejska, place? Przecież partii, która ma pełną, nieograniczoną władzę, zebraną w zasadzie w ręce jednego człowieka, łatwo będzie marginalizować aktywistów, którzy ich krytykują. Nie dopuszczać do grantów, cenzurować. A może nawet pakować do więzienia, jeśli będą zbyt mocno zabierać głos? Przecież tak się już dzieje w Turcji czy w Rosji.</p>
<p class="p1">Zawsze lubiłem prowadzić konsultacje społeczne, moderować debaty. Zorganizowałem więc demonstrację w tym duchu. Nieoczekiwanie przerodziła się ona w dwutygodniowe wydarzenie znane jako Łańcuch Światła. Największe protesty w Wielkopolsce od trzydziestu lat, sam byłem w szoku. W szczytowym momencie pod poznańską Areną było około dwudziestu tysięcy osób. Wielkie obywatelskie przebudzenie mocy! Prowadzenie tego było odpowiedzialnością i zaszczytem. Najpiękniejsze lato w moim życiu!</p>
<p class="p1">Wtedy pierwszy raz poczułem, że kończy się pewna epoka. Jesteśmy w historycznym momencie. Od dłuższego czasu trapią nas różne kryzysy: kryzys demokracji czy klimatu już trwają, teraz jeszcze doszła pandemia&#8230; To szereg czynników, które w drastyczny sposób mogą przemodelować świat. Chciałbym zrobić wszystko, co w mojej mocy, żeby te złe zmiany zatrzymać. Żeby choć na jednym odcinku, w małym stopniu, zrobić coś dobrego. Na przykład zatrzymać rozwój autorytaryzmu w Polsce. Wziąłem głęboki oddech: skoro taki mały żuczek mógł zrobić demonstrację, zebrać tysiąc innych głosów, to znaczy, że się liczę, że mam wpływ. Wtedy postanowiłem, że kolejnym krokiem będzie Sejm. Tak się tu znalazłem.</p>

		</div>
	</div>
</div></div></div><div class="wpb_column vc_column_container vc_col-sm-4"><div class="vc_column-inner"><div class="wpb_wrapper"></div></div></div></div><div class="vc_row-full-width vc_clearfix"></div><div data-vc-full-width="true" data-vc-full-width-init="false" data-vc-stretch-content="true" class="vc_row wpb_row vc_row-fluid"><div class="wpb_column vc_column_container vc_col-sm-4"><div class="vc_column-inner"><div class="wpb_wrapper"></div></div></div><div class="wpb_column vc_column_container vc_col-sm-8"><div class="vc_column-inner"><div class="wpb_wrapper">
	<div class="wpb_text_column wpb_content_element " >
		<div class="wpb_wrapper">
			<p class="p1"><b>WIEJSKA DŻUNGLA</b></p>
<p class="p1">Sejm… ileż jest tu warstw, poziomów skomplikowania, kwestii osobowych i prawnych, zależności… To prawdziwy gąszcz. Niektórzy na rolę posła patrzą w sposób tradycyjny. To pan w garniturze lub pani w żakiecie, którzy poruszają się głównie limuzyną i z rękami złożonymi w piramidkę ogłaszają coś światu. Ja świadomie obieram inną drogę, stąd też te moje „słynne” sportowe buty na zaprzysiężeniu. Po pierwsze wygodniej jest mi jeździć rowerem czy pociągiem. Po drugie chcę działać zgodnie z głoszonymi przez siebie ideami. W atmosferze jest za dużo dwutlenku węgla i powinniśmy z tym walczyć, także wybierając bardziej ekologiczne środki transportu. Po trzecie staram się być cały czas blisko ludzi. Obywatelom i obywatelkom brakuje polityków, których naprawdę znają, brakuje kogoś, kto mógłby ich wysłuchać, przekazać ich postulaty dalej i walczyć w ich imieniu. Nawiązywanie szczerej więzi z ludźmi jest dla mnie bardzo ważne. Poświęcanie czasu na utrzymanie z nimi stałego kontaktu – oczywiste.</p>
<p class="p1">Jednym z głównych problemów współczesnego świata jest odklejenie się klasy politycznej od społeczeństwa. Polska czy USA, wszędzie dominuje logika polityczna, według której trzeba przeciwnika zdyskredytować i obrócić przeciwko niemu obywateli. Media odgrywają w tym ważną rolę. Im bardziej politycy w studiu się boksują, tym więcej jest lajków, klików i tym więcej reklamodawca chce zapłacić za reklamę w przerwie takiego pojedynku. Z bólem serca obserwuję ten brak etyki i przyzwoitości.</p>
<p class="p1">Jesteśmy różnorodnym społeczeństwem, to bezdyskusyjne. Część ludzi jest konserwatywna, część ludzi bardziej centrowa, część lewicowa, z tego wynikają ich wybory i głosy. Ja się nie obrażam na partyjne etykietki. Kiedy w czasie pandemii zgłaszali się do mnie z prośbą o pomoc obywatele, którzy utknęli za granicą, bez problemu zwróciłem się do Szymona Sękowskiego, wiceministra spraw zagranicznych z PiS. Znam go jeszcze z czasów, jak był – dobrym – radnym miejskim. Podjął temat, dzięki czemu w ramach akcji „Lot do domu” udało się tych ludzi uratować. Jestem bardzo krytyczny wobec PiS-u, wiele ich działań mi się nie podoba, ale jeżeli na szali leży bezpieczeństwo i życie ludzkie, to to są priorytety. Miałbym do niego nie napisać tylko dlatego, że on jest z tej partii?</p>
<p class="p1">Ludzie na co dzień nie interesują się szpitalami czy sądami. Ale jeśli ktoś złamie nogę, to chce być sprawnie wyleczony. A jak jedziemy seicento i mamy zderzenie z kolumną rządową, to chcemy, żeby sąd był niezależny i żeby mógł nam przyznać sprawiedliwe odszkodowanie jak najszybciej. W sytuacjach kryzysowych potrzebujemy sprawnego państwa. Staram się wrócić do korzeni definicji poselstwa jako posłannictwa, chcę być mediatorem między obywatelami a światem polityki. Tematy leżą na ulicy, wystarczy pochodzić, porozmawiać z ludźmi, posłuchać ich. Tak powinna powstawać polityka. Niestety świat polityków i społeczeństwa rozjechał nam się w niebezpiecznym stopniu.</p>
<p class="p1">Według mnie prawdziwa zmiana opiera się na uznaniu tego, że się różnimy, i na wspólnym szukaniu rozwiązań. Ale oczywiście są tacy polityczni „bokserzy”. Zamiast do ludzi wychodzą na ring, zamiast łagodzić – szukają worków bokserskich i atakują. Nie miałem do czynienia z Żalkiem, Czarnkiem, Braunem i kilkoma innymi hardcorowcami, znam ich tylko z widzenia. Ja szukam współpracy z tymi z drugiego szeregu, którzy raczej są nastawieni na merytoryczne działanie. Na przykład do Zespołu do spraw Transportu Rowerowego udało mi się zaprosić panią premier Jadwigę Emilewicz. Zdaję sobie sprawę, jakie są obszary, w których się różnimy w kwestiach światopoglądu. Ale wierzę, że możemy poszukać porozumienia w kwestiach bardziej przyziemnych, np. transporcie, rozwoju infrastruktury rowerowej, rozwoju kolei. Tak sobie wyobrażam merytoryczną pracę w Sejmie. Wiem, że może być różnie. Ale przynajmniej próbuję.</p>

		</div>
	</div>
</div></div></div></div><div class="vc_row-full-width vc_clearfix"></div><div data-vc-full-width="true" data-vc-full-width-init="false" data-vc-stretch-content="true" class="vc_row wpb_row vc_row-fluid"><div class="wpb_column vc_column_container vc_col-sm-8"><div class="vc_column-inner"><div class="wpb_wrapper">
	<div class="wpb_text_column wpb_content_element " >
		<div class="wpb_wrapper">
			<p class="p1"><b>TVP DESTRUKCJA</b></p>
<p class="p1">Media powinny recenzować pracę polityków, nagłaśniać ważne sprawy, domagać się sprawiedliwości. Na dłuższą metę upartyjnienie mediów, tak samo jak upartyjnienie sądów czy spółek publicznych, szkodzi obywatelom i obywatelkom. Ubolewam nad tym, co się stało z mediami publicznymi, teraz byśmy powiedzieli: narodowymi. TVP stała się agresywną tubą propagandową.</p>
<p class="p1">To edukacja daje ludziom narzędzia, żeby rozpoznać, co jest propagandą, a co rzetelnie przygotowaną informacją. Zadaniem szkoły powinno być nauczenie krytycznego myślenia o świecie, pokazanie, że świat nie jest zerojedynkowy, kształtuje go wiele czynników. Dlatego tak ważne jest inwestowanie w szkolnictwo i danie nauczycielom i nauczycielkom komfortu pracy, także pod względem ekonomicznym. Nie mam pretensji do ludzi, którzy wierzą TVP. To państwo odpowiada za tę manipulację, także poprzez zaniedbania w szkolnictwie. W Polsce jest wiele miejsc, w których nie ma szkół, nie ma lokalnych dzienników, nie ma dostępu do internetu, a większość młodych osób wyjechała za granicę lub do większych miast. Ci, którzy zostali, często skazani są na TVP jako główne źródło informacji.</p>
<p class="p1">Obecnie nam panująca partia rządzi we wszystkich możliwych spółkach publicznych, a więc za pomocą swoich pieniędzy decyduje, w jakich mediach umieścić reklamę. Wspiera zatem tylko te media, które są jej wierne i posłuszne, co dobiło wiele niezależnych rozgłośni czy redakcji. Tym bardziej powinniśmy wspierać niezależne dziennikarstwo, walczyć o wolność słowa. Nie wszędzie dociera „Gazeta Wyborcza”, nie wszędzie ludzie oglądają takiego samego Facebooka. Tylko trzeba pojechać, osobiście z tymi ludźmi się spotkać, powiedzieć: „Szanowni państwo, chciałbym w waszym imieniu działać”. Dlatego w swojej kampanii wyborczej zdarłem buty, osobiście zwiedzając wszystkie siedemnaście gmin powiatu poznańskiego. Tego powrotu do spotkań, prawdziwego rozpoznania potrzeb najbardziej mi brakuje w „poważnej” polityce.</p>
<p class="p1">Dziś spotykamy się z dnem. Widzimy, jak sączona przez media publiczne nienawiść przyczynia się do prawdziwej agresji, prawdziwej przemocy. Na przykład samobójstw osób LGBT – tych przypadków jest coraz więcej. Niedawno zabił się młody Michał Demski, który pracował jako model. Nie dał rady przez otaczającą go homofobię – w tym ze strony Kościoła i jego własnego państwa! Narastająca agresja nie wzięła się z powietrza. Powiedzmy to głośno: ona jest skutkiem legitymizowania przez polskie władze mowy nienawiści. Widząc to wszystko, musimy zdecydować, jakich mediów chcemy. Co zrobić, żeby właśnie ludzie w mniejszych miejscowościach mieli dostęp do innego rodzaju informacji?</p>

		</div>
	</div>
</div></div></div><div class="wpb_column vc_column_container vc_col-sm-4"><div class="vc_column-inner"><div class="wpb_wrapper"></div></div></div></div><div class="vc_row-full-width vc_clearfix"></div><div data-vc-full-width="true" data-vc-full-width-init="false" data-vc-stretch-content="true" class="vc_row wpb_row vc_row-fluid"><div class="wpb_column vc_column_container vc_col-sm-4"><div class="vc_column-inner"><div class="wpb_wrapper"></div></div></div><div class="wpb_column vc_column_container vc_col-sm-8"><div class="vc_column-inner"><div class="wpb_wrapper">
	<div class="wpb_text_column wpb_content_element " >
		<div class="wpb_wrapper">
			<p class="p1"><b>HEJT NASZ POWSZEDNI</b></p>
<p class="p1">Skąd w nas tyle nienawiści? Dla mnie atak jest formą obrony. To, że hejt jest tak wszechobecny, pokazuje, jak wielki jest strach w społeczeństwie. Za dużo osób nie ma oparcia czy to w rodzinie, w miejscu pracy, w miejscu, w którym mieszka. Z wielu powodów ludziom rozjeżdża się grunt pod nogami. A przecież byt kształtuje świadomość. To nie chodzi o status społeczny, hejt nie ma przynależności partyjnej czy klasowej. On wynika z tego, że wciąż mamy wiele nieprzepracowanych traum. Druga wojna światowa, obozy koncentracyjne, zagłady, nieprzegadany PRL. Brak nam edukacji, która pozwoliłaby przewartościować naszą historię. Nie powinno być ważne, kto ilu wrogów ustrzelił w której wojnie, tylko to, ile przyjaźni, ile partnerstw zawiązał. Powinniśmy mówić, na czym polegał sukces I Rzeczpospolitej, dlaczego jej wartością była różnorodność języków i kultur. Nauka historii nie powinna się sprowadzać do wkuwania dat, a być narzędziem krzewienia pozytywnych obywatelskich, patriotycznych wartości. To mogłoby wymiernie wpłynąć na mniejszy hejt.</p>
<p class="p1">W Polsce wciąż mocne są anachroniczne podziały klasowe. Wciąż się kłócimy, kto jest szlachtą, kto nie, kto może rządzić, a kto ma się słuchać. To też widać w urbanistyce. Deweloper bez żadnego planu albo dzięki łapówie, korumpując lokalnych urzędników, buduje jakieś wysokie osiedle, zasłaniając światło ludziom mieszkańcom obok. W małych miejscowościach rządzą pstrokate elewacje, każda inna – taki konkurs piękności. Zarówno prowadzenie dialogu w internecie, jak i tworzenie przestrzeni wspólnych jest dla nas wyzwaniem. Musimy podkreślać, że bez umiejętności działania razem możemy sobie nie poradzić z wieloma kryzysami na wielką skalę. Globalne ocieplenie, pandemia, kryzys ekonomiczny czy teraz susza generująca coraz większe pożary – to tylko kilka z nich.</p>

		</div>
	</div>
</div></div></div></div><div class="vc_row-full-width vc_clearfix"></div><div data-vc-full-width="true" data-vc-full-width-init="false" data-vc-stretch-content="true" class="vc_row wpb_row vc_row-fluid"><div class="wpb_column vc_column_container vc_col-sm-8"><div class="vc_column-inner"><div class="wpb_wrapper">
	<div class="wpb_text_column wpb_content_element " >
		<div class="wpb_wrapper">
			<p class="p1"><b>TO NIE CZŁOWIEK, TO IDEOLOGIA</b></p>
<p class="p1">Wszystko się rozbija o to, jak zdefiniujemy społeczeństwo. Czy się ograniczymy tylko do tych, którzy wierzą w jedną religię? W jednego boga? Są biali i mają pochodzenie polskie? A przecież tylko w Poznaniu jest masa ludzi pochodzenia niemieckiego. Mamy tu ponad sto narodowości. Ci ludzie wzbogacają to miasto dzięki temu, że tu są, pracują, żyją. Jeżeli w naszej definicji Polska to nie tylko biali Polacy katolicy, ale również kobiety, osoby LGBT, osoby niepełnosprawne, to wówczas dbając o ich interesy, prawa i szacunek możemy przyczynić się do obrania lepszego kursu na przyszłość. Moje pytanie brzmi: czy<b> </b>dzisiaj naprawdę bardziej boimy się geja z tęczową flagą, czy tego, że przez dehumanizowanie ludzi i rosnące nierówności społeczne może zaraz dojść do rozlewu krwi?</p>
<p class="p1">Przez setki lat biały facet dominował nad światem. Wówczas było się głową rodziny, miało się pracę, pozycję. W okresie transformacji sytuacja zaczęła się zmieniać. Dziś kobiety mogą same o sobie decydować, nie są skazane na pełnienie jednej określonej roli w rodzinie. Faceci często mają więc syndrom „Joe the Plumber”, czyli właśnie tego białego mężczyzny, który widzi, że przez ostatnie trzydzieści lat stracił przywileje, pozycję w rodzinie, pozycję w społeczeństwie. Przestał być wyrocznią. Na dodatek stracił też ekonomiczny grunt pod nogami. W Stanach Zjednoczonych przemysł przeniósł się do Chin, w Polsce wiele dużych fabryk po prostu zostało sprywatyzowanych, zlikwidowanych lub z innych powodów znikło. Dlatego pojawiła się frustracja. Męski strach przed tym, co będzie w przyszłości. Strach przed samotnością. Przed brakiem wpływu na świat.</p>
<p class="p1">Cyniczne siły polityczne rozpoznają takie grupy ludzi sfrustrowanych. Tęskniących za „kiedyś”, które według nich było lepsze, a tak naprawdę było niesprawiedliwe, np. dla kobiet czy osób LGBT. Politycy grają na tej przesadnej nostalgii. Mówią: „Zrobimy, żeby było tak jak kiedyś! Żebyście odzyskali władzę, wpływy, żebyście byli znowu najważniejsi”. Czyli „Make America great again”. Albo „Wstajemy z kolan”.</p>
<p class="p1">W przeszłości już zdarzało się, że ludzie przestawali siebie wzajemnie traktować jak równorzędnych obywateli. Pozwalali sobie na agresję wobec tych „niżej”, zaczynali ograniczać ich prawa, doprowadzali do eliminacji z życia publicznego i w ogóle z krajobrazu. To jest droga do faszyzmu. Dzielenie ludzi na lepszych i gorszych może spowodować, że pewnego dnia z nieba spadnie nam jakieś Auschwitz, jak to powiedział Marian Turski. Dlatego otwarcie bronię różnych mniejszości i nieuprzywilejowanych grup. Bo wiem, że historia może się powtórzyć.</p>

		</div>
	</div>
</div></div></div><div class="wpb_column vc_column_container vc_col-sm-4"><div class="vc_column-inner"><div class="wpb_wrapper"></div></div></div></div><div class="vc_row-full-width vc_clearfix"></div><div data-vc-full-width="true" data-vc-full-width-init="false" data-vc-stretch-content="true" class="vc_row wpb_row vc_row-fluid"><div class="wpb_column vc_column_container vc_col-sm-4"><div class="vc_column-inner"><div class="wpb_wrapper"></div></div></div><div class="wpb_column vc_column_container vc_col-sm-8"><div class="vc_column-inner"><div class="wpb_wrapper">
	<div class="wpb_text_column wpb_content_element " >
		<div class="wpb_wrapper">
			<p class="p1"><b>POLSKA, RATUJ!</b></p>
<p class="p1">Politycy straszą tą czy inną grupą społeczną, żeby szybko wygrać wybory. Robią to, ponieważ wiedzą, że niektórzy ludzie właśnie w krótkiej perspektywie boją się bardziej jakiegoś Innego niż – oddalonego w czasie i bardziej abstrakcyjnego – wielkiego konfliktu społecznego, protestu, zamieszek. Myślenie krótkowzroczne, to jest nasz problem. Szukajmy szerszej perspektywy. Wtedy łatwiej jest dostrzec, że pomoc kobietom, osobom LGBT+, osobom z niepełnosprawnościami jest również w interesie białych katolickich mężczyzn. W interesie tej – teraz – uprzywilejowanej grupy jest również ochrona wszystkich pozostałych, którzy są w gorszej sytuacji. Ponieważ jeśli nie będziemy sobie pomagać, system społeczny może się załamać i wszyscy na tym ucierpią. Na początku XX wieku rosyjska klasa średnia i arystokracja odkleiły się od społeczeństwa, co doprowadziło do rewolucji, która zmiotła ich z krajobrazu. Tak samo nieprzepracowana trauma po I wojnie światowej i nierówności społeczne wyniosły do władzy Adolfa Hitlera. To, co jest małym strachem dzisiaj, jest niczym w porównaniu z tymi wielkimi strachami z przyszłości.</p>
<p class="p1">Czasy mamy bardzo trudne. Obrona tego, co wspólne, wyrażanie obywatelskich wartości, wspieranie praw człowieka wymaga wyjątkowej odwagi. Naszym wspólnym dobrem jest wszystko, co publiczne: wolne media, opieka zdrowotna, sądy niezależne od polityków, dobra edukacja i sprawny system transportu zbiorowego. Powinniśmy to wspierać i o to dbać. Pamiętajmy: to nie my jesteśmy dla polityków, tylko politycy są dla nas. Możemy mieć wpływ na samorząd, na administrację państwową, na rząd, na prezydenta. Jest na to jeden banalny sposób: udział w wyborach. Głosowanie trwa tylko chwilę, a przyczynia się do realnej zmiany świata. Ludzie nie zdają sobie sprawy z tej mocy. Nie uczestniczą w wyborach, bo myślą „mój głos nic nie da”, „ci politycy znowu mnie oszukają”. A to jest naprawdę ekstremalnie ważne, żeby zdać sobie sprawę, że zupełnie inną Polską będzie Polska Andrzeja Dudy, a inną – Polska Rafała Trzaskowskiego, Szymona Hołowni czy Roberta Biedronia. Od wyborów może zależeć, czy uda się zatrzymać autorytarny walec, który odbiera obywatelom prawa. Czy uda się przywrócić Polskę na demokratyczne tory, w których instytucje publiczne i prawa człowieka będą silne i przestrzegane. Dla mnie oddanie głosu to zawsze elektryzujący moment, wielki przywilej. Każdy głos jest na wagę złota. Głos to tylko chwila – ale od tej chwili będzie zależało nasze życie.</p>

		</div>
	</div>
</div></div></div></div><div class="vc_row-full-width vc_clearfix"></div>
<p>Artykuł <a rel="nofollow" href="https://poptown.eu/sterczewski-niewazne-kto-ilu-wrogow-ustrzelil-w-ktorej-wojnie-30-06/">Sterczewski: Nieważne, kto ilu wrogów ustrzelił w której wojnie. Liczy się, ile przyjaźni i partnerstw zawiązał</a> pochodzi z serwisu <a rel="nofollow" href="https://poptown.eu">Poptown</a>.</p>
]]></content:encoded>
					
		
		
			</item>
		<item>
		<title>SIKSA: Napierdalaj o tej Polsce</title>
		<link>https://poptown.eu/siksa-napierdalaj-o-tej-polsce-1/</link>
		
		<dc:creator><![CDATA[Anna Tatarska]]></dc:creator>
		<pubDate>Sat, 30 May 2020 15:52:53 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[Muzyka]]></category>
		<category><![CDATA[Kultura]]></category>
		<category><![CDATA[Sztuka]]></category>
		<guid isPermaLink="false">https://poptown.eu/?p=5541</guid>

					<description><![CDATA[<p>Artykuł <a rel="nofollow" href="https://poptown.eu/siksa-napierdalaj-o-tej-polsce-1/">SIKSA: Napierdalaj o tej Polsce</a> pochodzi z serwisu <a rel="nofollow" href="https://poptown.eu">Poptown</a>.</p>
]]></description>
										<content:encoded><![CDATA[<div class="vc_row wpb_row vc_row-fluid"><div class="wpb_column vc_column_container vc_col-sm-12"><div class="vc_column-inner"><div class="wpb_wrapper">
	<div class="wpb_text_column wpb_content_element " >
		<div class="wpb_wrapper">
			<p class="p1">&#8222;Najlepiej nie wdawajmy się w szczegóły żadnej sprawy/ kij z żartami od Solara o LGBT/ przecież wywinął z tego z żarcikiem/ mało kto mu wypomni, że tęczę spalić chce/ dla dobra sprawy, dla lekarzy, nie zwracajmy na to uwagi/ nie wdawajmy się w dyskusję, twórzmy więcej mowy trawy&#8221;.</p>
<p class="p1">W wywiadzie z Anną Tatarską SIKSA mówi o tym, dlaczego nie zawsze jest radykalna w feminizmie i kiedy feminizm się psi. O swoim nietypowym trybie pracy i trudnym lokalnym patriotyzmie. O ziomowaniu się z emerytkami i wytyczaniu granic. Jest też o wywalaniu bebechów i podwójnych standardach, o niechęci do pomników, nieufności wobec mediów i ufności w siebie. Nasza Influencerka Miesiąca: SIKSA.</p>

		</div>
	</div>
</div></div></div></div><div data-vc-full-width="true" data-vc-full-width-init="false" data-vc-stretch-content="true" class="vc_row wpb_row vc_row-fluid"><div class="wpb_column vc_column_container vc_col-sm-8"><div class="vc_column-inner"><div class="wpb_wrapper">
	<div class="wpb_text_column wpb_content_element " >
		<div class="wpb_wrapper">
			<p class="p1"><b>SIKSA: POCZĄTEK</b></p>
<p class="p1">Pierwszy nasz koncert odbył się spontanicznie, w Gnieźnie, gdzie mieszkamy. Nigdy nie planowaliśmy strategii naszego wyjścia do ludzi. Po prostu znalazłam się w odpowiednim miejscu, przy odpowiedniej osobie, która pozwoliła mi na akt twórczej wolności, bez oceniania. Ta osoba – Buri – trwa przy mnie do dziś. Teraz, ze świadomością wszystkiego, co wydarzyło się potem, nie miałabym już na to odwagi. Ale tak mam, że najpierw strzelam, później pytam. Robię na rympał.</p>
<p class="p1">Z występu na występ coraz bardziej się otwierałam, coraz odważniej schodziłam do ludzi. To, co mówię ze sceny, jest dość bezpośrednie. Czuję się tam dużo pewniej niż poza nią. Kocham kino Jodorowsky’ego: pełne metafor, performatywne. Po przeczytaniu jego „Psychomagii” zrozumiałam, że akty psychomagiczne znajdują wcielenie właśnie w sztuce. I nasze koncerty to są w jakimś sensie takimi aktami psychomagicznymi. Jodorowsky opisuje zrobienie czegoś, co wydaje się niemożliwe: przekroczenie, zmierzenie się z czymś za pomocą takiego aktu. Mam dużo swoich bólów. Przepisuje je na kartkę, filtruję przez wrażliwość SIKSY, a później zestawiam z muzyką Buriego i publicznością. W ten sposób dokonujemy – jak u Jodorowsky&#8217;ego &#8211; aktu, który pozwala się rozstać z tym co boli. Metafora scenicznego występu ułatwia<span class="Apple-converted-space">  </span>wyrzucenie z siebie tych toksyn.</p>
<p class="p1">Z koncertu na koncert przekonywaliśmy się, że Siksa nigdy nie będzie klasycznym zespołem. Nie planujemy, u nas wszystko dzieje się na scenie. Dzielimy się pewnymi etapami z naszego życia z publicznością, a później bezpowrotnie je porzucamy. Materiały gramy na scenie przez jakiś czas, nawet do roku. Dopiero, gdy uznamy, że dany sezon osiągnął idealny dla nas kształt, wtedy go nagrywamy. Jednocześnie znika ze sceny. „Zemstę na wroga” skończyliśmy grać na występach w połowie 2018 roku a dopiero teraz, w wakacje, ukaże się na naszym drugim LP. Był dla nas ważny i przyniósł wiele dobrego, ale zasiał też spustoszenie w naszej psychice. Musieliśmy po nim odreagować. Stąd wziął się następny segment „Poskromienie złośnicy”. Godzinna młóca, w której chciałam zburzyć przypadkiem zbudowany przy „Zemście&#8230;” pomnik Siksy niezłomnej feministki.</p>
<p class="p1">Rozwijamy się. Nasz najnowszy sezon koncertowy „Szmery w sercu” to bardzo intymny, czuły zbiór piosenek o tym, co aktualnie w nas. Być może najbardziej osobisty materiał dotąd. Niektórym przeszkadza, że nie krzyczymy już: „do hymnu wystąp, kurwa”. Ale mówimy o człowieku, który przeżył jakąś wojnę, i to jest jak najbardziej polityczne. Jednak rozumiemy, że niektórym się te nowe wcielenia Siksy nie podobają. To trzeba przyjąć i uszanować. Często mówimy, że my pasujemy wszędzie i nigdzie. Ale ja już się przyzwyczaiłam, że nigdy nikomu nie dogodzę.</p>

		</div>
	</div>
</div></div></div><div class="wpb_column vc_column_container vc_col-sm-4"><div class="vc_column-inner"><div class="wpb_wrapper"></div></div></div></div><div class="vc_row-full-width vc_clearfix"></div><div data-vc-full-width="true" data-vc-full-width-init="false" data-vc-stretch-content="true" class="vc_row wpb_row vc_row-fluid"><div class="wpb_column vc_column_container vc_col-sm-4"><div class="vc_column-inner"><div class="wpb_wrapper"></div></div></div><div class="wpb_column vc_column_container vc_col-sm-8"><div class="vc_column-inner"><div class="wpb_wrapper">
	<div class="wpb_text_column wpb_content_element " >
		<div class="wpb_wrapper">
			<p class="p1"><b>PAT-RIOTYZM</b></p>
<p class="p1">Moja relacja z Gnieznem jest trudna. Kiedyś chciałam porzucać to miasto, wyjechać. W liceum go nienawidziłam.”Nuda totalna, nic się tu nie dzieje!”. Potem, na studenckim wyjeździe w Turcji, stwierdziłam, że jednak do niego jednak wrócę. Teraz uważam się za absolutną gnieźnieńską patriotkę. Mój patriotyzm polega na tym, że współtworzę czynnie tkankę miejską jako współdziałaczka w stowarzyszeniu, które prowadzi miejscówkę z różnymi warsztatami, organizuje slamy poetyckie, koncerty w Klubie Muzycznym Młyn.</p>
<p class="p1">W życiu nie kieruję się metaforą. Ja sceniczna i życiowa to są dwa rozłączne byty, które jednocześnie bardzo siebie wspierają i na siebie dobrze wpływają. Jedna działa na scenie w sposób bezpardonowy, druga współtworzy lokalną kulturę w sposób bardzo przyjazny, zorganizowany wokół dzieci, młodzieży, seniorów. Jeśli idę do prezydenta po jakieś pozwolenie, to idę załatwić sprawę w urzędzie. Uważam na swoje słownictwo, nie krzyczę. Też dlatego jako Siksa mamy jedną żelazną zasadę: nie gramy w Gnieźnie koncertów. Po co mieszać.</p>
<p class="p1">Wydaje mi się, że dużo osób z mniejszych miast ma tak, że coś w tym swoim mieście chce zabić, a coś pielęgnować. Ja tak mam. Nie podoba mi się, że w Gnieźnie Kościół ma na wszystko wpływ. Wydaje mi się, że nawet bardziej niż w Toruniu! Tam ten Rydzyk jest mniej realnym władcą, a bardziej denerwującym pajacem, który się buduje gdzieś na obrzeżach. Wkurza mnie też jedna właściwa linia dyktowana tym chrztem, tym Świętym Wojciechem, tą katedrą, tymi początkami państwa polskiego. Ja uważam, że Gniezno jako miasto potrzebuje różnych dróg promocji. Jak mi ktoś mówi, że powinnam zrobić oprowadzanie po mieście z płytą „palemosty nielegal”, to myślę, że byłoby to bardzo duże działanie na rzecz miasta. Choć totalnie areligijne.</p>
<p class="p1">Może łatwiej mi lubić to Gniezno, bo nie siedzimy tutaj dwadzieścia cztery godziny na dobę. Duże ujście daje nam to, że możemy sobie wyjechać na kilka dni na koncerty. Gniezno jest dla nas takim bezpiecznym przystankiem, gdzie trzeźwiejemy, wracamy do roboty. Choć oczywiście jest to męczące, że w Gnieźnie nie możesz być po prostu aktywistą miejskim. Zawsze jesteś jeszcze kimś. Aktywistą-lewakiem. Aktywistą-pedofilem-homoseksualistą.</p>

		</div>
	</div>
</div></div></div></div><div class="vc_row-full-width vc_clearfix"></div><div data-vc-full-width="true" data-vc-full-width-init="false" data-vc-stretch-content="true" class="vc_row wpb_row vc_row-fluid"><div class="wpb_column vc_column_container vc_col-sm-8"><div class="vc_column-inner"><div class="wpb_wrapper">
	<div class="wpb_text_column wpb_content_element " >
		<div class="wpb_wrapper">
			<p class="p1"><b>TAKA ŁADNA, A PAJAC</b></p>
<p class="p1">Artur Rojek miał po naszym występie na OFF-ie powiedzieć, że gdybyśmy mieli piosenki po angielsku, to moglibyśmy zrobić karierę międzynarodową. My jeździmy za granicę. W Czechach, Anglii, Norwegii czy we Włoszech występujemy w języku polskim, tłumacząc tylko we wstępie, o czym to mniej więcej jest. Można się porozumiewać poza językiem. Wtedy tekst nie jest najważniejszy, a jedynie muzyka, dźwięk i nasze ciała. To jest oczyszczające i wyzwalające. W Polsce jesteśmy bardzo zamknięci na język ciała. Wszystko, co jest poza normą formy ekspresji jest uważane za coś dziwnego. Nawet ostatnio, przy okazji naszej „szesnastki”, ktoś napisał, że „fajnie, fajnie, przekaz jest właściwy i mocny politycznie, ale on nie jest fanem ekspresji Siksy”. Takich komentarzy było mnóstwo. Nie mam zamiaru poskramiać swej ekspresji i języka ciała tylko dlatego, że komuś on nie pasuje. Tyle się pisze ostatnio tekstów o empatii i ciele. Może ludzie z naszej bańki, którzy też często wypowiadają się na temat Siksy i jej ekspresji, wreszcie zaczną je czytać ze zrozumieniem?</p>
<p class="p1">Dużo słyszałam takich komentarzy na nasz temat: „Taka ładna, a robi z siebie pajaca”. Nie jest łatwo być laską, która ma taką, jak ja, artystyczną ekspresję. Serio myślę, że gdybym była mężczyzną, byłoby mi łatwiej. To pokazuje m.in. konkurs Hot16Challenge. Taki Piguła z Analogsów nagrał bardzo krzykliwe, wulgarne szesnaście wersów, jako odpowiedź Korwinowi-Mikke. Zrobił to na wkurwie, który współodczuwa z nim wielu ludzi. I ja totalnie wspieram ten przekaz. Ale inaczej postrzegane jest, kiedy krzyczy czterdziestoparoletni mężczyzna, a inaczej, gdy robi to młoda dziewczyna.</p>
<p class="p1">Często słyszę, że gdybyśmy dla naszego przekazu wybrali bardziej ugładzoną formę, to moglibyśmy dotrzeć do radia, może nawet do telewizji. Pewnie gdybym przed naszym poprzednim setem „Poskromienie złośnicy” poszła na lekcje śpiewu, i śpiewała tak pięknie, jak wy tego ode mnie chcecie, wszystko byłoby łatwiejsze. Bo przecież piosenka może opowiadać o przemocy i gwałcie, ale musi być tak ładna, żeby można było ją sobie puścić w aucie. No trudno. Dla mnie ładność to nie jest priorytet.</p>

