#JestemPrzeciwTransfobii

Alex jest osobą niebinarną transmęską. Internetową działalność aktywistyczną zaczął w wieku 17 lat. Założył wtedy na YouTubie kanał, gdzie opowiadał o doświadczeniu życia z depresją. Jego działalność stopniowo rozszerzała się całe spektrum osób LGBT+, dziś najwięcej edukuje na temat osób transpłciowych. Rozmawiamy o tym, że transfobię każdy_a z nas otrzymuje w prezencie w trakcie socjalizacji i trzeba się jej chcieć oduczyć. O tym, czy preferencje genitalne są transfobiczne i o tym, jak język kształtuje rzeczywistość. Alex ubolewa, że w dzieciństwie nie mógł się odnaleźć w pełnym magii, ale jednak cishetowym Harrym Potterze, dlatego cieszy go rosnąca widoczność osób transpłciowych i niebinarnych w kulturze i mediach.

Hanna Szkarłat: W jakich obszarach życia codziennego osoby trans i niebinarne zmagają się z problemami? Chodzi mi o pola, o których osoby cis w ogóle nie myślą, bo są dla nich tak oczywiste i przezroczyste, że kompletnie nie zwracają na nie uwagi.

Alex Morgan: Już w podstawówce zauważamy problem segregacji budynków i obiektów ze względu na płeć. Wszystkie łazienki, szatnie i przebieralnie są dla chłopców lub dla dziewczynek. Sam wf potrafi być okropnie stresujący, nie dość, że funkcjonuje ten podział na grupy, to robi się coraz gorzej w miarę dorastania. Z perspektywy osoby AFAB transmęskiej ćwiczenie w binderze jest niewskazane.

Pochodzę z małej miejscowości, gdzie wszyscy pamiętali mnie jako dziewczynę. Do liceum wyjechałem do innego miasta, więc w pewnym sensie mogłem się na nowo odnaleźć, ale wracając do domu rodzinnego, unikałem wyjścia na zewnątrz i czułem ten strach, że usłyszy się dead name, inne zaimki. Każde wyjście do sklepu, gdy nie ma się passingu, potrafi być niezwykle stresujące i pogłębiać dysforię.

Poza codziennymi lękami osoby trans po prostu o wiele częściej czują się zagrożone, są ofiarami agresji słownej i fizycznej. Tak naprawdę osoby cis mają bardzo dużo przywilejów w życiu codziennym w kwestii szkoły, uczelni, pracy, nawet jazdy pociągami. Mam kolegów, którzy byli już przez dłuży czas na testosteronie, ale nie mają zmienionych danych, a w ich legitymacji widnieje stare zdjęcie. Konduktor nie wierzył, że to ich bilet.

Oprócz rozmaitych trudności związanych z dokumentacją, dochodzą te społeczne. Kiedy i czy mówić, że jest się trans? To wyjątkowo trudna sytuacja w szególności, gdy chodzi o transkobiety zainteresowane mężczyznami. Przeważnie cisheteromężczyźni nie reagują dobrze na wiadomość, że osoba, która im się spodobała, jest kobietą transpłciową, więc tu dochodzi kwestia zagrożenia bezpieczeństwa.

Często w stosunku do osób transpłciowych pojawia się krzywdzący zarzut o oszukiwanie w kwestii płci. Czy uważasz, że osoby trans są zobowiązane na przykład w sytuacji randkowej od razu się outować?

Jest kilka sytuacji, w których jest to jak najbardziej uprawnione, żeby osoba cis wiedziała o tym, że druga osoba jest trans. Tutaj mowa na przykład o chęci posiadania biologicznych dzieci lub preferencjach genitalnych, ale w momencie, kiedy dana osoba osoba mówi, że nigdy nie umówiłaby się z żadną osobą trans, tylko dlatego, że jest trans, to jest to po prostu transfobia. Niestety, bardzo dużo osób cis obraża się, gdy zwracamy na to uwagę, i zasłania argumentem pt. preferencji nie da się kontrolować. Warto jednak pamiętać, że wszystkie nasze preferencje mają gdzieś podłoże. Wychowujemy się w społeczeństwie, które jest transfobiczne, ksenofobiczne i rasistowskie, i uważam, że jako osoby dorosłe mamy obowiązek tych podwalin szukać. Przyznanie się do tego, że mamy uprzedzenia, które zostały nam wpojone przez kulturę, w jakiej żyjemy, nie jest łatwe. Sam długo nosiłem w sobie dużo zinternalizowanego seksizmu, transfobii i rasizmu, oduczanie się tego to nie jest przyjemna praca, ale konieczna.

