ALDONA ORŁOWSKA to pełnoprawna, godna szacunku artystka, a nie żaden mem

Cóż w zasadzie odkrywczego można napisać o Aldonie Orłowskiej? Pół Polka, pół Brazylijka od lat mieszkająca w Szwecji. Utytułowana młodzieżowa pływaczka. Klasycznie wykształcona, dysponująca tłukącym kieliszki na bankietach sopranem wokalistka i diwa.

Orłowska przez lata była dla wielu jednym z wynalazków z Youtube’a. Umiejscowiona pomiędzy luntkami, hardkorowymi koksami i innymi egzotycznymi osobowościami, była obiektem ciekawości, ale przede wszystkim beki. Jej niskobudżetowe, chaotycznie zmontowane, teledyski oraz niekonwencjonalne zabiegi wokalne budziły uśmiech politowania. „To przeznaczenie”, „Karta miłości” oraz rejestracje występów w TV Polonia przyniosły jej wielotysięczną, ale omamioną publikę.

Działająca stale ze swoim mężem, multiinstrumentalistą i aranżerem Eugeniuszem Polokiem, artystka potrzebowała pomocnej dłoni by móc się uwierzytelnić. Tę wyciągnęli Lubomir Grzelak oraz Filip Lech z wytwórni DUNNO Recordings. Ten pierwszy, lepiej znany jako Lutto Lento, od lat w swoich setach puszczał mało znane nagrania Orłowskiej. Fascynacja outsiderskim charakterem oraz kosmiczną aurą nagrań diwy zaowocowała w końcu współpracą. Pierwszy singiel pod banderą DUNNO, „To nieważne”/”Idę” ukazał się we wrześniu 2017 roku. Pierwszy z tych utworów to ozdobiona kwasi-operowymi serpentynami balearyczna ballada. Przestrzennie wyprodukowana i ujmująca swoim pozaziemskim urokiem. „Idę” to z kolei, zatopiony w pogłosach i house’owej produkcji rodem z ejtisowego Chicago, pełnokrwisty banger utrzymany w średnim, ale hipnotyzującym tempie.

Sukces i uznanie pierwszego krążka powtórzył jego sequel. Wydane kilka miesięcy później „Nie wiem”. Powtarzający niemal doskonałą formułę „To nieważne” soundtrack do letniej nostalgii. Siedmiocalowy winyl uzupełniła też kompozycja Eugeniusza Poloka – jazzujący „Nature Boy”. Drugą stronę płyty zajmuje świetny reggaetonowy singiel autorstwa Lutto Lento.

Gdy Aldona Orłowska, w towarzystwie męża oraz założycieli DUNNO pojawiła się jesienią 2018 roku na Jasnej 1, w internecie zawładnęła konsternacja. Występ, który, idąc drogą krzywdzących uogólnień, mógłby się odbyć w klubie Glam lub amfiteatrze w Parku Skaryszewskim, został zorganizowany w jednym z najbardziej klubowych klubów w Stolicy. Podziemia gmachu Krajowej Rady Spółdzielczej okazały się jednak doskonałą scenerią dla misterium, która zaserwowała para doświadczonych estradowych wyjadaczy. Duże ilości dymu oraz czerwona kotara zdobiąca scenę nadały przestrzeniom twin peaksowego smaku, a podzielony na kilka aktów (artyści wystąpili tego wieczoru kilkukrotnie w krótkich setach) występ okazał się zaskakująco pełen treści i nieuchwytnej zjawiskowości. Tej zaskakującej magii nie było by oczywiście bez oddanej publiczności – sala pękała bowiem w szwach. Mogę powiedzieć szczerze – to był jeden z najfajniejszych koncertów, na jakich byłem w tamtym roku.

Aldona, oczywiście w towarzystwie męża, w glorii i chwale powraca w to samo miejsce. Już 10 stycznia pojawi się na Jasnej 1 jako gwiazda obchodów karnawału. Czego możemy się spodziewać po jej występie? Przede wszystkim frapującego i obezwładniającego zachwytu. To będzie prawdziwy HIT. Oprócz diwy tego wieczoru będziemy mogli posłuchać Lutto Lento, Filipa Lecha, Oli Teks i Bartosza Kruczyńskiego. Bilety znikają w zastraszającym tempie, więc lepiej się zainteresujcie i zweryfikujcie swoje memiczne uprzedzenia.

Helena Majewska / Jasna 1
WIĘCEJ