22 tysiące twarzy Tomasza Machcińskiego. Wiele z nich można zobaczyć na jednej wystawie

To sztuka pod wieloma względami prosta w wykonaniu, ale nie naiwna. To życiowy projekt, który imponuje swoim rozmachem.

Każdy może się przebierać i robić sobie fotki. Ba, wiele osób to robi. Ja mogę, wy możecie. Ale jesteście w stanie zamienić to trwający w ponad pół wieku, stały performance? To właśnie zrobił Tomasz Machciński. Od 1966 roku na potrzeby swoich zdjęć przybrał 22 tysiące tożsamości. Część z nich była fikcyjna, ukształtowana przez stereotypy i wyobrażenia. Część pożyczona od istniejących figur. Był Janem Pawłem II, Osamą Bin Ladenem czy Charliem Chaplinem. Ale także dziesiątkami lub setkami stricte zanonimizowanych gwiazd pop czy osób, które możemy spotkać na ulicy – Warszawy, Nowego Jorku czy Kinszasy.

A Machciński urodził się w 1942 roku w Górkach, wsi w Puszczy Kampinoskiej. Przetrwał II wojnę światową, dzieciństwo upłynęło mu w szpitalach i sierocińcach. Został korespondencyjnie adoptowany przez amerykańską aktorkę Joan Tompkins. O historii tej powstał film dokumentalny w reżyserii Alicji Albrecht pt. Dziecko z katalogu. Przeniósł się do Kalisza (w którym mieszka do dzisiaj) i ukończył szkołę jako mechanik precyzyjny i pracował jako praktykant maszyn biurowych. Ale szybko jego tożsamość zaczęła ewoluować. 3 lata po uzyskaniu dyplomu, w 1966 roku zaczął sobie robić zdjęcia. Na autoportretach przebierał się za innych, znanych i nieznanych. Od 55 lat nie korzysta z niczyjej pomocy. Sam kompletuje i dobiera stroje, zajmuje się charakteryzacją i włosami oraz obsługuje aparat. Jest pod tym względem samowystarczalny. Stroni jednak od peruk. Jeśli chce wcielić się w postać kobiecą, musi poczekać aż włosy urosną mu do odpowiedniej długości. – Nie stosuję peruk, trików, natomiast wykorzystuję wszystko, co dzieje się z moim organizmem, jak: odrastanie włosów, ubytek zębów, choroby, starzenie się itp. Dzieło sztuki to ja, Tomasz Machciński. Sam stworzyłem dzieło jedyne, niepowtarzalne w świecie. Opisałem swoje życie w fotografii, literaturze, pracy w rzeźbie, filmie i mojej muzyce – mówi.

Tomasz Machciński - Bez tytułu, 2014

Przez pierwsze dekady korzystał z technik analogowych. Czarno białe zdjęcia często były stylizowane na hollywoodzkie fotosy największych gwiazd kina, nawet jeśli w centrum znajdowała się postać, która nigdy nie mogłaby nią być. W ostatnich kilkunastu latach zaczął korzystać z cyfrowych technik. Wtedy jego prace zmieniły charakter, dla profesjonalistów mogłyby się wydawać amatorskie – drzemie w nich jednak żywa iskra pasji.

Status Machcińskiego jako artysty nie jest dla wielu osób jednoznaczny. Przez wiele lat był traktowany jako twórca sztuki naiwnej. Osoby zajmujące się jego twórczością współcześnie twierdzą jednak, że nie jest to odpowiednie określenie. Artysta jest świadomy swoich poczynań. Nieprofesjonalny charakter jego dzieł nie powinien być jedyną przesłanką zbliżającą go do nurtu naiwnego. Pomimo prostych środków Machciński stworzył bowiem projekt totalny, który przytłacza swoimi rozmiarami oraz imponuje zaangażowaniem artysty. 55 lat to 20 075 dni. Szacuje się, że Machciński zrobił 22 tysiące zdjęć – to ponad jedna unikalna fotografia dziennie. Każda kreacja wymaga przygotowania, skompletowania stroju i przygotowania make upu. Można więc oszacować, że średnio każdy dzień to osobna historia – życiorys zawłaszczony przez fotografa i modela.

Tomasz Machciński - Bez tytułu, 2009

Machiński nie uznaje granic. Wciela się w tego, kto go interesuje. Może być kobietą, kimś znacznie młodszym lub starszym, osobą innego pochodzenia rasowego. Trudno jednak doszukiwać się apropriacji kulturowej lub rasizmu w jego pracach. Jeśli maluje sobie twarz na czarno to dlatego, że go to fascynuje i nie może w domu osiągnąć wiarygodniejszego efektu. Bohaterów i bohaterki nie stereotypizuje i nie umniejsza – pokazuje za to elastyczność ludzkiej tożsamości. I właśnie to m.in. sprawiło, że wystawy indywidualne pokazywał m.in. w Beverly Hills i Kopenhadze, ale także Gnieźnie i Radomsku.

Tym razem taką właśnie otworzył w Krakowie. Nazwane od cytatu z piosenki Maanamu Tysiące twarzy, setki miraży to ekspozycja kilkuset zdjęć artysty powstałych w latach 2006-2018, czyli okresie cyfrowym artysty. Wystawę można podziwiać w krakowskiej Galerii Europa – Daleki Wschód w Muzeum Manggha do 5 września. Została ona otwarta w ramach, trwającego do 27 czerwca Miesiąca Fotografii w Krakowie. Więcej informacji na temat tego festiwalu oraz tej właśnie wystawy znajdziecie tutaj.

WIĘCEJ