Outowanie się w wielu przypadkach jest konieczne ze względu na bezpieczeństwo. Sam właśnie dlatego robię to od razu na pierwszym spotkaniu, ale też nie wyobrażam sobie nie powiedzieć partnerowi na jakimś etapie relacji o tym, że jestem trans. W końcu to ogromna część mnie i jestem dumny z drogi, którą przeszedłem. Ujawnienie tej części swojej tożsamości jest indywidualnym wyborem każdej osoby trans.

Czyli otwarte mówienie o preferencjach genitalnych nie jest transfobiczne.

Przede wszystkim należy zadać sobie pytanie: dlaczego akurat mam takie preferencje, a nie inne? Oczywiście może być tak, że konkretny zestaw genitaliów nam zwyczajnie nie odpowiada, i to jest zrozumiałe, ale jeżeli na przykład wiążemy konkretny zestaw genitaliów z konkretną płcią, to już jest transfobia. Transmężczyźni przed tzw. trójką, czyli operacją genitaliów, wciąż są mężczyznami. Nie są absolutnie mniej męscy niż cismężczyźni, mimo że nie mają penisa. Tak samo transkobiety, które posiadają penisa, absolutnie nie są mniej kobiece niż ciskobiety.

Spotkałem też kilka lesbijek, które mają traumę związaną z cismężczyznami, stąd ich uprzedzenia do penisów, co najbardziej dotyka transkobiety. Jednak wszystkie traumy należy przepracować na terapii.*

W Polsce w ogóle, jeśli chodzi o naszą społeczność, to reprentacja osób transpłciowych AFAB jest o wiele większa niż osób tranpłciowych AMAB bez względu na to, czy są to osoby niebinarne czy transkobiety. Większość sprawców przemocy zarówno fizycznej, seksualnej, jak i psychicznej to cismężczyźni, dlatego najczęściej ofiarami są właśnie osoby trans AMAB. Ponadto osoby trans AMAB często stawia się na równi z agresorami w postaci cismężczyzn i kreuje uprzedzenia, bazując jedynie na genitaliach, co jest niezwykle krzywdzące.

Wracając do pytania: należy się zastanowić, skąd u nas te preferencje. Jeżeli pociąga mnie dany zestaw genitaliów u osoby cis, ale nie u osoby trans, to mamy problem.

*[EDIT 16.03.2021] Nigdy nie miałem na myśli terapii konwersyjnej. Zdaję sobie sprawę, że owa wypowiedź wyrwana z kontekstu mogła zabrzmieć niefortunnie. Podkreślam: każda osoba ma prawo sypiać, z kim tylko chce i nie podważam niczyjej tożsamości płciowej ani orientacji seksualnej.

Spotkałem lesbijki po traumatycznych doświadczeniach związanych z cispłciowymi mężczyznami, dlatego w towarzystwie osób z penisem po prostu czują/czuły się niepewnie i nie chcą/nie chciały randkować z transpłciowymi kobietami, które nie przeszły operacji korekty płci genitalnej. Uważam, że każdą  traumę powinno przepracowywać się z psychologiem lub psychiatrą w procesie terapii w miarę sił i możliwości. To dotyczy również traumy związanej z przemocą seksualną, ale nie w celu zmiany preferencji, a w celu poprawienia jakości własnego życia i zdrowia psychicznego. Nie chcę, by transpłciowe kobiety były karane w społeczeństwie za przemoc, jakiej dokonują cispłciowi mężczyźni.

Zdjęcie: Eva Hajduk, retusz: Luka Łukasiak

W ogóle dużo dyskryminacji i uprzedzeń tłumaczy się tymi naturalnymi preferencjami.