		</div>
	</div>
</div></div></div><div class="wpb_column vc_column_container vc_col-sm-4"><div class="vc_column-inner"><div class="wpb_wrapper"></div></div></div></div><div class="vc_row-full-width vc_clearfix"></div><div data-vc-full-width="true" data-vc-full-width-init="false" data-vc-stretch-content="true" class="vc_row wpb_row vc_row-fluid"><div class="wpb_column vc_column_container vc_col-sm-4"><div class="vc_column-inner"><div class="wpb_wrapper"></div></div></div><div class="wpb_column vc_column_container vc_col-sm-8"><div class="vc_column-inner"><div class="wpb_wrapper">
	<div class="wpb_text_column wpb_content_element " >
		<div class="wpb_wrapper">
			<p class="p1"><b>FEMINIZM NIE TAKI ŁATWY</b></p>
<p class="p1">Cieszy mnie coraz silniej widoczna solidarność kobiet, ich sprzeciw wobec tego, co dzieje się w kraju. Na przykład temat aborcji pokazuje, że potrafimy się zjednoczyć dla sprawy. Ale solidarność to nie tylko głośne hasła, a i małe sprawy. Jeśli odzywa się do mnie dziewczyna, która padła ofiarą przemocy, to oczywiście z nią rozmawiam i wspieram. Przekazuję kontakty. Ja zdecydowałam się na swoich płytach uciekać od nazwisk, mówić o oprawcach bezosobowo. Wtedy to dotyczy szerszego problemu, z którym wiele osób może się utożsamić. Musimy pamiętać, że każda reakcja osoby, która została skrzywdzona, jest w pełni uprawniona. Ostatecznie, niezależnie od tego, jakie wsparcie dostaje ofiara, to i tak ona zostaje sama z tym wszystkim do końca życia. To ona będzie musiała się z tym uporać. I zrobić coś, żeby dalej żyć szczęśliwie.</p>
<p class="p1">Podziwiam Maję Staśko, która potrafi razem z innymi dziewczynami dać jednoznacznie wsparcie, nagłośnić sprawę, jeżeli dana osoba potrzebuje czegoś takiego. Taka różnorodność jest potrzebna. Pokazuje, że ruch się rozwija. Jeżeli będziemy cały czas tylko mówić o rewolucji, buncie i wychodzeniu na ulice, no to spoko, ja się z tym zgadzam, ale jest tyle możliwości działań w dobrym kierunku i dla ruchu.</p>
<p class="p1">Martwi mnie, że feminizm często jest traktowany jak jakiś produkt, na którym można się wybić, co widać na przykładzie co poniektórych raperów. Serce złamał mi ostatnio Koza, który najpierw mówił o wsparciu kobiet i środowisk LGBT, a potem okazało się, że jest przemocowym partnerem. Ale wiem też, że idealizm jest w pewnych kwestiach oczywisty tylko na papierze.</p>
<p class="p1">Współpracuję z Teatrem Polskim w Poznaniu. Pewnego dnia pojawił się tam Michał Wybieralski, współtworzył jakiś spektakl. To jest typ z afery papierowych feministów, były redaktor Wyborczej, oskarżony o mobbing i molestowanie. Zarzucano mi tu i ówdzie, że wtedy zabrakło mojego głosu. Bo ja, jako ta „ikona niszowego feminizmu”, powinnam była zareagować, zbuntować się. To była dla mnie ciężka sytuacja, która pokazała mi, że to nie jest takie czarno-białe. Bo w tym teatrze pracują przecież aktorzy i aktorki, którzy po prostu dostają z góry przydzielonego dramaturga. Stając okoniem, zraniłabym ludzi, którzy poświęcili swój czas na pracę przy tym spektaklu. Akcja bojkotu odniosłaby sukces, jeżeli wszyscy mieliby jedno zdanie na ten temat – a tak nie było. I ja absolutnie tego nie będę oceniać. Każdy ma prawo do swojej reakcji.</p>
<p class="p1">Oczy ci się otwierają, kiedy spotykasz ludzi spoza swojej bańki, o różnych poglądach i musisz między tym jakoś dryfować: nie zamykać rozmowy, uczyć się dialogu. Ja się tego cały czas uczę. Kiedyś byłam super radykalna, zwracałam ludziom uwagę, że ich feminizm nie jest wystarczająco dobry. Ale to nic nie daje. Dziś propsuję chyba każdą osobę, która mówi o prawach kobiet w mediach. Nie sprawdzam i nie komentuję „jakości” feminizmu napotkanych ludzi.</p>

		</div>
	</div>
</div></div></div></div><div class="vc_row-full-width vc_clearfix"></div><div data-vc-full-width="true" data-vc-full-width-init="false" data-vc-stretch-content="true" class="vc_row wpb_row vc_row-fluid"><div class="wpb_column vc_column_container vc_col-sm-8"><div class="vc_column-inner"><div class="wpb_wrapper">
	<div class="wpb_text_column wpb_content_element " >
		<div class="wpb_wrapper">
			<p class="p1"><b>NAPIERDALAJ O TEJ POLSCE</b></p>
<p class="p1">Nie jesteśmy doraźnym zespołem z piosenką na każdą okazję. To nie jest tak, że skoro trwa TrójkaGate, to siedzimy i wymyślamy, jak przez Trójkę dobić władzę. Osobiście od dawna nie jestem fanką Kazika. Ale sytuacja, której stał się twarzą pokazuje, że potrzeba takich piosenek. Sztuka, czy niszowa, czy mainstreamowa, to jest ogromne pole dla protestu, rewolucyjnego przekazu. To powinno być działanie kolektywne, wspólnotowe: dół i góra razem. Na dole, czyli tu, gdzie my działamy, wbrew pozorom można dużo zrobić. Małe miasto to lokalny aktywizm, pielęgnowanie niezależnych ośrodków, wspieranie społeczności. Taka praca u podstaw, którą wykonuje wiele kolektywów, twórców, działaczy i działaczek. Zaś zadaniem artystów mainstreamowych jest nagłaśnianie problemów, o których na naszym poziomie mówi się od lat. Myślę, że oni zaczynają to robić. Nie z poczucia obowiązku, po prostu pojawia się w nich taka organiczna potrzeba. Przykładem fajnego mainstreamu jest Dawid Podsiadło, nasz grzeczny, kochany chłopak z małego miasta, taki Kuzaj muzyki, który ma na koncie wiele świetnych akcji nagłaśniających cenne inicjatywy.</p>
<p class="p1">Nasza płyta „Stabat Mater Dolorosa” była mocno polityczna. Niektórzy by chcieli, żebyśmy dalej napierdalali o tej Polsce. A przecież wszystko, co my robimy, jest polityczne. To, że mówimy, że nie mamy siły o tym dalej mówić, to też jest jakieś stanowisko. Działanie na przecięciu sztuki i polityki jest bardzo obciążające. Co innego, jak wspiera cię sztab ludzi, a co innego, jak musisz się z tym uporać sam. Robisz coś i robisz, a nic się nie zmienia. Ta frustracja jest niewyobrażalna. Przeżyliśmy z tego powodu pewne załamanie psychiczne. Myślę, że każdego, kto się mierzy z podobną misją, coś takiego dopada. Warto o tym mówić.</p>
<p class="p1">Osobiście nie mam nic przeciwko temu, żeby obie strony, prawa i lewa, były widoczne w przestrzeni publicznej. Tylko póki co sztuka prawicowa jest na poziomie marnym, nie mają się czym chwalić. Nie mają do zaproponowania nic, co mogłoby walczyć uczciwie. Dlatego próbują jakoś kulturę przełapywać. Kultura to mokry sen prawicy.</p>

		</div>
	</div>
</div></div></div><div class="wpb_column vc_column_container vc_col-sm-4"><div class="vc_column-inner"><div class="wpb_wrapper"></div></div></div></div><div class="vc_row-full-width vc_clearfix"></div><div data-vc-full-width="true" data-vc-full-width-init="false" data-vc-stretch-content="true" class="vc_row wpb_row vc_row-fluid"><div class="wpb_column vc_column_container vc_col-sm-4"><div class="vc_column-inner"><div class="wpb_wrapper"></div></div></div><div class="wpb_column vc_column_container vc_col-sm-8"><div class="vc_column-inner"><div class="wpb_wrapper">
	<div class="wpb_text_column wpb_content_element " >
		<div class="wpb_wrapper">
			<p class="p1"><b>POMNIK? NO NIE. </b></p>
<p class="p1">Siksa jest utkana ze swoich niedoskonałości, choć czasami jest doskonała w swojej sile i ekspresji. Wykorzystuje na scenie swoje ciało, choć nie jest supertancerką. Wykorzystuje swój głos, ale nie jest superśpiewaczką i nigdy nie będzie. Mam nadzieję, że dzięki temu nie powoduje w słuchaczu kompleksów. Wierzę w tę filozofię. Sceniczny wyraz ma miejsce obok warsztatowej perfekcji.</p>
<p class="p1">Mimo tego w pewnym momencie sama siebie wytworzyłam jako figurę superbohaterską. Po koncercie na OFFie i okładce w Wysokich Obcasach mogliśmy zostać narodowymi celebrytami od niepokornej sztuki feministycznej. Rzeczywiście weszłam wtedy na jakieś wyżyny swojej siły. Tylko że to też było w jakimś sensie metaforyczne, bo tyle siły, ile ja miałam podczas tych koncertów, ja nie mam w życiu. Dlatego nie chciałam brać udziału w plebiscycie Wysokich Obcasów Superbohaterka 2017. Nie uważałam i nie uważam, że nazywanie mnie superbohaterką jakkolwiek przyczyni się do czegokolwiek dobrego. Wręcz przeciwnie. Wydaje mi się, że to jest onieśmielające dla innych. Ja znam dużo superbohaterek, które nigdy nie będą w życiu docenione. Wolałam jakoś zadbać o swoją niezależność, żeby nie stworzyć z siebie narodowego potwora feminizmu, pomnika. To byłby pomnik jakiegoś cierpienia, oparty zawsze o jakąś moją historię z przeszłości. A ja zaprosiłam ludzi na wystawę swoich złych doświadczeń, oprowadzałam po tym muzeum przez długi czas, a teraz chcę to zamknąć i iść dalej. Pomniki są martwe.</p>
<p class="p1">Dostawałam takie propozycje, że gdybym je wtedy przyjęła, to pewnie zaczęłabym pić i bym się zajebała. W tych wszystkich śniadaniówkach nie ma się nad swoim występem kontroli. Już widzę, jak potem ludzie udostępnialiby jakieś wyrywki z mojej twórczości, co byłoby totalnie w to mi graj dla tych, którzy uważają, że feministka to jest po prostu pierdolnięta baba. Zresztą była już taka sytuacja. W zeszłym roku uwzięły się na nas media prawicowe. Nie informowaliśmy o tym, ponieważ uważaliśmy, że nie należy karmić tego potwora. W TVP jakaś trójka ludzi dyskutowała o mojej domniemanej chorobie psychicznej oraz tym, że ja w jakimś wywiadzie powiedziałam, że chcę się uporać ze swoimi traumami poprzez sztukę. Jak to powiem tobie i w Poptownie, to wszyscy zrozumieją co mam na myśli, a w TVP ten sam cytat czyni mnie wariatką.</p>
<p class="p1">Nie ufam wielkim produkcjom też dlatego, że nie idę na kompromisy. Dlatego wszelkiego rodzaju telewizje, duże produkcje, duże akcje – no, thank you. Wspólne kawałki z gwiazdami – no, thank you. Mam bardzo silną świadomość siebie i swojej kobiecości. Wszystko, co prezentuję na scenie, musi być w stu procentach zgodne z tym, co obydwoje czujemy. Robię to, co potrafię udźwignąć na swoich ramionach i nic ponadto.</p>
<p class="p1">Swoją drogą, ta moja „autorska psychoterapia”, o której wspominałam, działa bardzo dobrze. Dziś czuję się szczęśliwą i bardzo pewną siebie osobą. Choć nie uważam, że jestem już w pełni zdrowa. Ostatnio Siksa wydoroślała na scenie, zamiast brokatu wybiera teraz garnituropodobne rzeczy. Mam świadomość tego, jak wyglądałam cztery lata temu i jak wyglądam teraz, i to wszystko mi się strasznie podoba. Bo jak Siksa dorasta, w jakimś sensie ja dorastam razem z nią.</p>
<p class="p1">Na jednym z ostatnich koncertów przed lockdownem, w Krośnie, jeden pan zapytał tak ni stąd, ni zowąd: „A czy planuje pani mieć dzieci?”. Po tym wszystkim, co zobaczył i usłyszał! To było dosyć zabawne. Ale Siksa z nosidełkiem dziecięcym czy ze zmarszczkami to też byłaby Siksa. Jestem bardzo pogodzona z tym, jak moje ciało reaguje na różne zmiany. Myślę, że będę mocno eksplorować swoje starzenie się. Są różne wcielenia Siks. Szczególne starsze babki dają bardzo dużo wsparcia. Swoje przeżyły, mają na wszystko wyjebane, a jak zobaczą taką Siksę, to nie panikują, nie oburzają się tylko mówią: „no, super! Mocna laska!”. Spotkania z takimi siksami lat sześćdziesiąt są bardzo otwierające, polecam wszystkim. To są takie Czarownice! Mądre. I uzdrawiające!</p>

		</div>
	</div>
</div></div></div></div><div class="vc_row-full-width vc_clearfix"></div>
<p>Artykuł <a rel="nofollow" href="https://poptown.eu/siksa-napierdalaj-o-tej-polsce-1/">SIKSA: Napierdalaj o tej Polsce</a> pochodzi z serwisu <a rel="nofollow" href="https://poptown.eu">Poptown</a>.</p>
]]></content:encoded>
					
		
		
			</item>
		<item>
		<title>Krzysztof Gonciarz: Ojciec Influencer</title>
		<link>https://poptown.eu/krzysztof-gonciarz-ojciec-influencer/</link>
		
		<dc:creator><![CDATA[Anna Tatarska]]></dc:creator>
		<pubDate>Thu, 30 Apr 2020 10:09:41 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[Digital]]></category>
		<category><![CDATA[Afterhours]]></category>
		<guid isPermaLink="false">https://poptown.eu/?p=4910</guid>

					<description><![CDATA[<p>Artykuł <a rel="nofollow" href="https://poptown.eu/krzysztof-gonciarz-ojciec-influencer/">Krzysztof Gonciarz: Ojciec Influencer</a> pochodzi z serwisu <a rel="nofollow" href="https://poptown.eu">Poptown</a>.</p>
]]></description>
										<content:encoded><![CDATA[<div class="vc_row wpb_row vc_row-fluid"><div class="wpb_column vc_column_container vc_col-sm-12"><div class="vc_column-inner"><div class="wpb_wrapper">
	<div class="wpb_text_column wpb_content_element " >
		<div class="wpb_wrapper">
			<p>W rozmowie z Anną Tatarską Gonciarz opowiada o ewolucji influencer marketingu i sieciowej etyce. Zdradza ciemne zakamarki duszy, mówi o losie Polaka poza Polską i próbach omijania pułapek instażycia. W znaczących rolach drugoplanowych pojawiają się w tej rozmowie Jan Paweł II, Jeff Bezos, Malik Montana i – bo dlaczego nie! – reptilianie. To nie złoty pył, nie trzecie oko, nie 5G! To Influencer Kwietnia!</p>

		</div>
	</div>
</div></div></div></div><div data-vc-full-width="true" data-vc-full-width-init="false" data-vc-stretch-content="true" class="vc_row wpb_row vc_row-fluid"><div class="wpb_column vc_column_container vc_col-sm-8"><div class="vc_column-inner"><div class="wpb_wrapper">
	<div class="wpb_text_column wpb_content_element " >
		<div class="wpb_wrapper">
			<p class="p1"><b>DWIE DEKADY JA</b></p>
<p class="p1">Do tego, co robię, zawsze miałem dość osobiste podejście. Najważniejsze było myślenie: kim chcę być, jak potrafię się definiować? Bez pionu redakcyjnego nad głową robisz to sam. Na pewnym etapie udało mi się zdefiniować siebie jako śmieszka, który prowadzi Zapytaj Beczkę. W innym okresie zostałem vlogerem-podróżnikiem z dość „trendy” życiem. Ale to nie tak, że w zależności od opłacalnej konwencji zakładam maskę prezentera, który coś wygłasza. Ja w sieci to nie tylko pomysł na biznes, to raczej odbicie różnych etapów w życiu.</p>
<p class="p1">Japonia? Trochę pojechałem za marzeniami, trochę uciekłem. To był 2014 rok, jakiś czas po rozstaniu, które wciąż jeszcze zaburzało mi rzeczywistość. Podobało mi się, że mam czystą kartę, że mogę się zbudować na nowo. Poczucie bezpieczeństwa płynęło z możliwości pracy zdalnej, z kariery youtube’owej, którą już wtedy miałem. Przełom nastąpił w momencie, w którym zdecydowałem, że nie idę na lot powrotny do Polski. Już byłem spakowany. Było milion powodów, dla których nie powinienem podejmować takiej decyzji. Ale coś mnie bardzo mocno pchało, żeby zostać, to było poczucie wręcz mistyczne. Wracając, czułbym się, jakbym przegrywał. I nagle rzeczywistość zaczęła się dopasowywać. Jeden etap życia mnie wypchnął, a drugi przygarnął.</p>
<p class="p1">Gdybym miał taką samą oglądalność wszystkich filmów, to może bym robił coś bardziej pod siebie. A gdybym czuł potrzebę, żeby się dostosować pod gusta ludzi, to pewnie byłbym w stanie robić rzeczy jeszcze bardziej popularne. Wszystko jest jakimś kompromisem. Bycie influencerem to forma dialogu z publicznością. Ludzie? Bywają roszczeniowi, ale trudno się im dziwić. W czasach, gdy prawie cały kontent, który jesteś w stanie wymarzyć, masz za darmo albo bardzo tanio, pojawia się pytanie, kto tu jest dla kogo. Czy to ty powinieneś być wdzięczny swojej publiczności za to, że cię ogląda, czy publiczność powinna być wdzięczna za to, że robisz to, co robisz?</p>
<p class="p1">Ewidentnie obserwujemy instagramizację życia. Jesteś na wakacjach? Trzeba mieć piękną instafotkę, inaczej się nie liczy. Taki „klasyczek” to człowiek siedzący na dywanie pośród idealnie „porozrzucanych” książek. Albo influencerka jedząca pyszne śniadanko w hotelowym łóżku, w białym szlafroku, bez jednego zagniecenia pościeli. W pierwszym odruchu myślisz sobie: ale fajnie. A potem? Zaczynasz się zastanawiać, ile podejść było do tego, żeby ta osoba była zadowolona z tego zdjęcia. I pewnie sama wcale nie była w tej chwili szczęśliwa. To nie jest życie, to jakiś zeszmacony fotoarchetyp. Tylko nie wszystkim chce się dojść do tego wniosku. Takie rzeczy niszczą prawdziwy świat. Jako osobę, która w pewnym momencie stała się w tej grze dość dobra, brzydzi mnie masowość tego zjawiska. Za bardzo szukamy tych instachwil, spreparowanych wspomnień. Rzeczywistość została zaburzona. Sam bardzo starannie pilnuję, żeby u siebie nie udawać w ten sposób. Żeby nie być niesmacznym.</p>

		</div>
	</div>
</div></div></div><div class="wpb_column vc_column_container vc_col-sm-4"><div class="vc_column-inner"><div class="wpb_wrapper"></div></div></div></div><div class="vc_row-full-width vc_clearfix"></div><div data-vc-full-width="true" data-vc-full-width-init="false" data-vc-stretch-content="true" class="vc_row wpb_row vc_row-fluid"><div class="wpb_column vc_column_container vc_col-sm-4"><div class="vc_column-inner"><div class="wpb_wrapper"></div></div></div><div class="wpb_column vc_column_container vc_col-sm-8"><div class="vc_column-inner"><div class="wpb_wrapper">
	<div class="wpb_text_column wpb_content_element " >
		<div class="wpb_wrapper">
			<p class="p1"><b>KWAN(TY)FIKOWALNY</b></p>
<p class="p1">Niedługo będę obchodzić dwudziestolecie działalności w Internecie. Nie chcę być pretensjonalny, ale można powiedzieć, że od lat wywlekam do sieci swoją duszę. Wydaje mi się, że każdy z nas ma ograniczoną liczbę fajnych rzeczy, które jest w stanie w życiu stworzyć. Czasami przychodzi do mnie myśl: a może one się kończą?</p>
<p class="p1">Kiedy jesteś widoczny w sieci, cały czas słyszysz opinie na swój temat. Pamiętajmy, że każda kariera w mediach społecznościowych musi mieć wzloty i upadki. Jak masz na przykład gorszy okres, stajesz się bardziej wrażliwy na takie głosy. A one potrafią być okrutne. Komuś to może się wydać błahe, jakeś tam „rozterki vlogera”. Ale to jest moja praca, dodatkowo jej wyniki są bardzo kwantyfikowalne. W mojej branży problem uzależniania swojego poczucia wartości od wyników, oglądalności, klikalności jest bardzo duży. Walczę ze sobą, żeby się odwrócić od takiego myślenia. I tak, to jest bardzo trudne.</p>
<p class="p1">Jasne, że miewam gorsze okresy w życiu. Ale nie mam zdiagnozowanej depresji i w swoich materiałach nie opisuję złego samopoczucia słowem „depresja” – z szacunku wobec tej choroby i ludzi, którzy na nią cierpią. Stworzyłem termin „dziura” i nim określam stan, który mnie czasem pochłania. Taki tytuł nosił film, który wrzuciłem w zeszłym roku, chyba mój najpoważniejszy. Dlaczego mówię o tych gorszych chwilach publicznie? Są dwa aspekty. Po pierwsze najzwyczajniej w świecie mi to pomaga. Gadanie do kamery ma wymiar terapeutyczny, pomaga strukturyzować myśli. To trochę jak pisanie dziennika: można wrócić do starszego rozdziału, do myśli o sobie i życiu z przeszłości. Poszerzenie spektrum emocji, którymi operujemy, zawsze jest dla influencera pewnego rodzaju eksperymentem. Łatwo się wpada w ton narzekania à la Pudelek. Na szczęście mój zakątek sieci przyjął ten mój mrok ze zrozumieniem. A drugi powód? Pomyślałem, że pokazanie tego może dodać komuś otuchy. Sprawić, że zobaczą, że nie śledzą kogoś z idealnym życiem, że też mam takie problemy jak oni.</p>

		</div>
	</div>
</div></div></div></div><div class="vc_row-full-width vc_clearfix"></div><div data-vc-full-width="true" data-vc-full-width-init="false" data-vc-stretch-content="true" class="vc_row wpb_row vc_row-fluid"><div class="wpb_column vc_column_container vc_col-sm-8"><div class="vc_column-inner"><div class="wpb_wrapper">
	<div class="wpb_text_column wpb_content_element " >
		<div class="wpb_wrapper">
			<p class="p1"><b>INFLUENCEROZA PO POLSKIEMU</b></p>
<p class="p1">„Polski influencer”? Jestem chyba współtwórcą tego potworka. Polska branża influencer marketingu bardzo się zmieniła przez ostatnie lata. Jak zaczynałem, to była totalna amatorka. Na topie była blogosfera, która dziś niemal zniknęła z radaru. Kiedyś powiedzielibyśmy, że Jessica Mercedes jest blogerką, bo ma bloga, tak jak Maffashion. Ale takie osoby wyszły z paradygmatu blogera i stały się influencerami.</p>
<p class="p1">Największy błąd w postrzeganiu influencerów? Popełniają go głównie firmy szukające współpracowników do promocji produktu i media, wskazując nowych idoli. Myśląc o influencerze, myślą automatycznie o zasięgu. Dziś mechanizmy jego nabijania, szczególnie wśród młodszych influencerów, są bardzo skuteczne, milionowych kont na polskim Instagramie jest bardzo dużo. Ale milion followersów nie oznacza, jak kiedyś, że ktoś realizuje skuteczny, długofalowy model biznesowy. Nie każdy following jest wart tyle samo.</p>
<p class="p1">Mam na koncie wiele współpracy komercyjnych. Wybieram tylko marki, które mi pasują, nie robię nic wbrew sobie. Sam proces powstawania filmów jest przyjemny, najbardziej bolesna jest faza feedbacku klienta. To ważny etap, bo zdarza się, że ścinasz za dużo zakrętów i trzeba pewne rzeczy przegadać, poprawić. Niestety prawie nikt nie kuma, jak reklama może być odebrana przez społeczność, gdzie jest granica autentyczności, dobrego smaku. Ja rozumiem, że przy filmiku o produkcie, powiedzmy, zdrowotnym, w myśl prawa musi się pojawić disclaimer o obostrzeniach. Ale przecież nie będę czytał na filmie ulotki jak jakiś lektor z TV. W takiej sytuacji trzeba wymyślić hak, podejść z zaskakującej strony, obrócić w żart. Muszę z klientem wejść w dialog i spotkać się w pół drogi. Odnoszę wrażenie, że jest to coraz trudniejsze.</p>

		</div>
	</div>
</div></div></div><div class="wpb_column vc_column_container vc_col-sm-4"><div class="vc_column-inner"><div class="wpb_wrapper"></div></div></div></div><div class="vc_row-full-width vc_clearfix"></div><div data-vc-full-width="true" data-vc-full-width-init="false" data-vc-stretch-content="true" class="vc_row wpb_row vc_row-fluid"><div class="wpb_column vc_column_container vc_col-sm-4"><div class="vc_column-inner"><div class="wpb_wrapper"></div></div></div><div class="wpb_column vc_column_container vc_col-sm-8"><div class="vc_column-inner"><div class="wpb_wrapper">
	<div class="wpb_text_column wpb_content_element " >
		<div class="wpb_wrapper">
			<p class="p1"><b>E-TYKA</b></p>
<p class="p1">Internet jest jak sroka. Lubi błyskotki: ekstrawagancję, kontrowersje. To jest, nota bene, coś, czego ja nigdy nie potrafiłem za bardzo wykorzystać. Z natury jestem takim człowiekiem pośrodku, bezpiecznym, a<b> </b><span class="s1">sieć c</span>iągnie do takich skrajności jak Marta Linkiewicz i stawia je na piedestale. Swoją drogą myślę, że Marta jest bardzo ciekawą osobą. Jestem pod wielkim wrażeniem tego, ile przeszła – i że wyszła z tego cało.</p>
<p class="p1">Ostatnio głośno było o aferze z udziałem Malika Montany. W polskim internecie było już kilka podobnych case’ów. Pamiętasz aferę z udziałem Pudziana, w którą włączył się Ośrodek Monitorowania Zachowań Rasistowskich i Ksenofobicznych? [Po zamachu w Manchesterze celebryta opublikował islamofobiczny, antyuchodźczy wpis, w którym wymieniał liczbę ofiar ekstremistów i pisał m.in. „<span class="s2">Oto «Ubogacenie kulturowe» (&#8230;) Jest kilka opcji politycznych w naszym kraju, którym marzy się, by na tej liście były również polskie miasta. Wasze niedoczekanie zwyrole”]. Tamten case był o wiele bardziej mięsisty. Masakra. </span>Ale zasada jest taka sama. Osoba publiczna, którą powinny obowiązywać inne standardy niż anonimowego internetowego trolla, wpada w prywatną wojenkę na oczach publiczności. Mnie się to absolutnie w głowie nie mieści: jak można być osobą publiczną, wybrać sobie jako ofiarę osobę, która nie ma takich jak ty pleców w mediach społecznościowych i tak ją zaatakować? To jest szmatławie nierówna sytuacja.</p>
<p class="p1">Przez wiele lat jak włączałem komediowy bieg, to miałem luz w ostrzejszych sądach i charyzmę, której nie mam jako normalny ja. A potem byłem poważny i wyważony. Ale ostatnio pomyślałem, że muszę spróbować w zgodzie z samym sobą połączyć dwie części swojego mózgu. Tego mnie – zabawnego showmana – i mnie, który chce być szanowanym w branży opiniotwórcą i eleganckim człowiekiem. Niech to będzie moje koronawirusowe przemyślenie: zostanę… bardziej sobą?</p>

		</div>
	</div>
</div></div></div></div><div class="vc_row-full-width vc_clearfix"></div><div data-vc-full-width="true" data-vc-full-width-init="false" data-vc-stretch-content="true" class="vc_row wpb_row vc_row-fluid"><div class="wpb_column vc_column_container vc_col-sm-8"><div class="vc_column-inner"><div class="wpb_wrapper">
	<div class="wpb_text_column wpb_content_element " >
		<div class="wpb_wrapper">
			<p class="p1"><b>KORONACJA</b></p>
<p class="p1">Na co dzień, oczywiście ironicznie, interesuję się foliarstwem [foliarze to fani<span class="s1"> teorii spiskowych, nazwa wzięła się od stereotypu, że noszą na głowach czapeczki z folii aluminiowej, by chronić umysł przed manipulacją – red.]. T</span>o jest wdzięczne pole dla kogoś, kto prowadzi program komediowy i szuka inspiracji. <span class="s1">Kojarzysz Reda i jego rozmowy, szczególnie tę z Konradem Niewolskim? </span>Ja oglądałem z otwartą szczęką. Ton jak w rozmowie o wędkarstwie, a oni napierdalają: czarna piramida, mroczna strona księżyca, byty astralne. Wspaniały kontent. Uwielbiam! Koronawirus mógłby być zmaterializowaną foliarską teorią. Raz w życiu odjebało się na świecie coś, co oni mogliby wpiąć w to swoje spiskowo tajemne uniwersum! Ale nie, foliarze to odrzucają. Dla nich, jak zwykle, „prawda leży gdzie indziej”. Swoją drogą, <span class="s1">dziś koneserom </span>beki z foliarstwa jest wręcz smutno. Kiedyś była Atlantyda, reptilianie. A teraz tylko koronawirus i 5G. Nudy.</p>
<p class="p1">Bardzo mnie żenuje, że w Polsce cały kryzys związany z koronawirusem został sprowadzony do tematu polityki, wyborów. To jest żałosne. Przenosząc się do Japonii, odciąłem się od rzeczywistości, w której stałymi punktami odniesienia są Kaczyński, Tusk, Jan Paweł II. To było ciekawe doświadczenie. Pamiętam, że wcześniej, kiedy jako nastolatek lądowałem gdzieś za granicą, to dziwiłem się, że ludzie mi nie gratulują, że jestem z Polski. Ale bycie tu oduczyło mnie tego polskiego poczucia, że jesteśmy pępkiem świata. Na drugim końcu świata nikt o Polsce nie mówi. Chyba że w kontekście narastania nastrojów totalitarnych. Swoją drogą, ja chyba nie mam możliwości głosowania w wyborach prezydenckich przy proponowanym przez rząd rozwiązaniu. Za taką demokrację dziękuję.</p>
<p class="p1">W Japonii pandemia nie daje się ludziom we znaki aż tak jak w Polsce. Wprowadzono politykę izolacji, ale nie ma zakazu wychodzenia, patroli interwencyjnych, mandatów. Ale i tak jak cała ta sytuacja wybuchła, to przez pierwsze tygodnie byłem tym mocno przygnębiony. Odkleiłem się od rzeczywistości, myślałem, że może ta rzeczywistość nie jest warta, żeby do niej wracać. Włączyło się czarnowidztwo. Dziś jest mi już lepiej. Jeśli chodzi o kwestie gospodarcze, ekonomiczne, to cholera wie, co będzie dalej. Ale z tyłu głowy zniknęła jeszcze niedawno realna obawa, że w ciągu krótkiego czasu zginą miliony. Teraz już raczej wiadomo, że to skończy się bez podważania fundamentów cywilizacji.</p>
<p class="p1">W całym kryzysie związanym z koronawirusem największym polem bitwy są Stany Zjednoczone. Pomyśl o kontraście między tą amerykańską wiarą w siebie, przekonaniem, że jesteśmy zajebistym państwem, a rzeczywistością, w której okazuje się, że to państwo jest kompletną wydmuszką. I jeszcze popatrz, jak rysuje się na tym tle rola internetowych megakorporacji. Amazon tak potwornie dużo zyskał dzięki temu, że ludzie nie mogą chodzić do sklepów, że to się w pale nie mieści. To jest tak jawna niesprawiedliwość, że mam ochotę chwycić za pochodnię i rozpocząć rewolucję! Druga sprawa to widoczne na horyzoncie inwigilacyjne ryzyko. Jeśli teraz wprowadzi się rozwiązania dające dostęp do wrażliwych danych obywateli, to potem, nawet jeżeli sytuacja wróci do normy, tych zmian już się nie cofnie. Jedno i drugie jest problemem. Jesteśmy więźniami megakorporacji i nie ma przed tym ucieczki.</p>

