Spotkanie z jednym z bardziej zaangażowanych raperów w rodzimym hip-hopie.

Kiedy asthma wypuścił numer „centrala”, byliśmy w ciekawym momencie dla rodzimego rapu. Na początku swoich dziejów hip-hop widziano jako kuriozum, względnie antymuzykę, przechodnią modę, czy nawet bandyckie, oburzające hymny. W 2020 mało kto był oburzony, za to gatunek wszedł do powszechnej muzycznej diety osób z praktycznie każdego obszaru społeczeństwa. Okupował listy przebojów, gromadził sponsorów i kontrakty reklamowe, został oswojonym pupilkiem mainstreamu. Tymczasem świat wokół staczał się w coraz głębszą otchłań, a rozdźwięk między odizolowanym uniwersum rapu a rzeczywistością się pogłębiał. Do czasu. W 2020 coraz więcej osób zaczęło coś deklarować i sugerować. Ba, nawet król hedonizmu Żabson pokusił się o coś w rodzaju protest songu w postaci „Młodego Bossa”. Zanim polskie ulice zagorzały od gniewu przeciwko tragicznemu wyrokowi zakazującemu aborcji, asthma wypuścił „centralę”. To numer wyrazisty i odważny, oddający buzujący pod skórą młodszej części społeczeństwa bunt. Nieważne kto rządzi krajem / Bo to my jesteśmy podzieleni, oni razem / Jedno pokolenie już czekało na centralę / Więc możemy przybić grabę albo dać się jebać dalej, amen. Mocny, bezpośredni przekaz rapera nie wywołał takiej narodowej burzy, jak bananowe przypowiastki Maty, ale zaznaczył obecność asthmy. Trudno o bardziej intrygujące wejście na scenę. 

„centrala” wywróciła moje życie do góry nogami – mówi asthma, kiedy rozmawiamy jesiennym wieczorem. To nie jest mój ulubiony muzycznie numer z zeszłego roku, bo zdecydowanie wolę „shut the fuck up” i dużo bardziej się utożsamiam z tą piosenką na tę chwilę. Obraz rzeczywistości się spierdolił jeszcze bardziej od tamtego momentu. „centrala” była pisana jeszcze w lato i jest prosta, nośna itd. Ale po czasie nie do końca zgadzam się z końcówką numeru. I to jest w „Resecie” na płycie. Na koniec „centrali” mówię: pozytywny przekaz, jak coś macie znaleźć, to samo przyjdzie, nie czekaj. A w „Resecie” jest jak ma być, co będzie, to będzie. To definiuje, czy my się posługujemy wolną wolą, czy nie. Bo jeżeli tak, to wtedy jest, jak ma być, kiedy idziesz z flow. To, co ma cię znaleźć, przyjdzie do ciebie, ale tylko jeżeli ty szukasz i idziesz tam, dokąd prowadzi cię flow i podejmujesz odpowiednie decyzje. Nie spodziewałem się niemal buddyjskich myśli na sam początek naszej rozmowy, ale asthma to człowiek pełen niespodzianek. Manifest, jego debiutancka płyta, jest właśnie taka – skupiona, wyważona, przemyślana. Zawiera mocne deklaracje, ale nie mówi do publiczności z trybuny. Teraz po płycie dostałem kilka wiadomości bardzo miłych, za które jestem mega wdzięczny, że ten album znalazł ich w bardzo złym momencie i dziękują za to, że bardzo im pomógł. To ma mega wartość. Wiadomo, że nie myślisz o czymś takim robiąc coś, więc jak coś takiego się wydarza, to dużo daje człowiekowi – skromnie podsumowuje odbiór albumu asthma. Sporo mnie kosztowała ta płyta, emocjonalnie i życiowo. Zależało mi na tym, żeby ta muzyka trafiała do ludzi i rezonowała z nimi. Bardzo dużo się ze mną stało, wewnątrz, na przestrzeni ostatniego roku. 