Oczywiście, mnóstwo razy słyszałem taką argumentację, że nie masz prawa nazywać moich preferencji transfobicznymi czy rasistowskimi, bo ja przecież nie mam na to wpływu. Podczas gdy ogromną ilość preferencji kształtuje nam środowisko, w którym dorastamy, kształtują je media i kultura, w której się wychowujemy. Mówi się o polskiej gościnności, której ja nie znam. Znam za to polską transfobię i homofobię.

Też miałem dużo preferencji, które zniknęły, kiedy zacząłem nad nimi pracować. Będąc członkami i członkiniami, jakiegokolwiek społeczeństwa, a w szczególności naszego, trzeba po prostu wykonać sporą pracę wewnętrzną i chcieć zrobić to dla siebie. Nikt nie da nam za to medalu, ale powinniśmy po prostu chcieć żyć w lepszym świecie.

Na czym polega dyskryminacja językowa i co to znaczy, że język jest transfobiczny?

Język kreuje rzeczywistość. To, w jaki sposób się wypowiadamy i jakich słów używamy, niesie za sobą konkretne nastawienie, konkretną wiadomość. Dużo osób zakłada, że skoro już raz coś zostało językowo ustalone, to nie może się zmienić. Przykładem dyskryminującego języka jest nazywanie osób transpłciowych transseksualistami. Transseksualizm, podobnie jak homoseksualizm z tą końcówką –izm, sugeruje jednostkę chorobową, dlatego należy mówić transpłciowośc i homoseksualność. Transeksualizm wziął się z tłumaczenia transsexual, a po angielsku funkcjonuje podział na sex gender. Po polsku nie ma tego rozgraniczenia, jest po prostu płeć.

Co w takim razie z płcią biologiczną i kulturową?

Nie ma czegoś takiego jak płeć biologiczna. Na płeć człowieka składa się dziewięć różnych kategorii płciowych: chromosomalna, hormonalna, psychiczna, fizyczna, prawna itd. Ludzie używają pojęcia płeć biologiczna, mając tak naprawdę na myśli płeć przypisaną przy urodzeniu. To jest transfobiczny argument: możesz przejść zmiany, ale biologicznie będziesz wciąż swoją płcią przypisaną przy urodzeniu. Te osoby zakładają też, że mózg to nie jest biologia i płeć psychiczna się nie liczy [śmiech].

Nie trzeba kogoś wyzywać, by używać transfobicznego języka, takie sytuacje nazywamy casual transfobią, czyli koncepcje płci biologicznej i wyrażenia typu: urodził się kobietą. Oprócz tego, że to nie jest poprawna terminologia, to zwyczajnie buduje fałszywy obraz transpłciowości.

Kiedyś tej odpowiedniej terminologii w ogóle nie było, dzięki internetowi oraz rosnącej widzialności osób transpłciowych mamy wreszcie słownik, który o wiele trafniej opisuje pewne zjawiska i problemy. Czy tę zmianę widać też poza naszą lewicową bańką?

Przede wszystkim, żeby kogoś edukować, ta osoba musi tego chcieć. Niestety, wciąż jest bardzo dużo osób, które używają przestarzałego, nieadekwatnego języka i są zainteresowane zmianą, ale spotykałem też ludzi, którzy zaskakiwali mnie użyciem prawidłowego języka. To były osoby spoza środowiska aktywistycznego, o poglądach raczej centrowych. Gdy popełniały błąd i je poprawiałem, dziękowały i pilnowały, by mówić odpowiednio.

Dużo liberałów uważa, że języka nie należy zmieniać, bo tak będzie łatwiej przekonać do nas ludzi. Przede wszystkim nie powinniśmy musieć przekonywać do siebie nikogo. Męczy mnie walka o podstawowy szacunek. Nie chcę iść na ugody, nie chcę, żeby ktoś mnie nazywał transseksualistą czy misgenderował, bo musi się przyzwyczaić. Edukujmy się i popełniajmy błędy, ale starajmy się na nich uczyć.