		</div>
	</div>
</div></div></div><div class="wpb_column vc_column_container vc_col-sm-4"><div class="vc_column-inner"><div class="wpb_wrapper"></div></div></div></div><div class="vc_row-full-width vc_clearfix"></div>
<p>Artykuł <a rel="nofollow" href="https://poptown.eu/krzysztof-gonciarz-ojciec-influencer/">Krzysztof Gonciarz: Ojciec Influencer</a> pochodzi z serwisu <a rel="nofollow" href="https://poptown.eu">Poptown</a>.</p>
]]></content:encoded>
					
		
		
			</item>
		<item>
		<title>Po aborcję tylko razem &#8211; tak jak w Argentynie</title>
		<link>https://poptown.eu/po-aborcje-tylko-razem-tak-jak-w-argentynie-que-sea-ley/</link>
		
		<dc:creator><![CDATA[Anna Tatarska]]></dc:creator>
		<pubDate>Mon, 27 Apr 2020 15:19:30 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[Lifestyle]]></category>
		<category><![CDATA[Kultura]]></category>
		<category><![CDATA[Miasto]]></category>
		<category><![CDATA[Film]]></category>
		<guid isPermaLink="false">https://poptown.eu/?p=4876</guid>

					<description><![CDATA[<p>Artykuł <a rel="nofollow" href="https://poptown.eu/po-aborcje-tylko-razem-tak-jak-w-argentynie-que-sea-ley/">Po aborcję tylko razem &#8211; tak jak w Argentynie</a> pochodzi z serwisu <a rel="nofollow" href="https://poptown.eu">Poptown</a>.</p>
]]></description>
										<content:encoded><![CDATA[<div class="vc_row wpb_row vc_row-fluid"><div class="wpb_column vc_column_container vc_col-sm-12"><div class="vc_column-inner"><div class="wpb_wrapper">
	<div class="wpb_text_column wpb_content_element " >
		<div class="wpb_wrapper">
			<p class="p1">Dyskusja wokół aborcji znowu nabrała w Polsce rumieńców. Rząd ponownie wyciągnął z zamrażarki projekt ustawy Kai Godek. W sparaliżowanym przez koronawirusa kraju nie mogło być mowy o licznych demonstracjach czy publicznych happeningach. Tym razem swoje poglądy Polacy demonstrowali, idąc na zakupy z przyczepionym do pleców plakatem lub spacerując z dzieckiem w adekwatnie przyozdobionej masce. Stawiali na balkonach parasolki i rysowali na szybach charakterystyczny znak czerwonego pioruna.</p>
<p class="p1">Wyważona, kulturalna i merytoryczna dyskusja o aborcji w Polsce to oksymoron. Ilekroć temat powraca na wokandę, rusza lawina wyzwisk i szantaży. Sypią się demagogiczne pseudoargumenty. Strony wyzywają się od morderców – różni się tylko identyfikacja ofiary, jest to albo kobieta, albo płód. Próba ustalenia, kiedy „zaczyna się” człowiek, jest ze względów światopoglądowo-religijnych z góry skazana na porażkę.</p>
<p class="p1">W sytuacji, gdy emocje przesłaniają klarowność wizji, warto czasami spojrzeć z dystansu. Zrobić to na własnym poletku jest trudno, łatwiej spojrzeć na historię cudzą, odległą. W ubiegłym roku na festiwalu w Cannes pokazano argentyński film Que sea ley („Niech stanie się prawem”) dokumentujący walkę o dostępność aborcji. W tym kraju od 1921 roku funkcjonuje prawo, które daje kobiecie prawo do aborcji w wypadku gwałtu lub zagrożenia życia matki (czyli takie, jakiego chce Kaja Godek). Ale często gdy w grę wchodzą naciski konserwatywnych środowisk, okazuje się ono fasadowe – tak jak w Polsce. Na początku 2019 roku głośno było o sprawie 11-letniej Lucii, która zaszła w ciążę w wyniku gwałtu dokonanego przez partnera babci. Mimo że aborcja powinna zostać przeprowadzona maksymalnie 48 godzin po zgłoszeniu, decyzję odkładano i komplikowano. Dziecku podawano leki podtrzymujące ciążę. Napiętnował ją lokalny biskup, a wiceminister zdrowia nasłał na nią proaborcyjnych działaczy przebranych za lekarzy, którzy szantażowali ją usunięciem macicy. Ponieważ personel szpitala powołał się na klauzulę sumienia, cesarskie cięcie w 24. tygodniu wykonali prywatni lekarze. 600-gramowe dziecko zmarło, Lucia na szczęście nie. Ani ona, ani jej bliscy nie mieli oczywiście pojęcia na temat obowiązującego prawa.</p>
<p class="p1">Po galowej projekcji filmu usiadłam do okrągłego stołu z bohaterkami filmu. Na ramieniu, szyi lub nadgarstkach nosiły charakterystyczne zielone chustki. Widniał na nich napis: „Campaña Nacional por el Derecho al Aborto Legal, Seguro y Gratuito” – Narodowa kampania na rzez prawa do legalnej, bezpiecznej i refundowanej aborcji. W naszym „sabacie” uczestniczyły bardzo różne kobiety, które łączyła wiara w konieczność zalegalizowania aborcji na życzenie. Wśród nich m.in. Marta Alicia Alanis, założycielka grupy „Katoliczki za prawem wyboru”, ginekolożka Cecilia Ousset, blisko dziewięćdziesięcioletnia prawniczka Nelly Minyersky, która poświęciła życie ruchowi feministycznemu i walce o prawa kobiet, parlamentarzystka Teresita Villavicencio, która w poprzednim wcieleniu, jako policjantka, niejednokrotnie przesłuchiwała kobiety, które nielegalnie wykonały zabieg. Wreszcie Norma Cuevas, matka zmarłej w 2007 roku dziewiętnastoletniej Any Maríi Acevedo. Gdy u dziewczyny wykryto guz twarzy, była w trzecim–czwartym miesiącu ciąży. Odmówiono jej radioterapii, tłumacząc to ryzykiem dla płodu.</p>

		</div>
	</div>
</div></div></div></div><div data-vc-full-width="true" data-vc-full-width-init="false" data-vc-stretch-content="true" class="vc_row wpb_row vc_row-fluid vc_custom_1572526866991 vc_row-no-padding"><div class="wpb_column vc_column_container vc_col-sm-12"><div class="vc_column-inner"><div class="wpb_wrapper">
	<div class="wpb_text_column wpb_content_element  big-text" >
		<div class="wpb_wrapper">
			<p>Lekarz konsultował decyzję m.in. z prawnikiem i księdzem. Kiedy Ana María była już umierająca, w 22. tygodniu ciąży wykonano cesarskie cięcie. <strong>Dziecko przeżyło 24 godziny, matka zmarła po trzech tygodniach. Dziś jej historia jest jednym z symboli walki o legalną aborcję.</strong></p>

		</div>
	</div>
</div></div></div></div><div class="vc_row-full-width vc_clearfix"></div><div class="vc_row wpb_row vc_row-fluid"><div class="wpb_column vc_column_container vc_col-sm-12"><div class="vc_column-inner"><div class="wpb_wrapper">
	<div class="wpb_text_column wpb_content_element " >
		<div class="wpb_wrapper">
			<p class="p1">– Ana była wychowywana w katolickiej rodzinie. Głęboko wierzyła, od dzieciństwa przyjmowała wszystkie sakramenty – wspomina Norma. – Kiedy umierająca leżała na oddziale, odwiedzało ją dwóch księży. Przychodzili na zmianę, czasami razem. Dosłownie cały czas tam siedzieli. Wtykali nos we wszystko, na przykład odmawiali przeniesienia jej do lepszego szpitala, na inny oddział, tłumacząc mi, że to nic nie da. Miałam wtedy 38 lat, byłam dorosła, ale nie zdawałam sobie sprawy z tego, jak chora jest to sytuacja. Nie znałam swoich praw. Pewnego dnia siedziałam na zewnątrz szpitala i płakałam z bezsilności i żalu. Podszedł do mnie ksiądz, a za chwilę obok pojawiła się prawniczka, z którą jakiś czas wcześniej się w desperacji skontaktowałam. Zobaczyłam, że się kłócą. Potem ona przyszła do mnie i obiecała wszystko wytłumaczyć. To ona uświadomiła mi, że księża doprowadzą Anę do śmierci. Do tamtej chwili byłam przekonana, że księża chcą nam pomóc – a oni mną manipulowali, wykorzystali cierpienie, żeby uniemożliwić aborcję. Nie interesowało ich nic innego. Po tamtej sytuacji już się więcej nie pojawili. I dobrze. Wyrzuciłabym ich przez okno. – Mówiąc to, Norma zaciska usta. – Po tamtej sytuacji postanowiłam, że pójdę do sądu. Dyrekcja szpitala próbowała mnie zastraszyć, ale postanowiłam, że nawet jeśli nie uda mi się uratować Any, to muszę coś zrobić. Sprawy nie mogą tak wyglądać. Ale od śmierci Any minęło ponad 12 lat, a sprawiedliwości dla Any ani żadnej formy zadośćuczynienia wciąż nie udało mi się wywalczyć. Rząd wysłał mi 450 tysięcy pesos (blisko 30 tysięcy złotych), żebym zamknęła usta. Ale ja zawsze mówiłam, że nie chodzi mi o pieniądze, a o sprawiedliwość dla córki – kończy matka.</p>
<p class="p1">– W Argentynie Kościół ma ogromny wpływ na polityków i życie społeczne – tłumaczy 89-letnia Minyersky. – Ale zaobserwowałam, że z czasem porzucono dyskurs oparty na wierze i przekonaniach. Nawet argumentacja <i>anti-derechos </i>się zlaicyzowała, ale to pozorna i niebezpieczna zmiana. Oni wykorzystują naukowy kostium, by bardziej przekonywająco kłamać. Pokazują prezentację wideo z metodami aborcji, których się od dawna nie stosuje, albo płody o wiele bardziej rozwinięte. Stronniczo cytują dokumenty prawne, na przykład konwencje praw człowieka. – Są to techniki doskonale znane w Polsce, wie o tym każdy, który choć raz minął obklejonego fotografiami „antyaborcyjnego busa”.</p>
<p class="p1">– Podczas debat w 2018 roku poproszono nas, abyśmy przedstawiły swoje stanowisko przed obiema izbami parlamentu: Sejmem i Senatem – kontynuuje Minyerski. – Jednocześnie poproszono o wypowiedź środowiska, które nazywamy <i>anti-derechos</i> (antyprawa). Większość z nich wywodzi się z grup okołokościelnych. Oni mówią o sobie, że są pro-life, ale jest to nazwa zupełnie nietrafiona i fałszywa. To my jesteśmy za życiem. Wcześniej środowiska prawicowe przedstawiały na przykład argument, że embrion ma duszę. My wypracowałyśmy przejście do argumentacji naukowej i prawniczej. Parlamentarzystom mówiłyśmy o tym, że dostęp do legalnej aborcji na żądanie jest prawem i powinno być to zapisane w konstytucji.</p>
<p class="p1">– Nierzadko zdarza się, że Kościół bezpośrednio naciska na samorządowców, którzy mają postępowe poglądy, grozi im – wspomina Villavicencio. – Kiedy wracają z obrad do rodzinnej miejscowości, na lotnisku czeka na nich odpowiedni wysłannik i próbuje zmusić do zmiany zdania. Posłanki, które miały dzieci w szkołach katolickich, były szantażowane, grożono im wydaleniem potomków z placówki. W efekcie często posłowie czy senatorowie, którzy najgłośniej krzyczą przeciwko aborcji, mają żony, które tego zabiegu dokonały. Tylko prywatnie, bezpiecznie. Bardzo często dyskusja wokół aborcji nie ma nic wspólnego z prawami człowieka, jest tylko narzędziem w walce o władzę. – To stwierdzenie także brzmi znajomo.</p>
<p class="p1">– Myślę, że ci, który najgłośniej krzyczą, że życia poczętego trzeba bronić, nie zdają sobie sprawy, że w tej walce nie chodzi tylko o płody. Dochodzi kwestia demonizowania edukacji seksualnej i tego, co <i>anti-derechos</i> nazywają „ideologią gender”. Te same środowiska, które przeciwko temu protestują, dyskryminują kobiety. W ten sposób postępują wbrew zapisom Międzynarodowej Karty Kobiet [konwencji przyjętej przez Zgromadzenie Ogólne ONZ w 1979 roku, która weszła życie w 1981], przeciwko Konwencji Praw Dziecka.</p>
<p class="p1">Co pokazuje historia bohaterek filmu? Na pewno to, że każda próba utrzymania ograniczeń wokół aborcji to znak czegoś więcej niż niechęć do oddania kobietom prawa do samostanowienia. To też m.in. blokowanie drogi ku równym płacom. Argentynki zarabiają dziś aż 27 proc. mniej niż Argentyńczycy. W Polsce (dane GUS z 2018 roku) ta różnica wynosi 18,5 proc. Że zakaz aborcji to podtrzymywanie nierówności społecznych i nasilanie wykluczeń. Przecież zaostrzenie ustawy nie powstrzyma kobiet przed usuwaniem ciąży, ale zabieg będzie dostępny i bezpieczny tylko dla tych lepiej sytuowanych. Tak jak w Argentynie. Ale nie od dziś wiadomo, że w tej walce są równi i równiejsi – bo skoro rozwiązaniem problemu aborcji ma być np. abstynencja, to dlaczego z równym zaangażowaniem nie egzekwuje się jej od księży pedofilów? Kolejny wniosek: w dyskursie okołoaborcyjnym najczęstszym grzechem obu stron jest celowe antagonizowanie społeczeństwa. Jak podkreśla wiele argentyńskich działaczek, nie musi być konfliktu pomiędzy wiarą a stanowiskiem pro-choice, bo wiara nie jest synonimem Kościoła jako instytucji, która w przeszłości wielokrotnie rzucała kobiety na pożarcie.</p>

		</div>
	</div>
</div></div></div></div><div class="vc_row wpb_row vc_row-fluid"><div class="wpb_column vc_column_container vc_col-sm-12"><div class="vc_column-inner"><div class="wpb_wrapper">
	<div class="wpb_video_widget wpb_content_element vc_clearfix   vc_video-aspect-ratio-169 vc_video-el-width-100 vc_video-align-left" >
		<div class="wpb_wrapper">
			
			<div class="wpb_video_wrapper"><iframe title="TRAILER QUE SEA LEY 720p" width="640" height="360" src="https://www.youtube.com/embed/QjeWrh0rnuQ?feature=oembed" frameborder="0" allow="accelerometer; autoplay; encrypted-media; gyroscope; picture-in-picture" allowfullscreen></iframe></div>
		</div>
	</div>
</div></div></div></div><div class="vc_row wpb_row vc_row-fluid"><div class="wpb_column vc_column_container vc_col-sm-12"><div class="vc_column-inner"><div class="wpb_wrapper">
	<div class="wpb_text_column wpb_content_element " >
		<div class="wpb_wrapper">
			<p class="p1">Argentynki o swoje prawa walczyły z imponującą determinacją blisko trzydzieści lat, nawet w obliczu podłamujących morale porażek, jak ostatnie nieudane głosowanie liberalizujące ustawę z 2018 roku. Stworzyły struktury, szerzyły wiedzę. Były widoczne. Naciskały na polityków, mówiły „sprawdzam”. Nie budowały barier, sporów – o co tak trudno w Polsce, gdzie nawet między protestującymi trwają konflikty – m.in. o przynależność partyjną czy prawo do używania hasztagu. Argentynki postawiły na siostrzeństwo i społeczną solidarność. Dzieliły się doświadczeniami, wspierały, rozmawiały. – Te nasze spotkania były bardzo ważnym impulsem dla kampanii na rzecz legalnej, dostępnej i darmowej aborcji, która ostro ruszyła kilka lat temu. Są wśród nas kobiety ze wszystkich warstw i klas społecznych, robotnice, studentki, lekarki. Dzięki temu tyle kobiet wyszło na ulice i przełamało dotychczasowy sposób myślenia o tej kwestii. Przeniosłyśmy dyskusję na poziom ogólnopaństwowy. Udało się nam zmienić myślenie, że aborcja to coś, co dotyka małej grupki wariatek – bo tak reagowano na nas na początku. A przecież to sprawa każdej kobiety. Na początku nikt nie chciał przyjmować od nas zielonych chusteczek. Teraz każdy chce mieć własną.</p>
<p class="p1">W efekcie wytrwałej pracy u podstaw argentyńskie kobiety przestały wstydzić się słowa „aborcja”. Same zdjęły z niego odium wstydu i napiętnowania. Jak mówi Minyerski, presja dała efekt: liczba legalnie przeprowadzonych aborcji w Buenos Aires wzrosła ze 112 w 2014 do około 4 tysięcy w 2018 roku. Teraz sytuacja prawna kobiet ma szanse się wreszcie zmienić w świetle prawa.</p>
<p class="p1">Nigdy wcześniej w Argentynie żaden urzędujący prezydent nie popierał dostępności aborcji. Ani Cristina Kirchner (rządziła w latach 2007–2015), ani Mauricio Macri (2015–2019). W parlamencie ośmiokrotnie udawało się doprowadzać projekt liberalizujący ustawę pod głosowanie, ale za każdym razem przepadał, czy to w głosowaniu, czy to z winy prezydenta. Przeciwko zawsze były ugrupowania prawicowe, a także Kościół katolicki.</p>
<p class="p3">Urzędujący od 10 grudnia 2019 prezydent Alberto Fernández zapowiada spełnienie wyborczych obietnic. W marcu zapowiedział przesłanie do parlamentu projektu ustawy legalizującej przerywanie ciąży. Ma ona umożliwić kobietom legalną aborcję na życzenie w pierwszej fazie ciąży oraz zapewnić dostęp do publicznej służby zdrowia. Władze szkolne mają zaś być zobowiązane do zapewnienia uczniom edukacji seksualnej. Walka Argentynek pokazuje, że jest nadzieja. Ale sporadyczne reakcje na pożar, gdy się pali – to mało. Liczy się wytrwałość, skuteczność – i solidarność.</p>
<p>&nbsp;</p>
<p class="p3"><em>Tekst i wywiad: Anna Tatarska</em></p>
<p class="p3"><em>Tłumaczenie i konsultacja: Małgorzata Janczak</em></p>

		</div>
	</div>
</div></div></div></div>
<p>Artykuł <a rel="nofollow" href="https://poptown.eu/po-aborcje-tylko-razem-tak-jak-w-argentynie-que-sea-ley/">Po aborcję tylko razem &#8211; tak jak w Argentynie</a> pochodzi z serwisu <a rel="nofollow" href="https://poptown.eu">Poptown</a>.</p>
]]></content:encoded>
					
		
		
			</item>
		<item>
		<title>To przemoc domowa może zabić polskie kobiety siedzące w domach, a nie koronawirus</title>
		<link>https://poptown.eu/to-przemoc-domowa-moze-zabic-polskie-kobiety-siedzace-w-domach-a-nie-koronawirus/</link>
		
		<dc:creator><![CDATA[Anna Tatarska]]></dc:creator>
		<pubDate>Sat, 11 Apr 2020 14:42:36 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[Lifestyle]]></category>
		<category><![CDATA[Miasto]]></category>
		<guid isPermaLink="false">https://poptown.eu/?p=4544</guid>

					<description><![CDATA[<p>Artykuł <a rel="nofollow" href="https://poptown.eu/to-przemoc-domowa-moze-zabic-polskie-kobiety-siedzace-w-domach-a-nie-koronawirus/">To przemoc domowa może zabić polskie kobiety siedzące w domach, a nie koronawirus</a> pochodzi z serwisu <a rel="nofollow" href="https://poptown.eu">Poptown</a>.</p>
]]></description>
										<content:encoded><![CDATA[<div class="vc_row wpb_row vc_row-fluid"><div class="wpb_column vc_column_container vc_col-sm-12"><div class="vc_column-inner"><div class="wpb_wrapper">
	<div class="wpb_text_column wpb_content_element " >
		<div class="wpb_wrapper">
			<p class="p1">#zostanwdomu, #staythefuckhome. Po to, by zapewnić bezpieczeństwo sobie i słabszym. Ludziom starszym, osobom z chorobami zwiększającymi ryzyko infekcji lub z upośledzoną odpornością. Ale przymusowe zamknięcie w czterech ścianach to nie tylko utrudnienie logistyczne, zagrożenie dla stanowiska pracy czy psychicznego dobrostanu. To też realne zagrożenie zdrowia i życia osób, które dzielą życiową przestrzeń z przemocowym partnerem, rodzicem, współlokatorem. Dla mężów i żon, dla których wyjście z domu było dotąd jedyną ucieczką przed razem lub wiązanką wyzwisk; dla młodych członków społeczności LGBTI+, którzy dzielą mieszkanie z nieakceptującym ich tożsamości opiekunem. Dla dzieci, których rodzice z frustracji i stresu nagle wyhodowali wyjątkowo „ciężką” rękę.<span class="Apple-converted-space">  </span>&#8211; <i>Ta sama technika, którą stosujemy by ochronić ludzi przed wirusem, może wpłynąć na ofiary przemocy domowej</i> &#8211; mówiła w rozmowie z magazynem TIME <span class="s1">Anita Bhatia, Dyrektor Wykonawcza ONZ Women. </span>Chodzi nie tylko o przemoc fizyczną, ale i nasilenie przemocy psychicznej. Wreszcie skuteczny &#8211; i nagle uzasadniony – staje się plan izolowania od znajomych. Wprowadzenie ostrych, regulujących wspólne funkcjonowanie zasad. Ciągły nadzór, racjonowanie jedzenia czy środków higieny osobistej.</p>
<p class="p1">Jak donosi stacja CNN, w USA, gdzie kryzys nabiera siły w bezprecedensowym tempie, aż 9 z 20 największych miejskich oddziałów policji w kraju odnotowało znaczącą intensyfikację telefonicznych zgłoszeń przemocy domowej. Porównywano okres sprzed kwarantanny z obecnym, a także dane z marca 2020 z marcem 2019. Zgłaszane sprawy obejmowały m.in. poszerzone samobójstwo w związku z utratą pracy i zabójstwo „inspirowane” lękiem przed zarażeniem. Kobieta dzwoniąca na jedną z infolinii mówiła, że obawa przed złapaniem koronawirusa powstrzymuje ją przed pójściem na obdukcję. Kolejna wspominała, że mąż zagroził jej „wyrzuceniem na bruk”, jeśli tylko zakaszle. Inna powiedziała, że partner w obawie przed zakażeniem zmuszał ją do tarcia skóry na dłoniach rąk pumeksem, do krwi.</p>
<p class="p1">O tym, że pomoc domowa wzrośnie w trakcie kwarantanny, było wiadomo. Wskazują na to rozmaite badania na ten temat, na przykład praca uznanej socjolożki Marianne Hester z Uniwersytetu w Bristolu. Brytyjka podkreśla, że intensyfikacji przemocy wyraźnie sprzyja każdy okres, w którym rodziny spędzają więcej czasu razem – na przykład święta czy wakacje. Rządy na całym świecie wykazały się krótkowzrocznością, którą odróżnia jedynie stopień. Najpierw pojawiał się wymóg zamknięcia, w efekcie czego nasiliła się przemoc. Ale dopiero w reakcji na wzrost zaczęto „szyć”, wymyślać sposoby działania.</p>
<p class="p1">We Włoszech, gdzie w związku z dramatyczną sytuacją (i tak spóźniony) lockdown trwa od 9 marca, szybko okazało się, że zamknięte w domu kobiety nie mają gdzie uciec. Schroniska dla ofiar były przepełnione, a wymóg społecznego dystansowania się zmniejszył ich pojemność. Rząd dał więc lokalnym władzom prawo przejmowania pokojów hotelowych i wykorzystywania ich jako tymczasowych schronisk dla najbardziej zagrożonych.</p>
<p class="p1">W Hiszpanii, najciężej dotkniętym przez pandemię kraju europejskim, lockdown trwa od 14 marca. Ofiary przemocy mogą poprosić w aptece o „Maskę 19”. Dla osób, które z różnych względów nie zawsze mogą wprost zgłosić problem, zwrot ten funkcjonuje jako dyskretny kod bezpieczeństwa, sygnał, że należy poinformować o zagrożeniu odpowiednie władze. Przypomina to akcję „Ask for Angela” – inicjatywę Haley Child, pracownicy Rady Miasta Lincolnishire, która w 2016 roku objęła całą Anglię. Klienci m.in. barów pytając o „Angelę” – fikcyjną pracownicę – sygnalizowali, że są w niebezpieczeństwie i wysyłali sygnał, że potrzebują wsparcia.</p>
<p class="p1">We Francji, w której lockdown trwa od 17 marca, zaproponowano pakiet inicjatyw, nakierowanych na pomoc ofiarom przemocy. Była to reakcja na ponad trzydziestoprocentowy wzrost zgłoszeń przemocy domowej na policję. Zadeklarowano gotowość opłacenia pokoi hotelowych osobom, które dla własnego bezpieczeństwa muszą lub chcą opuścić miejsce zamieszkania. Przekazano dodatkowe środki organizacjom zwalczającym przemoc domową. Zapowiedziano też otwarcie około dwudziestu tymczasowych centrów wsparcia, zlokalizowanych w sklepach – tak, by ofiara mogła zasięgnąć porady bez szukania dodatkowego pretekstu do wyjścia, podczas zakupów spożywczych. &#8211; Najważniejsze jest dla mnie zwiększenie punktów dostępu do pomocy. Kobietom jest dziś trudno wyjść z domu, chcemy się więc upewnić, że system wyciąga do nich rękę – mówiła w wywiadzie dla Le Parisien koordynująca projekt Ministra ds. równości płci Marlene Schiappa.</p>

		</div>
	</div>
</div></div></div></div><div data-vc-full-width="true" data-vc-full-width-init="false" data-vc-stretch-content="true" class="vc_row wpb_row vc_row-fluid vc_custom_1572526866991 vc_row-no-padding"><div class="wpb_column vc_column_container vc_col-sm-12"><div class="vc_column-inner"><div class="wpb_wrapper">
	<div class="wpb_text_column wpb_content_element  big-text" >
		<div class="wpb_wrapper">
			<p>W Polsce problem sygnalizował już m.in. Rzecznik Praw Obywatelskich, Adam Bodnar. Zwrócił się on z apelem o zaangażowanie do Minister Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej. <strong>Szaleje telefon zaufania dla dzieci i młodzieży (116-111). W rozmowie z Faktami TVN Paula Włodarczyk z Fundacji „Dajemy Dzieciom Siłę” wspominała, że dzieci „mówią właśnie o tym, że w domu nie da się wytrzymać, że to jest najgorszy czas w ich życiu.</strong></p>

		</div>
	</div>
</div></div></div></div><div class="vc_row-full-width vc_clearfix"></div><div class="vc_row wpb_row vc_row-fluid"><div class="wpb_column vc_column_container vc_col-sm-12"><div class="vc_column-inner"><div class="wpb_wrapper">
	<div class="wpb_text_column wpb_content_element " >
		<div class="wpb_wrapper">
			<p class="p1">Piszą o swoich myślach samobójczych, o depresji, obniżonym nastroju, o przemocy”. Brak u nas na razie szerzej zakrojonych akcji pomocowych. Pojawiają się oddolne inicjatywy. Przydatna w obecnej sytuacji może być np. skierowana do kobiet aplikacja Avon Alert. Uruchomiona kilka miesięcy temu przez Avon i fundację Feminoteka, w ciągu kilku tygodni kwarantanny odnotowała aż 38% wzrost aktywności. Procent zdaje się być podobny co we Francji. Fundacja Feminoteka uruchomiła także poradnię mailową.</p>
<p class="p3">O rosnącej liczbie telefonów pisało na swoim Facebooku Ogólnopolskie Pogotowie dla Ofiar Przemocy w Rodzinie „Niebieska Linia&#8221;. Potwierdza to Paula Klemińska, pracująca w Stowarzyszeniu już od dekady. „Od początku ograniczeń przemieszczania się zgłoszeń jest wyraźnie więcej. Można powiedzieć, że do maksimum naszych możliwości i gdyby odbierających było więcej, to odpowiadaliby na więcej telefonów. Wzrosła ilość zgłaszanej przemocy fizycznej. Wiele zgłoszeń dotyczy niestety krzywdzenia dzieci. Sąsiedzi dzwonią, by zasygnalizować długotrwałą przemoc werbalną, krzyki, płacz”. Klemińska koordynuje także poradnie mailową. W tej szczególnej sytuacji dla wielu ofiar e-mail staje się preferowaną formą kontaktu. „Im ostrzejsze są ograniczenia ruchu, tym mniejsza możliwość, żeby dzwonić. A e-mail jakoś da się w ukryciu napisać. Zanotowaliśmy wzrost zgłoszeń w ostatnim tygodniu marca. Kwiecień, rok do roku, to już bardzo wyraźna różnica”.</p>
<p class="p3">Czy w Polsce sprawdziłyby się rozwiązania francuskie, czy hiszpańskie? „Mimo trudnej sytuacji dostajemy wiele pozytywnych sygnałów. Dzielnicowi i pracownicy socjalnie podejmują działanie, starają się pracować w tych warunkach. <span class="s2">Wszystkie sposoby, ułatwiające kontakt ze służbami, są potrzebne.</span> Ale pozostaje pytanie &#8211; co potem? Myślę o systemie, o tym, jak państwo mogłoby go wesprzeć&#8221;. Do pomysłu kierowania ofiar do hoteli Klemińska podchodzi sceptycznie. „Nawet w normalnych warunkach wiele osób nie chce opuszczać domu i iść do specjalistycznych ośrodków wsparcia. Ofiary, a także dzieci, potrzebują bezpieczeństwa, zabawek, podręczników. Rozwiązanie hotelowe moglibyśmy wykorzystywać separując sprawców a nie ofiary”. Programy, dzięki którym sprawcy mogą uczyć się panować nad przemocą, wciąż się odbywają, choć zdalnie.</p>
<p class="p1">António Guterres, były premier Portugalii, obecnie Sekretarz Generalny ONZ, nawoływał rządzących do walki z przemocą domową w wideo-oświadczeniu na Twitterze: „Wzywam wszystkie rządy, by przygotowując strategie walki z pandemią, uczyniły priorytet z bezpieczeństwa kobiet”.</p>

		</div>
	</div>
</div></div></div></div><div data-vc-full-width="true" data-vc-full-width-init="false" data-vc-stretch-content="true" class="vc_row wpb_row vc_row-fluid vc_custom_1572526866991 vc_row-no-padding"><div class="wpb_column vc_column_container vc_col-sm-12"><div class="vc_column-inner"><div class="wpb_wrapper">
	<div class="wpb_text_column wpb_content_element  big-text" >
		<div class="wpb_wrapper">
			<p>Sposób, w jaki poszczególne kraje radzą sobie z kryzysem bezpieczeństwa domowego mówi wiele o ich podejściu do najbardziej bezbronnych obywateli. W swoim wystąpieniu wspomniany już Guterres mówił, że „<span style="text-decoration: underline;">prawa i wolność kobiet są podstawą dla silnych i wytrwałych społeczeństw</span>”. <strong>Polski rząd, który od początku kadencji lekceważy sprawy praw kobiet, ma na ten temat niewątpliwie inne zdanie.</strong></p>