Manifest to unikalny album nie tylko w katalogu Def Jamu, ale także na tle całego polskiego rapu. asthma nie boi się mocnych deklaracji, praktycznie od razu wyczuwamy i potrafimy zdefiniować jego politycznego zaangażowanie. Na scenie, na której dominuje strach przed antagonizowaniem publiczności taka postawa zdecydowanie się wyróżnia. Chyba w ogóle mało ludzi decyduje się mówić o takich kwestiach w takim stopniu. Nie zawsze to wypływa z tego, że ktoś się boi itd. Sztuka jest wyrażaniem siebie, więc jeśli ktoś lubi czerpać z życia i ma spokojne życie, to wiadomo, że pisze o tym. Wektor artystyczny wypływa gdzieś z wewnątrz. Nie powiedziałbym, że do takiego przejścia do pełnej szczerości musiałem się jakoś szczególnie zmotywować. Ale w życiu mnie bardzo zmotywowało to, co się dzieje dookoła. Do interesowania się tym, do mówienia o tym, do rozmawiania z ludźmi na ten temat. I też to, ile o tym myślę, ile o tym rozmawiam, to zdefiniowało tę płytę. Zabierając się za nią też wiedziałem, że to jest ten moment w życiu, że chcę poświęcić się danemu tematowi, który jest na tej płycie jasno określony. Wyczerpać go, żeby nie mieć poczucia po tym projekcie, że muszę powiedzieć to samo, tylko innymi słowami. Jak coś dosadnie powiesz, to nie ma potrzeby zmieniania szyku zdania. Uważałem od samego początku, że tylko wtedy to wyjdzie tak, jak powinno. Albo na 100%, albo bezsensu. Konflikty z wytwórnią to częsty motyw w rapowej historii. Słuchając Manifestu, zastanawiałem się, czy ktoś z labelu wyrażał wątpliwości na temat ostrej formy obranej przez asthmę. Została nam, całemu zespołowi, dana absolutnie wolna ręka, ani razu nie odczułem hamowania tego, co robimy. W trakcie naszej rozmowy raper wiele razy podkreśla rolę zespołu, mówi w pierwszej osobie liczby mnogiej. To postawa właściwa dla nowego pokolenia hip-hopu – owszem, w tym gatunku od zawsze liczyły się ekipy i kliki, ale bardziej jako pokaz siły w grupie. Dzisiaj podkreślanie, że dotarło się tam, gdzie się jest dzięki wsparciu teamu jest coraz bardziej powszechne. I temu przyklasnę, bo muzyka, nawet tak zindywidualizowana jak rap, to sport zespołowy. Szczerze mówiąc często jest tak, że ludzie uważają, że jesteśmy zespołem. Kiedy w zeszłym roku dostaliśmy się z moją narzeczoną Olą do szkoły teatralnej, to dużo ludzi myślało, że asthma to zespół. Że ja rapuję, a Ola robi bity. Aktor Łukasz Simlat wrzucił do siebie „Charakterystykę bloku” i napisał, że podobno członkowie asthmy są ze szkoły teatralnej, więc moje podwórko zawodowe itd. I ja zupełnie tego nie neguję, bo tak w zasadzie jest. W moim życiu, prywatnie, nikt do mnie nie mówi nazwą twórczą. asthma to jest coś, jakaś rzecz, która gdzieś tam sobie funkcjonuje. Ale za płytą stał zespół: od Moo Latte, przez Aliena – naszego inżyniera i mixmastera – realizatora w studiu Hefajstosa, Jasia, Oskara, który robi klipy, jego brata, który robi oprawę graficzną… Ta płyta to była taka kooperacja bielsko-krakowsko-brajanowska. 