Oczywiście dopuszczalny jest margines błędu, szczególnie jeśli chodzi o starsze pokolenia. Dosadnie uwidaczniał to kontakt z moimi rodzicami, którzy jednak przez 20 lat zwracali się do mnie konkretnym imieniem i używali konkretnych zaimków. Rodzice są blisko sześćdziesiątki i obecnie zdarza im się to już o wiele rzadziej, ale na początku, nawet po paru miesiącach, ciągle robili te same błędy. Koniec końców moja cierpliwość też się wyczerpywała i poprawiałem ich coraz bardziej stanowczo, ale widziałem, że się starają. Chcą się zmienić i to dla mnie najważniejsze.

Misgenderowanie nie jest zwykłą pomyłką imienia, bo gdybym pomylił Twoje imię, nie sprawiłoby ci to bólu. Dla nas misgenderowanie jest przemocą psychiczną, pogarsza zdrowie psychiczne osób trans i to jest udowodnione. Dla mnie to bardziej jak podejście do osoby z depresją i powiedzenie jej: faktycznie jesteś beznadziejny_a. To wciąż słowa, ale słowa, które mają ogromne znaczenie i ogromnie bolą.

Kluczowa wydaje mi się tu w takim razie intencjonalność. Język z roku na rok zmienia się coraz szybciej, błąd może zrobić każdy_a, bo opanowanie języka wymaga czasu i osłuchania się. Jednak zawsze czuć w wypowiedzi, gdy ktoś chce obrazić słowem. Mam wrażenie, że osoby, które najgłośniej krzyczą o tych wyjątkowo trudnych leksykalnie zmianach, po prostu szukają sposobu, żeby móc innych dalej obrażać.

Istotna też jest reakcja na poprawienie misgenderowania. Wystarczy powiedzieć: o, przepraszam, zmienić zaimek i kontynuować. Naprawdę nie jest konieczne rozdmuchiwanie tej sytuacji i nadmierne tłumaczenie się, bo to tylko sprawia, że wszyscy czują się niekomfortowo.

Jeszcze gorsze jest mówienie, że skoro nie mam złych intencji, to będę cię nazywał_a tak, jak ja chcę, a nie tak, jak Ty mnie prosisz, bo przecież nie mam nic złego na myśli.

To jest kwestia podstawowego szacunku do drugiej osoby. Dlaczego gdy kobieta wychodzi za mąż, to przestawienie się na używanie jej nowego nazwiska zajmuje nam chwilę, a gdy osoba trans zmienia imię, jest to nagle taki ogromny wysiłek?

Znam rodziców osób trans, którzy po dwóch latach od coming outu dalej się nie przestawili. To jest już przesada i nie ma mowy o marginesie błędu.

Nieważne, jak trudne byłoby używanie nowych zaimków osoby trans, na pewno nie jest trudniejsze niż przejście procedury zmiany imienia w dokumentach. 

Słyszenie swojego deadname’u i bycie misgenderowanym jest o wiele trudniejsze niż przestawienie się z mówienia ona na on.

A co poradzisz komuś, kto nie wie, jak zwracać się do osób trans i osób niebinarnych, bo boi się, że je urazi?

Zapytaj, po prostu zapytaj. To jest jakiś mit ze środowisk prawicowych, gdzie ktoś grzecznie pyta o zamki, a osoba trans się oburza. Naprawdę nie ma takich ludzi, a jeżeli są, to ja ich nie spotkałem. A miałem już do czynienia z naprawdę ogromną ilością osób trans.

Rozumiem stres. Mam 23 lata i o transpłciowości pierwszy raz dowiedziałem się w wieku 16 lat, ale nie w szkole czy od rodziców, a w internecie na zagranicznych forach. Mnie też nikt nie uczył obchodzenia się z osobami niecis, niebiałymi, niehetero. Miejscowość, z której pochodzę, ma 6 tys. mieszkańców, nikt tam nie mówił o inności czy równości. Nikt mi nawet nie powiedział, że inność może być w porządku, że to nic dziwnego. Dlatego osoby, które pasują do heteronormatywnego świata, panikują, bo nikt ich nie nauczył, że można zrobić tak prostą rzecz, jak zapytać się: jakich zaimków używasz?