		</div>
	</div>
</div></div></div></div><div class="vc_row-full-width vc_clearfix"></div><div class="vc_row wpb_row vc_row-fluid"><div class="wpb_column vc_column_container vc_col-sm-12"><div class="vc_column-inner"><div class="wpb_wrapper">
	<div class="wpb_text_column wpb_content_element " >
		<div class="wpb_wrapper">
			<p class="p1">Nie tylko nie zaproponowano jak dotąd żadnych systemowych rozwiązań, a wprowadzono nowe zagrożenia. Taką dodatkową formą przemocy wobec kobiet – i cynicznym politycznym zagraniem – jest zaplanowane na 15 i 16 kwietnia pierwsze czytanie obywatelskiego projektu ustawy o zmianie ustawy z dnia 7 stycznia 1993 o planowaniu rodziny, ochronie płodu ludzkiego i warunkach dopuszczalności przerywania ciąży. Chodzi o projekt firmowany przez fundamentalistkę Kaję Godek, <span class="s3">zakazujący przerywania ciąży w przypadku ciężkich wad płodu (tzw. przesłanka embriopatologiczna).</span></p>
<p class="p1">PiS niby popiera całkowity zakaz aborcji – podobnie jak PO ustawę o związkach partnerskich – ale nie decyduje się go przegłosować, trzyma „ma wszelki wypadek” w politycznej zamrażarce. Poprzednie próby rozpatrywania „Zatrzymać aborcję!” były często wykorzystywane jako forma politycznej gry. Temat funkcjonuje jako joker w talii. Wyciąga się go, by w trzy sekundy odwrócić uwagę całego kraju od dowolnej sprawy. Teraz, w czasie kontrowersji wokół forsowanych przez rząd, zagrażających bezpieczeństwu obywateli, wyborów prezydenckich, przyszła pora wyciągnąć tę kartę. To nie dbałość o życie nienarodzonych – to cynizm.</p>
<p class="p1">Całkiem niedawno, w Prima Aprilis, swoje czterolecie obchodziła Facebookowa grupa Dziewuchy Dziewuchom, powołana do życia w odpowiedzi na firmowany przez Ordo Iuris projekt wprowadzenia całkowitego zakazu aborcji. Czy czeka nas Czarny Marsz czasów kwarantanny, którego uczestnicy, ryzykując wysokie grzywny, pójdą ulicami kraju, utrzymując zalecaną przez epidemiologów odległość „na dwie parasolki”? Trudno sobie to wyobrazić. Istnieje zatem realna obawa, że w Polsce dodatkową ofiarą koronawirusa padnie nie tylko demokracja, ale i kobiety.</p>
<p>&nbsp;</p>
<p><strong>Potrzebujesz pomocy? Skorzystaj z jednego z tych numerów lub adresów:</strong></p>
<p><em>Całodobowy telefon zaufania “Niebieska Linia” dla osób doświadczających przemocy: tel. 800 12 00 02</em></p>
<p><em>Telefon fundacji Feminoteka: 888 88 33 88 (dostępny od poniedziałku do piątku w godzinach 8:00 – 20:00)</em></p>
<p><em>Telefon Zaufania Lambdy Warszawa: 22 628 52 22 (dostępny od poniedziałku do piątku w godzinach 18:00 – 21:00) </em></p>
<p><em>Całodobowy telefon zaufania dla dzieci i młodzieży fundacji Dajemy Dzieciom Siłę, bezpłatna i anonimowa pomoc: tel. 116 111</em></p>
<p><em>Bezpłatne wsparcie prawne i psychologiczne Centrum Praw Kobiet: 22 621 35 37 (czynny w godzinach 10:00-16:00)</em></p>
<p><em>Młodzieżowy Telefon Zaufania Ponton: 22 635 93 92 (dostępny w każdy piątek między 16:00 a 20:00) </em></p>
<p><em>Bezpłatne wsparcie psychologiczne Kampanii Przeciw Homofobii. Umów się na konsultacje: bezpieczniej@kph.org.pl </em></p>
<p><em>Mailowe wsparcie psychologiczne Lambdy Warszawa: poradnictwo@lambdawarszawa.org </em></p>
<p><em>Mailowe wsparcie dla chrześcijan LGBTQ „Wiara i tęcza”: wsparcie@wiaraitecza.pl </em></p>
<p><em>Bezpłatne wsparcie online dla osób doświadczających trudności w związku z epidemią koronawirusa Otwarta Przestrzeń. Zapisy telefoniczne: 511 028 333 (pon. -pt. 8:00-21:00) lub mailowe: info@otwartaprzestrzen.pl </em></p>
<p><em>Zdalne konsultacje psychologiczne Krakowskiego Centrum Równości Dom EQ. Zgłoszenia mailowe na adres: wsparcie@znakirownosci.org.pl</em></p>
<p>&nbsp;</p>
<p><a href="https://goingapp.pl/wspieram-poptown" target="_blank" rel="noopener noreferrer"><strong>Chcecie wspomóc autorów Poptown i móc częściej czytać wartościowe treści? Kliknijcie tutaj.</strong></a></p>

		</div>
	</div>
</div></div></div></div>
<p>Artykuł <a rel="nofollow" href="https://poptown.eu/to-przemoc-domowa-moze-zabic-polskie-kobiety-siedzace-w-domach-a-nie-koronawirus/">To przemoc domowa może zabić polskie kobiety siedzące w domach, a nie koronawirus</a> pochodzi z serwisu <a rel="nofollow" href="https://poptown.eu">Poptown</a>.</p>
]]></content:encoded>
					
		
		
			</item>
		<item>
		<title>Wojciech Mann: Typ lekko usztywniony</title>
		<link>https://poptown.eu/wojciech-mann-typ-lekko-usztywniony-influencer-marca/</link>
		
		<dc:creator><![CDATA[Anna Tatarska]]></dc:creator>
		<pubDate>Mon, 30 Mar 2020 09:55:39 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[Muzyka]]></category>
		<category><![CDATA[Kultura]]></category>
		<guid isPermaLink="false">https://poptown.eu/?p=4260</guid>

					<description><![CDATA[<p>Artykuł <a rel="nofollow" href="https://poptown.eu/wojciech-mann-typ-lekko-usztywniony-influencer-marca/">Wojciech Mann: Typ lekko usztywniony</a> pochodzi z serwisu <a rel="nofollow" href="https://poptown.eu">Poptown</a>.</p>
]]></description>
										<content:encoded><![CDATA[<div class="vc_row wpb_row vc_row-fluid"><div class="wpb_column vc_column_container vc_col-sm-12"><div class="vc_column-inner"><div class="wpb_wrapper">
	<div class="wpb_text_column wpb_content_element " >
		<div class="wpb_wrapper">
			<p class="p1">Świat podbija ostanio zwrot „OK boomer”. Wojciech Mann, rocznik 48’ technicznie rzecz biorąc sam jest <i>boomerem</i>, ale nie tylko przed rozmową z Poptown tego terminu nie znał, ale też trudno by go za <i>boomera</i> uznać. Właściciel najbardziej charakterystycznego głosu w branży ma niewiele wspólnego z wąsatym wujem, opowiadającym „jak to kiedyś było”. On nie przestaje być na czasie, nie tylko muzycznie – choć muzyka to od lat jego miłość.</p>
<p class="p1">Ta miłość do muzyki to nie przypadek, bo – żeby zabłysnąć sucharem! – Wojciech Mann to prawdziwy człowiek orkiestra. Aktor, lektor, autor tekstów piosenek, założyciel agencji promocji, w ciągu kilku dekad prowadził rozliczne audycje telewizyjne i radiowe. Ikoniczny dziennikarz i satyryk, podbija serca kolejnych pokoleń ironicznym humorem i trzeźwym osądem rzeczywistości. Niedawno po ponad pięćdziesięciu latach rozstał się z Programem III Polskiego Radia i rozpoczął karierę w mediach społecznościowych. Oporny na mody i trendy, nawet tam konsekwentnie i bezpardonowo jest sobą.</p>
<p class="p1">O filozofii życia, hedonizmie, trendach i Bobie Dylanie z Influencerem Marca porozmawiała Anna Tatarska. Spotkanie odbyło się, oczywiście, w sposób bezpieczny – zdalnie.</p>

		</div>
	</div>
</div></div></div></div><div data-vc-full-width="true" data-vc-full-width-init="false" data-vc-stretch-content="true" class="vc_row wpb_row vc_row-fluid"><div class="wpb_column vc_column_container vc_col-sm-8"><div class="vc_column-inner"><div class="wpb_wrapper">
	<div class="wpb_text_column wpb_content_element " >
		<div class="wpb_wrapper">
			<p class="p1"><b>ŻYCIE: INSTRUKCJA OBSŁUGI</b></p>
<p class="p1">Kiedy pada pytanie o filozofię życia, zawsze kusi, żeby wygłosić tu parę wzniosłych zdań. Receptur na życie i tak dalej. Pułapka! Ja akurat swoją formułę na życie zmałpowałem. Od kogo? Od Boba Dylana. Nie najgorszy trop. W jednej ze swoich piosenek [chodzi o &#8222;<span class="s1">It<i>’</i>s Alright, Ma (I<i>’</i>m Only Bleeding</span><span class="s2">)&#8221;] </span>umieścił on taki wers, jeśli dobrze cytuję z pamięci, <i>he not busy being born, is busy dying. </i>To można interpretować na różne sposoby, ja przyjąłem wersję, że ten, kto nie zajmuje się bezustannym odradzaniem siebie, właściwie cały czas umiera. Jakkolwiek to będziemy wdrażać czy rozumieć, mnie to szalenie pomagało. Każdy bezruch wydawał mi się zamieraniem. A jeśli nawet wprawiałem w jakieś poruszenie choćby tylko moją głowę, myślenie, wymyślałem rzeczy, nawet niemające szans na realizację, to pozwalało jakimś płynom w moim organizmie raźniej go odżywiać.</p>
<p class="p1">Nigdy nie chciałem być osobą, która ma w nosie zmiany. Która robi tylko swoje, bo uwierzyła, że to posłannictwo, a ona jest najważniejsza na świecie. Natomiast gdzieś tak w połowie mojego czasu odkryłem w sobie upór. Niechęć do płynięcia z nurtem. Jeżeli coś sobie obmyśliłem, poczułem, że się w tej kwestii zgadzam sam ze sobą, to się tego trzymałem. I nagle się okazuje, że taki opór przed uleganiem kolejnym fazom, modom, trendom stawia mnie ponad czasem. To może mieć bardzo pejoratywną wymowę również, ale ja tam jestem zadowolony.</p>
<p class="p1">Ironia ułatwia przede wszystkim obsługę siebie samego. Jak człowiek zacznie się traktować śmiertelnie poważnie, to jest już droga ku zatraceniu. Próba odnalezienia śmiechu i rozładowania jakiegoś napięcia – nie kretyńska i samobójcza, ale taka zdejmująca chociażby dwadzieścia dekagramów ciężaru z duszy – jest jak rodzaj lekarstwa.</p>
<p class="p1">…znowu wraca Dylan. Narodzić się – to brzmi być może ironicznie u starca w moim wieku. Ale tak długo, jak chodzę o własnych siłach, coś tam jeszcze mogę wymyślać. Najgorzej byłoby, gdybyśmy usiedli i lamentowali nad tym, jakie to nieszczęścia już nas spotkały, a jakie jeszcze przed nami. Nie jestem kretynem optymistą, który się śmieje nawet, jak mu obcinają nogę. Ale tak długo, jak funkcjonujemy my i nasi bliscy, to damy jakoś radę.</p>

		</div>
	</div>
</div></div></div><div class="wpb_column vc_column_container vc_col-sm-4"><div class="vc_column-inner"><div class="wpb_wrapper"></div></div></div></div><div class="vc_row-full-width vc_clearfix"></div><div data-vc-full-width="true" data-vc-full-width-init="false" data-vc-stretch-content="true" class="vc_row wpb_row vc_row-fluid"><div class="wpb_column vc_column_container vc_col-sm-4"><div class="vc_column-inner"><div class="wpb_wrapper"></div></div></div><div class="wpb_column vc_column_container vc_col-sm-8"><div class="vc_column-inner"><div class="wpb_wrapper">
	<div class="wpb_text_column wpb_content_element " >
		<div class="wpb_wrapper">
			<p class="p1"><b>OK, BOOMER</b></p>
<p class="p1">Dostaję drgawek, gdy jako boomer widzę innych boomerów, którzy są głupsi. To ma nawet pewnego rodzaju wytłumaczenie cywilizacyjne. Gdzieś przeczytałem jakiś fragment opracowania na temat instynktów pewnych społeczności. Gość, który to napisał, fantastycznie zdiagnozował tę naszą wschodnioeuropejskość, na przykładzie zachowania się w grupie. Otóż w takiej na przykład kolejce na przystanku Anglicy utrzymują dystans. Natomiast wschodni Europejczycy uwielbiają się na siebie kłaść. To wynika z poziomu cywilizacyjnego zaawansowania. To jest taki rodzaj poczucia bezpieczeństwa: jak się oprę o dwie osoby stojące w kolejce, to mnie może mniejsza krzywda spotka. A tamci są pewniejsi swego, nie muszą się wieszać na innych. To brzmi niesłychanie pretensjonalnie, ale działa. Polscy boomerzy w kolejce czują się niepewnie.</p>
<p class="p1">Przerobiliśmy już jako naród takie rundy treningowe: puste półki, godzina policyjna. W polskiej tradycji, a może w polskich genach, jest jakiś taki pieprzony bezpiecznik, który odpala się w czasie niebezpieczeństwa. Zaczynamy być odważniejsi, mądrzejsi, bardziej zdyscyplinowani, mniej warczący na siebie. Ja nie mam pojęcia, bo nie jestem socjologiem ani naukowcem, czy takie coś występuje w innych narodach. Ale przeżyłem czas i komuny, i Solidarności, tego niesamowitego poczucia wspólnego celu. Mamy gdzieś w całym bałaganie polskim, w tym awanturnictwie, w tym szarpaniu się o jakieś mało ważne kwestie, taki moment, kiedy przekraczamy jakąś ważną linię. Wychodzi na to, że fajnie jest temu drugiemu pomóc.</p>

		</div>
	</div>
</div></div></div></div><div class="vc_row-full-width vc_clearfix"></div><div data-vc-full-width="true" data-vc-full-width-init="false" data-vc-stretch-content="true" class="vc_row wpb_row vc_row-fluid"><div class="wpb_column vc_column_container vc_col-sm-8"><div class="vc_column-inner"><div class="wpb_wrapper">
	<div class="wpb_text_column wpb_content_element " >
		<div class="wpb_wrapper">
			<p class="p1"><b>Z UKOSA</b></p>
<p class="p1">To jest mój pewnego rodzaju sukces, że mogę powiedzieć: „mam to w dupie”. Jak zaczynałem w radiu, to miałem swoich idoli. Byłem zafascynowany zagranicznymi disc jockeyami, na przykład Radia Luksemburg, którzy z kolei kopiowali amerykańskich DJ-ów. Zasuwali jak karabiny maszynowe, przyciągając uwagę samą techniką mówienia, dynamiką. Kiedy ja zacząłem w radiu ich naśladować, poszło marnie. Cały mój charakter daleki jest od takiego właśnie błyskawicznego zasuwania. W którymś momencie dotarło do mnie: „Kurczę, jeśli to się przyjmie, to ja przez całe zawodowe życie będę musiał udawać tego gościa, którym nie jestem”. „No to zrobię próbę”, pomyślałem, „i postaram się być sobą”. Z tym moim flegmatycznym podejściem, dość wyważonym, niechamskim wypowiadaniem swoich myśli. I nagle się okazało, że choć dookoła wszyscy udawali disc jockeyów, to ten mój kontrastujący sposób został przyjęty jako prawdziwy. Dzięki temu bardzo prędko się nauczyłem, że jeżeli mówię coś, co naprawdę we mnie jest, to nawet jeśli ktoś się z tym nie zgadza, to wierzy, że ja tak myślę.</p>
<p class="p1">Od kiedy pamiętam, umiałem znajdować przyjemność w różnych miejscach. Kiedy szedłem sam do kina, koledzy w liceum robili wielkie oczy: „Co ty, głupi jesteś? Do kina to się idzie z dziewczyną albo z kumplami, a potem na piwo!”. Ja oczywiście doceniałem tę wersję, ale nic nie miałem przeciwko temu, że robię coś sam. Przyjemności to jest taka perwersja pewna. Nie ukrywam, że mam tendencje do hedonizmu. Ale nic zdrożnego, tylko takie rzeczy, które nie będą obciążały otoczenia. Choć czasami granica się zaciera. Na przykład: uwielbiam słuchać muzyki. Ale przychodzi moment, że chciałbym się tym podzielić. Teraz sam sobie odebrałem w pewnym sensie radio, to może będę męczył rodzinę? Będę takim natrętem, który będzie łaził za nimi, z ich osobnymi sprawami i pasjami, i nudził: „Zobaczcie, jaki fajny kawałek!”.</p>
<p class="p1">Bardzo cenię, jeśli ktoś się potrafi dopasować, dokonać w swojej ścieżce zmian. Jak robi to inteligentnie, to świadczy o tym, że jest wrażliwy na otoczenie, na to, co się dzieje. Natomiast ja pozwoliłem sobie sam przyznać prawo do takiego lekkiego, nazwijmy to, usztywnienia. Lubię myśleć, że dla moich słuchaczy mój punkt widzenia może być interesujący. Mogą go poznać, a potem sobie rozważyć, czy wezmą ode mnie jakąś część tego, czy odrzucą. Ale przynajmniej będą mieli szansę zestawienia dwóch poglądów, odbycia dyskusji.</p>
<p class="p1">Nie jestem fanem tego, co się obecnie w niektórych mediach dzieje, czyli jedzenia sobie z dzióbków i powtarzania tych samych schematów. Jeśli już stawia się na konfrontację, to obserwuję przewagę chęci zrobienia widowiska nad chęcią uzyskania sensownej odpowiedzi. Taka walka kogutów: nieważne, co kto myśli, ważne, żeby pióra latały.</p>

		</div>
	</div>
</div></div></div><div class="wpb_column vc_column_container vc_col-sm-4"><div class="vc_column-inner"><div class="wpb_wrapper"></div></div></div></div><div class="vc_row-full-width vc_clearfix"></div><div data-vc-full-width="true" data-vc-full-width-init="false" data-vc-stretch-content="true" class="vc_row wpb_row vc_row-fluid"><div class="wpb_column vc_column_container vc_col-sm-4"><div class="vc_column-inner"><div class="wpb_wrapper"></div></div></div><div class="wpb_column vc_column_container vc_col-sm-8"><div class="vc_column-inner"><div class="wpb_wrapper">
	<div class="wpb_text_column wpb_content_element " >
		<div class="wpb_wrapper">
			<p class="p1"><b>ONLINEMANN</b></p>
<p class="p1">Mam nieprawdopodobny sentyment do Trójki, do radia. W końcu większość życia przeżyłem albo tam, albo obok tego medium. Ale nie chciałem wchodzić w to jak taki bezbronny niemowlak. Miałem posmakowane inne ścieżki, żeby w razie czego nie czuć odcięcia pępowiny, zagubienia, przerażenia. Robiłem w życiu różne rzeczy po to, żeby nie popaść w jednorodną zależność od jednego adresu. To byłaby pewnego rodzaju niewola. Toksyczna miłość.</p>
<p class="p1">Kiedy zaczynałem, jedyną formą kontaktu na linii dziennikarz–odbiorca był telefon. Mało tego, filtrowany przez osobę odbierającą. Jak ktoś chciał mi nawrzucać, najprawdopodobniej tego mi nie przekazywano. Dziś nawet tradycyjne media nie dają takiego parasola ochronnego. Są natychmiastowe reakcje w postaci komentarzy online, SMS-ów, maili. Teraz, w sieci szczególnie, cała ta negatywna fala się leje szerokim strumieniem. Jak człowiek chce zachować trochę zdrowego rozsądku i równowagi, nie może tego przyjmować jako koparką wrzucanego do organizmu. Można oszaleć. Rozpiętość od uwielbienia do nienawiści widać w każdym kącie internetu.</p>
<p class="p1">Co mnie w tym internetowym szaleństwie pociesza? Niedawno wyczytałem coś tak absurdalnego na swój temat, że mimo pewnej odporności na głupotę trolli czy innych nienawistników to mnie zdumiało. Jakiś gość chyba – nie wiem, jaka mogła być płeć tej osoby – napisał coś takiego: „Panie Mann, niech pan nie udaje takiego wielkiego melomana. Lepiej się przyznać, ile pan wziął kasy za lansowanie pewnych piosenek w mediach…” – teraz uwaga, <i>clou</i> programu – „…oraz dlaczego złamał pan karierę Czesława Niemena”. Nie wierzyłem, że ja te litery naprawdę czytam i rozumiem. Ten człowiek mógłby równie dobrze zapytać, dlaczego zburzyłem Pałac Kultury! Kompletny absurd. Albo on był pod wpływem bardzo silnych emocji, być może chemicznych, albo jest kompletnym debilem. W końcu zacząłem się bardzo śmiać. Nie mam nigdzie na tej ściance zaczepu, żeby zrozumieć, skąd komuś coś takiego do głowy przychodzi. To jest mniej więcej tej kategorii zdumienie, które przeżyłem parę lat temu, kiedy gość próbował mi wmówić, że on pamięta, jak w stanie wojennym prowadziłem wiadomości telewizyjne w mundurze wojskowym. Podziwiałem go, bo coś takiego wykombinować – to nie jest tuzinkowy sposób myślenia.</p>
<p class="p1">Czy mógłbym zrobić z hejtu coś zabawnego, jakoś go zagospodarować?<b> </b>Pewnie bym mógł, tylko to może być paliwo dla tych hejterów, żeby jeszcze bardziej się rozbujać. To już nie chodzi o mnie. Przywykłem do wpisów dotyczących mojego wyglądu, wieku, domniemanego rodowodu. To jest dla mnie pewnego rodzaju rynsztok-normalka. Chodzi o to, żeby innym ludziom nie narobić krzywdy.</p>

		</div>
	</div>
</div></div></div></div><div class="vc_row-full-width vc_clearfix"></div>
<p>Artykuł <a rel="nofollow" href="https://poptown.eu/wojciech-mann-typ-lekko-usztywniony-influencer-marca/">Wojciech Mann: Typ lekko usztywniony</a> pochodzi z serwisu <a rel="nofollow" href="https://poptown.eu">Poptown</a>.</p>
]]></content:encoded>
					
		
		
			</item>
		<item>
		<title>Prof. Jerzy Bralczyk: &#8222;Emoji nie są językiem bezkonkurencyjnym w subtelności&#8221;</title>
		<link>https://poptown.eu/prof-jerzy-bralczyk-emoji-nie-sa-jezykiem-bezkonkurencyjnym-w-subtelnosci/</link>
		
		<dc:creator><![CDATA[Anna Tatarska]]></dc:creator>
		<pubDate>Sat, 29 Feb 2020 17:17:12 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[Chill]]></category>
		<category><![CDATA[Afterhours]]></category>
		<guid isPermaLink="false">https://poptown.eu/?p=3599</guid>

					<description><![CDATA[<p>Artykuł <a rel="nofollow" href="https://poptown.eu/prof-jerzy-bralczyk-emoji-nie-sa-jezykiem-bezkonkurencyjnym-w-subtelnosci/">Prof. Jerzy Bralczyk: &#8222;Emoji nie są językiem bezkonkurencyjnym w subtelności&#8221;</a> pochodzi z serwisu <a rel="nofollow" href="https://poptown.eu">Poptown</a>.</p>
]]></description>
										<content:encoded><![CDATA[<div class="vc_row wpb_row vc_row-fluid"><div class="wpb_column vc_column_container vc_col-sm-12"><div class="vc_column-inner"><div class="wpb_wrapper">
	<div class="wpb_text_column wpb_content_element " >
		<div class="wpb_wrapper">
			<p>Tak raperowi Macie w kawałku <em>Konkubinat</em> doradza profesor Jerzy Bralczyk. Jego charakterystyczny głos – i brodę! &#8211; rozpoznają chyba wszyscy zainteresowani niuansami polszczyzny. Ten utytułowany językoznawca i gramatyk, profesor nauk humanistycznych, specjalista w zakresie języka mediów, polityki i reklamy, jest jednym z największych autorytetów w dziedzinie języka polskiego i autorem wielu książek na ten temat. Prywatnie Jerzy Bralczyk to niestrudzony kolekcjoner wydań <em>Pana</em> <em>Tadeusza</em> odznaczony Złotym Krzyżem Zasługi i Krzyżem Oficerskim Orderu Odrodzenia Polski.</p>
<p>„[Nagranie wspólnego utworu z raperem Matą] to był dla mnie przypadek. Zwrócił się do mnie młody człowiek z interesującym pytaniem na temat estetycznych wartości słów. Powiedziałem, co myślę. Zapytał, czy może to w swojej twórczości umieścić. Znalazłem się tam [w utworze <em>Konkubinat</em>] i ani się tym nie podniecam szczególnie, ani też nie mam za złe nikomu. Nie miałem pojęcia, kto to jest, kiedy ze mną rozmawiał. Potem dopiero się nagle okazało, że to jest popularny raper. Nawiasem mówiąc, z tego co wiem, bo też nie jestem słuchaczem – albo rzadkim słuchaczem – tego rodzaju twórczości, nadal wydaje mi się on interesujący.”</p>
<p>Rozmowa z profesorem Bralczykiem to (pełen humoru) spacer po polu minowym. Z przyjemnością komentuje każdy mniej fortunny czy bardziej specyficzny zwrot.</p>
<p><strong>Ja:</strong> W swoim życiu spotkałam wielu…</p>
<p><strong>Profesor: </strong>„Spotkałem to w swoim życiu” – tak jakbym mógł spotkać poza życiem!</p>
<p><strong>Ja: </strong>…chodziło mi o kontekst polityczny i o to, co się dzieje na przestrzeni ostatnich trzech, czterech lat.</p>
<p><strong>Profesor: </strong>Bardzo lubię wyrażenie „na przestrzeni czasu”. To pokazuje łączenie tych dwóch kategorii, prawda? „Na przestrzeni lat” [śmiech]. Jednak dominuje postrzeganie przestrzenne, a nie czasowe, prawda?</p>
<p><em>„</em>Przyglądanie się formom językowym to jest spora satysfakcja. Ja się jej oddaję” – deklaruje niepokonany badacz polszczyzny. W lutym Poptown robi to razem z nim.</p>

		</div>
	</div>
</div></div></div></div><div data-vc-full-width="true" data-vc-full-width-init="false" data-vc-stretch-content="true" class="vc_row wpb_row vc_row-fluid"><div class="wpb_column vc_column_container vc_col-sm-8"><div class="vc_column-inner"><div class="wpb_wrapper">
	<div class="wpb_text_column wpb_content_element " >
		<div class="wpb_wrapper">
			<p><strong>ZNAKI kontra SŁOWA</strong></p>
<p>Platon żałował, że wprowadzono pismo, bo przez to pamięć nie jest trenowana. Pismo miało tę przewagę nad mową, że można się było na odległość komunikować. Pozostawało, a mowa ulatywała. Wprowadzenie pisma, potem druku było rodzajem rewolucji. Później przyszły różne wynalazki, jak telefon, internet i znowu pismo dominujące, czyli SMS-y, komórka i tak dalej. W pewnym momencie to się spotyka. Wiemy już, że możemy mówić do komputera i to będzie napisane. Że możemy pisać i to będzie wysłuchane. Czy to będzie rewolucja, trudno powiedzieć.</p>
<p>Możemy bezpiecznie założyć, że emocje odgrywają w naszej komunikacji dużą rolę. W mowie mogą one być wyrażane tonacją, artykulacją, natężeniem głosu. W piśmie są wyrażane pośrednio – rzadziej przez wybór form gramatycznych, częściej słów nacechowanych. Od zawsze decyduje fizjologia, a precyzyjniej: tęsknota za możliwością oddania fizjologicznych aspektów naszej komunikacji w piśmie. Interpunkcja, rozstrzelony druk czy podkreślanie słów nie wystarcza. Nie wystarczają rysunki, którymi w korespondencji ozdabialiśmy nasze listy.</p>
<p>Emoji nie są językiem bezkonkurencyjnym w subtelności. Tego się jednak nie da zastąpić. Rok czy dwa temu sądziłem, że język emoji to będzie wybuch, że nagle młodzież zacznie się obrazkowo komunikować. Jak na razie tego nie obserwuję. Może to się jeszcze zmieni. Memy to co innego – są rodzajem przemijającego żartu, to takie anegdoty. Mnie nie przeszkadzają, bo nie zwiększają zachowań, których nie lubię, jak zachowania patetyczne, nienawistne. Owszem, pojawiają się tam elementy agresji, wyśmiewania, przedrzeźniania. Ale mimo wszystko wolę mem niż bluzg językowy.</p>
<p>[Czy język emoji mógłby stać się językiem uniwersalnym?] Uniwersalia to ciekawe zjawisko, bo to jest pytanie o to, czym jest człowiek, na dobrą sprawę. To jest pytanie podstawowe: czym się różnimy od innych? Są poszukiwania tego, co jest wspólne wszystkim ludziom. Jak znajdziemy uniwersalny język ludzi, to może potem poszukamy języka, który łączy ludzi i zwierzęta. A potem rośliny. Jakiś taki kod. Przyjemnie pomyśleć o tym, o czym myślą rośliny.</p>

		</div>
	</div>
</div></div></div><div class="wpb_column vc_column_container vc_col-sm-4"><div class="vc_column-inner"><div class="wpb_wrapper"></div></div></div></div><div class="vc_row-full-width vc_clearfix"></div><div data-vc-full-width="true" data-vc-full-width-init="false" data-vc-stretch-content="true" class="vc_row wpb_row vc_row-fluid"><div class="wpb_column vc_column_container vc_col-sm-4"><div class="vc_column-inner"><div class="wpb_wrapper"></div></div></div><div class="wpb_column vc_column_container vc_col-sm-8"><div class="vc_column-inner"><div class="wpb_wrapper">
	<div class="wpb_text_column wpb_content_element " >
		<div class="wpb_wrapper">
			<p><strong>WCZORAJ I DZIŚ</strong></p>
<p>Język, jakim mówi się w Polsce, zmienił się. W PRL-u panował monopol. Język organów partyjno-państwowych, lewicowo-socjalistyczna frazeologia, dominował nawet w tych przejawach życia publicznego, które nie wiązały się ściśle z polityką. Po 1989 pojawiło się wiele zachowań językowych. Dziś każdy podmiot polityczny próbuje się swoim językiem zaznaczyć. Formuła prawicowo-konserwatywna nawiązuje wyraźnie do patosu romantycznego, ale też do języka Kościoła. Dosyć twarda, z pewnymi elementami narodowymi, wyraźnie rysuje opozycję my–oni. Inny przykład to atrakcyjny język publiczny, wzorowany trochę na formułach zachodnich, gdzie ujawniają się pewne zachowania charakterystyczne dla reklamy. Albo wysoko rozwinięty, nacechowany, tak zwany eurożargon, który też ma swoich wyznawców i reprezentantów. Wreszcie później trochę, ale też znalazł miejsce, język populistyczny, taki, który odwołuje się do emocji prostych i wyraźnie dzieli ludzi. Zmieniał się też oczywiście język nasz powszedni, codzienny.</p>
<p>Nie lubię orwellowskiego terminu nowomowa, nowa mowa, <em>new speech</em>. Jest na tyle atrakcyjny, że bywa używany w bardzo szerokim odniesieniu. W moim przekonaniu ma też konotacje negatywne. Niespecjalnie lubię pojęcia, które mają pretensje do naukowości, a zawierają ocenę. Można tu mówić o manipulacji językowej, o przejawach tej manipulacji sam mówię i piszę. Ale też zawsze mam taki rodzaj podejrzenia, czy słowo „manipulacja” jest tutaj najwłaściwsze.</p>
<p>Uważa się powszechnie, że podstawową funkcją języka jest funkcja komunikacyjna, czyli taka, w której łączy się funkcja informacyjna z funkcją nakłaniającą. Mówimy po coś, żeby ktoś coś pomyślał. Inne funkcje, jak rytualna czy autoprezentacyjna, w takiej wizji idealnej powinny być redukowane. W nowomowie – czy w tym, co chcemy nazywać nowomową – dostrzegamy dominację tych właśnie sekundarnych funkcji językowych. To może się nie podobać. Z drugiej strony wiemy, że właśnie teraz, w ciągu ostatnich kilkudziesięciu lat, powiedzmy, coraz częściej akceptuje się tę stronę autoprezentacyjną języka. Mówimy po to, żeby się jakoś pokazać.</p>
<p>Wszystkie zjawiska społeczne jakoś się w języku odbijają. To tylko kwestia, do jakiego stopnia sięga się po skrót myślowy, odważne metafory, upraszczającą składnię. Banał: internet zmienił nasz sposób porozumiewania się. Zmienia się tempo, zmniejsza przywiązanie do dawnych reguł, rośnie otwarcie na inne języki, które owocuje zapożyczeniami licznymi z angielskiego. Brak cenzury dopuścił do dyskursu publicznego nie tylko formy mniej staranne, ale nawet wiele potocyzmów czy wulgaryzmów– to wszystko są rzeczy, z których sobie zdajemy sprawę. Dziś możliwe jest uczestnictwo wszystkich w dyskursie publicznym. Każdy może zabrać głos teraz i być słyszany. Ten przewrót, przypuszczam, można by chyba stawiać wyżej niż gutenbergowski.</p>

		</div>
	</div>
</div></div></div></div><div class="vc_row-full-width vc_clearfix"></div><div data-vc-full-width="true" data-vc-full-width-init="false" data-vc-stretch-content="true" class="vc_row wpb_row vc_row-fluid"><div class="wpb_column vc_column_container vc_col-sm-8"><div class="vc_column-inner"><div class="wpb_wrapper">
	<div class="wpb_text_column wpb_content_element " >
		<div class="wpb_wrapper">
			<p><strong>AUTORYTETY</strong></p>
<p>Język jest elastyczny i Bogu dziękować. Gdyby był skostniały, toby nad nami łatwiej mógł panować, a tak my trochę nad nim panujemy, prawda? Możemy nadawać nowe znaczenia słowom, bardzo to lubimy. Ale do jakiego stopnia to jest funkcjonalne, trudno powiedzieć. To jest kwestia też wrażliwości językowej. Jedni lubią odnosić się do dawnych formuł, odnajdują to, co było kiedyś i zostało zaniechane, jako bardzo atrakcyjne. Inni wolą nowe określenia.</p>
<p>Słowa się wycierają. Jest w nich bardzo dużo konotacji emocjonalnych, jak na przykład patos. Są często narażone na przegrzanie. Jest moment, w którym słowo zaczyna drażnić. Mnie słowo „wolność” już od bardzo dawna drażni. Jak słyszę w patetycznych wypowiedziach o wolności, to już się wzdrygam. Wiele jest takich słów, które nadmiernie używane zyskują odwrotną „pieczątkę”, by tak rzec, jak słowo „elita”, które było pozytywne, stało się negatywnym. Podobnie z autorytetem. To też jest słowo, które jest trochę wytarte w tej chwili. W tej chwili w Polsce, kiedy krzewi się populizm, autorytety formalnie słabną. Jeżeli teraz w sporze prawnym po jednej stronie stoją ci, których ja uważam za autorytety, poważni profesorowie prawa, a po drugiej stronie są urzędnicy ministerialni, to wydawałoby się, że autorytet tych pierwszych jest jednak trochę większy niż tych drugich.</p>
<p>Teraz mamy influencerów zamiast autorytetów. Nie wiadomo, co lepsze. Można mieć autorytet albo być autorytetem, więc autorytet nie zawsze chciał wpływać, choć wszyscy uważali prawdopodobnie, że to dobrze, kiedy wpływa. Influencer chce to robić.</p>