Informacja o szkole teatralnej była dla mnie nowością, ale również czymś niesamowicie interesującym. Oto artysta do bólu autentyczny, stawiający na bezpośredniość, wybrał ścieżkę kreowania roli, wcielania się w kogoś innego. I tak, spora część hip-hopu opiera się na kreacji, odgrywaniu kogoś innego, ale muzyka asthmy nie należy do tej kategorii. Jeszcze zanim pisałem teksty i robiłem muzykę, jaraliśmy się aktorstwem i tak naprawdę w marcu przyszedł moment, że musiałem wybrać. Szkoła ma to do siebie, że wymaga 100% zaangażowania, inaczej to nie ma sensu. Z muzyką jest tak samo. Zadzwoniłem do dziekana, pana Nawojczyka, którego pozdrawiam i powiedziałem mu, że rezygnuję. Pan dziekan zaoferował mi drogę powrotu bez problemu – nie wiem, czy tak by było faktycznie, mam nadzieję, że tak! Myślę, że świadomie postawił mnie w sytuacji, w której musiałem poczuć, że to jest ten moment, że muszę wybrać, bo to dalej nie miało sensu. Przez te pół roku nie byłem w szkole na sto procent. Wiadomo, chodziłem na zajęcia, ale nie da się pracować w dwóch miejscach na pełen etat, to jest fizycznie niemożliwe. Tutaj było podobnie, ale na płaszczyźnie mentalnej. Siedziałem w szkole i kminiłem wersy w głowie. Te wszystkie kminy nie poszły na marne, bo Manifest brzmi bardzo dojrzale, choć jest debiutem. Tematem, o którym wspominał asthma wcześniej, jest zagłada planety i ludzkości sprokurowana jej własnymi rękami. Polityczna, ale przede wszystkim ekologiczna. Ten wątek przewija się przez płytę, ale także przez naszą rozmowę. Ostatni rok poświęciłem na to, żeby zawrzeć tę całą zagładę, jaka się odbywa, w słowo. I żyłem tym do takiego stopnia, że siedzieliśmy ze znajomymi, a ja im sypałem informacjami jak wikipedia. To mnie trochę zjadło. Wiadomo, że jak są manifestacje, a my mamy działającą psychikę, to idziemy. Naprawdę podziwiam wszystkich ludzi, którzy naprawdę poświęcają czas, żeby w pełni się zaangażować.

Ważnym elementem Manifestu jest konflikt pokoleniowy. Ten pojawia się dosłownie w tekstach, jak w „the system is fallin”, gdzie padają słowa: stanowimy dla was problem / międzypokoleniowy wyraz niezgody / uzurpatorzy – the system is fallin. Dawno nikt w polskim rapie nie zdiagnozował sprawy tak wyraziście. asthma: treścią tego konfliktu jest bardzo wiele rzeczy, te wszystkie zagadnienia społeczne są bardzo rozległe. A w Polsce… światopoglądowo każde pokolenie się różni. Mam wrażenie, że nagminne jest, jak często młodzi ludzie rozmawiają o spotkaniach rodzinnych. I że jest taki wujek, który opowiada seksistowskie żarty, czy dziadek, z którym jak zaczniesz rozmawiać o środowiskach LGBT to się czasem angażuje bardziej niż Bąkiewicz. Nie wiem, czy mam kompetencje, żeby precyzować na tak wielu płaszczyznach ten konflikt, ale tych rzeczy jest masa. Ale raper wybiega jeszcze dalej w przyszłość, kreśląc optymistyczny obraz młodszego pokolenia. Patrząc po moim bracie, czy Młodzieżowym Strajku Klimatycznym, który w Polsce działa bardzo prężnie, czy innych ludziach, którzy mają po 15-16 lat, to są bardzo otwarte umysły. To jest świetne. Często to są bardzo młodzi ludzie – ja w ich wieku grałem w CS-a. Mój brat ma 11 lat, a mógłbyś z nim siąść na herbacie i on by ci opowiadał o wycinaniu lasów na Borneo pod olej palmowy. Uważam, że to jest wspaniałe, bo dzieci są najważniejsze. A dzieci i młodzież, która nie pozwala na takie przekroczenia, jak rasizm, homofobia, anihilacja całej naszej planety to jest rewelacja. To są ludzie, którzy są szczerzy, bezpośredni, wiedzą o co im chodzi i że się po prostu nie zgadzają na coś. Ta nieugiętość w dążeniu do tego może być bardzo owocna. Ja gigantycznie podziwiam tych wszystkich młodych ludzi. Ostatnio oglądałem „Nadzieja umiera ostatnia”, film o aktywistach MSK z całej Polski w wieku gimnazjalnym i daje to po kulach. Szesnastoletnia dziewczyna opowiada o tym, że chciałaby żyć, nie myśląc o tym, że może nie dożyć takiego a takiego wieku, albo że nie będzie miała gdzie mieszkać, że migracje klimatyczne itd. A w mediach się raczej o tym nie mówi… 