Też odbyłem mnóstwo rozmów, w których po prostu czekałem na moment, gdy osoba użyje jakichś form osobowych. To prowadziło do absurdalnych sytuacji, kiedy przez pierwsze 10 minut konwersacji nie użyłem żadnego linka i mówiłem zupełnie naokoło. Teraz się z tego śmieję, ale wtedy było bardzo stresujące.

Tylko nie pytajcie, proszę, o preferowane zaimki. To są po prostu nasze zaimki, których używamy. Oczywiście, gdy ktoś używa dwóch setów zaimków, to faktycznie może jedne preferować, ale to, że ja po polsku używam męskich zaimków, to nie preferencja, to jest po prostu coś, co ja robię. Alex to nie jest moje preferowane imię, to po prostu moje imię. Ta preferencja nasuwa myśl, że możemy wybrać. Tak nie jest. 

Skoro nie mówimy osobom cis, że ich imię lub zaimiki są preferowane, to nie mówmy tego też osobom trans. A słyszałam o takim dylemacie, i to w środowisku lewicowym, że jeżeli jest osoba trans, która mieści się w binaryzmie i wystarczy przejść z on na ona lub na odwrót, to nie ma problemu. Schody pojawiają się, gdy trzeba użyć form neutralnych. Co ty na to?

 Równie dobrze, można powiedzieć, że w ogóle imion jest za dużo, ustalmy 10 i każdy ma wybrać z tej puli, jak chce się nazywać. To ponownie jest kwestia wyłącznie przyzwyczajenia. Formy całkowicie niebinarne, czyli na przykład onu, ono również na początku brzmiały obco. Tak jest z każdą nowością, z którą trzeba się oswoić. Teraz te zaimiki nie brzmią dla mnie już dziwnie, bo poznałem osoby, które ich używają, i przywykłem.

Każda identyfikacja drugiej osoby jest poprawna. Nie możemy stawiać komuś warunków istnienia. Nie rozumiem podejścia: „mieścisz się w jakiś widełkach norm społecznych i wyglądasz w konkretny sposób, to zasługujesz na akceptację, ale jeżeli wychodzisz poza moją ciasną wizję świata, to cię nie toleruję i ty powinieneś_nnaś się zmienić”.

Mamy dwie płcie binarne i mnóstwo innych niebinarnych, tak po prostu jest i język się do tego adaptuje, dlatego warto korzystać z neutratywów.

Warto pamiętać, że nie trzeba wszystkiego rozumieć, by akceptować. Bo tolerować to można co najwyżej niewygodne krzesło. Osobom trans i osobom niebinarnym akceptacja i szacunek po prostu się należą. Nie musimy zapracować na to, by nas szanowano. Nie musimy udowodnić, że zasługujemy na to, by istnieć. Nie musimy edukować wszystkich dookoła i uzupełniać ich braków w wiedzy. Chcemy po prostu żyć.

Nikt nie kwestionuje tego, że istnieją osoby cisheteroseksualne, nawet jeśli chodzi o małe dzieci. Jeżeli dziecko, któremu przy urodzeniu przypisano płeć męską, mówi, że jest chłopcem, nikt tego nie kwestionuje. Jeżeli mówi, że podoba mu się dziewczynka, nikt tego nie kwestionuje. Jeżeli jest odwrotnie, to nagle okazuje się, że jest za młody. Za młody, żeby wiedzieć, czym jest płeć. Za młody na to, żeby wiedzieć, czym jest orientacja.

Zdjęcie: Eva Hajduk, retusz: Luka Łukasiak

Odnoszę wrażenie, że osoby hetero często same siebie nie rozumieją, bo nigdy nie musiały się zastanawiać nad swoją tożsamością. Tak jak mówisz, nigdy nie było kwestionowane to, kim są, dlatego też nigdy nie musiały siebie tak dogłębnie analizować, więc dlaczego wymagamy tego od osób queerowych?

Gdyby zapytać jakiekolwiek cispłciowe kobiety: Co to znaczy być kobietą? Dlaczego czujesz się kobietą? Zapewne odpowiedziałyby: bo tak, tak czuję.