		</div>
	</div>
</div></div></div><div class="wpb_column vc_column_container vc_col-sm-4"><div class="vc_column-inner"><div class="wpb_wrapper"></div></div></div></div><div class="vc_row-full-width vc_clearfix"></div><div data-vc-full-width="true" data-vc-full-width-init="false" data-vc-stretch-content="true" class="vc_row wpb_row vc_row-fluid"><div class="wpb_column vc_column_container vc_col-sm-4"><div class="vc_column-inner"><div class="wpb_wrapper"></div></div></div><div class="wpb_column vc_column_container vc_col-sm-8"><div class="vc_column-inner"><div class="wpb_wrapper">
	<div class="wpb_text_column wpb_content_element " >
		<div class="wpb_wrapper">
			<p><strong>SŁOWOWOJNA</strong></p>
<p>Obecnie – jak to się tak ładnie mówi – wylewamy dziecko z kąpielą. Jesteśmy przeciwko wyrazom, a powinniśmy być przeciwko słowom. Wyrazy są w słowniku, a słowa są między nami. Nie powinniśmy używać tych słów wobec kogoś, kogo to może drażnić. Nie powinniśmy ich używać jako nazw ludzi, którzy przez to zyskują coś negatywnego. Nie powinniśmy pokazywać stosunku pogardliwego czy lekceważącego. Ale rozróżniajmy wyrazy od słów.</p>
<p>Na przykład wyraz „pedał” istnieje w języku polskim i nic na to nie poradzimy. Jest to wyraz, który w słowniku ma jedno określenie kolarskie, drugie przenośne, często używane pogardliwie. Często, ale nie zawsze. Na przykład w środowiskach gejowskich jest ono używane z pewnym poczuciem humoru, co – wydaje mi się – trochę neutralizuje samo to słowo. Teoretycznie mogę go używać bez elementów nacechowania. Ale wiem, że sporo osób może ono razić. Natomiast nie jest to wyraz, który powinien być wyeliminowany z języka. Jest normalny w określonych kontekstach. Tak jak często wulgaryzmy, które mają też swoje dobre zastosowania, ale mają być stosowane – stosownie.</p>
<p>Czy zwracać uwagę [gdy ktoś przy nas używa obraźliwej retoryki, słów]? To jest drugie pytanie, może ważniejsze. [Ja mówię] Zwracać, czyli reagować. Jak? W zależności od tego, z kim jesteśmy. Wysoko uniesione brwi, otwarte szeroko oczy czasami bywają bardzo znaczącym zachowaniem. W przypadku osoby, której nie chcę urazić, a jej zachowanie mnie trochę dotyka, pewnie do tego bym się ograniczył. Czasami, jeżeli jestem bardzo zżyty z kimś, mogę powiedzieć w sposób ogólny, że używanie takiego określenia może sugerować, że… i czy naprawdę o to chodziło? Jest to wejście na poziom metajęzykowy. Można próbować opisać tę samą rzeczywistość, używając już słów obiektywnych. Czyli jeżeli ktoś powie „tamten pedał pan X…” – „A, więc uważasz, że pan X, który skądinąd jest gejem…”, coś tam takiego. To jest sugestywny rodzaj zachowania.</p>
<p>Jest takie powiedzenie łacińskie <em>suaviter in modo, fortiter in re </em>– łagodniej w sposobie, mocniej w treści. Łagodność sposobu zaraża naszych interlokutorów. Czyli jeżeli będziemy nawet trochę ironicznie eleganccy w wypowiedzi, to przypuszczam, że możemy osiągnąć efekt lepszy. Bo jeżeli agresją odpowiemy na agresję, to gwałt się gwałtem odciśnie – i koniec. Przyczyniajmy się do tego, żeby tak nie było. Przecież to od nas zależy.</p>

		</div>
	</div>
</div></div></div></div><div class="vc_row-full-width vc_clearfix"></div>
<p>Artykuł <a rel="nofollow" href="https://poptown.eu/prof-jerzy-bralczyk-emoji-nie-sa-jezykiem-bezkonkurencyjnym-w-subtelnosci/">Prof. Jerzy Bralczyk: &#8222;Emoji nie są językiem bezkonkurencyjnym w subtelności&#8221;</a> pochodzi z serwisu <a rel="nofollow" href="https://poptown.eu">Poptown</a>.</p>
]]></content:encoded>
					
		
		
			</item>
		<item>
		<title>&#8222;Nędznicy&#8221;: o pewnym Ladju, co pisał do prezydenta Macrona</title>
		<link>https://poptown.eu/nedznicy-o-pewnym-ladju-co-pisal-do-prezydenta-macrona/</link>
		
		<dc:creator><![CDATA[Anna Tatarska]]></dc:creator>
		<pubDate>Thu, 27 Feb 2020 22:39:00 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[Kultura]]></category>
		<category><![CDATA[Film]]></category>
		<guid isPermaLink="false">https://poptown.eu/?p=3590</guid>

					<description><![CDATA[<p>Artykuł <a rel="nofollow" href="https://poptown.eu/nedznicy-o-pewnym-ladju-co-pisal-do-prezydenta-macrona/">&#8222;Nędznicy&#8221;: o pewnym Ladju, co pisał do prezydenta Macrona</a> pochodzi z serwisu <a rel="nofollow" href="https://poptown.eu">Poptown</a>.</p>
]]></description>
										<content:encoded><![CDATA[<div class="vc_row wpb_row vc_row-fluid"><div class="wpb_column vc_column_container vc_col-sm-12"><div class="vc_column-inner"><div class="wpb_wrapper">
	<div class="wpb_text_column wpb_content_element " >
		<div class="wpb_wrapper">
			<p>O Ladju Ly usłyszałam pierwszy raz w 2015 roku. Mówił o nim z podziwem JR, francuski fotograf i artysta uliczny, zajmujący się nadrukowywaniem fotografii wielkoformatowych na obiekty użyteczności publicznej. O twórczości JR-a można było dowiedzieć się trochę choćby z prześwietnego dokumentu <em>Twarze plaże</em>, w którym wraz z legendarną reżyserką Agnes Vardą przemierzali Francję, tworząc sztukę, pijąc herbatkę i rozmawiając. Ale do rzeczy. JR opowiadał o Ladju z okazji premiery swojego filmu <em>Les Bosquets</em>. Poprzez baletową choreografię opowiadał w nim historię zamieszek, jakie wstrząsnęły przedmieściami Paryża w 2005 roku. To wtedy dwóch nastolatków zginęło w wyniku wstrząsu elektrycznego po tym, jak ukryli się w budynku należącym do elektrowni. Uciekali przed policją. Ich śmierć stała się katalizatorem brutalnych starć lokalsów z siłami porządkowymi.</p>
<p>W jednym z tekstów JR opowiadał o swojej inspiracji tak: „Jakieś dwanaście lat temu [czyli około 2003 roku – przyp. aut.] przez kolektyw reżyserski Kourtrajmé poznałem artystę o imieniu Ladj Ly. Obaj mieliśmy po dwadzieścia lat, obu nas interesowało reprezentowanie marginalizowanych społeczności poprzez sztukę. Ladj pochodził z osiedla mieszkań socjalnych na paryskich przedmieściach Clichy-sous-Bois, zwanych Les Bosquets, czyli zagajnik. Ale tamta przestrzeń w niczym nie przypominała zagajnika, okolica pełna była gigantycznych wieżowców, krajobraz był surowy i szary. Wszystko dookoła było zepsute: niedziałające windy, potłuczone latarnie. Ladj zaproponował mi współpracę. Nie wiedziałem wtedy, że wkrótce tą okolicą wstrząsną zamieszki ani że powstanie z tego trwający dziesięć lat projekt”.</p>
<p>Les Bosquets to część podparyskiego Montfermeil. Nazwa brzmi znajomo, bo to tam rozgrywa się część akcji <em>Nędzników</em> Victora Hugo. I już, geneza tytułu filmu Ly wyjaśniona. Bloki mieszkalne wzniesiono w „Zagajniku” ponad pół wieku temu, w latach sześćdziesiątych. Miał być bezpiecznym azylem dla licznie napływających wówczas do Francji imigrantów. Ale spotkał go los podobny jak wiele innych blokowisk. Brak komunikacji z miastem, poczucie odcięcia, wykluczenia powoli przeobrażało okolicę w to, co Ladj Ly nazywa „prawdziwym gettem”. Ich mieszkańcy w społecznej hierarchii wciąż są na nędznym końcu.</p>
<p>Za kamerę Ladj chwycił jako siedemnastolatek. Kourtrajmé, kolektyw powołany do życia m.in. z filmowcami Romainem Gavrasem i Kimem Chapironem, narodził się z nudy. Francuskie kino tamtych lat chłopaków usypiało. Owiana złą sławą okolica od samego początku stanowiła o DNA tworzonego przezeń kina. Ly czerpał ze zgrzebnej, wybuchowej rzeczywistości garściami, wpisując się jednocześnie w długą i bogatą tradycję wpływowych kolektywów filmowych we Francji. „Moja następna fabuła, którą obecnie piszę, też będzie tu osadzona. I następna. To miasto, ta okolica, jest w pewnym sensie moim filmowym studiem” – mówił w jednym z wywiadów Ly.</p>
<p>Zamieszki, o których opowiadał JR, wybuchły niemalże pod domem Ladja. Wszystko nagrywał. Był „stąd”, miał kredyt zaufania od miejscowych. – Mamy wrażenie, że politykom na nas nie zależy. Bo jeśli naprawdę chcesz przeprowadzić rewolucję, musisz wychodzić na ulicę każdego dnia – mówił w Cannes. Jego zainteresowanie wydarzeniami z 2005 roku nie było ani przedmiotowe, ani jednowymiarowe. Słuchał nie tylko tych, którzy ze wściekłością demolowali okolicę, ale też tych, którzy usiłowali zamieszki powstrzymać, dogadać się jakoś z policją. Stąd może ta ciekawość perspektyw, którą czuć w jego <em>Nędznikach</em>, pełnometrażowej wersji nakręconego kilka lat wcześniej krótkiego filmu. To już nie czasy zamieszek z 2005, gdy obywatele byli bezbronni na polu dokumentacji policyjnej przemocy. Teraz każdy ma w kieszeni broń, czyli smartfona z Twitterem i Instagramem, a nastolatki podczepiają do dronów kamery. Rzeczywistość się zmieniła, ale trzon konfliktu nie. Tak jak w 2005 roku Ly nie przyklaskuje pochopnym wnioskom. Słucha obu stron, choć nie do końca wierzy w możliwość porozumienia. Ladj Ly liczy, że <em>Nędznicy</em> pomogą skutecznie przemeblować społeczną hegemonię. Swój film postrzega jako list do rządu Emmanuela Macrona. – Powinien go zobaczyć, bo wydaje mi się, że żyje w bańce. Nie pamięta już, jak bardzo obywatele potrafią cierpieć. Najwyższa pora, byśmy przejęli stery – mówi z przekonaniem reżyser. Jest pewny swego.</p>

		</div>
	</div>

	<div class="wpb_video_widget wpb_content_element vc_clearfix   vc_video-aspect-ratio-169 vc_video-el-width-100 vc_video-align-left" >
		<div class="wpb_wrapper">
			
			<div class="wpb_video_wrapper"><iframe title="&quot;NĘDZNICY&quot;; zwiastun PL, nominacja do Oscara i Złotego Globu, 12 nominacji do Cezarów; już w kinach!" width="640" height="360" src="https://www.youtube.com/embed/K43Z9MUzBEY?feature=oembed" frameborder="0" allow="accelerometer; autoplay; encrypted-media; gyroscope; picture-in-picture" allowfullscreen></iframe></div>
		</div>
	</div>

	<div class="wpb_text_column wpb_content_element " >
		<div class="wpb_wrapper">
			<p>Blok, w którym mieszkał Ly – ten sam, który „występuje” w filmie – przeznaczono do rozbiórki. Ale zamiast płakać, reżyser działa. Znowu pracuje z JR-em, tym razem nad projektem zogniskowanym wokół tego budynku. Rok temu ruszyła szkoła filmowa Kourtrajmé. Cel? Otwarcie filmowej branży na różnorodność, dywersyfikacja. Bez wpisowego, bez obowiązku ukończenia kursów czy szkół. Bez subsydiów, jak w przeszłości ich kolektyw. Ly sam jest reprezentantem nowego pokolenia francuskich filmowców. Był pierwszym Malijczykiem w Le Bousquets i pierwszym czarnoskórym Francuzem, którego film zakwalifikował się do canneńskiego konkursu. Nowe pokolenie jest różnorodne etnicznie i genderowo, kontestuje rzeczywistość, ma wyczulone na tu i teraz oko i ucho. No i w pełni odcina się od burżuazyjnych korzeni. Korzenie Ly dodają mu wiarygodności. Ale jednocześnie fałszywa wydaje się narracja pozycjonująca go jako chłopaka z getta, który niespodziewanie wygrał w Cannes, dostał nominację do Oscara, a teraz walczy z tuzami francuskiego kina o laury. Choć walczy – bo <em>Nędznicy</em> dostali tyle samo nominacji do Cezarów co <em>Oficer i szpieg</em> Polańskiego. „Od Les Bousquets do oscarowej gali z Ladjem” to raczej dowód na to, że dla prawdziwych zajawkowiczów społeczne podziały są sztuczne. Jeśli jara cię to samo, to nieważne, czy jesteś synem imigrantki z Wietnamu, blokersem z malijskiej rodziny czy synem jednego z bardziej uznanych europejskich reżyserów z grecką krwią w żyłach. Język kina i pasji jest uniwersalny. Nie gadasz. Po prostu chwytasz kamerę i kręcisz.</p>
<p>&nbsp;</p>
<p><em>Cytaty z JR-a pochodzą z tekstu „</em><em>The Real Ghetto: JR Turns His Camera on a Paris Suburb” (http://creativetimereports.org). </em><em>Cytaty z Ladja Ly pochodza z tekstu Jacka Kinga (awardswatch.com)</em></p>

		</div>
	</div>
<div class="vc_separator wpb_content_element vc_separator_align_center vc_sep_width_100 vc_sep_pos_align_center vc_separator_no_text vc_sep_color_grey" ><span class="vc_sep_holder vc_sep_holder_l"><span  class="vc_sep_line"></span></span><span class="vc_sep_holder vc_sep_holder_r"><span  class="vc_sep_line"></span></span>
</div>
	<div class="wpb_text_column wpb_content_element " >
		<div class="wpb_wrapper">
			<p><strong>&#8222;Nędznicy&#8221; wchodzą do polskich kin 28 lutego. Debiutancki film Ladja Ly dostał Nagrodę Jury na zeszłorocznym Festiwalu w Cannes oraz był nominowany do Oscara w kategorii Najlepszy Film Międzynarodowy (razem z &#8222;Parasite&#8221; i &#8222;Bożym ciałem&#8221;).</strong></p>

		</div>
	</div>
</div></div></div></div>
<p>Artykuł <a rel="nofollow" href="https://poptown.eu/nedznicy-o-pewnym-ladju-co-pisal-do-prezydenta-macrona/">&#8222;Nędznicy&#8221;: o pewnym Ladju, co pisał do prezydenta Macrona</a> pochodzi z serwisu <a rel="nofollow" href="https://poptown.eu">Poptown</a>.</p>
]]></content:encoded>
					
		
		
			</item>
		<item>
		<title>Zuza Krajewska: Mam głowę pełną ludzi</title>
		<link>https://poptown.eu/zuza-krajewska-mam-glowe-pelna-ludzi/</link>
		
		<dc:creator><![CDATA[Anna Tatarska]]></dc:creator>
		<pubDate>Sat, 01 Feb 2020 11:39:04 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[Lifestyle]]></category>
		<category><![CDATA[Kultura]]></category>
		<category><![CDATA[Moda]]></category>
		<category><![CDATA[Sztuka]]></category>
		<guid isPermaLink="false">https://poptown.eu/?p=3094</guid>

					<description><![CDATA[<p>Artykuł <a rel="nofollow" href="https://poptown.eu/zuza-krajewska-mam-glowe-pelna-ludzi/">Zuza Krajewska: Mam głowę pełną ludzi</a> pochodzi z serwisu <a rel="nofollow" href="https://poptown.eu">Poptown</a>.</p>
]]></description>
										<content:encoded><![CDATA[<div class="vc_row wpb_row vc_row-fluid"><div class="wpb_column vc_column_container vc_col-sm-12"><div class="vc_column-inner"><div class="wpb_wrapper">
	<div class="wpb_text_column wpb_content_element " >
		<div class="wpb_wrapper">
			<p>Mistrzyni nieoczekiwanych zderzeń, celnych, pozornie prostych koncepcji i mocnych puent. Z potrzeby serca i głowy od lat fotografuje też niekomercyjnie. Jej artystyczne projekty od lat oddają głos niesłuchanym i mniej widzialnym. Nastolatki z polskiej prowincji, chłopaki z poprawczaka, poranione ciało, ciało w niestandardowym rozmiarze – w świecie fotografii Zuzy Krajewskiej wyrastają one na żywioł niemal boski. O jej portrecie – choć daleki jest od wyprasowanej fotoszopem perfekcji – marzy wielu. Minimalistka rozumiejąca nadmiar, mistrzyni zleceń komercyjnych zapełniając galerie, ulubienica modowych magazynów znajdująca siebie poza głównym nurtem.</p>
<p>Z Zuzą Krajewską rozmawiamy o fotografii, bo jakże by nie. Ale też o kulturowym i osobistym znaczeniu – i rozumieniu – mody, zmieniających się kanonach piękna, chwytaniu obiektywem esencji. O byciu kobietą pracującą, matką i Polką, która, choć kocha tu być, nie potrafi zaakceptować wersji kraju, w jakiej przyszło jej funkcjonować. „Nawet nie wiem, jak komentować miasta, które są oficjalnie „anty-LGBT”. Dla mnie to jest totalnie abstrakcyjne i złe. (…) Polska, w której ja wzrastałam, w której jeszcze jestem i na szczęście nikt mi tej mojej bezpiecznej banieczki doraźnie nie zaatakował, jest Polską dobrą”. Influencerka stycznia: Zuza Krajewska.</p>

		</div>
	</div>
</div></div></div></div><div data-vc-full-width="true" data-vc-full-width-init="false" data-vc-stretch-content="true" class="vc_row wpb_row vc_row-fluid"><div class="wpb_column vc_column_container vc_col-sm-8"><div class="vc_column-inner"><div class="wpb_wrapper">
	<div class="wpb_text_column wpb_content_element " >
		<div class="wpb_wrapper">
			<p><strong>ZDJ</strong><strong>ĘCIA</strong></p>
<p>Wychowywałam się na magazynach, których wtedy nie było w Poldonie. Kupowało się je w przejściu podziemnym na dworcu. To było jedyne źródło wiedzy o modzie światowej. Do dziś mam w pracowni półki wypełnione „i-D”, „The Face”, „Dazed and Confused”, włoskimi „Vogue’ami” z lat 90. i 2000. Możesz docenić kreatywność w komercyjnych magazynach, kiedy np. Steven Meisel w „Vogue Italia” robił sesję z modelkami-uchodźcami w lesie, w rehabie czy skacowanych celebrytów łapanych przez paparazzich. Mam wrażenie, że ta swoboda skończyła się wraz z nadejściem badań konsumenckich, rządami agencji modelek i wymogami brandów, żeby np. nie miksować rzeczy z innymi markami w sesjach. Można uznać, że dziś w prasie komercyjnej wszystko jest podobne. Randomowe pytanie ludzi o to, co myślą, jest najbardziej obcinającym jaja procederem wydawczym. Prawdopodobieństwo, że wyjdzie z tego równa, przewidywalna nuda jest ogromne. A moda nie ma się podobać wszystkim i nigdy nie miała. Moda powinna być trednsetterska, niepokorna, twórcza. Wtedy tylko staje się prawdziwie modna. Wtedy zaczyna zdobywać i zmieniać świat. Wtedy coś znaczy. Na swobodne twórczo rzeczy pozwalają sobie magazyny mniej komercyjne, bo są mniej cenzurowane, bardzo dobre marki modowe i internet. To fajnie wyrównuje proporcje. Na przykład wasza platforma ma taką szansę.</p>
<p>Pracuję z ludźmi, co lubię najbardziej. Nie fotografuję kotków, krajobrazów czy samochodów. Myślę, że potrafię i lubię znaleźć taki punkt widzenia, że portretowani czują się bezpiecznie. Pewnie dlatego wciąż uprawiam komercję z sukcesem.</p>
<p>Ludzie się czują zestresowani, patrząc w kamerę. Nawet ci przyzwyczajeni, którzy często bywają na ściankach i pokazują się w mediach. Aparat potrafi być bezwzględny. Fotografia nie zależy od fotografowanego, tylko od momentu, w którym fotograf naciśnie spust. Ten moment równie dobrze może być dla kogoś nieznośny. Niby proste to fotografowanie, a jednak wciąż nie.</p>
<p>Nie mam ustalonego rytuału fotografowania. Sposób pracy dostosowuję do bohaterów. Niektórych poznaję na sesji i od razu fotografuję. Z innymi się spotykam, muszę zrozumieć, przebić się przez kilka osłaniających warstw. Lubię poczuć energię człowieka.</p>
<p>Kocham ludzi – ich opowieści, historie. Do dzisiaj pytam chłopaków z poprawczaka, których fotografowałam w cyklu „Imago”, jak się mają. Nie ze wszystkimi mam kontakt, bo część była mocno patologiczna, ale ci ukochani dzwonią albo piszą na Messengerze. Z dzieciakami z Wrześni [cykl „Powinno być dobrze”] też cały czas trzymam kontakt. Teraz robię plakat na ich koncert charytatywny. Mam właściwie cały czas głowę pełną ludzi.</p>

		</div>
	</div>
</div></div></div><div class="wpb_column vc_column_container vc_col-sm-4"><div class="vc_column-inner"><div class="wpb_wrapper"></div></div></div></div><div class="vc_row-full-width vc_clearfix"></div><div data-vc-full-width="true" data-vc-full-width-init="false" data-vc-stretch-content="true" class="vc_row wpb_row vc_row-fluid"><div class="wpb_column vc_column_container vc_col-sm-4"><div class="vc_column-inner"><div class="wpb_wrapper"></div></div></div><div class="wpb_column vc_column_container vc_col-sm-8"><div class="vc_column-inner"><div class="wpb_wrapper">
	<div class="wpb_text_column wpb_content_element " >
		<div class="wpb_wrapper">
			<p><strong>MODA</strong></p>
<p>Moja szafa nie jest wypełniona nowościami. Mam ciuchy jeszcze sprzed Luli i Teo, z czasów kiedy jeszcze randkowałam z ich tatą. Dzisiaj jestem w tych spodniach, mają siedem lat i są spoko. Płaszcz, który tu wisi, uszyło mi Delikatessen pięć lat temu i jest ponadczasowo git. Uważam, że fajniej mieć kilka rzeczy lepszych jakościowo, niż wymieniać co sezon coś, co średnio się sprawdza. Może warto kupić sobie raz Anię Kuczyńską, którą będziesz kochać długo i niezmiennie, niż zasuwać co piątek po bluzkę za 29,90? Albo sięgnąć po rzeczy z drugiej ręki z second handu vintage CRUSH? Uważam, że lepiej zainwestować w coś takiego, niż wbijać do sieciówy i wychodzić z siatą nieprzemyślanych ubrań. Niestety przyszło nam konsumencko dojrzewać w czasach absolutnego przegrzania i zaśmiecenia planety. Fajnie by było, gdybyśmy się trochę zastanowili nad tym, co nosimy. I ile wyrzucamy.</p>
<p>Polak i moda? Hmm. Bardzo złożona kwestia. Uważam, że moda tu jest niedoinwestowana. Ciężko jest być projektantem w Polsce. Wielu projektantom przydałaby się druga noga finansowa, która zbudowałaby na ich kreatywności stabilne firmy. Dała możliwości rozwoju i satysfakcję z pracy. Z drugiej strony wciąż nie stać Polaków na większość rzeczy ze średniej i wyższej półki. Chcemy łapczywie nadrabiać, mieć, nosić, być modnymi, kupujemy więc dostępny, tani produkt. Często mało wyszukany, nie mówiąc o jakości. Sama jestem ciekawa, jak to będzie ewoluowało.</p>
<p>Moda bardzo ładnie ilustruje to, co się dzieje ze społeczeństwem. Eskapizm. Chęć ucieczki. Spójrz, jak narracje w wielu aktualnych kampaniach zbliżają się do tego poczucia końca świata, które mamy. Laska w reklamie Saint Laurent stoi w morzu w płaszczu, nie widać jej głowy. W modelingu wróciła moda na indywidualności. Niesamowite pasje modelek, mniej banalna uroda, gender. Jest dużo ciekawiej niż chwilkę temu. Ambitniej.</p>

		</div>
	</div>
</div></div></div></div><div class="vc_row-full-width vc_clearfix"></div><div data-vc-full-width="true" data-vc-full-width-init="false" data-vc-stretch-content="true" class="vc_row wpb_row vc_row-fluid"><div class="wpb_column vc_column_container vc_col-sm-8"><div class="vc_column-inner"><div class="wpb_wrapper">
	<div class="wpb_text_column wpb_content_element " >
		<div class="wpb_wrapper">
			<p><strong>POŁĄ</strong><strong>CZENIE</strong></p>
<p>Czytam newsy światowe, spędzam codziennie dobrą godzinę na czytaniu netu. Jednocześnie nie lubię ostatnio uzupełniania Instagrama. Kiedy sobie o tym przypominam, myślę: „Nie chce mi się”. JOMO. Fajnie jest nie być widzialnym. Swoją drogą jest może na Insta z 50 osób, których widzenie rzeczy mnie kręci. Jakbym miała tydzień luzu na sprzątanie profilu, toby mi zostało może 200 osób do followania. Mam przesyt obrazu. Idę tam często tylko po research do projektu lub żeby coś komuś wytłumaczyć obrazkowo.</p>
<p>Jednocześnie w Chinach realizuje się wizja z <em>Black Mirror</em>. Jeśli nie masz dobrej oceny w social mediach, nie dostaniesz kredytu, bo jesteś wątpliwej jakości obywatelem! Mam nadzieję, że Europa nigdy dopuści do tego. Nie spotkałam w życiu ani jednej osoby, która raz na jakiś czas nie prokrastynuje płacenia rachunków. Nawet bardzo dobrze funkcjonujący tzw. ludzie sukcesu. Wszyscy prokrastynujemy, tylko niektórzy lepiej się kamuflują.</p>

		</div>
	</div>
</div></div></div><div class="wpb_column vc_column_container vc_col-sm-4"><div class="vc_column-inner"><div class="wpb_wrapper"></div></div></div></div><div class="vc_row-full-width vc_clearfix"></div><div data-vc-full-width="true" data-vc-full-width-init="false" data-vc-stretch-content="true" class="vc_row wpb_row vc_row-fluid"><div class="wpb_column vc_column_container vc_col-sm-4"><div class="vc_column-inner"><div class="wpb_wrapper"></div></div></div><div class="wpb_column vc_column_container vc_col-sm-8"><div class="vc_column-inner"><div class="wpb_wrapper">
	<div class="wpb_text_column wpb_content_element " >
		<div class="wpb_wrapper">
			<p><strong>WARTOŚCI</strong></p>
<p>Żyjemy w kapitalizmie. Dużą część tego, co robię, zajmuje praca stricte komercyjna. Usługa. Jestem świetnym usługodawcą. Potrafię współpracować z klientem. Bardzo dobrze i z oddaniem robię rzeczy, które mi ktoś zleca. Nie ma w tym udawania, lubię to. Chyba dlatego, że to wciąż dla mnie dość jakiś test. Zarabiam pieniądze, dzięki którym później realizuję autorskie projekty, które mnie wpuszczają w nowe rejony odczuwania, rozwijają. Stać mnie na nie.</p>
<p>Czuję, że niezbędna jest wiara w człowieka. Po co my tu jesteśmy? Żeby się najeść i spłodzić dzieci? Fajnie, dzięki. Doceniam bezwzględnie czynienie dobra, pomaganie. Wyjście poza strefę komfortu i niewiedzy i działanie na rzecz innych. Wierzę w to bardziej niż w moc religii.</p>
<p>Rodzicielstwo. Bardzo siada na banię. Już nie pójdę ze wszystkimi tańczyć na Jasnej, tylko wrócę do domu o 23, bo o 3 karmię Teo. I to jest bardzo fajne. Trudne momentami, bo mało śpię, ale ma sens. Stałam się wracającą z zakupami, ubezpieczoną, zorganizowaną matką. Tylko tyle i aż tyle. I każdy projekt bardziej wymagający – „Imago”, „Przesilenie”, „Powinno być dobrze”, „SexEd” – wszystko, co robię z serca, robię dla dzieci. Dla siebie nie wiem, czyby mi się chciało. Serio. Jedynie kryzys klimatyczny robi mi ostry mindfuck. Serwowanie tego świata dwójce dzieci to hardkor.</p>

		</div>
	</div>
</div></div></div></div><div class="vc_row-full-width vc_clearfix"></div><div data-vc-full-width="true" data-vc-full-width-init="false" data-vc-stretch-content="true" class="vc_row wpb_row vc_row-fluid"><div class="wpb_column vc_column_container vc_col-sm-8"><div class="vc_column-inner"><div class="wpb_wrapper">
	<div class="wpb_text_column wpb_content_element " >
		<div class="wpb_wrapper">
			<p><strong>POLSKA</strong></p>
<p>Polska to kraj z totalnym potencjałem. Podejście do rzeczy z sercem, z taką naszą słowiańską melodią, duszą. Zobacz, jak szybko się odbudowaliśmy po komunizmie. Tę niemoc, to całe zło, przykryliśmy heroicznym wysiłkiem i pracą. A teraz znowu wjeżdżamy w jakąś dziwną narrację, która mnie niepokoi.</p>
<p>Jak mieszkasz w miejscu niebezpiecznym, to otwierasz drzwi ze strachem. Jak mieszkasz w miejscu, gdzie wszyscy mówią dzień dobry i mają w oknach kwiatki, to otwierasz je z uśmiechem. My jako kraj jesteśmy geopolitycznie dojechani. Stabilność państwa, bezpieczeństwo obywateli, wieloletni dobrobyt – tego mamy w pamięci bardzo mało. Dziedziczona pokoleniowo trauma, narracja krzywdy, ból. Stąd, myślę, bierze się strach przed czymś innym, czymś nowym. Reagujemy na to nie jak ktoś zagrożony. Kąsamy. Nie wiem, ile czasu trzeba, żeby wspólnie zapomnieć o rozpaczy, poczuciu zagrożenia. Żeby się otworzyć, poczuć jedność, dystans, bezpieczeństwo? Żeby ojciec Polak poczuł się na tyle pewny siebie, że jak syn mu powie, że będzie chodził w kieckach, to zamiast przekładać przez kolano na klapa lub się wyrzekać, powie z miłością: „Dobra, skoro tego chcesz, to OK”.</p>
<p>Wiesz, ja nawet nie wiem, jak komentować miasta, które są oficjalnie „anty-LGBT”. Dla mnie to jest totalnie abstrakcyjne i złe. Jak można kasować ludzi ze względu na orientację seksualną? Ulubionych przyjaciół moich dzieci i moich przyjaciół? To mnie niepokoi. Moja Polska, w której ja wzrastałam, w której jeszcze jestem i na szczęście nikt mi tej mojej bezpiecznej banieczki doraźnie nie zaatakował, jest Polską dobrą. Polską światłą, tolerancyjną, dzielną, mądrą. Od dyrektora w poprawczaku po zwykłe dzieciaki z Wrześni, które mają nadzieję i mówią: POWINNO BYĆ OK. Ja jeszcze jestem tam. Ale jeżeli to będzie szło w stronę zamykania się, mantrowania nacjonalistyczną, klaustrofobiczną, wstrętną krótkowzroczną pieśnią, to zacznę się bać o moje dzieci. Bardzo tego nie chcę. Kocham tu być. Może dlatego wciąż robię tyle projektów społecznych. Wierzę w Polskę.</p>

		</div>
	</div>
</div></div></div><div class="wpb_column vc_column_container vc_col-sm-4"><div class="vc_column-inner"><div class="wpb_wrapper"></div></div></div></div><div class="vc_row-full-width vc_clearfix"></div>
<p>Artykuł <a rel="nofollow" href="https://poptown.eu/zuza-krajewska-mam-glowe-pelna-ludzi/">Zuza Krajewska: Mam głowę pełną ludzi</a> pochodzi z serwisu <a rel="nofollow" href="https://poptown.eu">Poptown</a>.</p>
]]></content:encoded>
					