To oczywiście zależy od człowieka, ale czasami ciężko o nadzieję, widząc to, co dzieje się dookoła – odpowiada asthma, zapytany o drobinki pozytywności, rozsiane po Manifeście. Wszyscy się boimy czasem, martwimy i jesteśmy niepewni, zagubieni… Ale u mnie to krąży falami. Masz dobry dzień, nawet jak gadasz o czymś takim, jak zagłada, to pojawia się rodzinna atmosfera, dostajesz pozytywnego kopa. A później wstajesz rano, wracasz do rzeczywistości i widzisz projekt Stop LGBT. I myślisz: no tak… asthma poświęca wiele czasu na mówienie o małej społeczności, kręgach wsparcia. Kult harówki, który nam się serwuje, staje w poprzek tworzenia takich więzi. Jeden z najciekawszych utworów na płycie, „ostatnia mila”, gdzie gościnnie udziela się Kacha z Coals, jest sporym przeciwieństwem do etosu pracy, który pojawia się często także w hip-hopie. To wstrząsający dokument obaw wyrastających z rozpędzenia samobójczego systemu. Pod względem muzycznym to również interesujące przełamanie stylistyki płyty, która obraca się wokół bardziej treuschoolowych bitów. Zastanawiam się, czy takie treści najlepiej łączą się z taką muzyką, czy to był wybór estetyczny. Spójna estetyka jest rdzeniem tego projektu. Ale dla mnie jako osoby, która wychowywała się na ciężkiej, organicznej muzie. Od Led Zeppelin po Nirvanę i Rage Against The Machine. Wydaje mi się, że w momencie kiedy znajdujesz siebie w hip-hopie i w tym jak on brzmi, to dla mnie bęben musi brzmieć, być pełny. Sam dźwięk płaskiego, trapowego bębna na mnie nie działa – wiadomo, na każdego działa coś innego. W przypadku Moo Latte i brzmienia płyty, które całą ekipą znaleźliśmy po tej wielomiesięcznej pracy, jestem bardzo zadowolony. Album nie jest bynajmniej monotonny, choćby „transmisja”, kawałek, który mnie się skojarzył z psycho rapem. Dla mnie „transmisja” to jest numer plemienny, sam bit jest kosmiczny i jest jak wlatywanie do czarnej dziury. A na didgeridoo, które pojawia się w tym muzycznym outrze gra mój tata. Jak byłem mały, tato grał mi na tym instrumencie, co było dla mnie WOW! Byłem taki malusi, siadałem, a tato mi stawiał obok taką tubę, ona całą wibrowała i słyszałem to UUUU. Co mnie bardzo uspokajało. „transmisja” tak naprawdę o tym jest, o stanie połączenia z wszechświatem. Ale jest to też zdecydowanie najbardziej paktofoniczny numer. Na płycie słyszę echa polskiej alternatywy lat 80-tych i 90-tych. No tak! Jeśli chodzi o całą moją bibliotekę muzyczną, to rodzice w większości za nią odpowiadają. Wiadomo, że później dochodzi element własnej eksploracji. Jeśli chodzi o hip-hop, to była w dużej mierze moja własna eksploracja. Moi rodzice słuchali wyłącznie amerykańskiego rapu, jak byłem mały, to słuchali 2001 Dre i takich albumów. Ale jeśli chodzi o polski hip-hop, czy taki bardziej new schoolowy, to zapuściłem się sam w te odmęty. I mój przyjaciel z dzieciństwa, Damian Słabicki – pozdrawiam Damiana! – sprzedał mi trochę hip-hop, jak mieszkaliśmy na osiedlu Kopernika w Bielsku. Generalnie ziomki ze szkół to były osoby, które słuchały więcej hip-hopu. Z amerykańskim rapem asthmę łączą nawijki po angielsku i featuring KRS-One-a, legendy świadomego hip-hopu ze