Osoby transpłciowe muszą przedstawiać całą dokumentację, dlaczego coś czują. Ja sam nie potrafię wytłumaczyć, dlaczego czuję się osobą niebinarną. Po prostu nie pasuje mi, gdy ktoś nazywa mnie kobietą czy mężczyzną. To tak, jakby ktoś wołał na mnie na ulicy nie moim imieniem. Nie odwrócę się, bo nie będę wiedział, że o mnie chodzi.

Skoro nie ma jednej, uniwersalnej męskości czy kobiecości, to czy można mówić o jednym, uniwersalnym doświadczeniu tranpłciowości? Czy jest jeden sposób przechodzenia tranzycji?

Absolutnie nie. Bycie transpłciowym po prostu oznacza nieidentyfikowanie się w pełni z płcią przypisaną przy urodzeniu. I to jest jedyny wspólny czynnik dla wszystkich osób trans. Mówię w pełni, ponieważ są osoby, które w jakimś stopniu identyfikują się z płcią przypisaną im przy urodzeniu, ale wciąż są trans lub niebinarne.

Osoby trans i niebinarne mogą przechodzić tranzycję, ale nie muszą. Mogą odczuwać dysforię, ale nie muszą, co też jest kontrowersyjne. Skąd w takim razie wiadomo, że nie jest się cis? Wiesz, że jesteś kobietą, bo nie pasuje ci bycie mężczyzną? Czy czujesz się kobietą po prostu? Tak więc to wszystko zależy od osobistej ścieżki. Są osoby, które przechodzą tranzycję społeczną, ale nie przechodzą tranzycji medycznej. Inne przechodzą tylko część tranzycji medycznej i mogą to być binarne osoby transpłciowe.

Bycie trans bardzo często opisywane jest przez cierpienie. Częsta jest ta narracja o nienawiści do siebie samego_ej.

Motyw uwięzienia w własnym ciele.

Dokładnie. Moje ciało nie jest złe. Były na nim elementy, które mi nie pasowały, ale samo nie jest złe, jest moje. W nim się urodziłem i będę je modyfikował na tyle, żeby czuć się w nim jak najbardziej komfortowo. Jestem na testosteronie, przeszedłem mastektomię, nie wiem, jakie jeszcze elementy tranzycji będą mnie interesowały. Dopiero gdy te zmiany się dokonały, zobaczyłem, jak mi jest z tym dobrze. Ta droga jest długa, ciężka i skomplikowana, a potrzeba tranzycji jest u każdego indywidualna, tak samo jak stopień tranzycji. Indywidualna jest też definicja bycia transpłciowym czy niebinarnym. Problem w tym, że szczególnie w Polsce mało jest osób, które są w stanie nam pomóc, zwłaszcza na tych wczesnych etapach rozwoju, czyli na przykład na początku dojrzewania, które dla wielu osób trans i niebinarnych jest absolutnym piekłem. Nie ma w Polsce osób, które mogłyby nas jakoś poprowadzić, zauważyłyby pierwsze oznaki tego, że dana osoba może być trans. Ja nikogo takiego nie miałem w szkole, w domu czy na studiach. Sam musiałem do tego dochodzić, znalazłem osoby podobne do mnie i to one pomogły mi jakoś odkryć siebie.

W takim razie szczególnie ważna jest widzialność osób trans.

Bardzo. Wszystkie bajki, które oglądałem w dzieciństwie, to były historie cisheteroosób. Niczego innego nie znałem. Długo myślałem, że skoro nadano mi taką płeć przy urodzeniu, to muszę być dziewczynką, bo są tylko dwie opcje i jest się na swoją opcję skazanym_ą na zawsze. Moje pokolenie dorastało na Harrym Potterze i mimo że tam była magia, smoki i inne stworzenia, to wszystko było o cisheteroosobach. W ogóle nie mogłem się w tym odnaleźć. Dlatego tak ważne są marsze równości, widoczność w mediach i dziełach kultury. Jest taki autor Rick Riordan, w większości jego książek dla dzieci i młodzieży prostu pojawiają się osoby trans i osoby niebinarne. Oczywiście zarzuca mu się wpychanie polityki wszędzie. I tak to już jest.