		
		
			</item>
		<item>
		<title>Deerskin: ten wariacki film o… skórzanej kurtce z osobowością wkręca bez wspomagaczy</title>
		<link>https://poptown.eu/deerskin-ten-wariacki-film-o-skorzanej-kurtce-z-osobowoscia-wkreca-bez-wspomagaczy/</link>
		
		<dc:creator><![CDATA[Anna Tatarska]]></dc:creator>
		<pubDate>Sat, 11 Jan 2020 11:35:27 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[Kultura]]></category>
		<category><![CDATA[Film]]></category>
		<guid isPermaLink="false">https://poptown.eu/?p=2495</guid>

					<description><![CDATA[<p>Artykuł <a rel="nofollow" href="https://poptown.eu/deerskin-ten-wariacki-film-o-skorzanej-kurtce-z-osobowoscia-wkreca-bez-wspomagaczy/">Deerskin: ten wariacki film o… skórzanej kurtce z osobowością wkręca bez wspomagaczy</a> pochodzi z serwisu <a rel="nofollow" href="https://poptown.eu">Poptown</a>.</p>
]]></description>
										<content:encoded><![CDATA[<div class="vc_row wpb_row vc_row-fluid"><div class="wpb_column vc_column_container vc_col-sm-12"><div class="vc_column-inner"><div class="wpb_wrapper">
	<div class="wpb_text_column wpb_content_element " >
		<div class="wpb_wrapper">
			<p>Jako artysta Dupieux to osobne, pokręcone uniwersum. Piszę ten tekst w rytm <em>Flat Beat</em>, stworzonego przez niego już dwie dekady temu elektronicznego kawałka. Prosty, syntetyczny beat i charakterystyczny teledysk z niejakim Flat Erikiem w roli głównej dały Mr. Oizo – tak nazywa się muzyczne alter ego Dupieux – wielki hit na całym świecie.  Klip, w którym żółta maskotka gibie się w rytm pulsującego kawałka, do dziś wydaje się świeży. Jest w nim wszystko, co definiuje wizję autora – genialne wykorzystanie prostej koncepcji, mocna postać, wizja, podlane gęstym sosem absurdu. Dziś Mr. Oizo (od francuskiego <em>oiseau</em>, ptak) ma na koncie kilka płyt i wciąż z sukcesami rozwija karierę DJ-a i producenta<strong>. </strong></p>
<p>Fani kina znają Dupieux lepiej z ekscentrycznych, balansujących na granicy kina offowego produkcji. Francuz jest królem absurdu, urzeczywistniającym na ekranie koncepcje pozornie nierealizowalne. <em>Mordercza opona</em> śledziła podróż tytułowego krwiożerczego obiektu, który na dodatek dysponował magicznymi mocami. <em>Wrong</em> w centrum opowieści stawiało zaginionego psa, a <em>Reality</em> podgryzało ironicznie branżę filmową, wszystko w mocno horrorowej konwencji. To kino jest w stanie uczynić bohatera z każdego, nawet najzwyczajniejszego przedmiotu. Prosty, często wręcz gagowy początek zaraz przemienia się w kłącze osobnych mikrohistoryjek i wątków. Surrealizm spotyka się tu z czułością i empatią. Ta zaskakująca wielokształtność to jeden ze znaków rozpoznawczych cudownie wariackiego dorobku Dupieux.</p>

		</div>
	</div>

	<div class="wpb_video_widget wpb_content_element vc_clearfix   vc_video-aspect-ratio-169 vc_video-el-width-100 vc_video-align-left" >
		<div class="wpb_wrapper">
			
			<div class="wpb_video_wrapper"><iframe title="Deerskin I zwiastun PL" width="640" height="360" src="https://www.youtube.com/embed/Z2JIWEI-MvQ?feature=oembed" frameborder="0" allow="accelerometer; autoplay; encrypted-media; gyroscope; picture-in-picture" allowfullscreen></iframe></div>
		</div>
	</div>

	<div class="wpb_text_column wpb_content_element " >
		<div class="wpb_wrapper">
			<p>Georges’a, głównego bohatera <em>Deerskin</em>, poznajemy na samym początku. Jedzie sam przez francuską prowincję. Cel? Kupić znalezioną przez ogłoszenie wymarzoną kurtkę. Cacko, jak zapewnia sprzedający, jest made in Italy, noszone tylko raz, zrobione z wysokogatunkowej skóry daniela. George jest niemalże w spazmach, tak bardzo pożąda kusego, ozdobionego frędzlami wdzianka. Absurdalnie drogi przedmiot szybko zaczyna rządzić życiem nabywcy. Kurtka jest jak wymagająca kochanka – potrzebuje stylowego towarzystwa. Najpierw do „zabójczej”, jak profetycznie określa to Georges, stylizacji dołącza kapelusz, potem spodnie, wreszcie rękawiczki. Z czasem kurtka robi się zaborcza. „Nie będziesz miał innych kurtek przede mną”, sączy jak mantrę w ucho swojego modela – bo właścicielem kurtki Georges’a nazwać nie sposób.</p>
<p>Opętany żądzą mięciutkiego zamszu mężczyzna najpierw pod pretekstem kręcenia filmu prosi kolejnych kurtkonoszy o rezygnację z tej części odzienia. W międzyczasie poznaje Denise, barmankę z hotelu, w którym się zatrzymał. Za pobyt Georges płaci, zastawiając obrączkę, po tym jak zdruzgotana wielką wypłatą z bankomatu była żona zablokowała wspólne konto (obrączka ta powróci w pewnej znaczącej i bardzo gore’owej scenie). Nowa koleżanka najpierw pomaga mu jako montażystka, ale obsesja mężczyzny szybko jej się udziela. Siły przyciągania kurtki z daniela nie sposób lekceważyć&#8230; Metoda łagodnej prośby to już za mało. Kurtka ma być jedyną kurtką, a Georges jedynym noszącym kurtkę nie jutro, nie za tydzień, ale już, zaraz, teraz! Dla tak zabójczego ciucha warto nawet zabić.</p>
<p>Pod sam koniec grudnia na polskie ekrany trafił <em>Oficer i szpieg</em> Romana Polańskiego. Główną rolę pułkownika Georges’a Picquarta gra w nim Jean Dujardin, który u Dupieux wciela się w Georges’a. Z kolei filmowa Denise, czyli Adèle Haenel, kilka miesięcy temu zachwycała w doskonałym <em>Portrecie kobiety w ogniu</em>. Rzadka okazja, by zbudować punkt odniesienia, zobaczyć dwoje wszechstronnych aktorów w całkiem odmiennym niż dotąd wcieleniu. Role w <em>Deerskin</em> są jak wentyl, powalający uruchomić rzadko w tej branży używany mięsień. Nie sięgając po klasycznie budowaną dramaturgię, Dupieux prosi swoich współpracowników o wykorzystanie intuicji. Kroczenie po linie rozpiętej między totalnym odjazdem a koniecznym dla odpowiedniego efektu stonowaniem ekspresji.</p>
<p><em>Deerskin</em>, podobnie jak poprzednie filmy Dupieux, można oglądać na kilka sposobów – jak empatyczną opowieść o popadaniu w szaleństwo lub kampowy, przybierający mocy z ujęcia na ujęcie slasher. W świecie Dupieux równie prawdopodobne jest, że kurtka telepatycznie steruje Georges’em, jak to, że cała historia jest wyłącznie wytworem jego udręczonej wyobraźni. W recenzjach równolegle wchodzących na polskie ekrany <em>Kotów</em> często wspomina się o konieczności wspomożenia środkami psychoaktywnymi jako jedynej szansie na przetrwanie tamtego odjechanego filmu. Do zagłębienia się w rzeczywistość kreowaną przez Dupieux nie potrzeba wspomagaczy, ona samoistnie dryfuje w odrębnych stanach świadomości. I jest to, mówiąc kolokwialnie, faza epicka. Nawet weganin-pacyfista doceni czar <em>Deerskin</em>. O ile oczywiście nie brak mu poczucia humoru.</p>

		</div>
	</div>
</div></div></div></div>
<p>Artykuł <a rel="nofollow" href="https://poptown.eu/deerskin-ten-wariacki-film-o-skorzanej-kurtce-z-osobowoscia-wkreca-bez-wspomagaczy/">Deerskin: ten wariacki film o… skórzanej kurtce z osobowością wkręca bez wspomagaczy</a> pochodzi z serwisu <a rel="nofollow" href="https://poptown.eu">Poptown</a>.</p>
]]></content:encoded>
					
		
		
			</item>
		<item>
		<title>Daniel Rycharski: Wieśniak, którego potrzebuje Polska.</title>
		<link>https://poptown.eu/daniel-rycharski-wiesniak-ktorego-potrzebuje-polska/</link>
		
		<dc:creator><![CDATA[Anna Tatarska]]></dc:creator>
		<pubDate>Mon, 30 Dec 2019 14:26:02 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[Kultura]]></category>
		<category><![CDATA[Sztuka]]></category>
		<guid isPermaLink="false">https://poptown.eu/?p=2212</guid>

					<description><![CDATA[<p>Artykuł <a rel="nofollow" href="https://poptown.eu/daniel-rycharski-wiesniak-ktorego-potrzebuje-polska/">Daniel Rycharski: Wieśniak, którego potrzebuje Polska.</a> pochodzi z serwisu <a rel="nofollow" href="https://poptown.eu">Poptown</a>.</p>
]]></description>
										<content:encoded><![CDATA[<div class="vc_row wpb_row vc_row-fluid"><div class="wpb_column vc_column_container vc_col-sm-12"><div class="vc_column-inner"><div class="wpb_wrapper">
	<div class="wpb_text_column wpb_content_element " >
		<div class="wpb_wrapper">
			<p>Rozumie ją Daniel Rycharski, drugi z bohaterów cyklu, przedstawiającego bohaterów naprawdę wartych tytułu Influencera. Artysta wizualny, spec od metaloplastyki i twórca wiejskiego street artu. Doktor sztuk pięknych, aktywista. Urodzony w Sierpcu w 1986 roku, tworzy w rodzinnej wsi Kurówko i Gorzewo, aktywnie współpracując z lokalną społecznością. Jego działalność skupia się na tematyce tożsamości współczesnej polskiej wsi, wplatając to m.in. tematy queerowe i wątek Kościóła. W 2017 Rycharski roku został zwycięzcą Paszportów Polityki. Jego wystawa „Strachy”, pokazywana niedawno w stołecznym Muzeum Sztuki Nowoczesnej, była jednym z najszerzej dyskutowanych wydarzeń artystycznych 2019 roku.</p>
<p>Czy ceniony na całym świecie artysta to tłumacz, przekładający hermetyczny dyskurs sztuki na zrozumiały język? Tłumaczący wiejskie na miejskie mediator? <em>&#8211; </em>Żyję pomiędzy dwoma światami: miastem a wsią, cały czas migruję. Widzę siebie jako kogoś, kto przerzuca most &#8211; mówi artysta. I dodaje: &#8211; Zrozumieć wieś &#8211; to jest dziś absolutnie kluczowe.</p>

		</div>
	</div>
</div></div></div></div><div data-vc-full-width="true" data-vc-full-width-init="false" data-vc-stretch-content="true" class="vc_row wpb_row vc_row-fluid"><div class="wpb_column vc_column_container vc_col-sm-8"><div class="vc_column-inner"><div class="wpb_wrapper">
	<div class="wpb_text_column wpb_content_element " >
		<div class="wpb_wrapper">
			<p><strong>CREDO</strong></p>
<p>Jestem homoseksualistą mieszkającym w malutkim mieście. Chrześcijaninem. Konceptualnym, czy też awangardowym artystą, wykładowcą i doktorem na Akademii Sztuki w Szczecinie. Mogę spełniać te wszystkie role, a jednocześnie być stuprocentowym Polakiem.</p>
<p>Rodzinnie związany z Kurówkiem, Gorzewem, ale pracuję też z mieszkańcami Sierpca, gdzie aktualnie mieszkam. O habilitację  staram się na ASP w Gdańsku. Moje prace pokazywane są w miejskich galeriach. Żyję pomiędzy dwoma światami: miastem a wsią. W żadnej z nich nie jestem zahaczony na stałe, cały czas migruję. Wieś to dla mnie nie tylko niezobowiązująca wycieczka, zrobienie projektu i powrót. Jestem z prowincji.</p>
<p>Od dziecka nasiąkałem lokalną działalnością naiwną, nieprofesjonalną. To się potem przefiltrowało się przez moje doświadczenie profesjonalnego artysty. Tworzenie sztuki z innych przerobionych przedmiotów jest głównie związane z moją mentalnością chłopską. U nas na wsi nic nie można zmarnować. Każdy przedmiot musi zostać poddany recyclingowi. Dlatego zawsze miałem wrażliwość na odpady: te rolnicze i te sakralne. To wszystko, co miało zostać usunięte, ja próbowałem przetwarzać jako materię plastyczną. Gdy tworzyłem <em>Klatki</em>, na terenie mazowsza i całej Polski szukałem starych bram i ogrodzeń wiejskich. To typowa, charakterystyczna dla polskiej wsi metaloplastyka. Ludzie robią takie słoneczka, stawiają kwiatki, konstrukcje geometryczne. Odkupiłem bardzo dużo tych ogrodzeń i potem z ojcem w Gorzewie wyspawaliśmy z nich trzy kościoły, podobne do kościołów z mojej okolicy &#8211; z Kurowa, Gozdowa i Sierpca.</p>

		</div>
	</div>
</div></div></div><div class="wpb_column vc_column_container vc_col-sm-4"><div class="vc_column-inner"><div class="wpb_wrapper"></div></div></div></div><div class="vc_row-full-width vc_clearfix"></div><div data-vc-full-width="true" data-vc-full-width-init="false" data-vc-stretch-content="true" class="vc_row wpb_row vc_row-fluid"><div class="wpb_column vc_column_container vc_col-sm-4"><div class="vc_column-inner"><div class="wpb_wrapper"></div></div></div><div class="wpb_column vc_column_container vc_col-sm-8"><div class="vc_column-inner"><div class="wpb_wrapper">
	<div class="wpb_text_column wpb_content_element " >
		<div class="wpb_wrapper">
			<p><strong>LUDZIE</strong></p>
<p>Po zamieszaniu wokół <em>Strachów</em> Kurówko i Sierpc przeżyły nalot dziennikarzy, publicystów. Do Kurówka przyjechał między innymi Mariusz Szczygieł, który zaczął z moim ojcem rozmowę na temat sztuki. Nie rozmawialiśmy o tym zbyt dużo wcześniej, po prostu działaliśmy. Najczęściej pracuję z osobami, które są mi bliskie. Bliższa lub dalsza rodzina, kuzynostwo, wszystko lokalnie. Wtedy pierwszy raz słyszałem, jak ojciec mówi o sztuce współczesnej, jak ją rozumie. Bardzo mi się podobało, jak powiedział Szczygłowi, że sztuka nie musi być piękna, bo „piękny to jest cielak, jak go krowa wyliże”.</p>
<p>Wieś jest traktowana z góry. Jej mieszkańcy mają tego świadomość. Są przyzwyczajeni do tego, że sztuka współczesna jest czymś, do zrozumienia czego trzeba mieć jakąś dodatkową wiedzę. Dlatego często podchodzą do sztuk wizualnych z dystansem. W moich wczesnych projektach traktowałem wieś podmiotowo &#8211; nie zajmowałem się sobą czy swoimi problemami, interesowało mnie, jakie problemy mają mieszkańcy.  Mówiłem do nich o ich problemach, marzeniach, frustracjach i odczuciach. To dało mi możliwość wejścia w to środowisko i pozostania, „wiejskim artystą” a mieszkańcy Kurówka otworzyli się na sztukę współczesną. Kiedy jestem u mojej rodziny na wsi, mówię o sztuce językiem potocznym. Kiedy jadę uczyć studentów na Akademii Sztuki, zmieniam ten język. Ale nawet jeżeli jestem w środowisku akademickim czy artystycznym w Warszawie, to mój język różni się od kuratorów czy innych artystów.</p>
<p>W „Dużym Formacie” w reportażu Szczygła pojawiła się też inna wypowiedź ojca: „Sztuka polega na tym, żeby zastanowić się, podrapać po głowie i pomyśleć: o, kurwa!”. To się nie spodobało. Nie wiedziałem o tym, uświadomili mi to dopiero antropolodzy, którzy prowadzili w okolicy badania pod kierunkiem Tomka Rakowskiego i Kuby Szredera. Mieszkańcy byli do tej pory przyzwyczajeni, że nawet jak mówili coś w wywiadach, to ich słowa były przerabiane, tak, żeby pięknie brzmiały. Tutaj po raz pierwszy te słowa zostały zacytowane.</p>

		</div>
	</div>
</div></div></div></div><div class="vc_row-full-width vc_clearfix"></div><div data-vc-full-width="true" data-vc-full-width-init="false" data-vc-stretch-content="true" class="vc_row wpb_row vc_row-fluid"><div class="wpb_column vc_column_container vc_col-sm-8"><div class="vc_column-inner"><div class="wpb_wrapper">
	<div class="wpb_text_column wpb_content_element " >
		<div class="wpb_wrapper">
			<p><strong>LEGENDY</strong></p>
<p>Kiedyś na wsi takie miejsca, gdzie ludzie się spotykali, rozmawiali. Ja sam jako dziecko przychodziłem na przystanek specjalnie, by słuchać historii niejakiej pani Drożdżewskiej, chyba jednej z najstarszych mieszkanek Kurówka. Opowiadała nam różne dziwne historie, na przykład o tym, że jak ktoś ma dwie pary zębów, to jest wampirem. Była taką lokalną szamanką. Zajmowała się przełamywaniem dzieci, rzucaniem uroków. Dziadkowie mi z kolei opowiadali o dziwnym ptaku, który mieszkał na bagnie obok Kurówka i zawsze o tej samej porze wydawał dziwny dźwięk, aż w końcu przyjechali jacyś naukowcy, zaczęli go badać. Nasiąkałem takimi historiami.</p>
<p>Dwanaście, trzynaście lat temu, Kurówko było zupełnie inną wsią. Działała jeszcze piekarnia, istniał jeszcze sklep. Przystanek autobusowy pełnił funkcję przystanku, bo jeździły z niego autobusy, co już się nie dzieje. Ludzie ze sobą i o sobie rozmawiali. Przez to, że wieś się ostatnio bardzo zmieniła, że nie ma miejsc spotkań i coraz mniej jest też tych historii. Do tego stopnia, że mniej jest czegoś, co było kiedyś bardzo typowe dla wsi, czyli plotki. W tej chwili mieszkańcy tak się od siebie odwrócili, że nawet przestali o sobie plotkować. Ani źle, ani dobrzej, już się w ogóle nie mówi o sąsiadach. Jakby w ogóle tych sąsiadów nie było.</p>
<p>Rzeczony potwór z bagien stał się inspiracją do stworzenia muralu, przedstawiającego zwierzę-hybrydę, który namalowałem na domu dziadków. Czytałem dużo o socjologii wsi. Wiedziałem, że końcówka XX wieku to był moment, kiedy ona przestawała być wsią tradycyjną i stawała się taką hybrydą wiejsko-miejską. I dlatego te zwierzęta to były hybrydy. Ale też chodziło mi o to, że ten zwierzak namalowany na szopie sprawiał, że to miejsce stawało się innym miejscem. Nagle właściciel gospodarstwa, rolnik, patrzył z dystansu na siebie i swoje otoczenie. Teraz, jak patrzę na te zwierzaki, to widzę dodatkowo, że one są bardzo <em>queerowe</em>.</p>

		</div>
	</div>
</div></div></div><div class="wpb_column vc_column_container vc_col-sm-4"><div class="vc_column-inner"><div class="wpb_wrapper"></div></div></div></div><div class="vc_row-full-width vc_clearfix"></div><div data-vc-full-width="true" data-vc-full-width-init="false" data-vc-stretch-content="true" class="vc_row wpb_row vc_row-fluid"><div class="wpb_column vc_column_container vc_col-sm-4"><div class="vc_column-inner"><div class="wpb_wrapper"></div></div></div><div class="wpb_column vc_column_container vc_col-sm-8"><div class="vc_column-inner"><div class="wpb_wrapper">
	<div class="wpb_text_column wpb_content_element " >
		<div class="wpb_wrapper">
			<p><strong>POLITYKA</strong></p>
<p>Na początku 2015 roku przygotowywałem <em>Pomnik chłopa. </em>Zanim powstał, pojechałem do Warszawy pod kancelarię premiera. Wtedy była nim Ewa Kopacz. Między Łazienkami Królewskimi a tym wielkim gmachem budynku rządowego rolnicy zbudowali taką bieda architekturę, poskręcaną z desek, z folii, przyczepy kempingowej. Nazwali to Zielonym Miasteczkiem. Mieszkali w nim. Protest trwał pół roku, od lutego do czerwca. Nawiązałem z rolnikami bliską relację. Rozmawialiśmy. Pytałem, czy gdyby miał powstać pomnik chłopa, to jak by wyglądał. Oczywiście mówili, że bardzo posępnie, że byłby czarny, ponury, bo sytuacja wsi, szczególnie po ’89 roku w Polsce, jest bardzo zła, a wieś stała się ofiarą transformacji.</p>
<p>Pamiętam, że uderzało mnie wtedy to, jak rolnicy są ignorowani. Na przykład totalnie olewali ich warszawscy aktywiści, którzy jednocześnie nieustannie mówili o ekologicznej żywności, jednym z głównych postulatów rolników. Pamiętam taką sytuację: rolnicy przynieśli premier pod drzwi ogromny kosz warzyw, owoców, przetworów, żeby wyszła z nimi chwilę porozmawiać. Ona wysłała jakiegoś faceta, który wyszedł, zabrał kosz i na tym się skończyło.</p>
<p>To tam przychodził Kaczyński, Andrzej Duda, Szyszko, cała dzisiejsza elita. Potem przejęli władzę. Kto wie może, gdyby ktoś wtedy tych chłopów posłuchał, porozmawiał, cała sytuacja teraz wyglądałaby inaczej? Zabawnie było to obserwować jak ci, którzy byli tak źle traktowani, przejęli władzę i sytuacja się całkowicie odwróciła. <em>Pomnik chłopa </em>stał się takim trochę świadkiem sytuacji.</p>

		</div>
	</div>
</div></div></div></div><div class="vc_row-full-width vc_clearfix"></div><div data-vc-full-width="true" data-vc-full-width-init="false" data-vc-stretch-content="true" class="vc_row wpb_row vc_row-fluid"><div class="wpb_column vc_column_container vc_col-sm-8"><div class="vc_column-inner"><div class="wpb_wrapper">
	<div class="wpb_text_column wpb_content_element " >
		<div class="wpb_wrapper">
			<p><strong>WIARA</strong></p>
<p>Można praktykować wiarę i praktykować chrześcijaństwo bezreligijnie. Cała wystawa, którą zaprojektowałem i zrealizowałem w Nicei, która się nazywa <em>Kropla drąży skałę</em>, to jest wystawa o moich poszukiwaniach duchowych, bezkatolickich. O poszukiwaniu chrześcijaństwa poza murami kościołów. Ja sam jestem chrześcijaninem bezreligijnym, bezwyznaniowym, świeckim. Świecka chrześcijańskość to coś, co stało się bardzo ważne w moim życiu i jest w tym momencie w centrum mojej sztuki. Jeżeli do tej pory w Polsce mówiło się o chrześcijaństwie LGBT, no to raczej się mówiło o katolikach, na przykład o grupie Wiara i Tęcza, w której zresztą przez jakiś czas działałem. Bezwyznaniowy homoseksualny chrześcijanin &#8211; to jest coś zupełnie, zupełnie nowego. Nawet w międzynarodowym środowisku chrześcijan LGBT moje podejście jest bardzo nietypowe. Jestem takim outsiderem.</p>
<p>Kościół próbuje udowodnić nam, że sobie nie damy bez niego rady, a tak naprawdę chodzi mu o jego przetrwanie. Wierzę, że tak naprawdę, kiedy Jezus umarł na krzyżu, to uwolnił nas od religii. Wysyłając Jezusa na krzyż zostaliśmy w tym bezbożnym świecie sami i musimy dawać sobie radę bez Niego. Nie ma co liczyć na jego interwencję, nie pojawia się cudownie. Jedyne miejsce, gdzie Go możemy spotkać, to drugi człowiek. Religijność jest dziecinnością, dorosłość to świeckość. W centrum dojrzałego chrześcijaństwa nie powinna być religia, rytuały, obrzędy, przepiękna świątynia czy piękne pieśni religijne, tylko empatia dla drugiego człowieka.</p>
<p>Na granicy francusko-włoskiej znajduje się dolina rzeki Roya. Kiedy imigranci dopływają do brzegów Europy od strony włoskiej, to próbują przekroczyć granicę przez Alpy na stronę francuską. To ogromne góry i szalenie niebezpieczna podróż. Kościół oderwał się od odpowiedzialności za życie społeczne, a zajął się naszym życiem osobistym. Powinnością chrześcijanina powinno być przede wszystkim występowanie w obronie prześladowanych. Kościół ich wyklucza, więc nie może być autorytetem. W tej dolinie działa za to grupa mieszkańców, która ryzykując zdrowie, ale też procesy sądowe i więzienie, pomaga tym ludziom, imigrantom. We Francji mówią na to „przestępstwo solidarności”.</p>
<p>Pojechałem tam, bo uznałem, że to jest przykład chrześcijaństwa świeckiego, gdzie liczy się drugi człowiek, poświęcenie dla niego. W tym samym czasie właśnie zaproponowano mi wystawę w pobliskiej Nicei, w centrum sztuki Villa Arson, pod kuratorkami Agnieszką Żuk z Francji i Klaudią Podsiadło. Jest tam kilka dla mnie ważnych prac. Na przykład wspomniane już <em>Klatki</em>. Chciałem pokazać, że Kościół tym właśnie się stał &#8211; pustą klatką, pustą bryłą.</p>

		</div>
	</div>
</div></div></div><div class="wpb_column vc_column_container vc_col-sm-4"><div class="vc_column-inner"><div class="wpb_wrapper"></div></div></div></div><div class="vc_row-full-width vc_clearfix"></div><div class="vc_row wpb_row vc_row-fluid"><div class="wpb_column vc_column_container vc_col-sm-12"><div class="vc_column-inner"><div class="wpb_wrapper">
	<div class="wpb_text_column wpb_content_element " >
		<div class="wpb_wrapper">
			<p><strong>NIEZROZUMIENIE</strong></p>
<p>Bardzo mi się nie podoba, że na przykład w Warszawie obwinia się wieś za wszystko złe. Że PiS to jest jakaś „zemsta prowincji”. Tak, tutejsze społeczności są „tradycyjne”, na pewno bardziej konserwatywne niż moje środowiska artystyczne z Warszawy, czy te lewicowe. Ale nie powiedziałbym, że są prawicowe. To jest mit na temat wsi. Na przykład rodzinna wieś mojego ojca, Gorzewo, gdzie mieszkałem przez jakieś dziesięć lat, jest z tradycji lewicowej. W regionie Sierpca wieś z kolei chętniej głosuje na PSL niż na PiS.</p>
<p>Mówi się też, że wieś jest bardzo religijna. Ludzie sobie z tego nie zdają sprawy, ale tak naprawdę na wsi religijność jest totalnie powierzchowna. Jak pojedziesz do miasta, do wspólnot chrześcijańskich, to tam codziennie chodzą do kościoła. Na wsi nie ma dominikanów, grup studenckich. Owszem, rolnik idzie do kościoła w niedzielę, ale przez sześć dni go religia w ogóle nie interesuje. To jest ostatni temat! Rolnik ma milion, dwa miliony innych zmartwień. On musi być zoologiem, technikiem, elektrykiem, kierowcą i tak dalej. Dla rolnika religia nie ma żadnej rangi, jest na szarym, szarym końcu.</p>
<p>Zrozumieć wieś &#8211; to jest absolutnie kluczowe. O tym od dwunastu czy trzynastu lat mówię w swojej sztuce. Środowiska wiejskie od warszawskich są bardzo od siebie oddalone. Ja próbuję przerzucać między nimi mosty. Łączyć, szukać jakichś wspólnych wątków, prowokować sytuacje, w których oni się spotykają.</p>
<p>Moja sztuka to w dużym stopniu oswajanie. Czy wierzę w jej skuteczność? Od samego początku. Pokazując projekty zrealizowane w Kurówku w warszawskim MSN czy innych miejskich galeriach, oswajałem miasto ze wsią. Projekt <em>Gra terenowa</em> przywiódł Warszawę do Kurówka, oswajając w ten sposób wieś z miastem. <em>Strachy</em> oswajały Kurówek z osobami LGBT a osoby LGBT &#8211; z osobami ze wsi. <em>Wyspa</em> polegała na wypożyczeniu od scenografa Allana Starskiego macew z filmu „Pokłosie” i ustawieniu ich na wyspie na sierpeckim jeziorze Jeziórki, w trakcie drugiej wojny wykopanym przez Żydów. Wokół instalacji – krepinowa wstęga, tęcza z czterech tysięcy kwiatów. Czyli wprowadzenie do lokalnej dyskusji publicznej tematu nietolerancji, nienawiści, ale też zagadnienia LGBT, po raz pierwszy głośno. Z tego co wiem od mieszkańców i burmistrza, opinii pozytywnych było zdecydowanie więcej niż negatywnych. Wierzę, że sztuka – moja i w ogóle &#8211; ma realny wpływ na rzeczywistość. Jej skuteczność w oswajaniu świata widzę na każdym kroku.</p>

		</div>
	</div>
</div></div></div></div>
<p>Artykuł <a rel="nofollow" href="https://poptown.eu/daniel-rycharski-wiesniak-ktorego-potrzebuje-polska/">Daniel Rycharski: Wieśniak, którego potrzebuje Polska.</a> pochodzi z serwisu <a rel="nofollow" href="https://poptown.eu">Poptown</a>.</p>
]]></content:encoded>
					
		
		
			</item>
		<item>
		<title>Femsplaining w wersji lux. O kobietach kochających „Gwiezdne wojny” mówi reżyserka Annelise Ophelian</title>
		<link>https://poptown.eu/femsplaining-w-wersji-lux-o-kobietach-kochajacych-gwiezdne-wojny/</link>
		
		<dc:creator><![CDATA[Anna Tatarska]]></dc:creator>
		<pubDate>Wed, 18 Dec 2019 14:37:28 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[Kultura]]></category>
		<category><![CDATA[Film]]></category>
		<guid isPermaLink="false">https://poptown.eu/?p=1925</guid>