Stanów. Jak Młody [producent asthmy] zaczął robić projekt z KRS-Onem, to po pierwszym rozliczeniu Krzysiek [KRS-One] dał mu zwrotkę i refren tej piosenki, chyba cztery lata temu. Powiedział Młodemu, że jak znajdzie kogoś, kto by się do tego dograł, to żeby wszedł z nim w dialog i żeby odpowiadali sobie w refrenie. Tak powstał ten utwór. Więc czytanie komentarzy, że za dolary to się każdemu dogra, to sobie myślę: hahahah lamusy nie wiecie. Tak jak ostatnio siedzę na kanapie w szlafroku, piję Łomżę i piszę z Public Enemy na Instagramie. I myślę sobie: zajebiście! A angielska nawijka? Nie zastanawiałem się nad tym, wydaje mi się, że to w znacznej mierze jest kwestia słuchania anglojęzycznej muzyki przez zdecydowaną większość życia. I też tego, że zawsze lubiłem ten język. Tak naprawdę wszystkie teksty, które pisałem na początku, pisałem po angielsku. Pierwszym tekstem, który napisałem po polsku była „centrala”. Poszedłem z psem na spacer, trzasnąłem tekst, wróciłem, pojechałem do Krakowa, nagrałem go w studiu i zrobiliśmy klip i pyk. To było dla mnie bardzo śmieszne. Rzeczywiście, pierwszy materiał asthmy, jeszcze z mocnym gitarowym podbiciem, jest w całości po angielsku. KRS-One to nie jedyny mocny gość na płycie. Tytułowy utwór to posse cut z Madą, Ryfą Ri, Mlodym Leszczem, Jhn, DJ Ure, RakRaczej, Pryksonem Fiskiem, Floral Bugs i Boberem. To był kawałek, którego do samego końca się z Młodym obawialiśmy. Tam były perturbacje, turbulencje, stres, że się nie wyrobimy. Pierwszy pomysł był w ogóle taki, że będą trzy bity wymieszane, po cztery osoby… Czterech młodych, czterech starych i czterech z zagranicy. Ale wraz z upływem czasu zaczął nam się kończyć jego zasób, więc finalnie stanęło na tym, że postanowiliśmy zebrać po pięć osób, jakbyśmy grali w kosza, na dwóch różnych bitach. Młody zebrał piątkę, ja zebrałem piątkę i tak naprawdę to był numer, który skończyliśmy przy masterze całej płyty. Dla mnie ten numer jest takim WOW, jeśli chodzi o działanie wszechświata. Nikt z tych ludzi poza Madą i Ryfą nie słyszał naszych zwrotek nawzajem, tylko wszyscy pisali swoje manifesty, nie wiedząc totalnie, co piszą inne osoby. Jak sobie popatrzysz na ciąg tekstów, to tam są nawiązania w dialogu a propos pewnych kontekstów, kiedy nikt nie wiedział, że tamta osoba to poruszyła. Np. Mlody Leszcz mówi, że martwią się w grupce, a potem Bober mówi: oddałeś władzę do głupka, za dużo siedziałeś na grupkach. Albo Mada mówi coś o manii, a potem Floral Bugs mówi, że nie ma manii w głowie, tylko manifest. I bardzo dużo jest takich niuansików w tym utworze i to jest dla mnie czad, że to się później ułożyło w taki obraz. Każdemu powiedzieliśmy przed tylko jedno: że to jest ich manifest. 

Na koniec naszej rozmowy przypomina mi się mocna metafora, jakiej asthma użył w jednym z utworów, porównując zeszłoroczne protesty do końca komuny. Już dla mojego pokolenia – millenialsów – to wydarzenie jest echem dalekiej historii, w którym mogliśmy co najwyżej uczestniczyć metryką. Dla rapera, który ma 21 lat, to musi być jeszcze większa abstrakcja. Budując sobie w głowie obraz pokolenia moich rodziców i słuchając o ich przeżyciach z młodości, niezmiernie ceniłem sobie poczucie wspólnoty tych ludzi. Mimo różnic kulturowych, miejsc pochodzenia i światopoglądu, wszyscy wiedzieli, że coś jest nie tak i po prostu czuli chęć połączenia się, żeby coś z tym zrobić, nawet w pozornej niezgodzie. Pozostaje pytanie: co my zrobimy z tym, o czym nawija asthma na Manifeście? Bo to, że coś zrobić trzeba, nie ulega wątpliwości i płyta młodego rapera znakomicie o tym przypomina. 

WIĘCEJ