Osoby z mniejszości zawsze są polityką, modą lub ideologią. Nie, my jesteśmy ludźmi. To tylko dowodzi, jak bardzo potrzebujemy tej reprezentacji. Osoby cispłciowe już tak przywykły do tego, że wszędzie widzą siebie, że każda inna osoba staje się dla nich polityką. Potem twierdzą, że nie znają żadnej osoby niecis i niehetero, co absolutnie nie jest prawdą. Znają, tylko te osoby nie czują się na tyle komfortowo, żeby dokonać coming outu.

Z tego, co mówisz, wynika, że reprezentacja jest szczególnie ważna dla osób trans i niebinarnych, które dorastają i nie mają się do czego odnieść. Powinny mieć możliwość poczuć się zrozumiane i mniej zagubione. Jednocześnie reprezentacja osób LGBT+ jest ważna dla wszystich cisheteryków, którzy z góry zakładają, że wszyscy są jak oni.

Ludzie się dziwią, że z roku na rok ilość osób LGBT+ w społeczeństwie wzrasta. Zawsze znajdzie się ktoś, kto powie, że to moda, że namawiamy ludzi do bycia LGBT+. Byliśmy zawsze, teraz po prostu mniej się boimy wychodzić z szafy, bo homoseksualność czy bycie trans nie jest już karane. Wzrasta akceptacja społeczna, dlatego jest nas więcej.

Czego jeszcze nie wypada mówić osobom transpłciowym?

Dla mnie to są takie nieudane komplementy w stylu: nigdy bym nie powiedział, że jesteś trans! lub nie wyglądasz na osobę trans albo jeszcze wyglądasz jak prawdziwy chłopak/dziewczyna. To w domyśle znaczy, że wyglądanie jak osoba trans jest złe i powinniśmy aspirować do wyglądania jak osoba cis, która jest normalnaprawdziwa. Nikt dookoła nie powinien wiedzieć, że jestem trans. Nie należy pytać się o dead name, to imię jest martwe z jakiegoś powodu. Podobnie jest ze zdjęciami przed. Wielokrotnie słyszałem pytanie w stylu: pokaż mi zdjęcie, jak byłeś dziewczyną. Ja nigdy nie byłem dziewczyną, mogłem się tak prezentować, ale nią nie byłem.

Oprócz tego przekonanie, że osoby trans i osoby niebinarne muszą ludzi edukować, podczas gdy my po prostu chcemy sobie żyć. Osoby należące do mniejszości nie muszą odpowiadać na każde pytanie, tym bardziej na te inwazyjne. Pytania o genitalia i operacje są nie na miejscu. Złota zasada: jeżeli nie zapytasz się osoby cis o to, co ma w majtkach, nie pytaj osoby trans. Błędne jest myślenie, że jeżeli dana osoba otwarcie mówi o tym, że jest trans lub cis, to nie ma już żadnych granic personalnych.

Wiele osób nie ma złych intencji, tylko nikt ich nie nauczył inaczej, ale po to jest internet, żeby wykonać ten minimalny wysiłek i dowiedzieć się czegoś samemu_ej.

Jak na co dzień wspierać osoby trans i niebinarne?

Słuchać nas. Tylko i aż tyle. Słuchać i aplikować w życiu codziennym. Wspierać i nie zabierać przestrzeni. Znam osoby, które twierdzą, że A w LGBTQIA jest od ally i czują się częścią społeczności. Nie wypowiadajcie się za nas, oddawajcie nam głos, edukujcie się i nie oczekujcie za wszsytko medalu. Spotkałem osoby cis, które oczekiwały nagrody za to, że używały poprawnych zaimków w rozmowie ze mną. Oprócz tego, jeżeli ma się taką możliwość, warto wspierać finansowo, bo tranzycja kosztuje, i to niemało. Najtańsza mastektomia kosztuje 7,5 tys. złotych, a najdroższa 20 tys., operacje genitaliów to również dziesiątki tysięcy złotych, dlatego jeżeli ktoś ma taką możliwość, to niech wpłaca na zrzutki. Słuchajcie aktywistów, szanujcie nas i po prostu bądźcie ludźmi.

Tekst powstał w ramach 2. edycji akcji społecznej Kampanii Przeciw Homofobii #JestemPrzeciwTransfobii wspieranej przez Poptown.eu.

www.kph.org.pl

WIĘCEJ