					<description><![CDATA[<p>Artykuł <a rel="nofollow" href="https://poptown.eu/femsplaining-w-wersji-lux-o-kobietach-kochajacych-gwiezdne-wojny/">Femsplaining w wersji lux. O kobietach kochających „Gwiezdne wojny” mówi reżyserka Annelise Ophelian</a> pochodzi z serwisu <a rel="nofollow" href="https://poptown.eu">Poptown</a>.</p>
]]></description>
										<content:encoded><![CDATA[<div class="vc_row wpb_row vc_row-fluid"><div class="wpb_column vc_column_container vc_col-sm-12"><div class="vc_column-inner"><div class="wpb_wrapper">
	<div class="wpb_text_column wpb_content_element " >
		<div class="wpb_wrapper">
			<p>Prawdziwą „nową nadzieję” przyniosła nie Leia, a Rey. „Przebudzenie mocy” (2015) stało się dla gwiezdnej sagi momentem zwrotnym. Jak dowodzą opublikowane kilka lat temu badania związanego z USC inżyniera Shrikantha Narayanana, był to nie tylko krok w stronę równouprawnienia, ale też dywersyfikacji, tak etnicznej, jak i społecznej. Aż 40% dialogów w „Przebudzeniu mocy” wygłaszają bohaterowie o kolorze skóry innym niż biały. Mówi się, że w ostatniej części „Skywalker – Przebudzenie mocy” pojawią się postaci wykraczające poza heteronormę. Rey, Kapitan Phasma, Jyn Erso, Maz Kanata, Mon Mothma, Rose Tico, wiceadmirał Holdo, porucznik Connix, a wkrótce jeszcze Jannah i Zorii Bliss to pełnokrwiste, zniuansowane postaci, które by działać, nie potrzebują motywacji w postaci złamanego serca. To ogromnie ważne w czasach, w których dzieła popkultury są dla wielu bardziej wiarygodnym materiałem edukacyjnym niż naukowe opracowania czy teksty filozoficzne.</p>
<p>Przez dekady zmieniała się nie tylko sama saga, ale też jej fani. Fenomenowi fandomu wojen od kilku lat przygląda się Annelise Ophelian, z którą spotkałam się podczas Star Wars Celebration w Chicago – kilkudniowym święcie „Gwiezdnych Wojen”, organizowanym głównie z myślą o fanach. To tam rozmawia się o planach dotyczących najbliższych premier – tak kinowych, jak i filmowych. Ale równolegle obok oficjalnych wydarzeń i spotkań z aktorami i autorami buzuje alternatywna scena. Queerowy speed dating, quizy z wiedzy na temat „wojen”, pokazy cosplayu czy dyskusje o erotycznych fanficach to tylko przedsmak tej, jakże różnorodnej, galaktyki.</p>
<p>Pochodząca z San Francisco queerowa reżyserka, psycholożka i psychoterapeutka jest autorką dokumentalnego serialu „Looking For Leia”. Jego bohaterami są kobiety i osoby niebinarne, współtworzące społeczność fanów „Gwiezdnych Wojen”. &#8211; Kobiety zawsze uwielbiały „Star Wars”, tylko światu zajęło 40 lat, żeby to dostrzec. Kobiecy fandom jest namiętny, kreatywny i sięga o wiele dalej niż spuścizna Lei. „Looking for Leia” odwraca tradycyjną narrację „kultury geeków” i odkrywa sposoby, w jakie kobiety i niebinarni fani tworzą własne galaktyki. To najlepszy przypadek femsplainingu, jaki możecie sobie wyobrazić!</p>
<p><strong> </strong></p>
<p>&nbsp;</p>
<p><strong>Anna Tatarska: Generał Leia Organa czy Królowa Amidala to postaci, które mocno zapadły w pamięć fanów „Gwiezdnych Wojen” na całym świecie. Ale przez lata „starwarsy” to był męski świat.</strong></p>
<p>&nbsp;</p>
<p><strong>Annelise Ophelian: </strong>Bez dwóch zdań, ale to nie jest zjawisko wyłącznie „gwiezdnowojenne”. Przez lata film, szczególnie kino gatunkowe, zmagał się z obsadzeniem więcej niż jednej kobiety w znaczącej roli. Mieliśmy Ellen Ripley, która była niesamowita i niezapomniana – ale sama. Nazywamy to „Syndromem Smerfetki”. W takim „Mrocznym widmie” z jednej strony są silne kobiece postaci, z drugiej naprawdę trudno znaleźć zdania, wypowiadane przez kobiety, w których nie chodzi o mężczyzn. A mnie nie satysfakcjonuje jedno, jedyne zdanie, chcę rozwiniętej, pogłębionej rozmowy, która jednocześnie zdaje test Bechdel. „Gwiezdne Wojny” to ogromna siła, święcąca triumfy od ponad czterdziestu lat franczyza intermedialna. Dlatego bardzo mnie cieszy, że wreszcie wyznaczają właściwy, równościowy kierunek. Na pewno swoistą rewolucją był „Ostatni Jedi” gdzie ważnych postaci kobiecych było wiele, w różnych wątkach i z rolami napędzającymi fabułę. Dobrze dzieje się na polu animacji: w serialach „Gwiezdne Wojny: Rebelianci” i „Gwiezdne Wojny: Ruch oporu” jest o wiele lepiej niż w produkcjach fabularnych. Kobiety rozmawiają o polityce, strategiach, naprawie sprzętu. Myślę, że na tym przykładzie widać, że studia coraz chętniej wydają pieniądze na to, by pokazywać zróżnicowany świat. Oczywiście osobnym tematem jest „przebudzenie” mediów. Swój projekt zaczęłam w 2015 roku, kiedy na ekranie wchodziło „Przebudzenie mocy”. Pamiętam, że wszyscy mnie wtedy pytali, czy skoro mamy już Rey, to teraz baza fanek Wojen się poszerzy. Odpowiadałam, zgodnie z prawdą, że kobiety zawsze uwielbiały „Star Wars”, tylko światu zajęło 40 lat, żeby to dostrzec!</p>

		</div>
	</div>
</div></div></div></div><div data-vc-full-width="true" data-vc-full-width-init="false" data-vc-stretch-content="true" class="vc_row wpb_row vc_row-fluid vc_row-no-padding"><div class="wpb_column vc_column_container vc_col-sm-6"><div class="vc_column-inner"><div class="wpb_wrapper">
	<div  class="wpb_single_image wpb_content_element vc_align_left">
		
		<figure class="wpb_wrapper vc_figure">
			<div class="vc_single_image-wrapper   vc_box_border_grey"><img width="1558" height="930" src="https://poptown.eu/wp-content/uploads/2019/12/leia_poptown2.jpg" class="vc_single_image-img attachment-full" alt="" loading="lazy" srcset="https://poptown.eu/wp-content/uploads/2019/12/leia_poptown2.jpg 1558w, https://poptown.eu/wp-content/uploads/2019/12/leia_poptown2-300x179.jpg 300w, https://poptown.eu/wp-content/uploads/2019/12/leia_poptown2-1024x611.jpg 1024w, https://poptown.eu/wp-content/uploads/2019/12/leia_poptown2-768x458.jpg 768w, https://poptown.eu/wp-content/uploads/2019/12/leia_poptown2-1536x917.jpg 1536w" sizes="(max-width: 1558px) 100vw, 1558px" /></div>
		</figure>
	</div>
</div></div></div><div class="wpb_column vc_column_container vc_col-sm-6"><div class="vc_column-inner"><div class="wpb_wrapper">
	<div  class="wpb_single_image wpb_content_element vc_align_left">
		
		<figure class="wpb_wrapper vc_figure">
			<div class="vc_single_image-wrapper   vc_box_border_grey"><img width="1558" height="930" src="https://poptown.eu/wp-content/uploads/2019/12/leia_poptown3.jpg" class="vc_single_image-img attachment-full" alt="" loading="lazy" srcset="https://poptown.eu/wp-content/uploads/2019/12/leia_poptown3.jpg 1558w, https://poptown.eu/wp-content/uploads/2019/12/leia_poptown3-300x179.jpg 300w, https://poptown.eu/wp-content/uploads/2019/12/leia_poptown3-1024x611.jpg 1024w, https://poptown.eu/wp-content/uploads/2019/12/leia_poptown3-768x458.jpg 768w, https://poptown.eu/wp-content/uploads/2019/12/leia_poptown3-1536x917.jpg 1536w" sizes="(max-width: 1558px) 100vw, 1558px" /></div><figcaption class="vc_figure-caption">&quot;Looking for Leia&quot;</figcaption>
		</figure>
	</div>
</div></div></div></div><div class="vc_row-full-width vc_clearfix"></div><div class="vc_row wpb_row vc_row-fluid"><div class="wpb_column vc_column_container vc_col-sm-12"><div class="vc_column-inner"><div class="wpb_wrapper">
	<div class="wpb_text_column wpb_content_element " >
		<div class="wpb_wrapper">
			<p><strong>Faceci kolekcjonujący auta to społeczna norma, ale cosplay – żart, dziecinada.</strong></p>
<p>&nbsp;</p>
<p>Jako psycholożka chciałabym podkreślić, że funkcja zabawy w życiu dorosłego człowieka jest nie do przecenienia. A fandom implikuje tego rodzaju aktywności. To celebracja, aktywność bardzo plastyczna, która może u dorosłych pełnić funkcję naprawczą, pomagać im się przystosować. Jednak środowisko niepozbawione jest uprzedzeń. Pamiętam, że na samym początku pracy nad serialem znajomi psychologowie – a także dokumentaliści – próbowali mnie podpuszczać. Spodziewali się, że podzielę się jakimiś dziwacznymi, szalonymi historiami, zasłyszanymi od moich bohaterów. Podświadomie założyli, że członkowie fandomu to <em>freaki</em>.</p>
<p>&nbsp;</p>
<p><strong>Taki wizerunek chętnie podtrzymują media.</strong></p>
<p>&nbsp;</p>
<p>Media wciąż, często nieświadomie, podsycają taki stereotyp. Zresztą czasami robą to celowo, bo żyjemy w kulturze <em>clickbaitu</em> i kontrowersje, napuszczanie na siebie ludzi, to idealny przepis na chwytliwy nagłówek i odsłony. Lekceważą kontekst w jakim funkcjonuje fandom. Chętnie przedstawiają go jako coś infantylnego, skrajnego. A punktem wyjścia dla fandomu jest pasja i zaangażowanie w historię. To jedna z konstytutywnych ludzkich cech z antropologicznego punktu widzenia. Od dawna uznajemy mity, teksty religijne, za warte analizy. Stawiamy je w centrum kultury, rozbieramy na części pierwsze. Fandom na podobnej zasadzie jak one ma głęboki związek z poczuciem własnej tożsamości i relacjami z innymi ludźmi. Często mity i legendy są najbardziej nam potrzebne na formatywnych etapach życia, bo objaśniają otaczający nas świat. Fandom, religia, sport czy polityka – angażujemy się w nie tak mocno, bo pozwalają kanalizować negatywne emocje, dają szansę na oddech, wyznaczają cel. Każda z tych przestrzeni jest spektrum, w którym znajdują się także ci nieodpowiednio przystosowani. Sądzę, że z powyższych pól fandom akurat jest najmniej toksyczny, przemocowy czy szkodliwy. A jednak nikt nie infantylizuje fanów sportu, co notorycznie spotyka fanów filmów sci-fi. Może dlatego w naszych szeregach jest tak wielu dorosłych, dopiero teraz gotowych, by się z tymi negatywnymi emocjami zmierzyć</p>
<p>&nbsp;</p>
<p><strong>Wiek fanów ma tez związek z siłą nabywczą, funduszami.</strong></p>
<p>&nbsp;</p>
<p>Myślę, że wielu dorosłych fanów, podobnie jak ja, dziś kupuje rzeczy, o których marzyli jako dziecko, a naszych rodziców nie było na nie stać lub uważali, że to wyrzucone pieniądze. Na przykład skomplikowane zestawy klocków LEGO. Także wyjazd na zjazd fanowski to bardzo droga impreza. Znam wiele osób identyfikujących się jako przedstawiciele klasy pracującej, dla których uczestnictwo w zjeździe oznacza dwa lata oszczędzania lub podjęcie dodatkowej pracy. Ale oczywiście jest cała grupa ludzi, dla których jest to wydatek nieosiągalny – ci będą uczestniczyć w mniejszych, lokalnych wydarzeniach czy konwentach. Bilet na GeekGirlCon kosztuje 45 dolarów. Akurat kobiety zawsze miały nieskończone pokłady kreatywności i potrafiły uczestniczyć w tych fanowskich aktywnościach, które nie wymagały skoncentrowanego finansowego wysiłku.</p>
<p><strong> </strong></p>
<p><strong>Słowo „geek” nie zawsze miało pozytywny wydźwięk.</strong></p>
<p>I wciąż nie ma wyłącznie takiego. Słownik i stereotypy koszmarnie nas ograniczają. To taka sama walka o odzyskanie języka, jak w przypadku terminu <em>queer</em>. Wychodzimy z założenia, że nie można zawstydzić kogoś, kto się nie wstydzi. W 2010 roku w social mediach zaczął pojawiać się #geekgirl – odzyskiwanie terminu <em>geek</em>. „Tak, dokładnie tym jestem, dziękuję za komplement”. To samo dzieje się ze słowem <em>nerd</em> [pol. maniak komputerowy, frajer, nieudacznik]. Ale oczywiście są to słowa, które miały odsuwać ludzi na peryferie, szykanować. Fandom też powoli z pozycji jakieś błahej fanaberii wkracza na naukowe salony, bada się go na uczelniach jako antropologiczny proces. To daje nam szansę na stworzenie nowej soczewki do patrzenia na ludzkie zachowanie, tożsamość, relacje.</p>
<p><strong>Co wyróżnia fandom „Gwiezdnych wojen” od innych?</strong></p>
<p>&nbsp;</p>
<p>Można być fanem nostalgicznym, jeśli lubi się „Star Trek”, „He-mana”, „My little pony” czy „She-ra – księżniczka mocy”. Powrót do czegoś, co definiowało nas jako dzieci, zawsze jest fascynujący. To szansa, by spojrzeć na swoje doświadczenia z nabytą mądrością i dystansem, podomykać pewne sprawy. „Gwiezdne wojny”, w przeciwieństwie do innych popularnych zjawisk popkultury, nigdy właściwie nie zniknęły. Był taki okres, w którym nowe były głównie książki, ale nie długi. Zatem to fandom z organicznymi punktami otwarcia dla rozmaitych pokoleń. Każde z nich ma swoje Gwiezdne Wojny. Z antropologicznego punktu widzenia to naprawdę niezwykle.</p>

		</div>
	</div>
</div></div></div></div><div data-vc-full-width="true" data-vc-full-width-init="false" data-vc-stretch-content="true" class="vc_row wpb_row vc_row-fluid vc_row-no-padding"><div class="wpb_column vc_column_container vc_col-sm-6"><div class="vc_column-inner"><div class="wpb_wrapper">
	<div  class="wpb_single_image wpb_content_element vc_align_left">
		
		<figure class="wpb_wrapper vc_figure">
			<div class="vc_single_image-wrapper   vc_box_border_grey"><img width="2133" height="1200" src="https://poptown.eu/wp-content/uploads/2019/12/leia_poptown4.jpg" class="vc_single_image-img attachment-full" alt="" loading="lazy" srcset="https://poptown.eu/wp-content/uploads/2019/12/leia_poptown4.jpg 2133w, https://poptown.eu/wp-content/uploads/2019/12/leia_poptown4-300x169.jpg 300w, https://poptown.eu/wp-content/uploads/2019/12/leia_poptown4-1024x576.jpg 1024w, https://poptown.eu/wp-content/uploads/2019/12/leia_poptown4-768x432.jpg 768w, https://poptown.eu/wp-content/uploads/2019/12/leia_poptown4-1536x864.jpg 1536w, https://poptown.eu/wp-content/uploads/2019/12/leia_poptown4-2048x1152.jpg 2048w" sizes="(max-width: 2133px) 100vw, 2133px" /></div>
		</figure>
	</div>
</div></div></div><div class="wpb_column vc_column_container vc_col-sm-6"><div class="vc_column-inner"><div class="wpb_wrapper">
	<div  class="wpb_single_image wpb_content_element vc_align_left">
		
		<figure class="wpb_wrapper vc_figure">
			<div class="vc_single_image-wrapper   vc_box_border_grey"><img width="2133" height="1200" src="https://poptown.eu/wp-content/uploads/2019/12/leia_poptown5.jpg" class="vc_single_image-img attachment-full" alt="" loading="lazy" srcset="https://poptown.eu/wp-content/uploads/2019/12/leia_poptown5.jpg 2133w, https://poptown.eu/wp-content/uploads/2019/12/leia_poptown5-300x169.jpg 300w, https://poptown.eu/wp-content/uploads/2019/12/leia_poptown5-1024x576.jpg 1024w, https://poptown.eu/wp-content/uploads/2019/12/leia_poptown5-768x432.jpg 768w, https://poptown.eu/wp-content/uploads/2019/12/leia_poptown5-1536x864.jpg 1536w, https://poptown.eu/wp-content/uploads/2019/12/leia_poptown5-2048x1152.jpg 2048w" sizes="(max-width: 2133px) 100vw, 2133px" /></div><figcaption class="vc_figure-caption">&quot;Looking for Leia&quot;</figcaption>
		</figure>
	</div>
</div></div></div></div><div class="vc_row-full-width vc_clearfix"></div><div class="vc_row wpb_row vc_row-fluid"><div class="wpb_column vc_column_container vc_col-sm-12"><div class="vc_column-inner"><div class="wpb_wrapper">
	<div class="wpb_text_column wpb_content_element " >
		<div class="wpb_wrapper">
			<p><strong>Na kwietniowym wydarzeniu w Chicago widziałam wiele dziewczynek, które na wydarzenie przyjechały z rodzicami, młodych dziewczyn w cosplayu. Organizowane były panele o dziewczyńskim fandomie. Czy kobiety zawsze były w tej przestrzeni tak mile widziane?</strong></p>
<p>&nbsp;</p>
<p>Kobiety zawsze stanowiły liczną grupę fanek „Wojen…” a jeszcze wcześniej – „Star Treka” i innych grup fanowskich kina gatunkowego. To są wnioski, do jakich doszłam pracując nad swoim projektem. Ale jeśli prześledzimy historię wydatków na promocję sagi, to staje się jasne, że bardzo długo nie traktowano ich jako liczącej się grupy odbiorców.</p>
<p>&nbsp;</p>
<p>Wiele dziewczyn mówiło mi, że ich uwielbienie dla Wojen czy innych serii było wyszydzane i często czuły, że wolą je ukrywać. Dzieliły to tylko z najbliższymi. I przez to działał też argument obserwacyjny – na wszystkich dużych wydarzeniach pojawiali się głównie biali faceci, którzy mogli się rozejrzeć dokoła i stwierdzić, że nie widzą żadnych kobiet, a więc kobiety nie dzielą ich fascynacji. Dziś to ulega zmianie, doczekałyśmy się nawet wydarzeń takich, jak wspomniany już GeekGirlCon.</p>
<p>&nbsp;</p>
<p>Filmy tradycyjnie reklamowano z konkretną grupą demograficzną w tyle głowy. 18-45, heteroseksualny cis mężczyzna. Taki święty graal dystrybutorów, odbiorca postrzegany jako najbardziej dochodowy, choć rozliczne badania obaliły tę tezę. Kolejna kwestia, to że fandom często mierzy się według skali zakupowej. Jesteś fanem, jeśli dużo wiesz, jeśli masz gadżety, zbierasz zabawki, komiksy. To taki typowy model „fanboya”. A fandom kobiet jest często inny: nie konsumpcyjny a kreatywny. Kobiety piszą sześciusetstronicowy fanfik, tworzą gros fanzinów. To ogromny wkład w fanowską kulturę, ale niebezpośrednio korzystny dla producenta, dlatego mniej widoczny. Takie systemowe dyskredytowanie, marginalizowanie kobiet, to jeden z zawiasów, na których od lat trzyma się mizoginia.</p>
<p>&nbsp;</p>
<p><strong>Podczas Star Wars Celebration wszędzie wisiały plakaty, informujące, że zjazd jest przestrzenią bez przemocy. Podkreślano wagę zgody na ewentualne kontakty, inkluzywność</strong>. <strong>Czy zawsze tak było, czy to efekt #metoo?</strong></p>
<p><strong> </strong></p>
<p>Kino gatunkowe od zawsze miało moc normalizacji inności. Dzięki sci-fi czy fantasy outsiderzy i wykluczeni mogli wreszcie odnaleźć wspaniałe wzory osobowe. Mieli szansę się zidentyfikować z postacią i też, jak wcześniej ich „zwyczajni” koledzy, ratować świat przed złymi siłami czy zwyciężać w bitwach. W 2015 roku podczas Star Wars Celebration po raz pierwszy zobaczyłam na żywo plakat „Cosplay is not consent” [Cosplay, nawet najbardziej zmysłowy czy erotyczny, to nie synonim zgody na kontakt czy dotyk. „Bądź miły, uprzejmy i nie dotykaj żadnych piersi” – głoszą napisy na plakatach – red.]. To było niesamowite przeżycie. Poczułam, jakby ktoś mówił do mnie: „Dostrzegamy cię, to jest twoje miejsce, chcemy byś czuła się dobrze”. Szczytne idee to jedno, ale możliwość wdrożenia tego, to co innego. Tu organizatorzy mają możliwości, by tego dopilnować. Dzięki temu fani, którzy na co dzień z jakiegoś powodu są wykluczeni, w tej przestrzeni mogą czuć się bezpieczni. To zresztą uniwersalna cecha „Wojen”. Kobiety, osoby z niepełnosprawnością, przedstawiciele społeczności LGBTQ są widzialni. Nasze ciała mają w tej przestrzeni rację bytu. Także media wreszcie zaczęły nas dostrzegać. „Nie pokazywaliśmy was wcześniej, pora to zmienić. Jesteście częścią tej historii”. Jako <em>queerowa</em> kobieta od połowy lat osiemdziesiątych uczestniczę w rozmaitych paradach równości. Proszę sobie wyobrazić, jak się czułam, gdy w trakcie Seattle Pride w 2017 po raz pierwszy jako oficjalna, uznana przez Lucas Film grupa, wystąpił Pride Squad. Transpłciowa Leia tańcząca na podeście. Moja część<em> queerowa</em> i <em>geekowa</em> być może po raz pierwszy zostały uszczęśliwione jednocześnie. Kręciłam tam materiał, ale szlochałam przez cały przemarsz. To wspaniałe, że organizatorzy wydarzeń fanowskich dbają o komfort swoich uczestników. Szczególnie liczy się to dla ludzi z mojego pokolenia, którzy dorastali w całkiem innym klimacie i dopiero teraz, jako dorośli, składają wszystkie części układanki. Ogromnie cieszę się też, że młodzi fani dostali w filmach pełną reprezentacje bohaterów, z którymi mogą się utożsamiać.</p>

		</div>
	</div>
</div></div></div></div>
<p>Artykuł <a rel="nofollow" href="https://poptown.eu/femsplaining-w-wersji-lux-o-kobietach-kochajacych-gwiezdne-wojny/">Femsplaining w wersji lux. O kobietach kochających „Gwiezdne wojny” mówi reżyserka Annelise Ophelian</a> pochodzi z serwisu <a rel="nofollow" href="https://poptown.eu">Poptown</a>.</p>
]]></content:encoded>
					
		
		
			</item>
		<item>
		<title>Jagoda Szelc: Reżyserzyca. Artystka. Opowiada obrazem</title>
		<link>https://poptown.eu/jagoda-szelc/</link>
		
		<dc:creator><![CDATA[Anna Tatarska]]></dc:creator>
		<pubDate>Tue, 26 Nov 2019 08:56:31 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[Kultura]]></category>
		<category><![CDATA[Film]]></category>
		<category><![CDATA[jagoda szelc]]></category>
		<category><![CDATA[monument]]></category>
		<category><![CDATA[wierza jasny dzień]]></category>
		<guid isPermaLink="false">https://poptown.eu/?p=1337</guid>

					<description><![CDATA[<p>Artykuł <a rel="nofollow" href="https://poptown.eu/jagoda-szelc/">Jagoda Szelc: Reżyserzyca. Artystka. Opowiada obrazem</a> pochodzi z serwisu <a rel="nofollow" href="https://poptown.eu">Poptown</a>.</p>
]]></description>
										<content:encoded><![CDATA[<div class="vc_row wpb_row vc_row-fluid"><div class="wpb_column vc_column_container vc_col-sm-12"><div class="vc_column-inner"><div class="wpb_wrapper">
	<div class="wpb_text_column wpb_content_element " >
		<div class="wpb_wrapper">
			<p class="p1">Uważny człowiek, dbający o osobisty rozwój i wykorzystujący zdobytą wiedzę w procesie twórczym. Kobieta świadoma maczystowskiego skrzywienia branży i niegodząca się na drugi plan. Wrażliwa na kwestie klimatyczne, nie boi się wskazywać palcem błędów i wypaczeń współczesnego świata. Jej odwaga i szczerość imponują i inspirują.</p>
<p class="p1">Rozmowa z Jagodą Szelc otwiera na Poptown cykl rozmów z ludźmi, którzy w dobie dewaluacji terminu „influencer” rzeczywiście zasługują na to miano.</p>

		</div>
	</div>
</div></div></div></div><div data-vc-full-width="true" data-vc-full-width-init="false" data-vc-stretch-content="true" class="vc_row wpb_row vc_row-fluid"><div class="wpb_column vc_column_container vc_col-sm-8"><div class="vc_column-inner"><div class="wpb_wrapper">
	<div class="wpb_text_column wpb_content_element " >
		<div class="wpb_wrapper">
			<p class="p1"><b>KOBIETA</b></p>
<p class="p1">Jesteśmy wychowywani głównie przez jeden mechanizm: przez zawstydzanie. Mężczyźni są zawstydzani za smutek, a kobiety są zawstydzane za złość. Obydwie te emocje są dobre, dlatego że obydwie czemuś służą. Należy odczuwać jedno i drugie. Amputowanie jednej z emocji powoduje destabilizację w reaktorze. Delikatny balans.</p>
<p class="p1">Kobiecy smutek to brak wiary, pomniejszenie, supresja. Kobiety karze się za wyjście przed szereg, za decyzyjność. Dziś mam mocne centrum siebie. Wiem na pewno, kim nie jestem. Bardzo długo na to pracowałam. Ale wielokrotnie się spotkałam z tym, że mówiąc o sobie coś, czego jestem pewna, byłam odczytywana jako agresywna. Także w pracy. To właśnie kulturowy kod. Bardzo drażnię określony typ mężczyzn.</p>
<p class="p1">Żyjemy wewnątrz języka, język tworzy rzeczywistość. Zapisane są w nim kody kulturowe. Zawody żeńskie są tworzone od zdrobnień zawodów męskich. Już na tym poziomie dyskwalifikuje to po części kobietę. Reżyserka? Jakaś taka mała, pomniejszony reżyser. Mężczyzn kod kulturowy też krzywdzi, ale w innych dziedzinach.</p>
<p class="p1">Kobiece kino? Nie wiem, co to jest. Każdy inaczej definiuje swoją kobiecość, każdy inaczej widzi film. Za to wiem, co to jest kino kobiet: kino współtworzone i realizowane przez kobiety. Dla mnie płcie różnią się wyłącznie tym, że jedna ma cipkę, a druga siurka. Cała reszta to jest sprawa indywidualna. Mam problem ze słowami „każdy”, „wszyscy” i „nikt”. Nie wierzę w nie.</p>

		</div>
	</div>
</div></div></div><div class="wpb_column vc_column_container vc_col-sm-4"><div class="vc_column-inner"><div class="wpb_wrapper"></div></div></div></div><div class="vc_row-full-width vc_clearfix"></div><div data-vc-full-width="true" data-vc-full-width-init="false" data-vc-stretch-content="true" class="vc_row wpb_row vc_row-fluid"><div class="wpb_column vc_column_container vc_col-sm-4"><div class="vc_column-inner"><div class="wpb_wrapper"></div></div></div><div class="wpb_column vc_column_container vc_col-sm-8"><div class="vc_column-inner"><div class="wpb_wrapper">
	<div class="wpb_text_column wpb_content_element " >
		<div class="wpb_wrapper">
			<p class="p1"><b>REŻYSERZYCA</b></p>
<p class="p1">Bardzo lubię być na planie zdjęciowym, przygotowywać film w preprodukcji. Ale jest to narkotyk. Opiat. Boję się często, że to jest taka skorupa, którą z czasem zaczyna się rozpoznawać jako swoją tożsamość, choć nią nie jest. Stąpam ostrożnie.</p>
<p class="p1">Na poziomie energetycznym wykańczałoby mnie, że wchodząc na plan, zanim zacznę pracować, muszę najpierw coś udowodnić, coś, co mężczyźni po prostu mają. W mojej pracy nieprzerwanie kalkuluję czas. Gdybym się jeszcze musiała bić o budowanie relacji równościowych, tworzenie zespołu w tym duchu i tak dalej, to już by mi zostało bardzo mało czasu na samą pracę. Szowiniści? Otaczam się ludźmi, którzy tacy nie są. Walczę o swoje granice, pracuję ze swoimi granicami – i tylko to mnie interesuje. Tylko w ten sposób mogę zachować bezpieczeństwo i spójność.</p>
<p class="p1">W reżyserii jest bardzo dużo mitów. Jednym z nich, przemocowym i nieprawdopodobnie krzywdzącym, jest to, że mówi się o aktorach, że to ludzie z wielkim ego. Jak żyję, nie spotkałam aktora z wielkim ego. Ale spotkałam aktorów z niebywałymi, monstrualnymi krytykami wewnętrznymi, z którymi trzeba nauczyć się mediować. Sama parokrotnie operowałam tymi mitami, zachwycona sobą, że w ten sposób się konstytuuję jako profesjonalistka i dobra rzemieślniczka.</p>
<p class="p1">Jeżeli chodzi o #metoo, to w polskim środowisku filmowym nie było absolutnie nic. Były artykuły o tylu innych dziedzinach, o kobietach i o mężczyznach – bo chcę cały czas bardzo podkreślać, że mężczyźni również doznają przemocy! – ale ani jedna aktorka nie mówiła o tym. Rozumiem to. Czasami ludzie, którzy doznają przemocy, nie wiedzą o tym, ponieważ nie są w stanie zdefiniować, czym jest przemoc. Osoby, które doznają przemocy, często to wypierają. Opowiadają innym osobom, młodszym, z niższego roku, z tego samego środowiska, że ta przemoc, która je spotkała, to nie była przemoc. Mówią, że „choć trudne, to było dobre, bo dzięki temu osiągnęli szczyty i zostali złamani”. Chcą uprawomocnić przemoc. To jest mechanizm obronny, który robi krzywdę im i innym. Te osoby same musiałyby się skonfrontować z tym, co je spotkało. Bardzo bym chciała, żeby to się zmieniało, i chyba tak się dzieje. Choć rośnie przemoc, to ważne, żeby rosła też świadomość.</p>
<p class="p1">Parytet? Na jakimś poziomie jest niesprawiedliwy. Ale wiesz co, przez tysiące lat było niesprawiedliwie, była dysproporcja. Możemy nad tym siedzieć i popierdywać w stołki. Zastanawiać się, czy to jest dobre czy nie, czy to kogoś upokorzy, czy nie upokorzy… A ja myślę: zróbmy ten parytet i za dziesięć lat wrócimy do rozmowy o tym, czy miał sens czy nie. Może nie. Spróbujmy zrobić to symetrycznie na chwilę. Oczywiście, że nie chciałabym, żeby głupie osoby oceniały moje projekty, bo dostały pracę ze względu na płeć. Ale wiesz co, jeśli to ma posłużyć córkom mądrych kobiet, które mnie otaczają, to srać na to.</p>
<p class="p1">Na poziomie biologicznym, mentalnym, duchowym i emocjonalnym regeneracja jest absolutnie nierozerwalna z pracą całego zespołu. To tak, jak z samolotami: wkładasz maskę na siebie, a dopiero potem na dziecko. Jest taka przypowieść piękna o piekle i niebie, którą bardzo lubię, i w ten sposób rozumiem też pracę zespołową. Są dwa stoły suto zastawione, przy których siedzą ludzie i mają długie takie pałki do jedzenia. W piekle ci ludzie próbują wziąć coś w pałki i wsadzić sobie do ust, ale są za długie, więc nie są w stanie się nakarmić. A w niebie ci ludzie karmią się nawzajem.</p>

		</div>
	</div>
</div></div></div></div><div class="vc_row-full-width vc_clearfix"></div><div data-vc-full-width="true" data-vc-full-width-init="false" data-vc-stretch-content="true" class="vc_row wpb_row vc_row-fluid"><div class="wpb_column vc_column_container vc_col-sm-8"><div class="vc_column-inner"><div class="wpb_wrapper">
	<div class="wpb_text_column wpb_content_element " >
		<div class="wpb_wrapper">
			<p class="p1"><b>PAMIĘĆ</b></p>
<p class="p1">Im częściej coś wspominamy, tym bardziej przeinaczamy to wspomnienie. Mój chłopak opowiada mi sceny z filmów, których nie widziałam, robi to najlepiej, odpływam. Potem oglądamy ten film i te sceny nie są wcale tak dobre, jak mówił. Zmieniamy się. Niemożliwe jest tak naprawdę obejrzeć film. Żeby stwierdzić, czy nasze zdanie na jego temat jest wciąż prawdziwe, trzeba byłoby go obejrzeć tuż przed. Film się przefiltrowuje przez aktualny stan psychiczno-emocjonalny widza, przez deficyty, zasoby. Nie oglądamy filmu, tylko swoją percepcję na temat filmu.</p>
<p class="p1">Ja swoich filmów nie obejrzałam i nie obejrzę nigdy. Niemożliwe jest obejrzeć swój film. To mówię absolutnie, totalnie poważnie. To jest cena, którą filmowcy płacą za to, że robią to, co robią. Znamy te przestrzenie, tych ludzi, mamy pamięć z planu. Widzimy jakiś plaster zdjęć, ale nie czysty film. Dlatego podczas wywiadów nie mówię konkretnie o swoim filmie. Staram się raczej mówić szerzej – o kinie.</p>
<p class="p1">Umieć zacytować scenę słowo w słowo? „<i>Wielka </i>G<i>ra</i>”<i> </i>na tym polega albo quizy: że dokładnie pamiętasz jota w jotę, co się wydarzyło. Ja uważam, że lepiej jest pamiętać swoje inside’y. Kobiety bardzo często mają syndrom Nikodema Dyzmy. Boją się, że za chwilę zostaną przyłapane na niewiedzy. A prawdopodobnie twoja prawa półkula myślała bardzo kreatywnie, więc zapamiętałaś swoje teorie, ale nie konkretne „prawdy”. I teraz to sama wartościujesz.</p>

		</div>
	</div>
</div></div></div><div class="wpb_column vc_column_container vc_col-sm-4"><div class="vc_column-inner"><div class="wpb_wrapper"></div></div></div></div><div class="vc_row-full-width vc_clearfix"></div><div data-vc-full-width="true" data-vc-full-width-init="false" data-vc-stretch-content="true" class="vc_row wpb_row vc_row-fluid"><div class="wpb_column vc_column_container vc_col-sm-4"><div class="vc_column-inner"><div class="wpb_wrapper"></div></div></div><div class="wpb_column vc_column_container vc_col-sm-8"><div class="vc_column-inner"><div class="wpb_wrapper">
	<div class="wpb_text_column wpb_content_element " >
		<div class="wpb_wrapper">
			<p class="p1"><b>UCZUCIA</b></p>
<p class="p1">Nie da się cierpliwie i empatycznie budować relacji z innymi, jak nie ma się relacji ze sobą. To jest pierwsza rzecz. Druga rzecz jest taka, że wszystko jest na skali. Empatia też. Patologiczna empatia to współuzależnienie. Brak empatii to narcyzm. Religia zrobiła nam mindfuck z miłością własną, która jest zdrowiem. Kiedyś miałam rozlania emocji. Albo była rozpacz, albo totalna radość pochłaniająca, spalająca. Kiedy wszystko zaczęło się centralizować, złapałam paranoję, że coś się stało, że jestem zaburzona, że ja nie czuję. To dlatego, że te uczucia pierwszy raz w życiu były w stanie zrównoważonym. Była teza, antyteza i nastąpiła synteza.</p>
<p class="p1">Pozwalam sobie na złość. Wstrzymanie męczy, zużywa neurotycznie. Teraz jest lepiej. Miałam kiedyś zwrot w kierunku wstrząsu pourazowego. Z drugiej strony poćwiczyłam sobie wentylowanie emocji. Czyli czegoś, co zostało totalnie amputowane przez wiele lat mojego życia.</p>

		</div>
	</div>
</div></div></div></div><div class="vc_row-full-width vc_clearfix"></div><div data-vc-full-width="true" data-vc-full-width-init="false" data-vc-stretch-content="true" class="vc_row wpb_row vc_row-fluid"><div class="wpb_column vc_column_container vc_col-sm-8"><div class="vc_column-inner"><div class="wpb_wrapper">
	<div class="wpb_text_column wpb_content_element " >
		<div class="wpb_wrapper">
			<p class="p1"><b>SŁOWA</b></p>
<p class="p1">Mówię bardzo prosto. Nie jestem erudytką. Mam dysleksję, dysortografię, dyskalkulię, wszystko naraz. Jak to jest, że osoba, która ma takie nieprawdopodobne problemy w pisaniu, dostaje w Gdyni nagrodę za scenariusz? Dyslektycy mają w pewnym sensie dar. Dyslektyk widzi dwadzieścia pięć pozawerbalnych obrazów w głowie, podczas gdy normalnie człowiek widzi ich pięć. Mamy nadprodukcję obrazów. Bardzo lubię to, że jest nadprodukcja czegoś niematerialnego.</p>
<p class="p1">Pracuję z językiem i za jego pomocą. Wiesz, że kapitanowie statków podczas egzaminu na morzu kładli ręce na maszt i za pomocą konkretnych komend sterowali załogą, bez pokazywania? Robili tak dlatego, że w czasie burzy nie można wskazywać rzeczy, nie mogli się posługiwać ikonograficznie obrazem. W kinie też nie tworzy się obrazów za pomocą obrazu. Na planie pracuje trzydzieści, czterdzieści, czasami osiemdziesiąt osób. Muszę umieć się z nimi komunikować, a komunikacja jest jedną z najtrudniejszych sztuk.</p>
<p class="p1">Ludzie często są szczerzy, ale niekoniecznie sami ze sobą. Każdy z nas musi wyćwiczyć umiejętność ustalania, czy wygłaszana opinia jest rzeczywiście zgodna z jego ideologią, czy to tylko bezrefleksyjne zapożyczenie. Wyżej niż szczerość ceniłabym wykonywanie tej ogromnej pracy w uspójnianiu własnych opinii. Branie odpowiedzialności za swoje definicje to dla mnie podstawowa składowa dorosłości.</p>
<p class="p1">To jak w <i>Wielkim inkwizytorze </i>Dostojewskiego: ludzie trochę nie lubią mieć wolności, nie mamy na to czasu. Wolimy, żeby ktoś wychodził z budynku, wygłaszał oświadczenie do dziennikarzy, a dziennikarz nam to powtarzał w telewizji. Wtedy wiemy, wtedy ktoś nam tworzy jakieś ramy. Samemu sobie tworzyć ramy jest trudniej.</p>
<p class="p1">Posłuchaj przez pół godziny, jak bardzo dobrzy ludzie mówią bardzo głupie rzeczy do swoich dzieci. Zaczniesz rozumieć, dlaczego tak trudno, opisując inną osobę, mówić „osoba o innych przekonaniach”, a nie „wróg”. Od „wroga” jest krótka droga do „idioty”, „śmiecia”. Gdybyśmy konsekwentnie, politycy PiS-u, Platformy Obywatelskiej i innych partii, mówili o swoich przeciwnikach politycznych „osoba z innymi poglądami”, to wydaje mi się, że agresja by się skurczyła. Największymi polami przemocy są place zabaw. To tam zaczynają się wojny.</p>

		</div>
	</div>
</div></div></div><div class="wpb_column vc_column_container vc_col-sm-4"><div class="vc_column-inner"><div class="wpb_wrapper"></div></div></div></div><div class="vc_row-full-width vc_clearfix"></div><div class="vc_row wpb_row vc_row-fluid"><div class="wpb_column vc_column_container vc_col-sm-12"><div class="vc_column-inner"><div class="wpb_wrapper">
	<div class="wpb_text_column wpb_content_element " >
		<div class="wpb_wrapper">
			<p class="p1"><b>KLIMAT</b></p>
<p class="p1">Mam depresję klimatyczną. Zdarza się jej budzić mnie o piątej nad ranem. Wpływa ona na mnie w sposoby, które trudno pojąć. Nie mam dziecka. Bardzo chcę mieć dziecko. Ale jak mieć w antropocenie dziecko? Oszukuję się na jakimś poziomie, myślę sobie: „Wiesz co, Jagoda, Kotarbiński coś takiego powiedział, że udane życie to jest dobre dzieciństwo do lat sześciu”. Ale nie jesteś w stanie uchronić dziecka przed niczym, bo nie kontrolujesz rzeczywistości w stopniu już niewyobrażalnym. Powietrze. Przyszły głód.</p>
<p class="p1">Żeby skutecznie przeciwdziałać zmianom klimatu, trzeba byłoby przeprogramować system. Ale jak? Ponoć bardziej prawdopodobne jest to, że zobaczymy koniec ludzkości niż koniec kapitalizmu. Jedziemy na wyparciu. Będziemy w tym trwać do końca! Taki premier Morawiecki to człowiek na wyparciu totalnym. Z otaczającej nas rzeczywistości płyną kolejne dowody, ale on wciąż nie rozumie, że jego decyzje zagrażają jego dzieciom, dzieciom jego dzieci, naszym dzieciom, dzieciom z innych krajów. Bo to nie jest kwestia tylko tutaj, „u nas”. U nas, czyli gdzie? Mamy wspólną wodę i powietrze.</p>
<p class="p1">To ciśnienie na perfekcjonizm, zero waste, szóstki na cenzurce… To osłabia ekologię. Myślę: less waste. Ludzie wiedzą, że jedzenie zwierząt powoduje potworne zatrucie środowiska, zmniejszanie pól uprawnych na rośliny, które moglibyśmy jeść. Ale weganizm jest dla nich za trudny, więc nic nie zmieniają. Jeśli myślisz, że jesteś za mały, spróbuj spać z komarem. Wystarczy, żebyś był weganinem trzy, dwa razy w tygodniu. Nie wiem, co zrobią inni, ale wiem, co zrobię ja: tyle, ile mogę. To wystarczy. Jestem osobą niewierzącą, absolutnie niezdolną do tego, żeby wyznawać jakąkolwiek religię, to już wiem o sobie bardzo dobrze. Co nie oznacza, że nie jestem osobą duchową. I myślę sobie: to właśnie jest moja modlitwa.</p>

		</div>
	</div>
</div></div></div></div>
<p>Artykuł <a rel="nofollow" href="https://poptown.eu/jagoda-szelc/">Jagoda Szelc: Reżyserzyca. Artystka. Opowiada obrazem</a> pochodzi z serwisu <a rel="nofollow" href="https://poptown.eu">Poptown</a>.</p>
]]></content:encoded>
					
		
		
			</item>
		<item>
		<title>Kim są współcześni sataniści? Wyjaśnia Penny Lane – reżyserka dokumentu „Ave Satan?”</title>
		<link>https://poptown.eu/kim-sa-wspolczesni-satanisci-wyjasnia-penny-lane-rezyserka-dokumentu-ave-satan/</link>
		
		<dc:creator><![CDATA[Anna Tatarska]]></dc:creator>
		<pubDate>Mon, 18 Nov 2019 11:13:32 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[Kultura]]></category>
		<category><![CDATA[Film]]></category>
		<guid isPermaLink="false">http://poptown.megiteam.pl/?p=854</guid>

					<description><![CDATA[<p>Artykuł <a rel="nofollow" href="https://poptown.eu/kim-sa-wspolczesni-satanisci-wyjasnia-penny-lane-rezyserka-dokumentu-ave-satan/">Kim są współcześni sataniści? Wyjaśnia Penny Lane – reżyserka dokumentu „Ave Satan?”</a> pochodzi z serwisu <a rel="nofollow" href="https://poptown.eu">Poptown</a>.</p>
]]></description>
										<content:encoded><![CDATA[<div class="vc_row wpb_row vc_row-fluid"><div class="wpb_column vc_column_container vc_col-sm-12"><div class="vc_column-inner"><div class="wpb_wrapper">
	<div class="wpb_text_column wpb_content_element " >
		<div class="wpb_wrapper">
			<p>Według danych GUS za rok 2017 do Kościoła rzymskokatolickiego należy w Polsce 32 910 865 wiernych. Jednak instytucja przeżywa obecnie ogromny kryzys. W końcu tworzona jest przez ludzi – a ci, jak się okazuje, bywają bardzo grzeszni. <em>Tylko nie mów nikomu</em> braci Sekielskich jedynie przypieczętowuje wieloletnie dyskusje na ten temat.</p>
<p>„Odejdź z kościoła” &#8211; łatwo powiedzieć. Ale dla niektórych świadomość istnienia wyższej siły jest jak tlen, nie są w stanie bez niej funkcjonować. Jeśli macie postępowe poglądy i myślicie o zmianie wyznania, to może przyszła pora by rozważyć opcję, która przez lata wydawała się szaleństwem: satanizm.</p>
<p>Pod koniec kwietnia organizację Satanic Temple (<em>pol.</em> Świątynia Szatana) oficjalnie uznano w USA za kościół. Od tego momentu Sataniści są zwolnieni z podatków, wolno im także ubiegać się o rozmaite rządowe granty. „Szatan legalny w Ameryce. Czy nadchodzi Apokalipsa?” – zagrzmiały prawicowe portale. Ktokolwiek jednak śledzi poczynania amerykańskich satanistów wie, że członkowie tego kościoła coraz mocniej kojarzeni są z walką o prawa obywateli, szczególnie o równość religijną w świetle prawa. Ledwie kilka dni temu Świątynia złożyła pozew, w którym wskazuje, że obecna procedura aborcyjna w niektórych stanach USA jest przeprowadzana z zachowaniem poszanowania wyłącznie wartości chrześcijańskich. Satanic Temple nie zapomina o biednych i potrzebujących, a przede wszystkim nie dzieli wiernych na lepszych i gorszych &#8211; wedle płci, orientacji psychoseksualnej czy innych wyznaczników.</p>
<p>Specyfikę rosnącej popularności tej alternatywnego kościoła objaśnia dokumentalistka Penny Lane, która spędziła kilka lat przyglądając się działaniom założonej w 2013 roku organizacji, a narosłe wokół niej mity odczarowała w filmie „Ave, Szatan!”</p>
<p><strong> </strong></p>
<p><strong>Anna Tatarska: Kiedy po raz pierwszy pomyślała sobie pani: „No, teraz wreszcie rozumiem, o co chodzi w tym nowoczesnym satanizmie”?</strong></p>
<p>&nbsp;</p>
<p><strong>Penny Lane:</strong> Myślę, że nadal usiłuję to uchwycić. Nasuwa się tu wiele pytań, na początek z porządku teologicznego. „Jaka jest twoja religia?”, „Co to w ogóle znaczy wierzyć, na czym polega wiara?”. Potem pojawiają się odniesienia polityczne. Jeszcze później pytanie o taktykę &#8211; czy jest przemyślana, czy jednak nieproduktywna? No i wreszcie trzeba dojść, kiedy cała ta koncepcja Świątyni Szatana jest brana na serio, a kiedy przemienia się w żartobliwy performans, metaforę? Po kilku miesiącach nieprzerwanego researchu, czytania i spotkań zrozumiałam, że oni są istotnie ruchem religijnym. Najmocniej naświetlili mi to moi rozmówcy – nie członkowie przywództwa, a zwykli ludzie, którzy przyłączyli się do tego ruchu i mogli mówić ze swojego punktu widzenia, co to dla nich oznacza. To wtedy okazało się, że wszystkie odnotowane przez mnie sprzeczności były według nich centralną kwestią dla satanizmu. Wyznawcy kochają go za to, że akceptuje chaos.</p>
<p>&nbsp;</p>
<p><strong>Czym różniłoby się „tradycyjne” pojmowanie satanizmu od propozycji Świątyni Szatana?</strong></p>
<p>&nbsp;</p>
<p>W oczach wielu ludzi władzy, w tym naszego obecnego rządu, jeśli jesteś bez Boga, już jesteś satanistą, czy to ci się podoba czy nie. Tymczasem, patrząc na działania ST można by powiedzieć, że jeśli jest się czujnym obserwatorem świata, zainteresowanym prawami człowieka i wiedzą, możesz mieć zadatki na satanistę. Członkowie Świątyni Szatana biorą etykietkę, używaną w toku dziejów, by demonizować, usprawiedliwiać prześladowania i mordowanie, i obracają ją na drugą stronę. To klasyczne posunięcie w przestrzeni kontrkultury. Tak samo kiedyś środowiska LGBT „odebrały” mainstreamowi słowa faggot czy queer<em>. </em>Były one używane jako obelgi, a oni zadecydowali, że będą nosić je z dumą, wypiszą je na swoich transparentach. Takie posunięcie całkowicie obezwładnia ludzi, którzy tym słowem szczuli i straszyli &#8211; psuje im się broń.</p>
<p>&nbsp;</p>
<p><strong>Zawsze zadziwia mnie, że najbardziej zagorzali przeciwnicy satanistów nie rozumieją, że ich radykalny sprzeciw tylko legitymizuje działania przeciwnika.</strong></p>
<p>&nbsp;</p>
<p>I tu właśnie mamy genialny przykład trollingu. Troll ma prowokować swojego przeciwnika i wywołać nadmierną reakcję. To zasadniczy element taktyki Świątyni, połączony z wiedzą, kompetencją i ogromnym spokojem. W ju-jitsu, gdy jesteś mały i słaby, możesz wpaść na to, jak wykorzystać siłę swojego przeciwnika przeciwko niemu. I Świątynia uprawia właśnie takie jujitsu. Nie ma tak wielu satanistów, ale mają oni znaczący wpływ na popkulturę. Z sukcesami walczą poza swoją kategorią wagową.</p>

		</div>
	</div>
</div></div></div></div><div data-vc-full-width="true" data-vc-full-width-init="false" data-vc-stretch-content="true" class="vc_row wpb_row vc_row-fluid vc_row-no-padding"><div class="wpb_column vc_column_container vc_col-sm-12"><div class="vc_column-inner"><div class="wpb_wrapper">
	<div  class="wpb_single_image wpb_content_element vc_align_center">
		
		<figure class="wpb_wrapper vc_figure">
			<div class="vc_single_image-wrapper   vc_box_border_grey"><img width="1280" height="720" src="https://poptown.eu/wp-content/uploads/2019/11/hail_satan_2.png" class="vc_single_image-img attachment-full" alt="" loading="lazy" srcset="https://poptown.eu/wp-content/uploads/2019/11/hail_satan_2.png 1280w, https://poptown.eu/wp-content/uploads/2019/11/hail_satan_2-300x169.png 300w, https://poptown.eu/wp-content/uploads/2019/11/hail_satan_2-768x432.png 768w, https://poptown.eu/wp-content/uploads/2019/11/hail_satan_2-1024x576.png 1024w" sizes="(max-width: 1280px) 100vw, 1280px" /></div><figcaption class="vc_figure-caption">fot. &quot;Ave Satan?&quot; / Hard Working Movies</figcaption>
		</figure>
	</div>
</div></div></div></div><div class="vc_row-full-width vc_clearfix"></div><div class="vc_row wpb_row vc_row-fluid"><div class="wpb_column vc_column_container vc_col-sm-12"><div class="vc_column-inner"><div class="wpb_wrapper">
	<div class="wpb_text_column wpb_content_element " >
		<div class="wpb_wrapper">
			<p><strong>Jakie było najtrudniejsze pytanie, na jakie musiała Pani sobie odpowiedzieć?</strong></p>
<p>&nbsp;</p>
<p>Czy Amerykanie to naród chrześcijan. Ludzie z niewiadomych powodów biorą to za pewnik i nie za wiele o tym myślą. Czy nie będąc chrześcijanką, jestem Amerykanką? Czy mogę być Polakiem, nie będąc katolikiem? To bardzo niebezpieczne równania. Ten sam rodzaj katolickiego nacjonalizmu, który wy, Polacy, znacie, istnieje również tutaj w Stanach. Pamiętając o tym tle, z przekonaniem mogę stwierdzić, że rodzaj zamieszania wprowadzany przez Świątynię Szatana do publicznego dyskursu jest bardzo wartościowy. Oni nie szokują bez namysłu – to jest przemyślany, strategiczny ferment w imię wyższych wartości.</p>
<p>&nbsp;</p>
<p><strong>A ten ferment warto siać, żeby wzruszyć pewne fundamenty. Okazuje się, że tablice z dziesięcioma przykazaniami, tak chętnie stawiane w USA przed budynkami użyteczności publicznej, te same, których tak zaciekle bronią republikańscy senatorowie…</strong></p>
<p>&nbsp;</p>
<p>…to w istocie rekwizyty filmowe. W latach pięćdziesiątych takie wyrzeźbione, pełnowymiarowe tablice rozsyłały do rozmaitych instytucji osoby odpowiedzialne za produkcję hitowego filmu <em>Dziesięć przykazań</em> (1956) z Charltonem Hestonem w roli Mojżesza. Jak głosi legenda, na początku dekady reżyser filmu Cecil B. DeMille miał usłyszeć o młodym Teksańczyku, który uszkodził granitowy pomnik z Dekalogiem i zadeklarował, że nieznany mu jest taki termin. Twórca uznał, że to doskonała okazja na podpromowanie filmu, którego premiera zbliżała się wielkimi krokami. Wraz z grupą The Eagles sfinansował, po czym rozprowadził kilkaset granitowych rzeźb Dekalogu. Ten pomnik, o który tak walczą prawicowcy, to reklamowy gadżet… Ale, jak mówi w naszym filmie Jason Rapert, konserwatywny senator z Arkansas, jesteśmy tym, w co wierzymy. Ma całkowitą rację. Nasze przekonania kształtują wszystkie nasze działania, zachowania, idee. A także wyobrażenie Prawdy. Dla mnie więc praca Świątyni Szatana jest pracą u podstaw – zmuszaniem mnie, Amerykanki, do rozważenia, jakie przekonania są trzonem naszego narodu. Czy to konstytucja? Czy może fakt, że większość ludzi czyta Biblię? Jeśli w ogóle czyta? O tym można debatować.</p>
<p>&nbsp;</p>
<p><strong>Wiedziała Pani, że napis „In God we trust” na banknocie jednodolarowym został tam dodany dopiero w roku premiery filmu DeMille’a?</strong></p>
<p>&nbsp;</p>
<p>Nie miałam pojęcia! To w pewnym sensie nasza państwowa dewiza. Zawsze myślałam, że to motto z czasów Ojców Założycieli, a tymczasem nie, to owoc zarządzenia prezydenta Eisenhowera. W 1954 roku, dokładnie 14 czerwca, w Dzień Flagi, na podobną, nomen omen, modłę, zmieniono tekst Ślubowania Wierności. Dziś brzmi ono:</p>
<p>„Czy Amerykanie to naród chrześcijan”. Ludzie z niewiadomych powodów biorą to za pewnik i nie za wiele o tym myślą. Czy nie będąc chrześcijanką, jestem Amerykanką? Czy mogę być Polakiem, nie będąc katolikiem? To bardzo niebezpieczne równania. Ten sam rodzaj katolickiego nacjonalizmu, który, wy Polacy, znacie istnieje również tutaj w Stanach. Pamiętając o tym tle z przekonaniem mogę stwierdzić, że rodzaj zamieszania wprowadzany przez Świątynię Szatana do publicznego dyskursu jest bardzo wartościowy. Oni nie szokują bez namysłu – to jest przemyślany, strategiczny ferment w imię wyższych wartości.</p>
<p>&nbsp;</p>
<p><strong>A ten ferment warto siać, żeby wzruszyć pewne fundamenty. Okazuje się, że tablice z Dziesięcioma Przykazaniami, tak chętnie stawiane w USA przed budynkami użyteczności publicznej, te same, których tak zaciekle bronią republikańscy senatorowie…</strong></p>
<p>&nbsp;</p>
<p>…To w istocie rekwizyty filmowe. W latach pięćdziesiątych takie wyrzeźbione, pełnowymiarowe tablice rozsyłały do rozmaitych instytucji osoby, odpowiedzialne za produkcję hitowego filmu „Dziesięć przykazań” (1956) z Charltonem Hestonem w roli Mojżesza. Jak głosi legenda, na początku dekady reżyser filmu, Cecil B. DeMille miał usłyszeć o młodym Teksańczyku, który uszkodził granitowy pomnik z Dekalogiem i zadeklarował, że nieznany mu jest taki termin. Twórca uznał, że to doskonała okazja na podpromowanie filmu, którego premiera zbliżała się wielkimi krokami. Wraz z grupą The Eagles sfinansował, po czym rozprowadził kilkaset granitowych rzeźb Dekalogu. Ten pomnik, o który tak walczą prawicowcy, to reklamowy gadżet… Ale, jak mówi w naszym filmie Jason Rapert, konserwatywny senator z Arkansas, jesteśmy tym w co wierzymy. Ma pełną rację. Nasze przekonania kształtują wszystkie nasze działania, zachowania, idee. A także wyobrażenie Prawdy. Dla mnie więc praca Świątyni Szatana jest pracą u podstaw &#8211; zmuszaniem mnie, Amerykanki, do rozważenia, jakie przekonania są trzonem naszego narodu. Czy to konstytucja? Czy może fakt, że większość ludzi czyta Biblię? Jeśli w ogóle czyta? O tym można debatować.</p>
<p>&nbsp;</p>
<p><strong>Wiedziała pani, że napis „In God we trust” na banknocie jednodolarowym został tam dodany dopiero w roku premiery filmu DeMille’a?</strong></p>
<p>&nbsp;</p>
<p>Nie miałam pojęcia! To w pewnym sensie nasza państwowa dewiza. Zawsze myślałam, że to motto z czasów Ojców Założycieli, a tymczasem nie, to owoc zarządzenia prezydenta Eisenhowera. W 1954 roku, dokładnie 14 czerwca, w Dzień Flagi, na podobną, nomen omen, modłę, zmieniono tekst Ślubowania Wierności. Dziś brzmi ono:</p>

		</div>
	</div>
</div></div></div></div><div data-vc-full-width="true" data-vc-full-width-init="false" data-vc-stretch-content="true" class="vc_row wpb_row vc_row-fluid vc_custom_1572526866991 vc_row-no-padding"><div class="wpb_column vc_column_container vc_col-sm-12"><div class="vc_column-inner"><div class="wpb_wrapper">
	<div class="wpb_text_column wpb_content_element  big-text" >
		<div class="wpb_wrapper">
			<p>„<strong>Ślubuję wierność fladze Stanów Zjednoczonych Ameryki oraz republice, którą symbolizuje. Jeden naród, a nad nim Bóg, naród niepodzielny, ofiarujący wolność i sprawiedliwość dla wszystkich</strong>”. Wcześniej nie było w nim fragmentu o Bogu. Był niepodzielny naród, w którym <span style="text-decoration: underline;">każdy</span> zasługuje na sprawiedliwość i wolność – <strong>bez względu</strong> na wiarę lub jej brak…</p>

		</div>
	</div>
</div></div></div></div><div class="vc_row-full-width vc_clearfix"></div><div class="vc_row wpb_row vc_row-fluid"><div class="wpb_column vc_column_container vc_col-sm-12"><div class="vc_column-inner"><div class="wpb_wrapper">
	<div class="wpb_text_column wpb_content_element " >
		<div class="wpb_wrapper">
			<p>Dla porządności warto w tym miejscu odnotować, że ksiądz George Docherty, którego lobbyingowi zawdzięczamy ten dopisek, wspierał zniesienie segregacji ras, szedł do Selmy z Lutherem Kingiem i aktywnie krytykował wojnę w Wietnamie. Przynajmniej tyle. Praca nad <em>Ave Satan?</em> otworzyła mi oczy na wiele rzeczy.</p>
<p>&nbsp;</p>
<p><strong>Kino od wielu lat fascynuje się satanizmem. Ale, ze względu na naturę medium, utrwala bardzo teatralną wizję spod znaku koziobrodego i czarnopelerynowego Antona LaVeya.</strong></p>
<p>&nbsp;</p>
<p>Zgadza się. Idea satanizmu jako czczenia Szatana, Zła, jest przeważająca w amerykańskiej kulturze i to co najmniej od lat 60. Nawet teraz popularne są dwa programy telewizyjne dyskontujące tę koncepcję: <em>American Horror Story</em> i <em>Sabrina, nastoletnia czarownica</em><em>. </em>W obu pojawiają się sataniści, którzy dopuszczają się złych czynów, próbują ściągnąć na świat śmierć i zniszczenie, sprowadzić apokalipsę. A tak naprawdę nie ma tak wielu ludzi, którzy identyfikują się jako sataniści i wpisują się w ten schemat. Żadna ze zorganizowanych religii satanistycznych – Kościół Szatana, Świątynia Szatana i inne – nigdy tego nie robiła. Wolą ekologię, pomoc biednym, akcje spod znaku „Menstruatin’ with Satan”, mające na celu poszerzenie dostępu do środków higienicznych dla kobiet wykluczonym ekonomicznie.</p>
<p>&nbsp;</p>
<p><strong>A jednak to wizja wampira w płaszczu głęboko zakorzeniła się w publicznej wyobraźni.</strong></p>
<p>&nbsp;</p>
<p>Robiąc ten film, zauważyłam bardzo ciekawą rzecz. Każdy, kogo pytam, czy wie cokolwiek o satanizmie, mówi zaraz: „Tak!”. Więc idę dalej, zadaję całkiem podstawowe pytania i zaraz wychodzi na to, że nie mają na ten temat pojęcia. Oczywiście oni są wciąż całkowicie przekonani o swojej racji. Nigdy nie spotkałam się z czymś takim w całej swojej karierze! Mówię: „Wiesz, jestem w pewnym sensie ekspertką, od kilku lat pracuję nad swoim filmem i zgłębiam ten temat. Naprawdę nie jest tak, jak mówisz”. A ludzie mi nie wierzą – nie, bo nie! To tak, jakbyś była pierwszą osobą pochodzenia żydowskiego, którą w życiu poznaję, a ja mówiłabym ci: „No co ty możesz wiedzieć o byciu Żydówką? Jesteś nią? E, to nie ma znaczenia. Już ja ci wytłumaczę, o co w tym chodzi”. Jeśli chcesz wiedzieć, czym jest satanizm, być może powinnaś zapytać o to satanistę. A nikt tego nie robi.</p>
<p>&nbsp;</p>
<p><strong>Gdyby podmienić terminy i użyć słowa „kobieta” zamiast „satanista”, w sumie wyszłoby podobnie.</strong></p>
<p>&nbsp;</p>
<p>Prawda? Mężczyźni w naszym świecie wciąż mówią nam, kobietom, kim jesteśmy, czego potrzebujemy i czego chcemy. To uchodzi za normalne. A nie jest.</p>

		</div>
	</div>
</div></div></div></div><div class="vc_row wpb_row vc_row-fluid"><div class="wpb_column vc_column_container vc_col-sm-12"><div class="vc_column-inner"><div class="wpb_wrapper">
	<div class="wpb_video_widget wpb_content_element vc_clearfix   vc_video-aspect-ratio-169 vc_video-el-width-100 vc_video-align-left" >
		<div class="wpb_wrapper">
			
			<div class="wpb_video_wrapper"><iframe title="Hail Satan? - Official Trailer" width="640" height="360" src="https://www.youtube.com/embed/27RtJp-rhHk?feature=oembed" frameborder="0" allow="accelerometer; autoplay; encrypted-media; gyroscope; picture-in-picture" allowfullscreen></iframe></div>
		</div>
	</div>
</div></div></div></div><div class="vc_row wpb_row vc_row-fluid"><div class="wpb_column vc_column_container vc_col-sm-12"><div class="vc_column-inner"><div class="wpb_wrapper">
	<div class="wpb_text_column wpb_content_element " >
		<div class="wpb_wrapper">
			<p><strong>Wielu satanistów było wychowywanych w bardzo religijnych rodzinach. Zaskoczenie?</strong></p>
<p>&nbsp;</p>
<p>Nie dla mnie. Do satanizmu według mnie przyciąga ludzi rozumienie historii podobne do tego, jakie propaguje religia. Podkreślające rolę dobra i zła jako opozycji. Mnie na przykład wychowywano bez religii, więc nie myślałam wiele ani o Szatanie, ani o Jezusie. Dla mnie ateizm polega raczej na wycofaniu się, spoglądaniu z oddali. Nie jesteśmy częścią tego, na co patrzymy. Tymczasem sataniści wykonują wysiłek, by być częścią kultury, być w niej i ją zmieniać. Starają się obrócić tę narrację. Sądzę, że to przemawia do wielu ludzi, szczególnie w mrokach prezydentury Trumpa. Każdy, kogo znam, nagle mówi: „Muszę coś zrobić, moje wnuki zapytają mnie, co wtedy robiłem”. Ludzie są głodni sensu. Mówią sobie: dobrze, to sprawdźmy, co ci sataniści mają właściwie do powiedzenia.</p>
<p>&nbsp;</p>
<p><strong>Ludzie, którzy zwracają się ku Świątyni Szatana, szukają wartości. Donald Trump wcale nie jest po drugiej stronie w stosunku do satanistów. On po prostu tych wartości nie ma.</strong></p>
<p>&nbsp;</p>
<p>Trump jest teokratą. Chce, by w kraju panował chrześcijański nacjonalizm. Gdy spojrzy się na ludzi wokół Trumpa, łatwo dostrzec, że dominują wśród nich ludzie reprezentujący właśnie takie przekonania. To niebezpieczne. W Ameryce wielu ludzi to widzi, ale jednocześnie nie może pojąć, że to możliwe, aby ten kraj zmierzał w takim kierunku. Może jako osoba z Polski to rozumiesz&#8230; To nie zdarzy się jutro, ale jest możliwe, że ten kraj podąży w tym kierunku. A ludzie są nieświadomi tego niebezpieczeństwa i przez to nie rozumieją, o co ten cały szum. Myślą: „Zostawcie te dziesięć przykazań w spokoju, na tym się skończy”. A przecież to jeden z kolejnych, podejmowanych i planowanych kroków. Oni jawnie deklarują swoje cele. Wystarczy zajrzeć na ich strony internetowe. Poczytać, co mówią i czego chcą. Celem jest postawienie Boga u władzy. Świątynia Szatana zmusza ludzi do zastanowienia. Czy obchodzą cię te wartości czy nie? Jeśli tak, wymagają, by ich bronić, wymagają walki. Bo nie możesz trzymać się z boku tylko dlatego, że masz świeckie demokratyczne społeczeństwo i tak zawsze będzie. To trwająca walka.</p>
<p>&nbsp;</p>
<p><strong>Czy dostrzegła Pani albo dostrzega jakiś istotny efekt działań Pani satanistów?</strong></p>
<p>&nbsp;</p>
<p>Widzę je bezustannie. Świątynia Szatana nie szuka nawróceń. Ale widziałam wielu ludzi, którzy na sam widok Luciana Gravesa i jego popleczników dostawali dreszczy obrzydzenia, a po kilkunastu minutach chcieli przystępować do ruchu. To niesamowite, patrzeć, jak zmienia się czyiś umysł: od szoku i odrazy, przez skonfundowany śmiech, aż po nowe rozumienie świata. Przez ostatnie kilka lat sataniści usiłowali ustawić w Chicago swój pomnik. Kolejni politycy protestowali, zawiązywali sojusze, krzyczeli z mównicy o obrazie i bluźnierstwie. Zbijali na tym polityczny kapitał. Ale w zeszłym roku zauważono, że ze strony wyborców zachodzi odwrotna reakcja. Politycy robili to, co zwykle: „A fe, wstrętni sataniści!”. Nagle znacząca część wyborców stanęła okoniem i powiedziała: „Nie! Nie wiecie, co mówi konstytucja?”. To nowość, wyraźna ewolucja w edukacji, której nigdy wcześniej nie widziałam. Politycy musieli przyznać wyborcom rację. Sataniści mają te same prawa co reszta. I tak w ratuszu stolicy Illinois obok sceny ze stajenki i Hanukowej menory stanęło pudełko z rzeźbą owiniętej wężem dłoni trzymającej jabłko, ozdobione napisem: „Wiedza to najwyższy dar”.</p>

		</div>
	</div>
</div></div></div></div>
<p>Artykuł <a rel="nofollow" href="https://poptown.eu/kim-sa-wspolczesni-satanisci-wyjasnia-penny-lane-rezyserka-dokumentu-ave-satan/">Kim są współcześni sataniści? Wyjaśnia Penny Lane – reżyserka dokumentu „Ave Satan?”</a> pochodzi z serwisu <a rel="nofollow" href="https://poptown.eu">Poptown</a>.</p>
]]></content:encoded>
					
		
		
			</item>
	</channel>
</rss>
